cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Czy Polacy nie potrafią wykorzystywać swoich zwycięstw?

Antoni Bzowski, 14.05.2021

Wizja żołnierska - obraz Wojciecha Kossaka

Polska może się szczycić licznymi zwycięstwami na polu militarnym. Pokutuje jednak przeświadczenie, że wiele z tych wiktorii nie zostało wykorzystanych. Ale czy nie jest to przypadkiem mit?

Bitwy wygrane i wykorzystane

Co do niektórych bitew, to z pewnością. Weźmy tą jedną z najważniejszych – bitwa pod Grunwaldem. Świetne zwycięstwo nad Zakonem Krzyżackim często jest postrzegane jako niewykorzystane. Świadczy o tym przede wszystkim nieudane oblężenie Malborka oraz nie do końca satysfakcjonujące rozstrzygnięcia pierwszego pokoju toruńskiego. Można się oczywiście spierać, czy armia polska i litewska mogła szybciej ruszyć spod pola bitwy na stolicę państwa krzyżackiego i czy całkowite pokonanie Krzyżaków było w zasięgu naszej ręki, jednak nie należy odmawiać wiktorii grunwaldzkiej sporego znaczenia. Po niej prestiż i znaczenie międzynarodowe Królestwa Polskiego wyraźnie wzrosło. Do Jagiełły zaczęły spływać propozycje objęcia tronów w sąsiednich państwach, a Korona stała się ważnym podmiotem w skali całego kontynentu. Do tego przyznane Polsce od Państwa Zakonnego pieniądze tak zrujnowały skarbiec krzyżacki, że to na zawsze już zachwiało stabilnością Zakonu.

Warto też rozważyć, czy to co osiągnęliśmy po bitwie pod Grunwaldem, to nie było to maksimum tego na co moglibyśmy liczyć w tej wojnie. Nawet jeśli Jagiełło i Witold przybyliby prędzej pod Malbork to bez armii przygotowanej do oblężenia niewiele mogli zrobić, zwłaszcza, że ich wojska były zmęczone. Nawet jeśli jakimś cudem twierdza zostałaby zdobyta, to wcale nie musiał to być koniec konfliktu, o czym świadczą doskonale doświadczenia wojny trzynastoletniej.

Bitwa pod Grunwaldem na obrazie Wojciecha Kossaka

Innym często wskazywanym niewykorzystanym zwycięstwem jest bitwa pod Kircholmem. Było to jedno z największych triumfów husarii. Najlepsza europejska jazda XVII stulecia rozgromiła czterokrotnie liczniejsze zastępy szwedzkie. Jednakże nawet takie zwycięstwo nie spowodowało końca wojny. Szwedzi jeszcze przez kolejne lata atakowali Inflanty. Ale zauważmy, że stawką tej batalii było obronienie Rygi, którą próbowali zdobyć Szwedzi. Po ich pokonaniu miasto znajdowało się pod panowaniem Rzeczypospolitej jeszcze przez kolejne 16 lat. Być może trwałoby to dłużej, gdyby w naszych nadbałtyckich twierdzach znajdowały się solidne i dobrze opłacone siły. Tak jednak nie było. Gdy w 1621 roku Rzeczpospolita była zaangażowana w wojnę z Turcją, to Gustaw Adolf postanowił wznowić wojnę z państwem polsko-litewskim i zagarnął znaczną część Inflant.

W wyliczance niewykorzystanych zwycięstw pojawia się często również bitwa pod Kłuszynem. Wspaniała wiktoria hetmana Stefana Żółkiewskiego, zdaniem np. profesora Nagielskiego nie przyniosła wymiernych korzyści. Nie sposób z tym się zgodzić. Dzięki wyczynowi armii Żółkiewskiego nie tylko udało się powstrzymać rosyjsko-szwedzkie wojska zmierzające na odsiecz oblężonemu Smoleńskowi, ale także „przekonać” rosyjskich bojarów do usunięcia cara Wasyla Szujskiego, oddaniu czapki Monomacha królewiczowi Władysławowi Wazie i otwarciu bram Moskwy przed Litwinami i Polakami. Ponadto, gdyby nie Kłuszyn to zapewne nie doszło by do przyłączenia ziemi smoleńskiej, czernichowskiej i siewierskiej do Rzeczpospolitej.

Przegrane zwycięstwa

Były jednak i takie zwycięstwa, których rzeczywiście nie udało się Polsce i Litwie wykorzystać. Pierwsze miejsce należy do jednej z największych batalii XVII stulecia – bitwy pod Beresteczkiem. Armia koronna i litewska pod wodzą króla Jana Kazimierza była w stanie rozgromić siły kozacko-tatarskie, lecz po tak ogromnym triumfie wojska polskie i litewskie nie poszły za ciosem. Szlachta w większości wróciła do domów, podobnie postąpił król. W efekcie, nie udało się zadać wrogowi śmiertelnego uderzenia.

Bitwa pod Orszą na obrazie z epoki

Wielkim niewykorzystanym zwycięstwem jest też bitwa pod Orszą. Hetman Konstanty Ostrogski rozgromił siły moskiewskie, ale nie zdobył Smoleńska, co było w tej wojnie kluczowe. Klęska pod Orszą była dla Moskwy bardzo dotkliwa, ale nie na tyle by dać zwycięstwo Litwie. Rozejm, który zawarto dopiero w 1522 roku, czyli sześć lat po bitwie, dał stronie polsko-litewskiej nie triumf, ale remis.

Do grona niewykorzystanych zwycięstw zaliczyłbym też bitwę pod Wiedniem. Owszem, doprowadziła ona do załamania potęgi osmańskiej, wzrostu prestiżu Rzeczpospolitej, ale ze stawianych przed bitwą celów udało się zrealizować niewiele. Rzeczpospolita zaangażowała się w długą wojnę i dopiero po 16 latach od wiktorii wiedeńskiej udało się odzyskać Podole i Bracławszczyznę.

Również nasza największa bitwa morska – bitwa pod Oliwą. Poza chwilowym odblokowaniem Gdańska triumf ten nie przyniósł nic. A sama wojna, mimo innego wspaniałego zwycięstwa pod Trzcianą, zakończyła się dla Polski porażką.

Lepiej być nie mogło?

Oczywiście, przyczyny niewykorzystania tych zwycięstw są różne, ale można w nich dostrzec pewien problem systemowym. Ustrój polityczny I Rzeczpospolitej utrudniał prowadzenie wojen i skutecznej polityki zagranicznej. Już Stefan Batory po zwycięstwach w Wielkimi Łukami i Połockiem, miał problem z zebraniem pieniędzy na trzecią, najważniejszą wyprawę, która miał skłonić Moskwę do pokoju.

Pustki w skarbcu i niezgoda szlachty na wielkie zaangażowanie w Inflantach spowodowały także, że zamiast rozbić Szwedów w pył szarpaliśmy się z nimi długie lata. Na początku XVII wieku hetman Jan Karol Chodkiewicz dwoił się i troił, by za pomocą skąpych sił obronić terytorium Rzeczpospolitej. Wielokrotnie w polu pokazywał, że armia polska i litewska nie ma sobie równych. I proszę sobie wyobrazić, co mógłby zrobić, gdyby miał większe i dobrze opłacone wojska. Tymczasem szlachta lekceważyła zagrożenie szwedzkie, słusznie uważając, że Szwecja jest dużo słabsza. Ale Szwedzi czekali, zdobywali doświadczenie i w końcu się doczekali. Nie tylko zabrali nam Inflanty, ale przez kilka lat położyli łapę na polskich portach, a w końcu doszło do tego, że okupowali sporą część kraju.

Bitwa pod Kircholmem na obrazie Wojciecha Kossaka

Niechęć do prowadzenia wojen połączona z lekceważeniem przeciwnika cechowała większość konfliktów Rzeczpospolitej. Dopiero w obliczu katastrofy potrafiono zmobilizować nadzwyczajne siły. Tak było w 1621, 1633 i 1673 roku. Działania ad hoc nie są jednak cechą sprawnego państwa. Niechęć do wojen, która wbrew pozorom cechowała polską szlachtę z ludzkich względów jest zrozumiała. Lepiej przecież żyć w pokoju i się bogacić. Problem w tym, że gdy już wojna trwała zawsze pojawiała się silna partia pokoju, naciskająca na jak najszybsze zakończenie konfliktu. Nie liczyło się wyeliminowanie problemu, ale choćby chwilowe nastanie spokoju. Było to krótkowzroczne, bo problem wracał ze zdwojoną siłą. Jednocześnie szlachta skąpiła grosza na stałą armię, gdyż mogłoby to wzmocnić pozycję króla, który mógł z jej pomocą wprowadzić absolutyzm.

Jak mówił Jan Kazimierz w „Ogniem i mieczem”, w każdym normalnym kraju król jest królem, jest skarb i jest wojsko, ale Rzeczpospolita normalnym krajem nie była. Król szwedzki miał znacznie większą swobodę działania w prowadzeniu wojny od króla polskiego. Jednak paradoksem jest to, że najechać Rzeczpospolitą było można, ale pokonać już trudniej. Ta sama szlachta nieskora do trwałego podboju wroga potrafiła bić wroga. I to nie tylko w regularnej armii koronnej czy litewskiej, ale w zwykłym pospolitym ruszeniu. Miała bowiem o co się bić. Gdzie indziej byłoby im tak dobrze? Mieliby tyle przywilejów?

Patrząc na takie zwycięstwa jak pod Kircholmem, Kłuszynem czy Oliwą wielu historyków ma poczucie niedosytu. Te sukcesy odnieśliśmy bowiem przy skromnych siłach i aż strach pomyśleć, co byśmy wyczyniali, gdyby te siły byłyby większe. Jednak w tej sytuacji ustrojowej było to niemożliwe, ale z drugiej strony, gdyby nie ta sytuacja ustrojowa, to zapewne motywacja do walki byłaby dużo mniejsza i tych zwycięstw po prostu mogłoby nie być.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA