cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Poniedziałek, 22.04.2024

Sulejówek

Jakub Wojas, 16.06.2023

Dworek Milusin w Sulejówku, 1925 r.

Sulejówek to nazwa urokliwego miasta pod Warszawą. Dzięki jednemu z jego mieszkańców „Sulejówek” to też dziś synonim politycznej emerytury, wycofania z wielkiej polityki na rzecz sielskiego życia. Taka interpretacja to zasługa oczywiście Józefa Piłsudskiego, który w latach 1923-1926 nie pełniąc żadnych wysokich urzędów państwowych żył sobie spokojnie w dworku Milusin w Sulejówku. Historia tego okresu życia Marszałka może być (i pewnie jest) inspiracją dla niejednego obecnie wyoutowanego polityka, gdyż tak naprawdę w Sulejówku Piłsudski spędził bardziej upolityczniony urlop niż polityczną emeryturę.

Milusin

Tak się złożyło, że w Polsce naród jako dowód wdzięczności funduje czasami komuś dworek. Taki dar narodu otrzymali m.in. Maria Konopnicka czy Henryk Sienkiewicz. Podobnie było z Józefem Piłsudskim, dla którego w 1922 r. Komitet Żołnierza Polskiego postanowił przeprowadzić zbiórkę na zakup jednej z dworkowych willi w Sulejówku, w którym Marszałek wraz z małżonką Aleksandrą Szczerbińską miał już dom. Był to jednak niewielki drewniany budynek, pozbawiony ogrzewania, kupiony przez panią Piłsudską od miejscowego kolejarza. Rodzina Piłsudskich nie posiadała w tym czasie zbyt wielkich oszczędności, gdyż Komendant nie przywiązywał do kwestii materialnych specjalnej wagi. Swoje zarobki często dzielił z żołnierzami i ich rodzinami. Co gorsza, z czasem pojawiły się też właśnie problemy mieszkaniowe.

Gdy w grudniu 1922 r. prezydentem Rzeczypospolitej został Gabriel Narutowicz Piłsudski opuścił Belweder. Pomieszkiwał od tego czasu w mieszkaniu żony, a także w służbowym lokum w gmachu Sztabu Generalnego na placu Saskim, do którego w 1923 r., jak się miało okazać, na chwilę przeniosła się cała rodzina. W tym czasie kończyła się już budowa zaprojektowanego przez Kazimierza Skórewicza dworku Milusin w Sulejówku. Okazało się bowiem, że zebrana przez żołnierzy kwota nie wystarczy na zakup którejś z istniejących willi, dlatego zdecydowano się na budowę całkowicie nowego budynku, utrzymanego w popularnym wówczas stylu dworkowym.

W czerwcu 1923 r. rodzina Piłsudskich przeprowadziła się do swojego nowego domu. Nie była to wielka rezydencja. Na parterze znajdował się salon z kaflowym piecem i stojącym zegarem. Po lewej był niewielki gabinet Marszałka. Na piętrze sypialnie i pokój gościny. Wiele rzeczy z wyposażenia dworu stanowiło dary od przyjaciół, byłych legionistów i zaprzyjaźnionych pułków.

Józef Piłsudski przy ulach w Sulejówku

Pierwsze miesiące w Milusinie nie były najlepsze. Przeciekał dach, co chwila pojawiła się jakaś awaria. W końcu postanowiono ze składek legionowych przeprowadzić gruntowny remont czy raczej wprowadzić „poprawki”. W Sulejówku Komendant szybko ustalił sobie „emerycki” plan dnia. Wstawał zazwyczaj około 10., choć zdarzało mu się wylegiwać w łóżku nawet do 13. Przy śniadaniu czytywał „Kurier Poranny” i „Ekspres”. Później spacerował po ogrodzie i otaczającym dwór sosnowym lesie, nazywanym przez niego „puszczą”. Czasami pomagał w pracy przy pobliskich ulach i rozmawiał „zza płota” z mieszkającym po sąsiedzku byłym premierem Jędrzejem Moraczewskim. Najbardziej Marszałek lubił przesiadywać długie godziny na ławeczce naprzeciw dworu. O godzinie 15 był obiad. Józef Piłsudski gustował w szczególności w swoich rodzinnych, litewskich potrawach. W czasie posiłku lubił też dużo opowiadać i wspominać. Po obiedzie przychodził czas na książki, zabawy z dziećmi, pasjansa lub szachy. Jak wspomniała jego małżonka:

Był w ogóle prosty i łatwy. Nigdy nie okazywał złego humoru i nigdy nie rzucał złego słowa.

Po prostu istna sielanka. Jednak poza dworkiem Milusin w Sulejówku nadal toczyła się wielka polityka, w której tle zawsze występował wielki nieobecny – Józef Piłsudski.

Źle się dzieje w państwie polskim

3 lipca 1923 r. w sali Malinowej hotelu Bristol w Warszawie odbył się pożegnalny bankiet niedawnego Naczelnika Państwa. Wydawało się, że Marszałek ostatecznie odchodzi z polityki i wojska, w dodatku rozgoryczony, i pewnie dlatego w swojej mowie nie szczędził wielu ostrych i gorzkich słów. Piłsudski mówił o „zaplutym, potwornym karle na krzywych nóżkach”, który go prześladuje. O kampanii nienawiści skierowanej nie tylko przeciw niemu, ale również przeciwko jego rodzinie. O atmosferze podejrzeń i opluwania stworzonej przez ludzi, którzy „chcą obniżyć do swego poziomu to, co zostało wzniesione wysoko”.

Te słowa nie pozostały bez echa. Narodowcy jakby w myśl zasady „uderz w stół, a nożyce się odezwą” nazwali w swojej prasie Komendanta „politycznym nieboszczykiem” czy „bożyszczem Żydów”. Bezpośrednim powodem decyzji rezygnacji z szefowania Sztabowi Generalnemu i przy tym przewodniczenia posiedzeniom Rady Wojennej było utrącenie projektu Marszałka dowodzenia armią w czasie pokoju. Piłsudski optował za tym, aby odpowiedzialność nad wojskiem przebiegała dwutorowo. Na czas pokoju wojskiem zawiadywałby minister spraw wojskowych wraz z podległym mu Sztabem Generalnym. Do wojny przygotowywałby zaś żołnierzy generalny inspektor (naczelny wódz). Te pomysły oprotestowały jednak gabinet Władysława Sikorskiego, a następnie także Wincentego Witosa. Piłsudski nie pozostawał dłużny i skrytykował przygotowane przez gen. Szeptyckiego i gen. Sikorskiego konkurencyjne projekty reformy dowodzenia.

Józef Piłsudski w Sulejówku, 1925 r.

Ten spór był jednak tylko kroplą, która przelała czarę goryczy. Poważnym ciosem dla Piłsudskiego było niewątpliwie zabójstwo prezydenta Narutowicza w grudniu 1922 r. W armii narastały także podziały. Odżyły dawne urazy między byłymi legionistami a oficerami, którzy z ramienia Austriaków ich nadzorowali w trakcie I wojny światowej. Dotyczyło to w szczególności gen. Włodzimierza Zagórskiego, którego oskarżono o prowadzenie agenturalnej działalności na rzecz zaborcy przeciwko żołnierzom I Brygady i to u progu niepodległości w 1918 r.

Po wycofaniu się Piłsudskiego ten kryzys armijny zbiegł się z serią kryzysów politycznych i gospodarczych. Rządy upadały po kilku miesiącach funkcjonowania. Stworzenie parlamentarnej większości graniczyło z cudem. Po udanym debiucie złotówki, nowa waluta zaczęła po pewnym czasie słabnąć. Na arenie międzynarodowej wzmacniała się współpraca niemiecko-sowiecka, a same Niemcy po traktacie z Locarno zyskiwały coraz mocniejszą pozycję do rewizji traktatu wersalskiego w Europie Wschodniej. W takiej sytuacji wielu tęsknym wzrokiem spoglądało w stronę Sulejówka, skąd miał nadejść oczekiwany mąż opatrznościowy.

To tylko urlop, a nie emerytura

Piłsudski nie pozostawał bierny wobec tych oczekiwań. Milusin był stałym miejscem odwiedzin wojskowych, polityków, a nawet zagranicznych dyplomatów. Mimo że Marszałek nie pełnił już żadnych oficjalnych funkcji, to zachował spore wpływy w wojsku. Piłsudczykowskie pułki nie kryły swojego przywiązania do Komendanta. Ułani z 7. Pułku Ułanów Lubelskich zapewniali Marszałkowi ochronę. 19 marca, w imieniny Józefa, gdy cały dwór był pełen gości żołnierze pełnili całodzienną wartę przed domem Naczelnika.

To właśnie żołnierze najsilniej zabiegali o powrót swojego wodza. Józef Piłsudski niewątpliwie chciał wrócić do polityki, ale na własnych warunkach. Klęska jego projektów w latach 1922-1923 spowodowała demonstracyjne odejście. Jego przeciwnicy mieli dostać wolną rękę, co zdaniem Marszałka, wróżyło ich rychłą kompromitacją. Komendant zdawał sobie sprawę, że ustanowiony przez konstytucję marcową system zapewnia jedynie chaos, a duży podział sceny politycznej tylko będzie go potęgował. W końcu zatem musi zatem dość do sytuacji, gdy pojawi się powszechne oczekiwanie, by to on przejął stery państwa.

Sulejówek był więc nie tyle polityczną emeryturą co urlopem. Świadczy o tym m.in. fakt, że Piłsudski odmówił pobierania przyznanych 1100 zł dożywotniego uposażenia, które uznawał właśnie za rodzaj emerytury. Konsekwencją tego były stałe kłopoty materialne rodziny Piłsudskich. Doszło nawet do tego, że żołnierze zbierali pieniądze na gazety i papierosy dla Marszałka.

Piłsudski z rodziną i współpracownikami przed dworem w Sulejówku

Nie jest jednak prawdą, że Naczelnik planował przeprowadzenie zamachu stanu. Piłsudski chciał, aby jego wielki powrót do polityki odbył się w sposób aksamitny i zgodnie z ustalonym prawem. Najbardziej pożądane byłoby wytworzenie takiej presji społecznej, że przynajmniej większość sceny politycznej nie będzie widziała poza nim nikogo innego, kto byłby zdolny Polskę poprowadzić.

Dlatego też Piłsudski z Sulejówka był wnikliwym obserwatorem, zajadłym krytykiem sejmokracji, patologi politycznych (czym zjednywał sobie sympatię opinii publicznej) i...wielkim nieobecnym, którego wszyscy, a szczególnie byli legioniści, wspominali z rozrzewnieniem na zasadzie „a gdyby to Marszałek teraz rządził...”. Wystarczyło, że przypomniał o sobie i swoich zasługach raz na jakiś czas (np. w imieniny), by społeczeństwo, w przeszłości nie zawsze go lubiące, teraz z nadzieją czekało na jego powrotu do polityki.

Józef Piłsudski przyjmujący delgację harcerzy w Sulejówku, 19 marca 1925 r.

Najlepiej wyraził to chyba gen. Gustaw Orlicz-Dreszer, który 15 listopada 1925 r. wypowiedział w Sulejówku słowa, które odbiły się głośnym echem w całej Polsce:

Niesiemy Ci prócz wdzięcznych serc i pewne, w zwycięstwach zaprawione szable! (…) by nie zechciał być w tym kryzysie nieobecny, osieracając nie tylko nas wiernych Twoich żołnierzy, lecz i całą Polskę.

Dreszer trafił w punkt. Coraz liczniej i coraz wyraźniej ludzie artykułowali poparcie dla Marszałka. Gdy 12 maja 1926 r. rozpoczął się przewrót majowy, to ulica powszechnie kibicowała piłsudczykom. To właśnie dzięki np. postawie kolejarzy uniemożliwiono dotarcie do stolicy wiernych rządowi pułków poznańskich. Nie należy jednak  zapominać, że już sam fakt, że do zamachu doszło był klęską Marszałka. Władza miała mu wpaść do rąk, tak samo jak wpadła w 1918 r., a nie zostać wywalczona karabinami.

Figura Sulejówka przetrwała do dziś. Z polityki rzekomo się nie można wyleczyć, dlatego kiedy widzę jakiegoś ex-ministra czy ex-premiera, który odżegnuje się od bieżącej polityki, lecz ciągle de facto nią się zajmuje i komentuje z dystansu, to wydaję mi się, że on też liczy na to, że powtórzy sulejówkowski manewr Marszałka i o nim również za jakiś będą mówić, że „wrócił z Sulejówka”. Problem w tym, że naśladowców Piłsudskiego jest wielu, lecz godnego następcy ciągle brak.





Udostępnij ten artykuł

,

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA