cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Supermocarstwo Rzeczpospolita, czyli co by było gdyby Władysława Wazę koronowano na cara

Andrzej Walicki, 05.11.2017

Mapa XVII-wiecznej Rosji

Obranie carem polskiego królewicza Władysława Wazę było doskonałą okazją do stworzenia światowego hegemona. Jak jednak to supermocarstwo miało wyglądać w praktyce? Czy w ogóle „zamordystyczni” Rosjanie i wolnościowi Polacy i Litwini przetrwaliby we wspólnym państwie?

28 sierpnia 1610 r. Stanisław Żółkiewski po oszałamiającym zwycięstwie pod Kłuszynem zawarł z rosyjskimi bojarami układ, na mocy którego królewicz Władysław Waza, syn króla Zygmunta III miał zostać nowym carem Rosji. Przed Rzeczpospolitą otwierała się szansa ekspansji na dalekie krańce Euroazji.

Jednak pomysły na zawarcie unii tych dwóch państw pojawiały się już w przeszłości wielokrotnie i to w różnych konfiguracjach. Jedną z popularniejszych idei, zwłaszcza wśród szlachty litewskiej, było osadzenie na tronie Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego Iwana Groźnego lub jego syna Fiodora. Przeszkodą dla moskiewskich władców był jednakże wymóg zmiany wyznania.

W 1600 r. do Moskwy wyruszyło nawet poselstwo Lwa Sapiehy, by zaproponować nowemu carowi Borysowi Godunowi unię. Co ciekawe, oba państwa miał łączyć nie wspólny władca, lecz polityka zagraniczna i obronna. Jednak i ta próba się nie powiodła.

Władysław Waza w 1610 r. na portrecie
Jakuba Troschela.

Nowa nadzieja pojawiła się w 1610 r. Wyniszczona latami Wielkiej Smuty, targana rozgrywkami o tron Rosja była idealnym obszarem do ekspansji. Nieumiejętna polityka cara Wasyla Szujskiego sprowadziła na ten kraj polsko-litewską inwazję. Po klęsce jego wojsk pod Kłuszynem bojarzy postanowili sami zdetronizować swojego władcę i otworzyć bramy Moskwy przed hetmanem Stanisławem Żółkiewskim i jego żołnierzami.

Osadzenie na moskiewskim tronie Władysława Wazy nie było jednak bezwarunkowe. Bojarzy domagali się zachowania przywilejów dla Cerkwii prawosławnej, zamknięcia możliwości obsadzania urzędów w Rosji przez Polaków i Litwinów, a nade wszystko przejścia na prawosławie polskiego królewicza. Żółkiewski uznał, że są to warunki do zaakceptowania, tym bardziej, że przewidywano zawarcie pokoju wieczystego i sojuszu Rzeczpospolitej i Moskwy.

Przeciwnego zdania był jednak Zygmunt III Waza. Choć do przebywającego pod Smoleńskiem monarchy wyprawiło się nawet poselstwo bojarskie, które miało go przekonać do udzielenia zgody, aby jego syn został carem, to król nie był do tego skory. Chciał tego tytułu dla siebie. Było to zresztą po myśli nuncjusza apostolskiego, któremu już się roiło nawrócenie Rosji przez ultrakatolickiego Zygmunta.

Na taki scenariusz nie mogli się zgodzić z kolei bojarzy. Pomimo że Żółkiewski robił co mógł, by przekonać władcę, to król pozostawał nieugięty. W Moskwie z czasem euforia z polsko-litewsko-ruskiej obecności zamieniła się w gniew. W mieście zaczęły wybuchać walki, a wojska Rzeczpospolitej zamknięte zostały na Kremlu.

Koniec był niestety nie najlepszy. Polaków, Litwinów i Rusinów wyparto z siedziby carów, mordując znaczną część z nich przy kapitulacji. W 1613 r. Sobór Ziemski obrał carem Michała Romanowa, który notabene wcześniej opowiadała się za królewiczem Władysławem. Ten z kolei jeszcze długie lata tytułował się carem, lecz tronu nigdy nie odzyskał.

Michał Romanow dowiaduje się w Monasterze Ipatiewskim, że został obrany carem. Ilustracja z siedemnastowiecznego manuskryptu.

Gdyby jednak Zygmunt III pozostał mniej zatwardziały w swoich przekonaniach czy, jak twierdzą niektórzy, zazdrosny o honory dla własnego syna, i dał się przekonać Żółkiewskiemu, że Moskwa warta jest prawosławnej mszy królewicza Władysława, to przyszłość wydawałaby się bardzo ciekawa…

Oczywiście, istnieje ryzyko, że panowanie młodego Wazy byłoby krótkie. Kolejny spisek (któryś już w przeciągu kilku lat) mógł go przecież obalić. Jednakże Władysław był niewątpliwie utalentowanym politykiem i gdyby w jego otoczeni znalazły się persony formatu Stanisława Żółkiewskiego, to wielce prawdopodobne, że królewicz utrzymałby się na carskim tronie i nie popełniłby błędów Dymitra I Samozwańca. Rządy nowego władcy nie mogły zatem być zbyt miękkie, co nie oznacza wcale powrotu terroru z czasów Iwana Groźnego.

Trudno także oczekiwać, że Władysław zostałby królem Polski. Podobnie jak nie do pomyślenia był na rosyjskim tronie katolik, tak samo w Polsce niemożliwy był król prawosławny, chyba że ustanowionoby pewne reguły sukcesji. Na to potrzeba było jednak czasu wspólnej praktyki działania obydwu państw. Powstałyby zatem dwie linie dynastii Wazów: katolicka w Rzeczpospolitej i prawosławna w Rosji.

Król Zygmunt III Waza pod Smoleńskiem. Obraz Tommaso Dolabella

Nie oznacza to jednak, że wspólne państwo Rzeczpospolitej i Rosji nie zostałoby stworzone. Wystarczyło bowiem odkurzyć projekt Lwa Sapiehy z 1600 r. Kanclerz wielki litewski zakładał wówczas, że państwo polsko-litewsko-rosyjskie powinno skoncentrować się na wspólnej walce przeciwko Turkom i Tatarom, a zdobyte ziemie trafiałyby we wspólny zarząd. Ten model już zresztą funkcjonował w Rzeczpospolitej w stosunku do Inflant. 

Proponowano również wprowadzenie wspólnego handlu, wolności przesiedlania się, kupowania ziemi, zawierania mieszanych małżeństw, wymianę złapanych przestępców, budowy cerkwi w Rzeczpospolitej i kościołów w Rosji, a także otwierano możliwość nauki i robienia kariery urzędniczej w obydwu państwach. Rzeczpospolita i Rosja miały także wysyłać wspólnych posłów na zagraniczne dwory. Wspólna byłaby też moneta oraz flota na Bałtyku i Morzu Czarnym.

Z uwagi na fakt, że w świecie rzeczywistym dynastia Wazów jednak wygasła, to kluczowy byłby aspekt sukcesji władców. Mianowicie, według planu Sapiehy elekcji w Rzeczypospolitej dokonywanoby przy udziale carskich posłów, a nowo wybrany król musiał zaprzysiąc związek obu państw. Bezpotomna śmierć polskiego monarchy skutkowałaby przejęciem tronu przez cara, który przebywałby dwa lata w Polsce, rok na Litwie i rok w Rosji. Zasada ta obowiązywała także w drugą stronę, w wypadku śmierci rosyjskiego władcy.

Warto zwrócić uwagę, że projekt nie zakładał zmian ustrojowych w państwie moskiewskim. Było to bardzo ważne, bowiem silniejsza pozycja cara mogła przyczynić się do lepszej sterowalności tego olbrzymiego państwa i uniknięcia patologii, które w rzeczywistości powstały na gruncie demokracji szlacheckiej. Choć pewne zmiany w sposobie myślenia Rosjan na bardziej wolnościowe na pewno by nastąpiły.

Powstanie tworu na takich zasadach skutkowałoby głęboką westernizacją Rosji. W XVII w., mimo że Rzeczpospolita nie podbiła na długo państwa carów, to język polski był tam językiem dworskim. Z Polski docierała nad Wołgę zachodnia kultura, fascynowano się polskim barokiem, sarmatyzmem, literaturą. O ile bardziej by ten proces postępował, gdyby wspólne państwo jednak powstało. Polska czy raczej zachodnia kultura sięgałaby zapewne daleko, aż po azjatyckie krańce imperium.

W konsekwencji, stworzonoby zatem prawdziwe supermocarstwo, które mogłoby prowadzić ekspansję zarówno przeciw Turcji, jak i Szwecji. Żadne państwo nie mogłoby się przeciwstawić takiej potędze. Wprowadzenie zaś powyższych zasad funkcjonowania z projektu Sapiehy zapewniałoby polsko-litewsko-rosyjskiej hegemonii długie trwanie.

Dziś z kolei prawdopodobnie w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych w Wilnie debatowanoby, w większości w języku polskim, który byłby jednym z urzędowych języków ONZ, nad kolejną rezolucją potępiającą Koreę Północną za prowokację na granicy z Rzeczpospolitą…





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA