cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Jan Henryk Dąbrowski – zrepolonizowany bohater narodowy

Kamil Byk, 07.06.2018

Jan Henryk Dąbrowski

Stefan Żeromski w swojej powieści „Popioły” przedstawił generała Jana Henryka Dąbrowskiego jako osobę, która ma wyraźny problem z językiem polskim – często wtrąca niemieckie słowa lub po prostu posługuje się tylko niemieckim. Nie było w tym żadnej przesady. Dąbrowski choć urodził się 2 sierpnia 1755 r. w Pierzchowcu niedaleko Bochni, to już w wieku 11 lat opuścił ojczyznę i przeniósł się do Saksonii. Tam wsiąkł w kulturę niemiecką, aż zdawało się, że całkowicie zapomni o kraju przodków. Stało się jednak zupełnie inaczej.

Zniemczony Polak zrepolonizowany

Przyszły generał pochodził z polskiej rodziny, choć związanej z niemieckością. Jego ojciec Jan Michał był oficerem saskiej kawalerii, natomiast matka Zofia Maria von Lettow pochodziła ze spolonizowanej kurlandzkiej szlachty. W domu rozmawiało się po polsku. Jan Michał pełnił zresztą służbę częściej w Rzeczpospolitej, niż w złączonej z nią unią Saksonii. Ojciec przyszłego wodza Legionów korzystając ze swoich znajomości i wpływów chciał jednak zapewnić synowi lepszy start w dużo bogatszym i bardziej rozwiniętym elektoracie saskim. Dlatego też w 1766 r. Jan Henryk rozpoczął naukę w kolegium w Kamieńcu na Łużycach, a już w wieku 16 lat wstąpił do saskiej armii.

Jan Henryk Dąbrowski

W odróżnieniu od ojca, nasz bohater nie mógł służyć w ojczyźnie, gdyż po śmierci Augusta III unia polsko-saska nie była kontynuowana. Z tego też względu Jan Henryk szybko przesiąkł kulturą niemiecką. Jego więzy z Polską osłabły jeszcze bardziej, gdy okazało się, że po śmierci ojca w 1779 r. (matka zmarła w 1757 r.) odziedziczył głównie długi, a rodzinny Pierzchowiec musiał sprzedać. W Saksonii natomiast wziął ślub z Niemką Gustawą von Rackel. Na co dzień używał języka niemieckiego i zaczytywał się w niemieckiej literaturze, z kolei kariera w saskiej armii układała się znakomicie.

A jednak do ojczyzny coś go ciągnęło. W 1792 r. Stanisław August Poniatowski, chcąc zrealizować zakładane w Konstytucji 3 maja powiększenie armii, ściągał do ojczyzny polskich oficerów służących w obcych armiach. Dąbrowski nie bez namów zdecydował się skorzystać z oferty powrotu do Rzeczpospolitej. W Polsce dostał nominację na pułkownika, a następnie wicebrygadiera w Wielkopolskiej Brygadzie Kawalerii Narodowej. Nie dane mu było jednak wziąć udział w walkach z Rosjanami w obronie Konstytucji 3 maja, a całą wojnę zakończył hańbiącym przystąpieniem do konfederacji targowickiej. W następnym roku zmazał jednak ten błąd stawiając opór wojskom pruskim wkraczającym do Poznania. W czasie powstania kościuszkowskiego za bohaterską obronę Warszawy uzyskał stopień generała. Następnie bijąc się z Prusakami w Wielkopolsce tak ich skompromitował, że ich głównodowodzący został oddany pod sąd wojenny. Cała kampania wielkopolska zrobiła zresztą na Prusakach ogromne wrażenie. Generał von Kleist po upadku insurekcji przedstawił Dąbrowskiemu i jego żołnierzom propozycję przejścia w całości na żołd pruski. Dąbrowski oczywiście odmówił.

Gwiazda sprawy narodowej

Te kilka lat bojów w obronie upadającej ojczyzny musiały nieźle zafiksować naszego bohatera. Można nawet powiedzieć, że dokonała się swoista repolonizacja Dąbrowskiego. Podczas gdy pozostali jego koledzy z wojny i powstania mniej lub bardziej kolaborowali z zaborcami, to Dąbrowski jak jakiś fanatyk walczył o pełne odzyskanie niepodległości. W tym celu jesienią 1796 r. przybył do Paryża, gdzie nawiązał kontakt z rządem francuskim. Wraz z Józefem Wybickim i Franciszkiem Barrsem przedstawił projekt utworzenia Legionów Polskich. Dyrektoriat wysłał Polaków od razu na front włoski, gdzie pod skrzydłami generała Bonapartego miała formować się polska armia. Formalnie 9 stycznia 1797 r. na podstawie umowy podpisanej z Republiką Lombardii powołano Legiony Polskie.

Jan Henryk Dąbrowski wkracza do Rzymu

Tak zaczął się najważniejszy okres w życiu Jana Henryka Dąbrowskiego. Utworzenie bowiem Legionów pod jego dowództwem było wydarzeniem bez precedensu. Była to pierwsza w pełni polska formacja od III rozbioru Rzeczpospolitej. Dąbrowski i jego podkomendni dali się poznać jako doskonali żołnierze. Sam generał zyskał ponadto opinię dbającego o swoich podkomendnych.

Legiony były jednak stosunkowo niewielką jednostką liczącą przeważnie 7-8 tys. żołnierzy. Nie był to zatem oddział, który rozstrzygał o losach kampanii. Polacy dzielili zwycięstwa i klęski armii francuskiej. Lecz warto podkreślić, że Dąbrowski wykazywał w swojej pracy niezwykły hart ducha. Gdy po ciężkich walkach 1799 r. jego oddziały poszły w rozsypkę, to już w następnym roku zdołał je odbudować. Jego wysiłki doceniali również Francuzi, którzy w 1803 r. nominowali go generalnym inspektorem włoskiej jazdy. Sława Dąbrowskiego szybko dotarła nad Wisłę, a to nie tylko przez wieści z Włoch, ale również zdobywającą niezwykłą popularność „Pieśń Legionów Polskich”, czyli nasz hymn „Mazurek Dąbrowskiego”.

Gdy w 1806 r. armia Napoleona w czasie wojny z Prusami zbliżała się do granic dawnej Rzeczpospolitej, to Dąbrowskiego oczekiwano najbardziej. To on był wówczas największą gwiazdą wśród polskich generałów cesarza Francuzów. Jego notowania wzrosły dodatkowo, kiedy zorganizował w Wielkopolsce powstanie, które wyzwoliło ten region spod władzy Prusaków. Następnie generał wsławił się jeszcze w walkach pod Gdańskiem i Frydlandem.

Jan Henryk Dąbrowski wkracza do Poznania

W dowód uznania zasług Napoleon ofiarował twórcy Legionów wielkopolski majątek Winna Góra. W tym samym czasie Jan Henryk, nieoczekiwanie również dla siebie, postanowił uporządkować swoje sprawy matrymonialne. Był bowiem wówczas wdowcem, a tak się zdarzyło, że przypadkiem poznał piękną pannę Barbarę, córkę podczaszego wschowskiego Ksawerego Chłapowskiego. Swoją wybrankę spotkał, gdy ta zabiegała o uwolnienie brata z niewoli francuskiej. Do ślubu doszło 5 listopada 1807 r. Małżonków dzieliło 27 lat różnicy, a mimo to małżeństwo okazało się nad wyraz udane. Do tego stopnia, że Barbara podróżowała podczas kampanii wojennych za mężem jako markietanka. Sam Dąbrowski uchodził za człowieka niezwykle rodzinnego i dbającego o żonę.

Nasz bohater

Do momentu utworzenia Księstwa Warszawskiego, to właśnie generał Dąbrowski grał pierwsze skrzypce. Potem musiał jednak ustąpić pola innym. Na firmamencie szybko pojawiła się gwiazda księcia Józefa Poniatowskiego, z którego pozycją nasz bohater nie mógł się równać. W kolejnych latach wódz Legionów dzielnie bije się w wojnie z Austrią (1809) i Rosją (1812 r.). Nie jest jednakże już tym ulubieńcem tłumów co w 1806 r. Powrót na pierwsze miejsce następuje dopiero po śmierci marszałka Poniatowskiego pod Lipskiem. Dąbrowskiego wówczas nominowano na wodza naczelnego. Kolejny raz daje się wtedy poznać jako sprawny dowódca. Reorganizuje rozbite oddziały, ale wobec klęski Napoleona niewiele to zmienia.

W 1814 r. Jan Henryk Dąbrowski przybył do nowo utworzonego Królestwa Polskiego. Car Aleksander I proponował mu nawet zostanie namiestnikiem tego tworu, lecz generał odmówił. Zadowolił się jedynie członkostwem w Komitecie Wojskowym, który formował tamtejsze wojsko. Nie zagrzał jednak długo miejsca w Kongresówce. Niedługo potem wyjechał do Winnej Góry. Tam zmarł 6 czerwca 1818 r. Powodem było zapalenie płuc i gangrena w nodze (skutek starej rany).

A mogło być przecież inaczej. Gdyby nie decyzja z 1792 r. Jan Henryk Dąbrowski, a może Hans Heinrich Dombrowski, byłby saskim generałem, który niewiele ma wspólnego z miejscem urodzenia. Tymczasem skończyło się to tak, że w ostatnich latach życia jedną z niewielu rzeczy łączących go z Saksonią były ciągłe wtrącenia i zapożyczenia z języka niemieckiego. Co do reszty, generał Dąbrowski mógłby uchodzić za wzór polskiego patrioty.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA