cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Piątek, 02.12.2022

Sekrety zwycięstw husarii

Jakub Wojsza, 27.09.2022

Atak husarii na obrazie Stanisława Batowskiego

Żadna inna jazda nie kojarzy się ze zwycięstwami Rzeczpospolitej tak jak husaria. Sukcesy odnosiła w chwilach największej świetności tego państwa, a jej upadek przypadł na lata największego kryzysu Polski i Litwy.

Skrzydlaci jeźdźcy

Husarz często jest mylony z huzarem. Podobieństwo w nazewnictwie jest nieprzypadkowe. Obydwie formacje mają to samo pochodzenie. Nasza duma narodowa pierwotnie była bowiem lekką jazdą węgierską i serbską wykorzystywaną w trakcie walk z Turkami na Bałkanach w XVI w. Nazywano ich wówczas usarami, gusarami lub racami i w niczym nie przypominali znanych nam skrzydlatych jeźdźców.

Pod właśnie taką lekką postacią husaria po raz pierwszy zagościła na polskiej i litewskiej ziemi na początku XVI stulecia. Wiadomo, że w 1506 r. walczyła pod Kleckiem, a w 1514 r. pod Orszą. Dopiero za panowania Stefana Batorego husaria zaczęła nabierać już dobrze znanego nam wyglądu. Jeźdźcy założyli pancerze lub półzbroje płytowe. Na nie nakładano skóry dzikich zwierząt: lampartów, tygrysów albo rodzimych dzików. Do tego dochodziły naramienniki, karwasze i szyszaki. Wbrew pozorom ciągle nie można było uznać ją za jazdę ciężką. Cały ten rynsztunek ważył ok. 15 kg.

Bitwa pod Kircholmem na obrazie Wojciecha Kossaka.
Jeżeli chcesz mieć taki obraz u siebie, to zajrzyj do Sklepu Wokulskiego.

Na uzbrojenie husarza składała się oczywiście szabla polska, zwana również husarską, czarną lub pochyłym pałaszem. Wyróżniała się ona m.in. tym, że po wewnętrznej stronie jej rękojeści znajdował się tzw. paluch. Był to polski wynalazek. Umieszczano w nim kciuk, dzięki czemu chwyt szabli był lepszy i można było oddawać pewniejsze ciosy. Poza szablą do dyspozycji husarza był również koncerz, czyli długa (głownia ok. 160 cm) prosta broń, która służyła wyłącznie do kłucia. Zdarzały się sytuacje, że zastępowała ona jedną z podstaw skuteczności husarii, czyli pięciometrowe kopie zwane też drzewkami. Wykonywano je z drzewa osikowego i od środka wydrążano, co czyniło je lekkimi. Drzewka przewożono w tokach, czyli specjalnych tulejach, przymocowanych do siodła. Podczas ataku husarz przechylał kopię, ale nie wyciągał z tulei przez co miał mniej obciążoną rękę.

Do drzewka była przymocowana chorągiewka, która oprócz walorów estetyczno-reprezentacyjnych odwracała uwagę przeciwnika. Tajemnicą skuteczności kopii była bowiem jej długość. Zaostrzony grot, którego przez powiewający proporzec nie dostrzegano, dosięgał piechotę wroga już kilka metrów przed nią. Dochodziło nawet do sytuacji, że na jedną kopię nadziewano aż kilku piechurów. Tak było np. w trakcie bitwy pod Połonką 29 czerwca 1660 r. Jak notował hetman Paweł Sapieha:

Jam tego nie widział, ale godny wiary towarzysz powiada, iż sześciu na jednej kopiej widział Moskalów.

Jednocześnie jednak kopia bardzo szybko się łamała, zazwyczaj już po pierwszym uderzeniu. Dlatego też starano się szarżować w luźnym szyku o odstępach ok. 3 m między jeźdźcami i złożonym z trzech szeregów husarzy, którzy uzupełniali pierwszą linię po wyłamaniu kopi z przodu. Luźny szyk pozwalał również na uniknięcie strzałów przeciwnika, które oddawane ze znacznej odległości miały małe szanse na sukces.

Konno i pieszo

Husaria atakowała najpierw idąc stępa bądź kłusem. Dopiero w odległości 30-40 m od wroga przechodzono w cwał. Konie szły jednak cały czas łeb w łeb. Najpierw z odległości ok. 3-4 m husarskie kopie przebijały szereg pikinierów. Potem husarz sięgał po szablę, pałasz lub koncerz. Dysponował też nadziakiem, parą pistoletów lub buzdyganem. Szarże czasami powtarzano wielokrotnie, aż do momentu całkowitego rozbicia nieprzyjaciela.

Współtwórcą sukcesu husarii były niewątpliwe konie. Określano je końmi polskimi. Nie wiemy niestety jak one dokładnie wyglądały, gdyż ta rasa nie przetrwała do naszych czasów. Najczęściej wskazuje się, że były podobne do koni rasy małopolskiej lub pruskich trakenów. Jednakże wiadomo, że husaria korzystała także z popularnych dziś koni arabskich, zwanych wówczas „turkami”. Były to niewątpliwe wierzchowce wytrzymałe i wyszkolone do wykonywania wszystkich husarskich trików, jak odskoki, gwałtowne zwroty czy podskoki na tylnych nogach. Ta ostatnia sztuczka miała podczas walki odstraszyć nacierającego przeciwnika.

Choć konie husarskie hodowano we wszystkich regionach kraju, to uznaję się, że najlepsze hodowle były prowadzone na Rusi. Otwarte przestrzenie, stepowe warunki doskonale nadawały się do wyszkolenia znakomitego wierzchowca. Jak cenne i cenione były to zwierzęta świadczy fakt, że już w 1550 r. wprowadzano w Polsce zakaz wywozu koni za granicę.

Husaria sprawdzała się także jako formacja spieszona. Tak było m.in. pod Chocimiem w 1621 r. czy Hudowem w 1694 r. W tym ostatni starciu 400 husarzy i pancernych odparło atak ok. 40 tys. Tatarów. W walkach wówczas naturalnie głównie wykorzystywano broń palną. Przed strzałami przeciwnika chroniły z kolei niektórych husarzy specjalne kaftany wykonane z wielu warstw jedwabiu, które potrafiły nawet zatrzymać kulę pistoletową.

Znak rozpoznawczy husarii, czyli słynne skrzydła bynajmniej nie są żadnym mitem. Zazwyczaj jednak było to jedno skrzydło wykonane z piór drapieżników, a czasem z barwionych piór strusich. Osadzano je na prostej drewnianej ramie, którą mocowano najczęściej do tylnej części siodła. Dopiero w XVIII w., gdy jazda ta służyła głównie do parad i pogrzebów przytwierdzano je do naplecznika zbroi. Były one wówczas już zdecydowanie większe i bardziej reprezentacyjne. Husarze zresztą i w czasach świetności, zazwyczaj w trakcie uroczystości państwowych zakładali skrzydła. Tak było m.in. w czasie uroczystego wjazdu do Krakowa z okazji zaślubin króla Zygmunta III Wazy z austriacką arcyksiężniczką Konstancją 4 grudnia 1605 r. Wydarzenie to utrwalono na tzw. Rolce Sztokholmskiej, na której wśród bogatego orszaku znaleźli się też skrzydlaci jeźdźcy.

Fragment Rolki Sztokholmskiej z widoczną husarią ze skrzydłami.

Wbrew utrwalonemu mitowi skrzydła nie wywołują jakiegoś szczególnego szumu, który mógłby odstraszyć konie przeciwnika. Nieprawdą jest również, że miały chronić przed zarzuceniem na szyję tatarskiego arkanu. Z drugiej strony nie było też tak, że skrzydła uniemożliwiały walkę czy nawet samą jazdę na koniu.

O obecności husarzy ze skrzydłami na polach bitew świadczy całkiem sporo relacji i malowideł z epoki. Jedyny walor militarny, jaki można przypisać przytwierdzonym skrzydłom to czynnik psychologiczny – respekt, jaki czuł przeciwnik przed skrzydlatymi jeźdźcami. Do dziś jednak trwają spory, jak często je w takich okolicznościach wykorzystywano. Czy byli to pojedynczy jeźdźcy czy większość chorągwi?

Husarska sława

Najważniejszym jednakże elementem składającym się na sukces husarii było morale. Do chorągwi zazwyczaj zaciągała się bogata szlachta, choć w jej szeregach było też miejsce dla synów chłopskich. Na podstawie listu przepowiedniego, wystawianego przez kancelarię królewską, hetmana lub wyznaczonego przez sejmik pułkownika szlachcic-towarzysz razem z pachołkami i czeladzią zjawiłał się w określonym miejscu i czasie na tzw. popisie. Z czeladzi tworzono pocztowych, którzy dodatkowo mieli obowiązek ochrony towarzysza husarskiego. Pocztowi jednak wyglądem nie różnili się od pozostałych husarzy.

Zaciągając się do służby w husarii nie liczono na jakieś szczególne wynagrodzenie od państwa. Żołd wypłacano kwartalnie. Formalnie dowództwo nawet nie otrzymywało pieniędzy. Husarszczyzna z kolei, czyli oporządzenie husarza, była bardzo droga i towarzysz sam (dla siebie i swoich pocztowych) musiał je zapewnić. Co zatem ciągnęło do służby w husarii?

Husarz na obrazie Józefa Brandta

Przede wszystkim sława. Rozpoczynające się od końca XVI w. pasmo zwycięstw działało na wyobraźnie i budowało przeświadczenie w rodzaju „jesteśmy niepokonani”. Bo czy można było myśleć inaczej, gdy pod Kircholmem, Kłuszynem, Chocimiem czy Trzcianą husaria rozbija się kilkukrotnie większe szeregi przeciwnika? I nie były to wcale wyjątki, to była husarska norma.

Kryzys państwa na przełomie XVII i XVIII w. doprowadził do zmniejszenia liczby chorągwi husarskich. Po ostatnich czasach świetności w końcówce XVII w. następne stulecie rozpoczęło się dla husarii nie najlepiej. Już w 1702 r., a więc w sześć lat po znakomitej obronie Hudowa, atak husarii w bitwie pod Kliszowem załamał się pod ogniem szwedzkiej piechoty. Nieprzyjaciel wykorzystał wówczas tzw. kozły hiszpańskie – rodzaj zasiek, o które potykały się konie. 5 października 1716 pod Kowalewem Pomorskim doszło do ostatniej szarży husarskiej. Szarży zwycięskiej, warto dodać, lecz wykonanej podczas przegranej bitwy. Skrzydlaci jeźdźcy rozbili wówczas regiment saski, lecz przewaga wroga doprowadziła do klęski konfederatów tarnogordzkich.

W kolejnych latach postępował proces gnuśnienia tej niegdyś znakomitej jazdy. Z czasem towarzysze już nawet nie widywali swoich chorągwi. Rotmistrz czy nawet porucznik chorągwi husarskiej stawał się tytułem jedynie symbolicznym, jak wiele urzędów w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. W myśl zasady „spychologii” wszystkie obowiązki przekładano na coraz to niższy szczebel. W końcu realnie w chorągwi przebywali jedynie pocztowi. Zaprzestano szkoleń i ograniczono się tylko do parad i pogrzebów. To wszystko w naturalny sposób rzutowało na poziom wyszkolenia i wartość bojową formacji.

Stan ten trwał do 1776 r. Sejm zdecydował wtedy o rozwiązaniu chorągwi husarskich. Jej miejsce zajęła kawaleria narodowa, a już niedługo kolejne chwalebne rozdziały w historii polskiej kawalerii mieli zapisać ułani.





Udostępnij ten artykuł

,

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA