cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Druccy-Lubeccy, czyli czy patriotyzm zawsze oznacza poświęcenie?

Antoni Bzowski, 03.04.2020

Książę Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki

Druccy-Lubeccy należeli do grona tych rodów Rzeczypospolitej, które mogły się poszczycić najlepszym pochodzeniem. Wywodzili się w prostej linii od Giedymina, a ich protoplasta Dymitr Olgierdowicz był przyrodnim bratem Władysława Jagiełły. Również ostatnia żona tego króla, Sonia Holszańska po kądzieli była z Druckich. To jednak w żaden sposób nie przekładało się na pozycję tego rodu.

Niewiele znaczący książęta

Druccy wzięli swoje nazwisko od Drucka w orszańskim nad rzeką Drucią. Bardzo szybko się rozdzielili na liczne gałęzie: Druckich-Sokolińskich, Druckich-Horskich, Druckich-Konopla, Druckich-Oziereccy, Druckich-Pryhabscy, Druckich-Krasny, Druckich-Babiczewy, Druckich-Putiatycze, Druckich-Horscy, Druckich-Tołoczyńscy, no i w końcu Druckich-Lubeckich. Drugi człon tego nazwiska wziął się od siedziby tej linii, w Lubeczu w powiecie łuckim na Wołyniu.

Herb Druck książąt Druckich-Lubeckich
(Tadeusz Gajl / CC BY-SA/Wikimedia Commons)

Mimo tytułu książęcego w czasach unii polsko-litewskiej Druccy-Lubeccy jakoś specjalnie nie wybijają ani pod względem majątku, ani dzierżonych urzędów. Z tej rodziny możemy wtedy spotkać sędziów ziemskich, starostów, stolników, marszałków Trybunału, czasem od wielkiego dzwonu kasztelanów. Kariery to był bardziej lokalne, nie wychodzące poza obręb województwa, a majątki co najwyżej średniej wielkości, miejscami wręcz tak małe, że niektórzy przedstawiciele tego rodu, by nie narażać się na śmieszność zarzucali używanie tytułu książęcego.

Pozycja Druckich-Lubeckich zaczęła jednak rosnąć w ostatnich latach życia I Rzeczypospolitej, a to za sprawą Franciszka (1741-1802) – kasztelana pińskiego, posła na Sejm Czteroletni, zwolennika Konstytucji 3 Maja i Stanisława Augusta Poniatowskiego, którego zresztą przyjmował w swoich dobrach na Polesiu, które były już całką sporą fortuną, zgromadzoną dzięki intratnym ożenkom i dobremu gospodarowaniu. III rozbiór nie tylko nie zatrzymał umacniania pozycji książąt Lubeckich, a wręcz ją przyspieszył. Franciszek postanowił wysłać swoich synów: Franciszka Ksawerego (1778-1846) i Hieronima (1779-1844) do Korpusu Kadetów w Petersburgu. Była to postawa dosyć częsta wśród rodzin szlacheckich liczących na zrobienie kariery przy nowych władzach. I w tym wypadku to pomogło. Zwłaszcza w przypadku Franciszka Ksawerego.

Geniusz gospodarczy i polityczny?

Początki jego kariery wiele nam mogą tłumaczyć na temat obranej potem przez niego drogi. W wieku 20 lat jako oficer rosyjskiej armii pod dowództwem feldmarszałka Suworowa, splamionego kilka lat wcześniej rzezią Pragi bił się w kampanii włoskiej. Warto dodać, że w tym samym czasie po drugiej stronie frontu walczyły oddziały Legionów Polskich. Drucki z nimi się nie spotkał w boju, jednak nic też nie wskazuje na to, żeby miał jakiekolwiek ciągoty do dołączenia do nich. Czy zatem petersburski Korpus Kadetów zrusyfikował Franciszka Ksawerego? No właśnie nie. Książę Lubecki na pewno się nie wynarodowił, ale niewątpliwe był zwolennikiem cara i w nim dostrzegł nadzieję na odbudowę ojczyzny. Znów nie była to niespotykana postawa, by przypomnieć tu innego kniazia, Adama Jerzego Czartoryskiego. Poza tym polityka Rosji wobec ziem wcielonych w wyniku rozbiorów była dosyć liberalna. Zachowano samorząd szlachecki, istniały nadal staropolskie urzędy. Z kolei postawa lojalistyczna dawała szanse na robienie kariery przy jednoczesnym zachowaniu tożsamości narodowej, czyli kwintesencja powiedzenia mieć ciastko i zjeść ciastko.

Postawa Franciszka Ksawerego wkrótce również mu zaczęła przynosić spore profity. Po opanowaniu przez Rosjan obszaru Księstwa Warszawskiego stał się członkiem Rady Najwyższej Tymczasowej, która miała zarządzać tym terytorium aż do momentu rozstrzygnięcia o jego statusu. Już wtedy Druckiemu w trakcie negocjacji z Prusami i Austrią udało się uzyskać znaczące zmniejszenie długów po Księstwie.

Jednak prawdziwych cudów dokonał w latach 1821-1830, gdy pełnił funkcję ministra skarbu Królestwa Polskiego. Potężny deficyt budżetowy zamienił w przeciągu kilku lat w nadwyżkę. Dokonał tego m.in. przez skrupulatną politykę fiskalną. Zaległe podatki ściągał przy pomocy wojska. Zrobił także olbrzymie oszczędności. Lubecki przyczynił się też do uprzemysłowienia Kongresówki, unowocześniając Zagłębie Staropolskie, wokół Gór Świętokrzyskich oraz rozwoju Zagłębia Dąbrowskiego, przy granicy ze Śląskiem. Był również inicjatorem powstania Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, oferującego pierwsze w Polsce kredyty hipoteczne; oraz Banku Polskiego, który emitował pieniądz, ale też kredytował handel. Dzięki sprawnej polityce celnej zabezpieczył Królestwo Polskie przed zalewem konkurencyjnych towarów z zachodu i umożliwił rozwój polskiego eksportu na wschód. Za jego sprawą powstał także Kanał Augustowski, który umożliwił sprzedaż produktów z Królestwa nie przez pruski Gdańsk, ale litewską Połągę. A to nie wszystko, bo książę planował też połączenie kanałem ziem polskich z Morzem Czarnym.

Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki

W życiu prywatnym ministrowi również się układało, ale dosyć nietypowo. W 1814 roku jego żoną została...jego własna siostrzenica Maria Scipio del Campo. By mogło dojść do tego małżeństwa musiała zostać wydana dyspensa papieska. Związek okazał się jednak szczęśliwy. Maria powiła Franciszkowi Ksaweremu aż siedmioro dzieci.

Finansowo ministrowi także się powodziło. Książę po rodzicach odziedziczył całkiem pokaźny majątek na Polesiu, a za sprawą żony w jego dobrach znalazło się miasto Szczuczyn. Ponadto jego siostra, a zarazem teściowa, Teresa Scipio del Campo zakupiła dobra w Bałtowie i Ćmielowie, gdzie powstała słynna fabryka porcelany. Po jej śmierci majątek ten przeszedł na jej brata (a jednocześnie zięcia) i córkę (a jednocześnie bratową). I od tego czasu była to jedna z głównych siedzib Druckich-Lubeckich, aż do 1944 roku.

Chwilą próby dla Franciszka Ksawerego stał się moment wybuchu powstania listopadowego. Książę od razu zdystansował się od insurekcji i chcąc załagodzić sytuację wyruszył do Petersburga. Zupełnie bezskutecznie, gdyż postulaty, jakie wiózł ze sobą były nie do zaakceptowania. O ile jeszcze wycofanie wojsk rosyjskich z obszaru Królestwa można było negocjować, to nie było szans na przyłączenie do niego ziem zabranych. Fiasko tych starań jednak nie spowodowało, że Lubecki, podobnie jak Czartoryski, dołączył do powstania. Do końca pozostał wobec niego krytyczny. Trudno się dziwić. Powstanie marnowało cały dorobek jego życia. Pytanie tylko, czy sądził, że lojalną postawą wobec dworu uzyska od cara więcej swobód i poszerzenie granic Kongresówki? Jeżeli tak, to był naiwniakiem, a nie realistą, bowiem Rosja nie miała w tym żadnego interesu, a Królestwo Polskie, zwłaszcza po wstąpieniu na tron Mikołaja I, stanowiło maksimum tego na co Polacy mogą liczyć.

Wydaje się jednak, że minister Lubecki kalkulował inaczej. Niegdyś miał rzekomo stwierdzić, że Polska potrzebuje fabryk broni, oświaty i rozumu, przemysłu i handlu. Jeśli tak rzeczywiście myślał, to należą mu się słowa uznania nie tylko za rozsądną politykę gospodarczą, ale za oryginalną i przynoszącą korzyści formę walki o niepodległość. Bo jeżeli Drucki-Lubecki stworzyłby z Królestwa Polskiego silny i maksymalnie samodzielny pod względem gospodarczym, politycznym czy militarnym twór, to wyzwolenie byłoby wtedy na wyciągnięcie ręki. Kongresówka dawała możliwość ograniczonego, ale jednak rozwoju, czyli szanse na wzmocnienie polskości, a w przyszłości na wybicie się na niepodległość. Minister skarbu rozumiał to jak mało kto. 

Trzeba też przyznać, że w swojej walce o niepodległość, w odróżnieniu od innych polskich bohaterów, książę Lubecki potrafił powiększać swój majątek, a nie tracić. I za to także należy mu się głęboki szacunek. Bo czy patriota walczący o ojczyznę zawsze musi cierpieć i poświęcać dobra materialne? Przecież realizacja interesu publicznego nie musi stać w sprzeczności z realizacją interesu prywatnego.

Przy okazji warto wspomnieć o Alojzym Konstantym Druckim-Lubeckim, który miał inne poglądy niż słynny krewniak. Dołączył do powstania listopadowego, a po jego klęsce musiał uchodzić z kraju. Dotarł aż do Australii, gdzie wraz z żoną prowadził szkołę dla dziewcząt. Był pierwszym polskim osadnikiem w tym kraju.

Porządne ziemiaństwo

Konstanty Drucki-Lubecki

Franciszek Ksawery przeniósł swój ród na całkiem wysoką pozycję, choć też ciągle daleką od arystokratycznej pierwszej ligi. Niemniej gospodarzenie szło im całkiem nieźle. W szczególności dumą napawała wytwórnia porcelany w Ćmielowie, będąca w rękach rodziny do 1920 roku.

O Druckich-Lubeckich ponownie głośno stało się za sprawą księcia Władysława (1864-1913). Był pierwszym założycielem i prezesem Towarzystwa Automobilistów Królestwa Polskiego, przez kilka miesięcy 1907 roku również prezydentem Grodna, panem na Szczucinie. Kupił także majątek w Teresinie na Mazowszu, gdzie 7 kwietnia 1913 roku został zamordowany. Podejrzenia padły na spowinowaconego z Lubeckimi barona Jana Bisping von Gallen. Proces ciągnął się do 1928 roku. Ostatecznie baron został uniewinniony. Zabójcy księcia nigdy nie wykryto.

W czasach II RP z rodziny Druckich-Lubeckich wybijają się dwie postacie. Jedną z nich jest Zofia po mężu Chomętowska (1902-1991), która była najsłynniejszą polską fotografką tego okresu. Z kolei piękną kartę w służbie ojczyźnie zapisał Konstanty Drucki-Lubecki (1893-1940). W młodości brał udział w rajdzie rtm. Konstantego Plisowskiego z Odessy do Bobrujska, a następnie służył w I Korpusie u gen. Dowbora-Muśnickiego. W czasie wojny polsko-bolszewickiej bił się w 13. Pułku Ułanów Wileńskich. W 1939 roku dowodził w stopniu pułkownika Wileńską Brygadą Kawalerii. Wzięty do niewoli przez Sowietów poniósł śmierć w ramach zbrodni katyńskiej. Pochowano go na cmentarzu w Bykowni.

Po 1944 roku Druccy-Lubeccy utracili wszystkie swoje majątki, jednak w 2012 roku Elżbiecie Druckiej-Lubeckiej de Sejournet udało się odzyskać pałac w Bałtowie, który od XIX wieku, przez ponad sto lat, był główną siedzibą tego rodu.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA