cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Ernest Wilimowski - polski orzeł pod niemiecką swastyką

Łukasz Szymura, 14.06.2018

Ernest Wilimowski strzela gola dla Ruchu Hajduki Wielkie (Chorzów) w meczu z Dębem Katowice

Polacy po raz kolejny zwariowali z powodu mundialu. Przez najbliższy miesiąc wszystkie pozapiłkarskie tematy zejdą na dalszy plan. Potwierdziły to ostatnie dni, kiedy ludzie bardziej interesowali się kontuzją Kamila Glika niż rozmowami Donlada Trumpa z Kim Dzong Unem. Chwała Bogu! Bo przez pewien czas w społeczeństwie nie będzie podziału na PiS i PO.

Deyna, Lewandowski, a może Wilimowski?

Oczywiście, podziały nadal będą występowały, na szczęście te pozytywniejsze. Ten najbardziej wyraźny to polaryzacja na synów i ojców, czyli młodych i starych. Młodzi (15-25 lat) gloryfikują kadrę Nawałki, a Lewandowskiego, Piszczka i spółkę podnoszą do rangi Zawiszy Czarnego i bohaterów spod Grunwaldu. Starzy (45-60 lat) ripostują: „Orłom Górskiego i Piechniczka to mogliby buty czyścić. Lewandowski jest świetny, ale sobie akcje Deyny i Bońka poszukaj na youtube.” Bez wątpienia w tej dyskusji nikt nikogo nie przekona, bo i nie ma takiej potrzeby. Szkoda jednak, że ze względu na wiek, nikt w tym sporze nie wspomina kadry z debiutanckiego dla Polski Mundialu z 1938 roku i jej lidera Ernesta Wilimowskiego.

Ernest Wilimowski w 1936 r.

Polskiej reprezentacji w okresie II RP daleko było do pozycji piłkarskiego potentata. Należało nas upatrywać raczej jako solidnych średniaków. Status polskiej piłki zaczynał iść w górę w drugiej połowie lat trzydziestych. Pierwszym tego symptomem był występ na turnieju olimpijskim w Berlinie w 1936 roku. Nasza reprezentacja zajęła w nim czwarte miejsce, tracąc gola na 2:3, w meczu o trzecie miejsce, na kilka minut przed końcowym gwizdkiem.  Na ten wynik trzeba spojrzeć jednak chłodnym okiem. W igrzyskach nie mogli brać wtedy udziału zawodowcy, więc  wiele drużyn nie przywiozło swoich największych asów. Tak było również z nami, chociaż przyczyna była zupełnie inna.

Hurtowo strzelał bramki i lufy

W ostatnich latach przed wojną na krajowych boiskach królował Ernest Wilimowski. Urodził się w Katowicach i w tamtejszych klubach stawiał pierwsze piłkarskie kroki. Szybko jednak został dostrzeżony i w wieku 17 lat trafił do Ruchu Hajduki Wielkie (Chorzów). Już w trzecim meczu dla tej drużyny strzelił 5 bramek. Ostatecznie w barwach Ruchu  wystąpił 86 razy i strzelił 112 goli. Niewyobrażalny bilans na każde czasy.

Ernest Wilimowski w meczu Ruchu

Z wyglądu był niepozorny. 172 cm wzrostu, rude włosy, odstające uszy i zawadiacki uśmiech. Aparycją nie mógł więc budzić strachu u przeciwników. Wszystko zmieniało się gdy wchodził na boisko. Rywali mijał jak tyczki, a piłkę kierował dokładnie w to miejsce, które chciał. Mimo że międzynarodowe transfery były wówczas rzadkością, to o Wilmowskiego mocno zabiegał Racing Paryż. Działacze tego klubu, przy pomocy wdzięków Paryża i dużej ilości alkoholu, próbowali nakłonić go do podpisania kontraktu.

Właśnie skłonność do alkoholu była największym problem Wilmowskiego. Brylował na boisku, ale tak samo dobrze radził sobie w barze. Najdonioślejszym w skutkach tego przykładem, było oblewanie zwycięstwa z Wisłą. Drużyna Ruchu pod przewodnictwem Wilimowskiego tak zabalowała, że następnego dnia uległa bardzo przeciętnej Cracovii 0:9. Komisja PZPN głównie za ten występek zawiesiła Wilimowskiego do wyjaśnia sprawy. Nie pojechał więc na olimpiadę, a nasza drużyna nie zdobyła medalu.

Tak niewiele zabrakło

Jednak kiedy Wilimowski skupiał się na piłce, to należał do najlepszych na świecie. Pokazał to mecz na Mistrzostwach Świata w 1938 roku. Polacy po raz pierwszy jechali na tę imprezę i występowali w roli kopciuszka. W pierwszej rundzie trafili od razu na bardzo mocną Brazylię. Mecz był porywający. Brazylijczycy kilkukrotnie wychodzili na prowadzenie, ale za każdym razem nasi zawodnicy potrafili doprowadzić do wyrównania. Tak było również w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry, kiedy zdobywając bramkę Polska doprowadziła do dogrywki. Choć na boisku biegało 22 zawodników, to oczy kibiców były skupione, przede wszystkim na dwóch wielkich gwiazdach. Brazylijski napastnik Leonidas grał znakomicie i strzelił 3 bramki, ale i tak musiał ustąpić pola Wilimowskiemu, który zdobył 4 bramki i wywalczył rzut karny. Ostatecznie po dogrywce, mimo wielu okazji i znakomitej gry, Polacy ulegli przeciwnikowi 5:6.

Ernest Wilimowski w meczu z Brazylią

Brazylia podczas tego turneju jedyne spotkanie przegrała z późniejszymi mistrzami świata Włochami. Polska, zgodnie z ówczesnym restrykcyjnym regulaminem, po jednym meczu pożegnała się z mundialem.

Orzeł czy swastyka?

Polska reprezentacja z 1938 roku posiadała ogromny potencjał. Młoda drużyna, po solidnym chrzcie, miała szansę odegrać znaczącą rolę na następnych mistrzostwach. Wybuch wojny pozostawił tę kwestię w sferze publicystki. Co do Wilmowskiego, to jak wielu Ślązaków, zmuszony był do podjęcia trudnych decyzji. Dosyć szybko, bo jeszcze w 1939 roku zdecydował się przyjąć obywatelstwo Rzeszy i wyjechać za zachodnią granicę. Do 1942 roku żył w luksusie. Sytuacja zmieniła się po klęsce Niemiec na wschodzie. Tak jak inni piłkarze, został wtedy wcielony do Wehrmachtu. Ostatecznie uniknął wysłania na front, co zawdzięczał protekcji wysoko postawionych niemieckich oficerów, którzy kochali futbol. Do Polski Wilimowski już nie wrócił. Przez kilka lat reprezentował barwy Rzeszy i niemieckich klubów. Choć strzelał wiele bramek i odnosił sukcesy, to dla wielu niemieckich kibiców pozostał „polaczkiem” niegodnym noszenia ich barw.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA