cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Polskie orły za linią wroga – tajemnice operacji „Eagle”

Paweł Filipiak, 30.01.2020

Polscy spadochroniarze przygotowują się do wylotu

„Skoczek spadochronowy z czasów II wojny światowej miał na swoim wyposażeniu zazwyczaj dwa spadochrony. Spadochron główny znajdował się na plecach skoczka, zapasowy zaś umiejscowiony był na jego klatce piersiowej. Kiedy spadochron główny otwierany był w chwili wyskoku (odpowiadała za to biegnąca przez cały pokład samolotu metalowa lina, do której zaczepiany był mechanizm otwierający spadochron), tak spadochron zapasowy uruchamiany był ręcznie poprzez pociągniecie linki. Gdy kierujący zrzutem dawała znak, skoczek stawał na progu, skakał, a następnie przyciskał kolana do klatki piersiowej. Szarpniecie otwieranego spadochrony było natychmiastowe. Dalej pozostawał już tylko 700-metrowy lot w dół”.

Silk Chutes and Hard Fighting: U.S . Marine Corps Parachute Units in World War II, J. T. Hoffman, WASHINGTON, D.C . 1999

Zapomniani cichociemni 

Podany powyżej opis typowego skoku spadochronowego z czasów II wojny światowej, nie może oddać trwogi, jaką czuli spadochroniarze podczas akcji desantowej. Zrzuty miały najczęściej miejsce w nocy, pod gęstym ostrzałem dział przeciwlotniczych, a miejsce lądowania znajdowało się daleko za linią frontu, na terenie kontrolowanym przez wroga. Swoją historię podczas tego konfliktu napisali również polscy spadochroniarze. Najbardziej znane są oczywiście zmagania prowadzone przez 1. Samodzielną Brygadę Spadochronową gen. Stanisława Sosabowskiego w trakcie operacji „Market Garden”. Innym przykładem są tu np. desanty powietrzne polskich Cichociemnych. Ostatnie lata wojny przyniosły jeszcze jedno świadectwo. Dzięki odtajnieniu do niedawna nieznanych dobrze akt National College Park w Maryland, możemy dziś poznać szczegóły działań kolejnych polskich spadochroniarzy. Mowa tu o prowadzonej we współpracy z amerykańską służbą wywiadu operacją „Eagle”, która miała miejsce na początku 1945 roku, na terenie Niemiec.

Do czerwca 1942 roku Amerykanie nie posiadali żadnej profesjonalnie zorganizowanej komórki odpowiedzialnej za szeroko pojęte działania wywiadowcze. Dopiero w czerwcu tegoż roku Franklin D. Roosevelt powołał do życia OSS – Office of Special Services (po wojnie zastąpione zostało przez CIA). OSS wzorował się początkowo na brytyjskim SOE (Special Operation Executive), a obie formacje współpracowały z sobą. Pierwszym szefem OSS został Wiliam Donovan (późniejszy pierwszy szef Central Intelligence Agency). Zdawał on sobie sprawę z potrzeby uzyskania informacji wywiadowczych z samego serca terytorium wroga. Jednak równocześnie jasnym było, że każdy amerykański agent specjalny wysłany do III Rzeszy ulegnie szybkiemu wykryciu i likwidacji. I tu do akcji wkraczają Polacy...

Szkolenie polskich spadochroniarzy

Relacje między Amerykanami a polską służbą wywiadowczą – Oddziałem II Sztabu Naczelnego Wodza - nawiązano jeszcze nawet przed oficjalnym powstaniem OSS, latem 1941 roku. W 1943 roku podpisana została poufna umowa o dwustronnej współpracy. Wkrótce w OSS utworzono nawet polską sekcję, której kierowanie powierzono mjr Josephowi Dasherowi. Po krótkim czasie podjęto też decyzję o przygotowaniu specjalnej misji wywiadowczej, a jej wykonanie przypaść miało właśnie polskim żołnierzom. Wyszkoleni w Wielkiej Brytanii polscy spadochroniarze mieli za zadanie zdobyć na terytorium Niemiec informacje nie tylko o charakterze stricte militarnym, takie jak np. ruchy oddziałów, zlokalizowanie baz wojskowych, umocnień obronnych czy składnic i magazynów amunicji. Dla Amerykanów równie ważne były dane o stanie gospodarki Rzeszy, produkcji przemysłowej, zniszczeń jakie wyrządzały alianckie naloty czy ocena morale wśród żołnierz i ludności cywilnej. Akcji nadano kryptonim „Eagle”.

Szkoła szpiegów

W 1944 roku zadecydowano o wyszkoleniu 15 dwuosobowych zespołów (wywiadowca + radiotelegrafista). Zadanie wyselekcjonowania ok. 40 kandydatów powierzono Wydziałowi Spraw Specjalnych (WSS) MON, którym to kierował wówczas mjr. Tadeusz Szumowski. Kandydaci do misji byli rekrutowani spośród Polaków z armii niemieckiej, wziętych do niewoli przez wojska alianckie po lądowaniu we Francji w czerwcu 1944 roku. Finalnie rekrutację do operacji „Eagle” przeprowadzono w stacji zbornej Wojska Polskiego w Kinghorn od 19 lipca do 8 sierpnia 1944 roku.

Szkolenie wybranych ostatecznie 40 kandydatów i 10 instruktorów składać się miało z przeszkolenia wstępnego zorganizowanego w bazie w Szkocji (Special Training Station w Arisaig House, gdzie już wcześniej szkolili się polscy Cichociemni), kursu spadochronowego (STS 52 w Ringway koło Manchesteru) oraz oddzielnych pięciomiesięcznych szkoleń dla wywiadowców i radiotelegrafistów. Za ostatni ze wspomnianych kursów odpowiedzialny był mjr Stefan Szymanowski. Specjalnie na potrzebę tych szkoleń stworzono tzw. Szkołę Specjalistów, która umiejscowiona została w dawnej kwaterze OSS w Londynie przy Bryton Square 29.

Więcej na temat współpracy polskich żołnierzy z amerykańskimi
służbami specjalnymi można znaleźć w książce
 Operacja Eagle - Niemcy 1945.
Polscy spadochroniarze w służbie amerykańskiego wywiadu

Szkolenie wstępne kandydatów do operacji „Eagle” było bardzo obszerne i oprócz teorii wywiadu i kontrwywiadu zawierało również kursy z zakresu fotografii, chemii, szyfrów, łączności, podstaw dywersji, nauki jazdy różnymi pojazdami, mechaniki specjalnej (otwierania kłódek, zamków, dorabiania kluczy). Ostatecznie, pomyślnie przeszło przez tę naukę 34 z 40 kandydatów, którzy 3 października 1944 roku zaczęli zajęcia w wspomnianej wcześniej Szkole Specjalistów w Londynie.

Kadrę nauczycielską tej placówki tworzyło pięciu oficerów i ośmiu podoficerów polskich oraz dwóch oficerów amerykańskich. Typowy dzień szkoleniowy trwał 7 godzin i składał się z serii wykładów, ćwiczeń i zajęć praktycznych. Specjaliści (wywiadowcy) doskonalili technikę wywiadu i kontrwywiadu, wywiadu przemysłowego, fotografii, techniki fałszerstw, korespondencji wywiadowczej, a także uczyli się języka niemieckiego, poznawali geografię Niemiec oraz studiowali polityczne i wojskowe wiadomości z Rzeszy. Radiotelegrafiści z kolei ćwiczyli odbiór słuchowy, nadawanie, radiotechnikę, budowę aparatów radiowych oraz poznawali zasady ruchu radio-operacyjnego. Zarówno wywiadowcy, jak i radiotelegrafiści przechodzili szkolenia z szyfrów zasadniczych i operacyjnych, elektrotechniki, podsłuchu, samoobrony i walki, strzelania oraz pływania.

Na początku 1945 roku pięć pierwszych dwuosobowych zespołów było gotowych do działania. W lutym tegoż roku przeprowadzono ostatnie dwutygodniowe szkolenia tzw. kursy odprawowe. Wkrótce dołączyło do nich kolejnych 11 zespołów. Osoba odpowiedzialna za nadawanie kryptonimów poszczególnym zespołom musiała być bez wątpienia ekspertem w dziedzinie alkoholi, gdyż wszystkie one wzięły swoją nazwę od popularnych drinków. I tak były to m.in.: „Martini”, „Manhattan”, „Pink Lady”, „Oldfashioned”, „Zombie”, „Singapore Sling”, „Orange Blossom” czy „Cuba Libre”. Podstawowym celem wszystkich zespołów po wylądowaniu było zebranie odpowiednich danych wywiadowczych, a następnie oczekiwanie na przybycie frontu i amerykańskich oddziałów w celu przekazania im uzyskanych informacji.

Każdy z polskich skoczków miał przygotowaną wcześniej fałszywą tożsamość. Często perfekcyjna znajomość swojego biogramu była podstawowym elementem gwarantującym sprawne przejście przez czekające na skoczków przesłuchania ze strony lokalnych władz, Gestapo bądź szeregowych żołnierzy Wehrmachtu. Każdy biorący udział w operacji skoczek zaopatrzony był w komplet fałszywych dokumentów oraz zasobniki z jedzeniem, broń, amunicję i inne niezbędne akcesoria (m.in. kompas, latarka, apteczka, tabletki do uzdatniania wody), a także tzw. L-tablet (cyjanek) oraz B-tablet (amfetamina). Każdy spadochroniarz posiadał przy sobie również brylant, który miał być użyty tylko w sytuacji potrzeby ratowania życia.

Za linią wroga

Pierwszym zespołem pomyślnie zrzuconym na teren Niemiec był „Sidecar” (noc z 18 na 19 marca 1945 roku), w którego skład wchodził: specjalista Józef Gabor oraz radiotelegrafista Gerhard Nowicki. Była to zresztą drużyna, działałajaca najdłużej za linią wroga, bo aż 37 dni. W kolejnych tygodniach na terenie Niemiec lądowały następne grupy polskich skoczków. Efektywność prowadzonych przez Polaków działań była bardzo różna i wynikał zarówno z czynników losowych (złe miejsce zrzutu), jak i problemów technicznych (wadliwe radiostacje, złe przygotowanie fałszywych dokumentów). Najsilniejszym elementem akcji okazali się polscy skoczkowie, którzy wielokrotnie, nawet mimo ww. problemów, starali się sumiennie realizować postawione przed nimi zadania.

A 26 Invader - bombowiec amerykanski uzywany do zrzutow polskich spadochroniarzy

Tylko kilku polskich wywiadowców nie przeżyło swoich misji. Większość dotyczyło to tych, którzy ponieśli śmierć zaraz po wylądowaniu, głównie z powodu niefortunnego zrzutu, tuż przy mocno obsadzonych przez Niemców punktach. Nie zawsze jednak informacje zdobywane przez Polaków okazywały się przydatne. Powodem był ograniczony czas na ich pozyskanie ze względu na szybkość zbliżania się wojsk amerykańskich lub brak możliwości ich zdobycia w pobliżu miejsca zrzutu. Pomimo to część polskich spadochroniarzy w miarę możliwości i zastanej na miejscu lądowania sytuacji z zaangażowaniem wypełniała powierzone im zadania. W sytuacjach kryzysowych często wykazywali się opanowaniem, zaradnością i umiejętnością improwizacji, a w chwili zdemaskowania opierali się brutalnym przesłuchiwaniom Niemców.

Plany o kontynuowaniu misji „Eagle” snuto nawet jeszcze zanim zespół „Sidecar” wylądował na terenie Niemiec. Szybka ofensywa aliantów na froncie zachodnim sprawiła jednak, że okazło się to bezcelowe. Wojna w Europie kończyła się. Wkrótce podjęto decyzję o likwidacji polskiej Szkoły Specjalistów w Londynie, a cały jej personel skierowano do realizacji innych zadań. Pierwotnie zakładano, że szczególnie wyróżniający się w czasie trwania misji polscy agenci będą kontynuować współpracę z amerykańskim wywiadem, ale niedługo później również z tego projektu się wycofano.

Z perspektywy czasu trudno ocenić, czy operacja „Eagle” była sukcesem. Opinia amerykańskich wojskowych i historyków na jej temat jest raczej negatywna, lecz należy podkreśli bardzo krótki czas dany na jej przygotowanie oraz często prowizoryczne warunki szkolenia polskich spadochroniarzy. Nie można jednak zapominać, że często przekazywali oni przybyłym później oddziałom amerykański przydatne informacje o wrogich siłach w okolicy, ruchach niemieckich oddziałów, ukrytej broni i amunicji, a także pomagali dekonspirować przebranych za cywilów członków Wermachtu czy Gestapo. O zasługach Polaków świadczą choćby przyznawane im później odznaczenia wojskowe, z pośród których wymienić można m.in. Medale Brązowej i Srebrnej Gwiazdy (USA), Krzyże za Wybitną Służbę (USA), czy Medale Wojny (UK).

Artykuł powstał w oparciu m.in. o książkę Agaty Tyszkiewicz i Jakuba Tyszkiewicza pt. Operacja Eagle - Niemcy 1945. Polscy spadochroniarze w służbie amerykańskiego wywiadu





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA