cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Zwycięstwo u wrót chrześcijańskiej Europy

Antoni Bzowski, 10.10.2017

Bitwa pod Chocimiem. Obraz Józefa Brandta

Obrona obozu pod Chocimiem jak żadna inna bitwa pokazała skuteczność, jedność i siłę Rzeczypospolitej w obliczu zagrożenia. Polacy, Litwini i Kozacy stanęli razem do walki w obronie swojej wspólnej ojczyzny i zatrzymali turecką inwazję, która w zamierzeniach miała osiągnąć wybrzeża Bałtyku.

Na krawędzi wojny

Elity Rzeczpospolitej długo starały się nie zaogniać stosunków z Turcją. Doskonale zdawano sobie sprawę, że wojna z tym potężnym sąsiadem może się po prostu źle skończyć. W pamięci miano w szczególności śmierć dwóch Jagiellonów – Władysława, poległego pod Warną w 1444 r. i Ludwika, który zginął pod Mohaczem w 1526 r.

Polityka zachowania co najmniej poprawnych relacji na linii Polska-Imperium Osmańskiej przez wieki w miarę się udawała. Nawet jeżeli już dochodziło do konfliktów, jak w przypadku obsadzenia tronu mołdawskiego pod koniec XVI w., to w ostateczności osiągano kompromis, który ponownie stabilizował sytuację w regionie. Sprawy zaczęły się jednak komplikować w drugiej dekadzie XVII stulecia. Wówczas rodziny kresowych magnatów: Potockich, Korecki i Wiśniowiecki wżeniwszy się w rody hospodarskie Mołdawii coraz bardziej ingerowały w politykę tego państwa, naruszając przy tym istniejące układy. W 1615 r. Samuel i Aleksander Koreccy osadzili na mołdawskim tronie Aleksandra Mohyłę. Rok później ponieśli jednakże klęskę pod Sasowym Rogiem i dostali się do niewoli.

W tym samym czasie uciążliwym problemem dla Turków stali się również Kozacy Zaporowscy. Niemiłosiernie łupili oni przybrzeżne miasta Imperium Osmańskiego. Do legendy przeszło splądrowanie przedmieść samego Stambułu w 1615 r. Turcy chcący ukarać zuchwalców wypuścili wtedy przeciw nim swoją flotę. Zaporożcy jednak okazali się lepsi w morskim starciu. Większość sułtańskich statków poszła na dno, a do niewoli trafił turecki admirał.

Turcy nie mogli tego dłużej tolerować. W 1617 r. ruszyła wyprawa odwetowa Iskandera Paszy w sile 50 tys. żołnierzy. Do wojny jednakże nie doszło. W granice Mołdawii wkroczyła bowiem armia pod wodzą hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Turcy postanowili nie ryzykować starcia ze słynnym wojownikiem i poszli na układy. 23 września 1617 r. zawarto porozumienie pod Buszą nad Dniestrem. Hospodarstwo Mołdawskie uznano za strefę wpływów tureckich, wyprawy kozackie miano ukrócić, a chan tatarski otrzymał podarki.

Wzajemne relacje jedynie na krótko się ustabilizowały. Kroplą, która przelała czarę goryczy była interwencja lisowczyków na Węgrzech, którzy z polecenia Zygmunta III Wazy w 1619 r. ruszyli na pomoc cesarzowi Ferdynandowi II, walczącemu z tureckim lennikiem księciem siedmiogrodzkim Gabora Bethlena. 23 listopada 1619 r. Polacy rozgromili pod Humienem wojska Siedmiogrodzian. Bethlen, który zagrożony musiał zaprzestać oblężenia Wiednia, obarczył przed sułtanem winą za swoją porażkę poddanych polskiego króla. Napiętą sytuację między Warszawą a Stambułem spotęgował kolejny kozacki wybryk. W  sierpniu 1620 r. Zaporożcy spalili Warnę i ponownie osiągnęli przedmieścia Stambułu.

Sułtan Osman II

Młody sułtan Osman II pragnął zemsty. W wojnie z Lechistanem widział także szansę na zdobycie sławy i znaczące powiększenie swojego imperium. Oficjalnie odgrażał się, że osiągnie bałtyckie wybrzeże i nakazał nawet przygotowanie nowych słupów granicznych. Wojna była już nie do uniknięcia.

Na przeciw zbliżającym się od Mołdawii siłom tureckim wyruszyły ponownie hetman Stanisław Żółkiewski. Dysponował tylko 7 tys. żołnierzy. Zwierzchnictwo polskie uznał jednak hospodar mołdawski Gaspar Grazziani, a hetmana wsparły prywatne wojska magnatów.

Żółkiewski postanowił stoczyć bitwę obronną w warownym obozie pod Cecorą. Ćwierć wieku wcześniej w tym samym miejscu pokonał Turków i Tatarów hetman Zamoyski. Liczono, że to szczęśliwe miejsce pomoże w zwycięstwie.

18 września 1620 r. pojawiło się tu 15 tys. Turków wspartych przez 20 tys. Tatarów i 10 tys. Wołochów. Hetman dysponował jedynie 10 tys. żołnierzy. Początkowo Polacy byli górą. Losy bitwy odwróciła jednak zdrada mołdawskiego lennika, który wsparł wydatnie wojska tureckie i wskazał słabe punkty obrony. Po dziesięciu dniach hetman nakazał odwrót.

W drodze powrotnej do Rzeczpospolitej wróg ciągle nękał polskie oddziały. 6 października w pobliżu Mohylowa rozeszła się fałszywa informacja, że hetman uciekł pozostawiając podkomendnych na pastwę przeciwnika. Wybuchła panika, którą spotęgował kolejny atak turecko-tatarski.

Hetman Stanisław Żółkiewski nie opuścił jednak wtedy swoich żołnierzy. Walczył do końca, odmawiając ucieczki. Zginął 7 października 1620 r. parę kilometrów od granicy z Rzeczpospolitą. Jego odciętą głowę padyszach Iskander odesłał do Stambułu.

Inwazja i obrona 

Na wieść o klęsce w Rzeczypospolitej zaczęto grać larum. Niektórzy obawiając się inwazji potężnego Imperium postulowali zapłacenie sułtanowi trybutu. Szybko jednak obwołano ich tchórzami. 3 listopada 1620 r. na sejmie w Warszawie uchwalono kilkakrotnie wyższe podatki na zaciąg 60 tys. żołnierzy dowodzonych przez hetmana wielkiego litewskiego Jana Karola Chodkiewicza oraz regimentarza koronnego Stanisława Lubomirskiego. Wspierać ich miała Rada Wojenna wyłoniona przez sejm. Do obrony wiary i ojczyzny wezwano też Zaporożców. Patriarcha Rusi ze specjalnym orędziem wystosowanym do nich nawoływał do obrony chrześcijaństwa. W czerwcu 1621 r. w Suchej Dąbrowej Kozacy odpowiedzieli na apel. Wrazili poparcie dla Rzeczypospolitej i przysięgli na wierność polskiemu królowi.

Wysłano również poselstwa do innych chrześcijańskich państw z prośbą o pomoc. Misja ta przyniosła nikłe rezultaty. Powagę sytuacji najlepiej zrozumiał król Anglii Jakub I, który stwierdził, że upadek Rzeczpospolitej spowoduje, że nawet odleglejsze kraje nie będą bezpieczne, zwłaszcza, że okręty otomańskie będą opływały całą Europę. 

Angielski monarcha zadeklarował pomoc wojskową i finansową. Przekonywał ponadto Zygmunta III w liście, że przede wszystkim Szkoci będą walczyli za Polskę, jak za drugą ojczyznę. Jakub I słowa dotrzymał, lecz jego siły dotarły do Polski dopiero w październiku 1621 r.

W Rzeczpospolitej początkowo planowano przeprowadzić wyprawę na sam Stambuł. Na Morze Czarne wysłano nawet niewielki oddział kozacki. Turcy go jednak rozbili, a pojmanych Zaporożców zamęczyli. Hetman Chodkiewicz postanowił zatem stoczyć bój u granic Rzeczypospolitej – pod murami chocimskiego zamku po drugiej stronie Dniestru. Tam obok twierdzy miał powstać warowny obóz, broniący dostępu do polsko-litewskiego państwa i chrześcijańskiej Europy.

1 sierpnia 1621 r. 40 tys. żołnierzy polskich i litewskich zebranych wcześniej w Kamieńcu Podolskim rozpoczęło przeprawę przez Dniestr pod Oryninem. Wsparło ich 30 tys. Kozaków. Przeciw nim nadchodziła jednak 120 tys. armia Osmana II. Jeszcze w sierpniu walki z nią w Mołdawii stoczyli Zaporożcy pod wodzą Piotra Brodawki. Nie przyniosły one jednakowoż sukcesów. Mołojcy ponieśli ciężkie straty i musieli się wycofać.

Powrót Kozaków. Obraz Józefa Brandta.

Pierwsze starcia pod Chocimiem rozpoczęły się 2 września. Chodkiewicz wyprowadził wtedy całą armię polsko-litewską. Na jej widok siły sułtana uchyliły się od walki i skierowały atak na tabor Kozaków, którzy nie dokończyli jeszcze prac ziemnych w swojej części obozu. Zaporożcy okazali się jednak dla nich równie twardym przeciwnikiem. Natarcie wojsk sułtańskich załamało się i Turcy musieli zarządzić odwrót.

Chodkiewicz wiedział, że w polu ma zdecydowanie większe szanse na zwycięstwo i jeszcze raz chciał wyprowadzić wojska, by stoczyć walną bitwę pod murami Chocimia. Ten pomysł zablokowała jednakże Rada Wojenna, optująca za długą obroną.

Obrona Trojga Narodów

Wydawało się bowiem, że obrońcy są dobrze przygtowani do takiej walki. Obóz pod Chocimiem był oparty o Dniestr, zabezpieczony rowem i ośmiokilometrowym wałem oraz kilkoma fortami ziemnymi. Przylegał on do zamku, który pełnił jedynie funkcję pomocniczą. Wojska pod wodzą Stanisława Lubomirskiego zajęły odcinek prawy umocnień. Za lewy odpowiadał hetman Chodkiewicz. Obok nich znajdowały się tabory kozackie. Środek należał do pułku królewicza Władysława Wazy.

Chocimski zamek - widok współeczesny (foto: Wikimedia Commons).

4 września Turcy ponownie zaatakowali pozycje kozackie. Ten fragment obrony był już jednak wzmocniony przez siły koronne. Walki z janczarami trwały do wieczora. Z czasem szala przechylała się na stronę obrońców. Dowodzeni przez Piotra Konaszewicza-Sahajdacznego Kozacy oraz wspierających ich Polacy przeszli nawet do kontrataku i dotarli do obozu nieprzyjaciela. Siły Rzeczpospolitej straciły wówczas ok. tysiąca żołnierzy, Turcy zaś trzykrotnie więcej.

Porażka wzbudziła złość Osmana II. Sułtan zarzekał się nawet, że nie będzie pić ani jeść póki mi tego psa siwego Sahajdacznego nie przyprowadzicie. Z kolei sława Sahajdacznego po kilku dniach dała mu buławę hetmana kozackiego. Dotychczasowego wodza, Jakuba Brodawkę, zresztą opowiadającego się za porzuceniem Polaków i Litwinów, Zaporożcy oddali pod sąd i obwiniając za niedawną klęskę w Mołdawii uśmiercili.

Kolejny poważny szturm miał miejsce 7 września. Turcy zaatakowali tym razem lewy i środkowy odcinek obozu. Nieprzyjaciel zdobył nawet dwa sztandary i rozbił dwie roty piechoty. Janczarzy wdzierali się na wał główny. Sytuacja była już naprawdę niebezpieczna. Nagle jednak z odsieczą ruszyła husaria pod wodzą Jana Karola Chodkiewicza. Pod Chocimiem zgromadzono ponad 8,5 tys. skrzydlatych jeźdźców, lecz w obronie obozu walczyli oni pieszo, rzadko mając okazję do pokazania pełni swoich umiejętność. Nie dotyczyło to jednakże 600 husarzy uczestniczących w szarży hetmana. Ten przeprowadzony tak niewielkimi siłami atak rozbił w pył aż 10 tys. żołnierzy tureckich. Równocześnie w okolicy cerkwi swój bój wygrał Lubomirski. Był to czarny dzień sułtana. Obrońcy pokonali jego pięciokrotnie większe siły.

Hetman Jan Karol Chodkiewicz z husarią pod murami Choicmia. Obraz Wojciecha Kossaka.

W kolejnych dniach Turcy postanowili nie szturmować więcej obozu i ograniczyć się jedynie do ostrzału. Chodkiewicz jeszcze kilkukrotnie próbował sprowokować walną bitwę, ale bezskutecznie. Dopiero 12 września wróg ponowił atak na obóz kozacki. Los tego tureckiego natarcia był jednak podobny do poprzednich.

Dwa dni później przybyły pod Chocim dodatkowe siły osmańskie. Było to ok. 30 tys. żołnierzy, w tym 5 tys. janczarów bejlerbeja Budy Karakasza. Niewiele to jednak pomogło Osmanowi II. W trakcie kolejnego ataku wojska sułtańskie przeniknęły co prawda w głąb obozu, lecz siły hetmana rozbiły je, a w walce zginął sam Karakasz.

W tym okresie trwały już rokowania, za którymi od dłuższego czasu optowała Rada Wojenna. Sprzeciwiał się im stanowczo hetman Chodkiewicz. Zdawał sobie sprawę, że choć sytuacja obrońców nie jest dobra to u wroga jest jeszcze gorzej. U Turków szerzył się głód, brakowało paszy dla zwierząt. Kapitulacja przed wrogiem byłaby w takiej sytuacji głupotą. 18 września koło generalne odrzuciło zatem koncepcję układów.

18 i 19 września Kozacy uczynili wypad na obóz turecki, powodując ciężkie straty i zamieszanie w szeregach wroga. Następnego dnia miał miejsce jedynie słaby atak Turków, bez szans powodzenia. Sułtan próbował potem przerzucić swoje wojskie na drugą stronę Dniestru. I ten plan nie przyniósł pożądanego rezultatu. Celem był Kamieniec Podolski, który zaopatrywał obrońców Chocimia. Na widok jednak tej twierdzy Osman II przeraził się. Pytał, kto zbudował tę warownię. Jeden z jego poddanych rzekł, że rzekomo sam Bóg. Na to sułtan odpowiedział: To niech Pan Bóg sam ją zdobywa. Po tych słowach nakazał powrót pod Chocim. Opowieść tą spopularyzował potem Henryk Sienkiewicz w "Panu Wołodyjowskim".

Negatywną konsekwencją dla Polaków, Litwinów i Kozaków sułtańskiego wypadu za Dniestr było to, że Tatarzy zaczęli atakować ich linie zaopatrzeniowe. Wówczas obrońcy mieli też inne problemy. Pogorszył się znacząco stan zdrowia hetmana. 21 września nie mógł on już wstać z łóżka. Potem nie będąc wstanie nic powiedzieć przekazał swoją buławę Stanisławowi Lubomirskiemu. W końcu, 24 września 1621 r. hetman wielki litewski Jan Karol Chodkiewicz zmarł. Wiadomość o tym próbowano utrzymać w tajemnicy, lecz to się nie udało. Litwini nie chcieli, aby koroniarz Lubomirski nimi dowodził. Mieli już się wycofać, gdy stanowczo sprzeciwił się temu królewicz Władysław, który sam wówczas chorujący na reumatyzm, ceremonialnie poddał się pod zwierzchnictwo regimentarza. 

Śmierć hetmana Chodkiewicza na obrazie Franciszka Smuglewicza

Bitwa trwała nadal, a obrońcy nie tracili ducha, choć ich sytuacja stawała się coraz gorsza. 25 i 28 września odparto dwa kolejne szturmy. Gwałtownie jednak brakowało amunicji. Zdarzało się nawet strzelać do Turków ich własnymi kulami. Z drugiej strony w wojskach sułtańskich również nie było już sił, aby przeprowadzić kolejne szturmy. Głód, chłód i demoralizacja żołnierzy boleśnie uświadamiała Osmana II, że inwazja na Rzeczpospolitą jest mrzonką. 29 września ustały walki i trwały już tylko rokowania.

Zwycięski pokój na jednej beczce prochu

Układ pokojowy zawarto 9 października 1621 r. Sułtan nie zyskał na nim absolutnie niczego. Ustalono utrzymanie terytorialnego statusu quo. Polacy mieli powstrzymywać Kozaków, a Turcy Tatarów we wzajemnych najazdach. Sprawy mołdawskie przemilczano. Stanisław Lubomirski chwalił się potem, że tak korzystny układ zawarto, gdy obrońcy mieli do dyspozycji już tylko ostatnią beczkę prochu.

W ciągu całej bitwy Osman II stracił ok. 42 tys. żołnierzy, w tym 2 tys. Tatarów. Wśród Polaków, Litwinów i Kozaków poległo bądź zmarło z powodu ran ok. 13 tys. obrońców.

Powstrzymanie tureckiej inwazji pod Chocimiem uznano za olbrzymie zwycięstwo. Do króla Zygmunta III przysłano gratulacje z całego świata. Ojciec święty Grzegorz XV pisał wówczas o Polakach:

...są godnymi, aby ich cała społeczność chrześcijańska mianowała oswobodzicielami świata i pogromcami najsroższych nieprzyjaciół.

Dwa lata później, jego następca papież Urban VIII na pamiątkę tej znakomitej wiktorii ustanowił 10 października świętem kościelnym. Chocim wpisano też do oficjum brewiarzowego. Żadna inna bitwa w dziejach Rzeczpospolitej nie otrzymała takiego honoru. Do Polski przyległo już na stałe miano „przedmurza chrześcijaństwa” i to pomimo tego, że zwycięstwo chocimskie odrzuciło od granic Rzeczpospolitej zagrożenie tureckie na dziesiątki lat.

Klęska Turków doprowadziła też do zmian na szczytach władzy w Imperium Osmańskim. Osman II szukając winnych swego upokorzenia pod Chocimiem zaczął mścić się na janczarach. Ci jednak zawiązali spisek i wzniecili bunt. Sułtan zginął po tygodniu od wybuchu rebelii, 20 maja 1622 r., uduszony przez swoich własnych gwardzistów.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA