cookies

Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Książęta-biedacy. Los niektórych kniaziowskich rodów w I Rzeczpospolitej

Marcin Dzierżanowski, 05.04.2018

Dworek zubożałej szlachty na obrazie Wojciecha

Rzeczpospolita Obojga Narodów znana była ze swojej równości szlacheckiej, dlatego też panowie bracia z niechęcią patrzyli na uzyskiwane przez magnatów na obcych dworach tytuły książęce. Wyjątek robiono dla rodów litewsko-ruskich, pochodzących od średniowiecznych wielkich książąt Litwy i Rusi. Jednak poza tytulaturą, kniaziowie zazwyczaj mocno odbiegali od powszechnych wyobrażeń o książętach.

Sam tytuł sukcesu nie daje

Spora część rodów wywodzących się od litewskiego wielkiego księcia Giedymina wymarła już w XV i XVI stuleciu, dotyczyło to m.in. samych Jagiellonów. Wydawałoby się jednak, że ich krewniacy w polsko-litewskim państwie powinni odgrywać stale pierwszorzędną pozycję, lecz tak nie było. Czartoryscy obdarzeni przez Zygmunta Augusta tytułem właśnie „braci i krewniaków” dopiero w XVIII w. przebili się do magnackiej ekstraklasy. Jednakże spośród litewskich kniaziów byli tam właściwie jedynymi.

Słynny z „Ogniem i mieczem” ród Kurcewiczów herbu Kurcz, pochodził od książąt pińskich, potomków Narymunta Gleba – najstarszego syna Giedymina (niektórzy sądzą, że od najmłodszego, Michała Koriata). Pomimo tak znakomitego rodowodu już pod koniec XVI w. mają jedynie kilka wsi. Od tego czasu plasują się w kategorii średniej szlachty. Pełnią głównie powiatowe urzędy, a w 1755 r. książę Jan był zaledwie dworzaninem Miączyńskiego, kasztelana podlaskiego. Był to przejaw popularnej wówczas wśród bogatej szlachty praktyki, aby mieć jako sługę prawdziwego księcia, co podbudowało oczywiście ego danego szlachcica. Zjawiska tego doświadczyły wszystkie prezentowane tu zubożałe książęce rody. W XIX w. Kurcewicze wylegitymowali się ze szlachectwa na Wołyniu, lecz nie odgrywali tam żadnej poważniejszej roli.

Herb książąt Połubińskich (Wikimedia Commons)

Od kniaziów połockich pochodzili z kolei Połubińscy herbu Jastrzębiec odmienny. Nie byli może pierwszorzędnym rodem Rzeczpospolitej, ale w XVII i XVIII w. kilku jego przedstawicieli otrzymało godności senatorskie, m.in. Konstanty (zm. 1640) był wojewodą parnawskim, a Dymitr Samuel (zm. 1687) wojewodą nowogrodzkim. Upadek tej rodziny zaczął się w XVIII w. Połubińscy zubożeli i stracili na znaczeniu do tego stopnia, że zarzucili tytułowanie się kniaziami.

Podobnego pochodzenia co Połubińscy byli Łukomscy herbu Roch odmienny. Jednak im nie były dane wyższe urzędy. Łukomscy zazwyczaj „siedzieli” na kilku wsiach, od czasu do czasu dzierżąc powiatowe urzędy. Jeszcze gorzej przedstawiała się sytuacja u Świrskich herbu Lis. Już w XVII w. statusem majątkowym zaczęli zbliżać się do drobnej szlachty, często samodzielnie obrabiając swoje niewielkie ziemie.

Zarówno w tej, jak i innych rodzinach książęcych główną przyczyną zubożenia, a przez to utraty pozycji było rozrodzenie i podziały majątków z tego tytułu. Niemniej dochodziło też do paradoksalnych sytuacji, gdy w jednym rodzie kniaziowskim część jej przedstawicieli dochodziła do znaczących urzędów, inni natomiast „klepali biedę”.

Herb Hippocentaurus Giedroyciów (Wikimedia Commons)

Takie przypadki miały miejsce w rodzie Giedroyciów herbu Hippocentaurus. Wywodzili się oni od legendarnego Gidrusa, brata wielkiego księcia litewskiego Trojdena. W tej licznie rozgałęzionej rodzinie możemy znaleźć wielu znaleźć biskupów czy generałów, a także pozbawioną ziemi szlachecką gołotę. Ojciec Jerzego Giedroycia – redaktora paryskiej „Kultury” był tylko skromnym pracownikiem apteki. Ożenił się on z córką bogatego mińskiego krawca Starzyckiego, dla którego książę Giedroyć niekoniecznie był wymarzonym zięciem.

Książę to brzmi dumnie

Oczywiście, wśród rodów kniaziowskich możemy znaleźć również rodziny magnackie. Prócz wspomnianych Czartoryskich, byli to: Czetwertyńscy, Ostrogscy czy Wiśniowieccy. Tytuł książęcy pozwalał przede wszystkim wyróżnić się na tle szlacheckiej reszty. Dlatego też wiele rodzin próbowało uzurpować sobie do niego prawa.

Herb Światopełk-Mirskich (Wikimedia Commons)

Świrscy herbu Szaława z Podola, choć bogatsi od litewskich Świrskich, z którymi nie byli spokrewnieni chętnie się do nich przyznawali, a w szczególności ich tytułu. Inne rodziny tworzyły własną genealogię, w której dowodzili, że pochodzą od Ruryka, Giedymina lub innych wielkich książąt.

Tak czynili np. Mirscy herbu Białynia odmienna. Twierdzili, że wywodzą się od tego samego pnia co Czetwertyńscy. Ich protoplastą miał być Izasław Jarosławowicz, wnuk Włodzimierza Wielkiego – władcy Rusi Kijowskiej. Jednak Mirscy, co wśród wielu rodzin litewsko-ruskich nie było ewenementem, zaczęli używać, a raczej uzurpować, sobie tytuł książęcy (wraz z przydomkiem Świętopełk) dopiero od XVIII w. Choć wiele w tym przypadku wskazywało na fałszerstwo, to senat Królestwa Polskiego w 1821 r., a także władze Rosji w 1861 r. uznały Mirskich za książąt.

Takich przypadków podszywania się pod kniaziowskie rody było sporo. Nie szły za tym żadne pieniądze, ale „książę” przed nazwiskiem brzmiało dumnie. A dla tych, którzy mieli rzeczywiście prawa do tego tytułu była to niejednokrotnie jedyna osłoda nie najłatwiejszego życia.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA