cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Rojst (nie) ‘97

Jakub Wojas, 08.08.2021

Łukasz Simlat jako sierżant Milik i Magdalena Różczka jako sierżant Jass w Rojście '97. W tle zniszczone przez powódź miasto. Sama powódź tysiąclecia też jest tłem dla fabuły, ale chyba zbyt głębokim tłem (foto: Netflix).

Po sukcesie serialu „Rojst”, w 2018 roku wypuszczonego przez nieistniejącą już w Polsce platformę Showmax, Netflix postanowił przygotować jego kontynuację. Tym razem z lat. 80 akcja przenosi się do czasu „powodzi tysiąclecia” z 1997 roku, z retrospekcjami do 1945 roku. Przynajmniej takie były założenia.

Wielka powódź pustoszy małe miasto, gdzieś w zachodniej Polsce odsłaniając przy okazji powojenne cmentarzysko w pobliskim lesie i całkiem świeże zwłoki nastolatka. Do prowadzenia tej sprawy zostaje wyznaczony sierżant Milik (znakomity w tej roli Łukasz Simlat) oraz tymczasowo przeniesiona z Warszawy sierżant Anna Jass (Magdalena Różczka). W tym samym czasie do miasta powraca Piotr Zarzycki (Dawid Ogrodnik) – główny bohater pierwszej części serialu. Powraca, by objąć stanowisko redaktora naczelnego „Kuriera Wieczornego”, w którym przed czternastoma laty debiutował. Powrót do tego miejsca nie podoba się jednak ani jego żonie (Zofia Wichłacz), ani córce (Wanda Marzec), a on sam wplątuje się tu w kolejne kłopoty. Do tego co jakiś czas przenosimy się do roku 1945 i obserwujemy tragiczną historię tego miejsca, i innego bohatera pierwszej części – redaktora Wandycza (Andrzej Seweryn/ Krzysztof Oleksyn). Choć przez niemal wszystkie odcinki poszczególne wątki prawie w ogóle się ze sobą nie łączą, to w ostatnim wszystkie puzzle zostają umiejętnie dopasowane, co akurat w „Rojście” nie było regułą.

„Rojst ’97” jest sprawnie poprowadzoną kontynuacją pierwszej części serialu, mimo że scenariusz napisany przez Marcina Wronę i Pawła Maślonę był pierwotnie przeznaczony do innej produkcji. Tymczasem zagadki kryminalne z „Rojsta ’97” udało się wkomponować w wątki, które w „Rojście” zostały już zaznaczone, choć niekiedy widać miejsca, gdzie co było sklejane, co pomijane, byleby wpasować się w narzucony z pierwszej części schemat.

 

Jak to w produkcjach Netflixa bywa, musi być wątek LGBT. Tym razem jednak nie jest on wepchnięty na siłę, stanowi istotną część opowieści i jest ważnym dopełnieniem postaci kreowanej przez Magdalenę Różczkę. To na co można się zżymać, to wymuszony happy end tego wątku, ignorujący konsekwencje takiego korku i jednak już rażąca pretensjonalnością „różnorodność” policjantki, która oprócz tego, że jest silną, niezależną, superinteligentą kobietą, to jeszcze, mimo że jest tylko sierżantem to może nieźle ochrzanić inspektora policji, a w dodatku po babci ma romskie korzenie, mówi w tym języku i jeszcze potrafi wróżyć. Netflixe, serio?

Jednak nie w tym tkwi głównym problem serialu w reżyserii Jana Holubka. Jak sam tytuł wskazuje akcja dzieje się w 1997 roku, ale odzwierciedlenie realiów nie tyle tu kuleje, co pełza. Twórcy tej produkcji uznali, że aby przenieść się do czasu powodzi tysiąclecia wystarczy do współczesnych wnętrz dodać kilka gadżetów i sprzętów z lat 90. Z drugiej strony niektóre lokacje wyglądają jak żywcem przejęte z lat 80. W czym utwierdza nas muzyka z tego okresu, która dominuje [sic!] w „Rojście ’97”. W serialu o 1997 roku nie ma kultowej „Mojej i twojej nadziei” czy wszechobecnego „Orła cienia”. Nie ma nawet promującego tę produkcję utworu „Ostatni” Edyty Bartosiewicz, a  „Supermenka” i „Scyzoryk” niczego nie ratują. W magazynach filmowych nie udało się też odnaleźć odpowiedniej ilość ubrań z lat 90. Nieobecne są też problemy i fascynacje ludzi z tego okresu. W mieście na ziemiach zachodnich niemal w ogóle nie istnieje wątek wyjazdów do Niemiec. Powódź nominalnie jest istotną częścią serialu, ale w życiu ludzi jakby nie istniała. Ponadto cechy niektórych bohaterów nie przystają do tego okresu. Skrajnie patologiczne zachowania dwunastolatka są przyjmowane z nadzwyczajnym spokojem. Do tego używane słownictwo bardziej przystaje do współczesności niż do tamtego czasu.

Naprawdę lata 90. to nie jest ani późny PRL, ani druga dekada XXI wieku, a właśnie miks tych dwóch epok proponuję się nam w „Rojście ’97” jako obraz Polski ad 1997. Mimo że przeważająca część twórców tej produkcji, na czele z samym reżyserem powinna dokładnie pamiętać ten okres, to po seansie tego serialu można odnieść wrażenie, że po prostu ten czas przespali albo byli przez tę dekadę poza Polską.

 

Jest jeszcze wątek z ’45, pokazujący sowieckie zbrodnie na miejscowych Niemcach, ale z wyraźnym zaznaczenie, że „ich ojcowie” mają nie gorsze rzeczy na sumieniu. Ta część serialu jest poprowadzona dosyć oszczędnie i de facto skupia się na wątku „niemożliwej miłości”. Wypada to wiarygodnie, ale tkwił tu większy potencjał, z czego chyba zdawano sobie sprawę, bowiem zaznaczono w nim ważne dla fabuły bandyckie elementy tego okresu, z którymi związane są osoby lokalnego establishmentu. Niestety, ze względu na kształt całej produkcji najwidoczniej nie można było tego szerzej rozwinąć.

Jest zatem dosyć płasko. Niby wiadomo, że akcja dzieje się w małym mieście, wszyscy są ze sobą powiązani, miejscowe elity kręcą lewe interesy, ale próżno tu doszukiwać się jakiś głębszych diagnoz na temat lokalnych układów, polonizacji Ziem Odzyskanych, nie mówiąc już o Polsce czasu transformacji. Na szczęście aktorsko serial się broni. Zwłaszcza Łukasz Simlat i jego dialogi z Magdaleną Różczką wypadają znakomicie. Andrzej Seweryn jako redaktor Wandycz to klasa sama w sobie. Świetnie też wypada Dawid Ogrodnik jako nieco ciapowaty dziennikarz. Szczęśliwie dano więcej do zagrania Piotrowi Fronczewskiemu jako właścicielowi klubu, ale wciąż ten wątek był poniżej drzemiącego w nim potencjału. Można się też zastanawiać, czy Zofia Wichłacz rzeczywiście wygląda i zachowuje się jak 35-letnia matka nastolatki, lecz tu już raczej skutki błędów scenariusza i pracy charakteryzatorów.

Jeśli ktoś zatem chce się przenieść do Polski lat 90., to niech poszuka raczej jakieś innej produkcji. „Rojst ’97” sprawdzi się natomiast jako czysta rozrywka, wielowątkowy czarny kryminał w nieokreślonym miejscu i, wbrew intencjom twórców, nieokreślonym czasie.

Nasza ocena: 6/10                      





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA