cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Kluczowe godziny, czyli jak Józef Piłsudski wskrzeszał Polskę

Michał Zoń, 11.11.2017

Józef Piłsudski ok. 1918 r.

Gdy w 1917 r. Niemcy uwięzili Józefa Piłsudskiego, hrabina Róża Raczyńska oceniła tę sytuację w następujący sposób: „Szczęście ma Piłsudski, że go Niemcy uwięzili w Magdeburgu, przecież przegrają wojnę, a Piłsudski jako bohater wróci do Warszawy i będzie dyktatorem”. Słowa te miały okazać się prorocze.

Powrót

Około godziny 7. rano, 10 listopada 1918 r. na Dworzec Wiedeński w Warszawie wjechał pociąg specjalny z Berlina, w którym w wagonach klasy pierwszej podróżowali Józef Piłsudski i Kazimierz Sosnkowski. 16 miesięcy wcześniej obaj panowie jako niemieccy aresztanci musieli przez ten sam dworzec opuszczać Warszawę. Teraz, w towarzystwie przydzielonego do ich ochrony niemieckiego rotmistrza Paula van Glaupena, wracali do ojczyzny. Józef Piłsudski z osoby niewygodnej dla Niemców nagle urósł do rangi jedynej nadziei, która może zapewnić bezpieczeństwo przebywającym na wschodzie żołnierzom niemieckim.

W listopadowy nieco zamglony poranek na specjalnego pasażera z berlińskiego pociągu czekała jedynie niewielka delegacja na czele z członkiem Rady Regencyjnej księciem Zdzisławem Lubomirskim i dowódcą Komendy Naczelnej POW, Adamem Kocem. Towarzyszyli im rotmistrz Stanisław Rostworowski, Aleksander Prystor wraz z małżonką, Kazimierz Stamirowski z żoną, ppor. Konstanty Abłamowicz i dziennikarz Wacław Czarski.

To słynne zdjęcie najczęściej ilustrujące powrót Józefa Piłsudskiego do Warszawy 10 listopada 1918 r. w rzeczywistości pochodzi z 1916 r. Dwa lata później Komendata witała jedynie garstka osób.

Piłsudski skorzystał z propozycji Lubomirskiego i pojechał jego samochodem na ul. Frascati do dworku regenta „na herbatę”. W trakcie pogawędki książę i jego żona, księżna Maria przekonywali brygadiera, że jest on jedyną postacią, która może „zbawić Polskę”. Po pierwszym zorientowaniu się w sytuacji Piłsudski wyraził chęć wyjazdu do Lublina, aby dołączyć do powołanego tam rządu Ignacego Daszyńskiego. W rozmowie z Lubomirskimi miał stwierdzić, że jest to „rząd jego przyjaciół” powołany „na wolnej ziemi”. Książę jednak próbował zbić te argumenty przekonując, że to gabinet jedynie partyjny, a już niedługo cała Polska będzie wolna.

Dwie godziny później Piłsudski jechał już w dorożce do pensjonatu na ul. Moniuszki. W trakcie jazdy witały go tłumy warszawiaków, którzy dowiedzieli się o przyjeździe wodza. Po dotarciu na miejsce Komendant przemówił z balkonu do zgromadzonych pod budynkiem ludzi słowami:

Obywatele! Warszawa wita mnie po raz trzeci. Wierzę, że zobaczymy się niejednokrotnie w szczęśliwszych jeszcze warunkach. Zawsze służyłem i służyć będę życiem swoim, krwią ojczyźnie i ludowi polskiemu. Witam was krótko, gdyż jestem przeziębiony – bolą mnie gardło i piersi.

W mieszkaniu na Moniuszki czekał na niego przewieziony tu już wcześniej Kazimierz Sosnkowski. Rozpoczął się proces rozeznawania się w sytuacji w kraju. Tego dnia przybyły do brygadiera aż 23 delegacje, od wojskowych po polityków. Wszyscy oczekiwali od niego stanięcia na czele państwa, tylko każdy pod innym szyldem. Jak po latach wspomniał Piłsudski:

Byłem przerażony tym, co zastałem i chciałem – wyznam – najbardziej tchórzliwie uciec z Polski.

Po południu Komendant odwiedził swoją przyszłą żonę, Aleksandrę Szczerbińską mieszkającą przy ul. Mińskiej 25. Wtedy po raz pierwszy zobaczył swoją córkę Wandę, która urodziła się, gdy przebywał w Magdeburgu. Spotkanie z rodziną było jednak krótkie. Już na 16.30 było zaplanowane specjalne posiedzenie Rady Regencyjnej, na które zaproszono Komendanta. Z uwagi na chorobę arcybiskupa Aleksandra Kakowskiego obrady przeniesiono z Zamku Królewskiego do pałacu arcybiskupów warszawskich przy ul. Miodowej. Regenci podjęli wtedy decyzję o przekazaniu władzy nad wojskiem Piłsudskiemu i powierzeniu mu misji powołania rządu. Decyzję tę miano ogłosić następnego dnia.

Nie dopuścić do powstania

Wieczorem do Piłsudskiego przybyła delegacja niemieckiej Rady Żołnierskiej. Sytuacja w mieście zaostrzyła się z godziny na godzinę. Członkowie POW, a także zwykła młodzież stolicy na wieść o powrocie wodza rozpoczęła spontaniczne akcje ataków na niemieckie posterunki. Garnizon warszawski liczył wówczas wprawdzie 12 tys. żołnierzy, lecz ok. 8 tys. uległo demoralizacji. Karność zachowały jednak oddziały z cytadeli.

Sytuacja w Królestwie była napięta od kilku miesięcy. W maju na zjeździe piłsudczykowskiego Konwentu Organizacji A w Krakowie płk Edward Rydz-Śmigły wraz z Jędrzejem Moraczewskim doszli do wniosku, że należy doprowadzić do zbrojnego usunięcia okupanta. W ramach tego od października PPS i POW przeprowadziło szereg zamachów na niemieckich żandarmów i dygnitarzy. Planowano nawet zamach bombowy na generała-gubernatora Hansa von Beselera.

Rozbrajanie Niemców 10 listopada 1918 r. w Warszawie

Na spotkaniu z Piłsudskim niemieccy delegaci prosili Komendanta, aby zagwarantował im swobodny powrót do ojczyzny. Brygadier oświadczył, że w Polsce nie może dochodzić do scen, które uwłaczałyby godności niemieckich wojskowych, przede wszystkim zdzierania odznak. Postawił jednak warunki zapewnienia im bezpiecznego powrotu do domu. Niemcy mieli zostawić broń, lokomotywy, wagony oraz dać możliwość do korzystania z sieci łączności telegraficznej i telefonicznej. Żołnierze stwierdzili, że muszą tę decyzję jeszcze przedyskutować. Wznowienie rozmów zaplanowano na następny dzień, na godzinę 8.

Po tej wizycie brygadier kazał sobie podać mocnej herbaty. Zaczął rozmyślać o tym, jak wyrwać od Niemców te cenne precjoza.

O umówionej godzinie, 11 listopada Józef Piłsudski w towarzystwie doskonale znającego język niemiecki Ignacego Boernera, pojawił się w siedzibie Niemieckiej Rady Żołnierskiej, mieszczącej się w Pałacu Namiestnikowskim na Krakowskim Przedmieściu. Komendant powiedział żołnierzom, że „naród polski za grzechy waszego rządu na nas, nad wami mścić się nie chce i nie będzie(…)”. Z kolei tłumowi przed Pałacem oświadczył, że Rada Żołnierska jest pod jego opieką i nic jej się stać nie może.

Tymczasem na mieście dochodziło już do pojedynczych starć z Niemcami, m.in. na Dworcu Wileńskim czy w okolicach ratusza, w którym zlokalizowane było prezydium policji. W tym ostatnim miejscu po całodziennej walce Polakom udało się opanować budynek i zdobyć pokaźne zapasy broni. Piłsudski by zapobiec zaognieniu sytuacji rozkazał oddać broń oficerom i w eskorcie policji miejskiej umożliwić Niemcom przejście do cytadeli.

Komendant robił wszystko, by nie doszło do wybuchu antyniemieckiego powstania. Rada Żołnierska zgodziła się na jego warunki, ale oświadczyła, że broń zda dopiero za granicami Królestwa. Część oddziałów jednak nadal na to się nie godziła i była skłonna bronić cytadeli. Natomiast rozkazy Piłsudskiego o powstrzymaniu się od wzajemnych walk nie wszędzie docierały na czas. Polsko-niemiecka wojna wisiała na włosku.

Józef Piłsudski w koszarach Legii Akademickiej, listopad 1918 r.

Nie były to jedyne kłopoty przyszłego Naczelnika Państwa. Kolejne delegacje uświadamiały mu jak skomplikowana jest sytuacja w kraju. Część Galicji była wyzwolona, lecz we Lwowie trwały już polsko-ukraińskie walki. W Królestwie działał rząd lubelski i Rada Regencyjna. W innych regionach władza zaborców trzymała się mocno. Komendant po latach tak to wspominał:

Zastałem tam bowiem to, co w myślach nazwałem od dawna konkubinatem z zaborcą, konkubinatem, w którym zaborca jest zawsze silniejszy od Polski. Dlatego, zastawszy stan chaosu – półrewolucji, pół – nie wiem czego – chciałem nazajutrz wyjechać z Warszawy. Wykazałem więc tę samą niechęć do rządzenia [...], jaką mieli wszyscy inni, robiący w owym czasie próby rządzenia [...].

11 listopada jednak Rada Regencyjna ogłosiła podjętą dzień wcześniej decyzję:

Wobec grożącego niebezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego, dla ujednostajnienia wszelkich zarządzeń wojskowych i utrzymania porządku w kraju, Rada regencyjna przekazuje władzę wojskową i naczelne dowództwo wojsk polskich, jej podległych, brygadjerowi Józefowi Piłsudskiemu. Po utworzeniu Rządu narodowego, w którego ręce Rada regencyjna zgodnie ze swemi poprzednimi oświadczeniami, zwierzchnią władzę państwową złoży, brygadjer Józef Piłsudski władzę wojskową, będącą częścią zwierzchniej władzy państwowej temuż narodowemu Rządowi obowiązuje się złożyć, co stwierdza podpisaniem tej odezwy.

Polonia Restituta

Piłsudski w kolejnych dniach kontynuował dzieło skupiania władzy w swoich rękach. 14 listopada rozwiązana została Rada Regencyjna, a dwa dni później Komendant podpisał specjalną depeszę, która notyfikowała odrodzenie państwa polskiego. 19 listopada została ona nadana drogą radiową do Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch, Japonii, Niemiec oraz rządom „wszystkich państw wojujących i neutralnych”.

Tego samego dnia zakończyła się ewakuacja żołnierzy niemieckich z obszaru Królestwa (poza Suwalszczyzną i Podlasiem). Na szczęście udało się uniknąć poważniejszych starć. Z punktów granicznych do tworzącej się armii polskiej przybywały tysiące niemieckich karabinów, pistoletów, granatów i miliony naboi. Piłsudski zachował się też z dużą klasą wobec dawnego generała-gubernatora. Hans von Beseler opuścił Warszawę 12 listopada specjalnym statkiem do Torunia (wówczas jeszcze będącego pod niemiecką władzą). Do tego czasu przebywał w Zamku Królewskim przez nikogo nie niepokojony.

22 listopada powołany został rząd Jędrzeja Moraczewskiego. Jego lewicowy charakter pacyfikował ambicje dawnych członków rządu lubelskiego. Tego też dnia rząd uchwalił „Dekret o najwyższej władzy reprezentacyjnej Republiki Polskiej”. Józef Piłsudski, do czasu powołania Sejmu Ustawodawczego, objął urząd Tymczasowego Naczelnika Państwa. 

Polskę czekały jeszcze wybory parlamentarne, a przede wszystkim walka o granice. Bez wątpienia jednak Polska była już wtedy niepodległa.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA