cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Sprawa Barbary Ubryk - największa afera w dziejach polskiego Kościoła

Tomasz Boruta, 24.07.2018

Obraz przedstawiający odnalezienie Barbary Ubryk w Klasztorze Sióstr Karmelitanek Bosych w Krakowie

24 lipca 1869 r. w Krakowie doszło do rozruchów z udziałem studentów, młodzieży robotniczej i miejscowej inteligencji. Cóż było powodem tych zajść? Kolejna demonstracja proniepodległościowa? Otóż, nie. Był to efekt jednej z najgłośniejszych wówczas na całym świecie afer w Kościele Katolickim.

Co się dzieje u krakowskich karmelitek?

Wszystko zaczęło się od anonimowego donosu, który przyszedł na adres Sądu Krajowego w Krakowie. Dostarczona informacja brzmiała dość sensacyjnie. Informator twierdził, że w klasztorze karmelitek bosych przy ulicy Mikołaja Kopernika 44 (wówczas Wesołej) więziona jest jedna z sióstr, niejaka Ubryk. Kwestia nazwiska była o tyle ważna, gdyż karmelitki żyją pod bardzo ścisłą klauzulą i po złożeniu ślubów posługują się jedynie imieniem. Jeżeli zatem anonimowy informator znał nazwisko zakonnicy, to musiał być bardzo dobrze wprowadzony w sprawy klasztoru. Pewności nabrano, gdy nazwisko Ubryk, a konkretnie Barbary Ubryk, znaleziono na liście przyjętych do zgromadzenia. Postanowiono nie zlekceważyć sprawy i działać szybko.

Sprawę dostał do prowadzenia Władysław Gebhardt. Młody oficer postanowił od razu zwrócić się do administratora diecezji krakowskiej Antoniego Junoszy Gałeckiego o wydanie zgody na wejście w mury klasztoru ekipy śledczej. Teoretycznie wydanie takiej zgody nie było prostą sprawą. Mniszki były niemal całkowicie odseparowane od świata. Zawitanie do nich wiązało się z szeregiem formalności załatwianych w kurii. Długie procedury natomiast mogły doprowadzić do zatarcia śladów przestępstwa przez zakonnice. Tak się jednak składało, że biskup Gałecki słynął z wielkiego rygoryzmu w kwestiach obyczajowości w Kościele i zgodę wydał od ręki.

Kościół i dawny klasztor karmelitek bosych w Krakowie (foto: Zygmunt Put Zetpe0202/CC BY-SA 4.0/Wikimedia Commons)

21 lipca śledczy weszli na teren klasztoru. W jednej z ciemnych cel ukazał się nim przeraźliwy widok. Zobaczyli zupełnie nagą, trupiobladą, kompletnie wychudzoną kobietę, wydającą przeraźliwe jęki. Była to poszukiwana Barbara Ubryk. Następnego dnia do klasztoru przyjechał wściekły biskup Gałecki, który zwolnił przetrzymywaną zakonnicę ze ślubów, a pozostałym karmelitkom zagroził surowymi karami kościelnymi. Zdaniem lekarzy Ubryk była w stanie skrajnego wycięczenia (ważyła jedynie 34 kg). Ponadto wykazywała objawy obłąkania.

Protesty

Informacja o więzionej zakonnicy szybko przeciekła do prasy i stała się najpierw tematem nr 1 w Krakowie, potem w Galicji, a następnie poszło już w świat. To jak karmelitki podtraktowały zdawało się niewinną i chorą kobietę zbulwersowało wszystkich. Już 24 lipca wieczorem pod klasztorem karmelitek zebrał się sześciotysięczny, rozśwcieczony tłum. Najpierw zniszczył on bramy zgromadzenia, a potem forsował furtę, próbując wedrzeć się do wnętrza. W ostatniej chwili rozpędził demonstrantów szwadron huzarów austriackich.

Gazetowa grafika przedstawiająca Barbarę Ubryk

Do zamieszek doszło również w innych częściach Krakowa. Zaatakowano m.in. klasztory jezuitów i norbertanek. W odpowiedzi władze zarządziły alarm na obszarze twierdzy Kraków. Do rozgonienia demonstrujących użyto wojska. Rozruchy w mieście trwały jeszcze trzy dni. Choć atakowano żołnierzy i policję, ci nie odpowiadali ogniem. Władzę starały się też wysyłać koncyliacyjne apele o spokój. Oburzenie bowiem sprawą Barbry Ubryk było powszechne także wśród krakowskich elit. Jednej z demonstracji przewodniczył nawet słynny komediopisarz Michał Bałucki. Prowadzony przez niego tłum zgromadził się przed Pałacem pod Baranami na Rynku, gdzie autor Klubu kawalerów i Domu otwartego krzyczał:

Precz ze stańczykami, wszystkimi hrabiami i hrabiankami, baranami i barankami! Be, beee!

Ową hrabianką była Maria Wężyk, córka hrabiego Franciszka Wężyka, przeorysza zakonu karmelitek. Ona oraz jej poprzedniczka Maurycja Ksawera Josaph zostały aresztowane. Zatrzymano również przeora zakonu karmelitów z Czernej, Juliana Kozubskiego, który przyznał się, że wiedział o całej sprawie. Dopiero te zatrzymania uspokoiły sytuację w mieście. Teraz wszyscy z niecierpliwością oczekiwali procesu i, jak się spodziewano, orzeczenia surowych kar dla oskarżonych.

Proces

W listopadzie 1869 r. materiał dowodowy był na tyle duży, by mógły ruszczyć rozprawy. Zakonnice i księdza oskarżono przestępstwo gwałtu publicznego (bezprawnego uwięzienia) dokonanego na osobie Barbary Ubryk i spowodowania w jego efekcie ciężkiego uszkodzenia ciała. 

Wyobrażenie Barbary Ubryk na niemieckiej grafice z epoki

Proces pokazał jednak światu, że o rozpaczliwym położeniu zakonnicy wiedziało więcej osób. Anonimowym informatorem okazał się weteran powstania styczniowego Antoni Gąsiorowski, który przez sieć pośredników zgromadził informację o więzionej. Barbara (przed złożeniem ślubów Anna) Ubryk trafiła do krakowskich karmelitek w 1840 r., w wieku 23 lat. Pochodziła ona z Węgrowa na Mazowszu. W 1838 r. wstąpiła do warszawskich wizytek, lecz niedługo później musiała opuścić zgromadzenie wskutek „choroby”. W Krakowie pierwsze objawy przypadłości ujawniły się ok. 1842 r. Śmiała się na głos w kościele, bywało że nie reagowała na bodźce zewnętrzne, całkiem naga śpiewała i tańczyła, bywała też agresywna np. rzucała kaflami z pieca w inne zakonnice. Reakcją sióstr było najpierw domowe leczenie pijawkami lub upustem krwi, potem wtrącenie do karceru, co jeszcze bardziej pogłębiało niepokojące objawy. W końcu po konsultacjach z lekarzami postanowiono chorą całkowicie odizolować.

Biegli sądowi orzekli, że Barbara Ubryk cierpi na ostrą formę nimfomanii, a niemożność zaspokojenia popędu spowodowała zaburzenie równowagi umysłowej. Sędziom dało to do myślenia. Jeżeli bowiem chorobę wykryto ok. 1842 r. i skończyło się, to dla pokrzywdzonej odizolowaniem, to niechybnie identyczny los czekałby ją nawet jeżeli byłaby poza klasztorem. Ówczesne metody leczenia chorób psychicznych były mocno prymitywne i polegały przeważnie na więzieniu chorych, a nawet gorzej: wrzucaniu do lodowatej wody, wymierzaniu kar fizycznych. Sąd wskazywał też, że zakonnice wykazywały dużo dobrej woli i troski wzywając na konsultację lekarzy. Poza tym sąd był związany przepisami konkordatu na temat tego, że zakonnica po ślubach wieczystych nie może opuścić murów klasztoru. W rezultacie postanowiono sprawę umorzyć, uwalniając oskarżonych od zarzutów. Wyrok ten podtrzymał sąd II instancji.

Prawda według świata

Sprawa Barbary Ubryk żyła jednak potem długo również swoim własnym życiem. Na świecie szeroko komentowano przebieg procesu. Afera stała się pożywką dla antyklerykałów, którzy jeszcze bardziej podkręcali całą historię. Nieodłączny stał się wątek miłosny. Barbara miała zostać wtrącona do lochu, bo chciała uciec do ukochanego. Do rozpowszechnienia tej plotki przyczynił się Władysław Strażyński, który zeznał, że w 1848 r. jako oficer Gwaridi Narodowej widział pokrzywdzoną poza murami klasztoru. Sąd jednak nie dał wiary jego zeznaniom.

We Włoszech na temat Barbary Ubryk powstała sztuka teatralna. W innych krajach napisano na jej temat dziesiątki książek. Największy rozgłos zdobyła wydana w Filadelfii w 1869 r.The Convent Horror: The Story of Barbara Ubryk Twenty-One Years in a Convent Dungeon Eight Feet Long, Six Feet Wide”. W rzeczywistości opowiedziana tam historia luźno nawiązywała do faktycznych zdarzeń. Przykładowo, zdaniem autora Barbara trafiła do klasztoru, gdyż odrzuciła  zaloty spowiednika.

Sama Barbara Ubryk nikogo w tym czasie nie interesowała. Po uwolnieniu w 1869 r. żyła jeszcze długo w zakładzie dla obłąkanych. Zmarła w 1898 r., w wieku 81 lat.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA