cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Sobota, 04.02.2023

Kurlandia i Semigalia – baśniowa kraina nad Bałtykiem

Jakub Wojas, 28.11.2022

Mapa Kurlandii i Semigalii z XVIII wieku

„Kurlandia” - już samo to słowo przywołuje na myśl jakąś baśniową krainę. Podobnie jest z drugą częścią nazwy lenna Rzeczpospolitej, „Semigalią”. Przeciętnemu Polakowi zapewne obydwa wyrazy z niczym się nie kojarzą. Fani seriali albo starych, popularnych powieści mogą sobie przypomnieć, że Nikodem Dyzma, wedle legendy stworzonej przez Żorża Ponimirskiego, miał pochodzić ze szlachty kurlandzkiej. Poza tym raczej już nic nie przychodzi do głowy. Tymczasem Kurlandia i Semigalia stanowiła interesujący miks kultury polskiej, litewskiej i niemieckiej.

Żorż Ponimirski nieprzypadkowo wybrał Kurlandię jako kraj pochodzenia Nikodema Dyzmy. Doskonale zdawał sobie sprawę, że był to obszar „nasz”, ale zarazem daleki i kompletnie nieznany. Księstwo Kurlandii i Semigalii nie doczekało się w polskiej kulturze należytego miejsca. Poza wzmianką w powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza próżno szukać jakiś znaczniejszych odniesień. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to kultura polska wniosła więcej do rozwoju tego kraju, niż ten kraj w kulturę polską.

Ciekawe spostrzeżenia w tym temacie miał Roman Dmowski, który obserwując tamtejszych Niemców zauważył:

Kurońscy Niemcy, pomimo rozmaitych stron ujemnych, są najsympatyczniejsi z całej nadbałtyckiej Teutoni. Są oni szczersi i serdeczniejsi od innych, mają w charakterze sporo szlachetności […]. Często też daje się zauważyć w ich usposobieniu coś polskiego, zwłaszcza u szlachty, co objaśniać trzeba znaczną domieszką krwi polskiej, baronowie bowiem kurlandzcy często żenili się z córkami sąsiadów swoich, szlachty litewskiej. Według wyrażenia jednego z baronów zawdzięczają oni obecności tej krwi w swych żyłach dwie rzeczy: ładne rysy twarzy i długi na hipotekach.

Ten dziwny konglomerat Niemców, Litwinów i Polaków był możliwy dzięki pewnemu splotowi dziejów.

Na gruzach państwa Kawalerów Mieczowych

Zacznijmy może od wyjaśnienia pojęć. Kurlandia to nazwa krainy, obejmującej obszar dzisiejszej południowo-zachodniej części Łotwy ciągnący się od wybrzeża morskiego. Na wschodzie, skierowana bardziej na południe, leży Semigalia. Księstwo Kurlandii i Semigalii stanowiło tym samym nadbałtyckie państewko o podłużnym kształcie wciśnięte między Inflanty a Wielkie Księstwo Litewskie. Stolicą księstwa była położona w Semigalii Mitawa.

pObszar Kurlandii i Semigalii

Państwo to było pod wieloma względami szczególne. Jego powstanie było związane z likwidacją Zakonu Kawalerów Mieczowych. 5 marca 1562 r. składając w Rydze hołd lenny Zygmuntowi Augustowi wielki mistrz Gotthard Kettler powtarzał manewr sprzed 37 lat wielkiego mistrza krzyżackiego Albrechta Hohenzollerna. Kettler przyjął luteranizm, stawał się lennikiem, w tym wypadku wielkiego księcia litewskiego, Zygmunta Augusta i jako taki otrzymywał własne księstwo.

Kurlandia i Semigalia powstała zatem na gruzach części państwa Kawalerów Mieczowych (resztę stanowiły Inflanty będące po 1569 r. wspólnym władztwem Rzeczpospolitej Obojga Narodów). Kawalerowie Mieczowi byli od pewnego momentu północną odnogą Zakonu Krzyżackiego. Ich obecność na obszarach dzisiejszej Łotwy i Estonii doprowadziła do znaczącego zwiększenia tu osadnictwa niemieckiego. W konsekwencji, to kultura niemiecka kształtowała tutejsze elity.

O samych zakonnikach niestety nie możemy powiedzieć zbyt wiele dobrego. Kawalerom Mieczowym bowiem szybko zaczęły przeszkadzać reguły własnego zakonu. Krewki temperament rycerzy objawiał się w wyjątkowo brutalnym podboju bałtyckich ziem i… wewnętrznych porachunkach. W 1209 r. pierwszy wielki mistrz Wenno von Rorbach został zamordowany w trakcie kłótni przez rycerza Wickberta. Awantury czy coś co dziś określilibyśmy libacjami alkoholowymi były tam częstym zjawiskiem. Podobnie zresztą jak wyzysk i znęcanie się nad podległą ludnością. W 1222 r. spowodowało to wybuch powstania ludowego. Działania Kawalerów Mieczowych potępił wtedy nawet papież.

Sukcesami w dziele chrystianizacji zakonnicy też nie mogli się pochwalić. Sprawy te były tak zaniedbane, że gdy w 1563 r. powstała luterańska Kurlandia, to okazało się, że wśród ludu całkiem dobrze się ma jeszcze pogaństwo. Wymiernym i pozytywnym efektem działalności Kawalerów Mieczowych były jednak niemieckie elity, które przyczynił się do rozwoju gospodarczego tych ziem. Teraz do tego nadbałtyckiego świata niemieckiej kultury miała wejść również kultura polska i litewska.

Z Rzeczpospolitą czy bez niej?

Wpływy polskie w Kurlandii i Semigalii możemy notować dopiero od powstania Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Formalnie bowiem, choć Zygmunt August był królem Polski, to układ z Gotthardem Kettlerem zawierał jako wielki książę litewski. Po unii lubelskiej lenno to znalazł się pod wspólną protekcją. Przewidywano jednak, że dobiegający czterdziestki Kettler nie doczeka się już potomstwa i Kurlandia zostanie wcielona do Rzeczpospolitej. Nadzieje te okazały się płonne, gdyż jeszcze w 1569 r. doczekał się on syna Fryderyka, a pięć lat później Wilhelma.

Wilhelm Kettler

Obydwaj bracia po ojcu rządzili księstwem: Wilhelm - Kurlandią, a Fryderyk - Semigalią. Nie był to najszczęśliwszy okres w dziejach tego kraju. Szybko ujawnił się dysonans między szlachtą a książętami. Lennicy mają bowiem to do siebie, że dążą zazwyczaj do uzyskania pełnej niezależności. O ile bowiem Gotthard był wierny polskiemu królowi, to synowie poczynali już sobie dosyć śmiało. Fryderyk wprawdzie stawił się na polach pod Kircholmem w 1605 r., lecz Wilhelm spiskował już ze Szwedami, co w 1616 r. kosztowało go pozbawieniem tronu. Na to nakładał się spór ze szlachtą kurlandzką, która zafascynowana polskimi urządzeniami chciała je przenieść do własnego państwa. Z tego powodu o mało co nie doszło do wojny domowej, a całą sprawę uspokoiła dopiero komisja wysłana przez Zygmunta III Wazę.

Fascynacja miejscowej, niemieckiej szlachty przywilejami, jakimi cieszyła się szlachta Rzeczpospolitej doprowadziła do szybkiej polonizacji tej grupy społecznej. W ten sposób uzasadniona stała się opowieść o pochodzeniu Nikodema Dyzmy ze szlachty kurlandzkiej, która wżeniwszy się w rody litewskie i polskie stała się równoprawną częścią nobles I RP. W Kurlandii zaczęły zatem powstawać dwory na wzór tych z Polski i Litwy. W domach tych coraz częściej mówiono po polsku i stawano się gorącymi wyznawcami polskiego patriotyzmu. Takie rody, jak Denhoffowie, Platerowie czy Tyzenhauzowie, choć pochodzenia niemieckiego, to osiadłe w Inflantach, w tym w Kurlandii, zdecydowały się wiernie służyć Rzeczpospolitej. Postawa szlachty miała też zapewne wpływ na politykę książąt kurlandzkich, którzy starali się raczej utrzymywać związek z państwem polsko-litewskim.

Druga Holandia

Po Fryderyku Kettlerze nastały w 1640 r. rządy jego bratanka Jakuba, który okazał się najwybitniejszym kurlandzkim władcą. W młodości sporo podróżował. Odwiedził m.in. Francję, Anglię i Niderlandy. Ta ostatnia podróż zrobiła na nim chyba największe wrażenie. Zobaczył wówczas, jak niewielkie państwo może stać się europejską potęgą. Jakub zapragnął, aby jego księstwo było swoistą „Holandią Północy”. By to osiągnąć rozwinął dwa porty kurlandzkie: w Lipawie i Windawie. W tej drugiej powstał znaczący ośrodek przemysłu okrętowego. Kettler chciał, aby Kurlandia była głównym dostarczycielem okrętów dla ówczesnych potęg. Miał to być jej główny produkt eksportowy. Za jego panowania wyprodukowano tutaj 44 okręty wojenne i 79 dużych statków handlowych. Sam też zgromadził flotę wojenną liczącą w szczytowym okresie 22 okręty.

Lipawa w 1701 r.

Stocznie to nie było jednak jedyne przedsięwzięcie księcia Jakuba. W jego państwie powstawały też manufaktury, a terytoria kurlandzkie obejmowały również kolonie na Morzu Karaibskim (Tobago) i w Afryce Zachodniej (Gambia). Przy tym wszystkim Kettler starał się pozostać lojalny wobec polskiego króla. Zakładał, że opieka takiego mocarstwa, jakim była niewątpliwie Rzeczpospolita zapewni Kurlandii bezpieczeństwo. Zdawał sobie sprawę, że malutkie księstwo wciśnięte między Szwecję a państwo polsko-litewskie musi znaleźć się pod czyimś wpływem. Wiedział doskonale, że Szwedzi nie zaproponują mu więcej, niż może dać Rzeczpospolita ze swoimi przywilejami i łagodną zwierzchnością. Zakładał również, że przy potędze Rzeczpospolitej i potęga Kurlandii wzrosnąć może. Konsekwencją takiego myślenia była lojalna postawa księcia w 1655 r. Przypłacił to jednak szwedzką niewolą i kompletnym spustoszeniem swego państwa. Po załamaniu gospodarczym, jakiego doznała Kurlandia po potopie szwedzkim Jakubowi nie udało się odzyskać pozycji sprzed tego okresu. Niemniej przez 15 lat jego księstwo było zasobnym i politycznie stosunkowo ważnym bałtyckim państwem.

Lennicy z zewnętrznego nadania

Kolejni Kettlerowie na tronie nie byli tak wybitni jak Jakub. Ostatniego z nich Ferdynanda Kettlera wszyscy mieli po prostu dosyć. Nie mieszkał on nawet w Mitawie, a w Gdańsku. W 1726 r. szlachta kurlandzka zamiast jego wolała wybrać na tron nieślubnego syna Augusta II Mocnego, Maurycego Saskiego, lecz do całej sprawy wmieszała się Anna Iwanowna - żona zmarłego księcia Kurlandii Fryderyka Wilhelma. Do tego szlachta polska domagała się natychmiastowego włączenia tego obszaru do Rzeczpospolitej. Rywalizację tę w krótszej perspektywie wygrał Ferdynand Kettler, który po ucieczce Maurycego Saskiego z Mitawy i objęciu tronu carskiego przez Annę Iwanowną w 1731 r. mógł spokojnie rządzić księstwem. W wieku siedemdziesięciu lat nawet się ożenił z księżną Sachsen-Weissenfels, Joanną Magdaleną. Potomostwa się jednak nie doczekał. Umarł bezdzietnie w 1737 r.

Ernest Biron

Po jego śmierci do gry znów włączyła się Rosja i tron w Mitawie przypadł faworytowi carycy Anny, Ernestowi Bironowi. Pochodził on z tutejszego średniozamożnego rodu. Karierę można powiedzieć, że zrobił przez łóżko. Dzięki poparciu rosyjskiej władczyni zdobył liczne urzędy w Rosji, został panem Wolnego Państwa Stanowego Syców na polsko-śląskiej granicy, a także na krótko regentem Cesarstwa Rosyjskiego po śmierci swojeej protektorki. Potem jednak trafił na Syberię. Kurlandią i Semigalią rządziła wówczas Rada Książęca. Państwo to w końcu mogło odetchnąć, bowiem Biron siał terror i nakładał znaczne obciążenia podatkowe na poddanych. Doprowadziło to do buntów i powstań chłopskich. Na tron w Mitawie przywróciła go w 1763 r. Katarzyna II, co wiązało się z siłowym usunięciem panującego tu od 1759 r. królewicza polskiego Karola Chrystiana Wettyna.

W 1769 r. Biron abdykował na rzecz syna Piotra i choć formalnie był on nadal polsko-litewskim lennikiem, to okazał się bezwolnym instrumentem polityki rosyjskiej.

W czasie obrad Sejmu Wielkiego powstała idea, by anektować Kurlandię do Rzeczpospolitej. Było to m.in. pokłosie skarg, jakie otrzymali posłowie od delegacji szlachty kurlandzkiej. Do głosowania tego projektu doszło 25 maja 1792 r. Niestety, wskutek zabiegów wysłanej do Warszawy żony Birona, Doroty von Medem projekt przepadł i to zaledwie jednym głosem. Książę został jednak zobowiązany do przestrzegania praw i przywieljów swoich poddanych.

W maju 1794 r. wybuchło w Kurlandii powstanie pod wodzą barona Henryka Mirbacha. Książę Biron oczywiście je potępił i zakazał sprzedaży broni, a nawet rozmów o wolności i równości. Szlachta i chłopi tego nie posłuchali i ruszyli do walki. Powstańcy opanowali Lipawę, gdzie zamierzano przyjmować uzbrojenie od sojuszników z zagranicy. Udało się także wynająć statek, który miał przewozić broń z Danii. Plany te pokrzyżowało jednak najpierw odcięcie przez wojska rosyjskie Kurlandii i Semigalii od obszaru Litwy, a w końcu upadek powstania kościuszkowskiego. Po III rozbiorze lenno Rzeczpospolitej zostało włączona do Rosji.

Kurlandia i Semigalia – reaktywacja

Jak widać Kurlandia i Semigalia nie miała tyle szczęścia co Prusy. Była małym państewkiem wciśniętym między potęgami z nikłą szansą na utrzymanie niezależności. Najlepsze warunki do rozwoju zapewniała Rzeczpospolita. Jej liberalny system ustrojowy przyciągał elity wielu krajów. Jednak słabość wewnętrzna tego państwa odbiła się też na Księstwie Kurlandii i Semigalii i w rezultacie pociągła ją na dno. Nie był to najlepszy scenariusz, lecz chyba jedyny możliwy. W ramach Szwecji czy Rosji nawet taki rozwój Kurlandii byłby wykluczony. Tym samym na tym obszarze powstało ciekawe połączenie. Szlachta, choć luterańska, to przesiąknięta była polską kulturą. Panowała tu daleko posunięta tolerancja religijna. Luterański książę fundował nawet katolickie kościoły. A Rzeczpospolita kolejny raz pokazała, że potrafi przedstawić skuteczny model cywilizacyjny czy imperialny, w którym można czuć się Niemcem bądź Kurlandczykiem, a jednocześnie Polakiem jako obywatelem wspólnej Rzeczpospolitej. Skuteczność tego modelu tutejsza ludność udowodniła ofiarnym udziałem w polskich wojnach i powstaniach.

Kubki, ale też mapy, ubrania, torby i ubrania związane z Rzeczpospolitą Obojgga
Narodów do kupienia tylko w Sklepie Wokulskiego

Dalsze losy Kurlandii i Semigalii splatały się z losami całych Inflant. Choć nie do końca. O ile inflancka szlachta znęcona możliwościami kariery często stawała się lojalna wobec cara, to szlachta kurlandzka nadal wykazywała olbrzymie sympatie propolskie. To stąd m.in. pochodził bohater wojen napoleońskich gen. Karol Kniaziewicz.

Miejscowe elity podzieliły się z czasem na trzy części: wierne Rzeczpospolitej – uczestników powstań i walk o niepodległość; wiernych Rosji, którzy robili kariery w armii i administracji; oraz Niemców, których czas przyszedł w 1918 r., gdy powstało na tym obszarze pod auspicjami armii niemieckiej frontu wschodniego nowe Księstwo Kurlandii i Semigalii. Jego władcą miał być cesarz Wilhelm II. Projekt się jednak nie udał i już po dwóch miesiącach funkcjonowania zastąpiła go niepodległa Łotwa. Dwa lata później pojawiła się nadzieja, że ziemie te znajdą się w składzie federacji projektowanej przez Józefa Piłsudskiego, ale i to spaliło na panewce.

W dwudziestoleciu międzywojennym część szlachty kurlandzkiej wyjechała do Niemiec lub Polski. Część została na miejscu, lecz II wojna światowa bezpowrotnie zniszczyła ich świat. Do dziś na obszarze dawnej Kurlandii i Semgalii są miejsca, gdzie można spotkać ludzi z niemieckim nazwiskami, ale uważających się za Polaków.





Udostępnij ten artykuł

,

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA