cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Braniccy herbu Korczak – fortuna wyrosła na zdradzie?

Jakub Wojas, 19.06.2020

Franciszek Ksawery Branicki pędzla Jánosa Rombauera z 1818 rok

Historia bezwzględnie oceniła Franciszka Ksawerego Branickiego. Jako jeden z przywódców konfederacji targowickiej uchodzi za symbol zdrady. Stanisław Wyspiański przedstawił go w Weselu jako odrażającego upiora, który uosabia najgorsze cechy szlachty. Niektórzy, w swojej łaskawości twierdzą, że hetman był po prostu głupi. W rzeczywistości sam Branicki do końca życia uznawał siebie za patriotę. No i nie mógł być taki głupi, skoro dzięki niemu jego ród stał się tak potężny.

Zdrajca czy patriota?

Do II połowy XVIII wieku Braniccy herbu Korczak nie byli specjalnie znani. Samo nazwisko było wprawdzie znane, ale wiązano je z rodem Jana Klemensa Branickiego herbu Gryf. Ten zmarły w 1771 roku hetman wielki koronny był jednak ostatnim Gryf-Branickim, przynajmniej z głównej linii rodu. Jednak trzy lata później buławę wielką hetmańską przejął właśnie Franciszek Ksawery Branicki herbu Korczak. Rodzina ta wywodziła się z Lubelszczyzny, ze wsi Branica niedaleko Radzynia. Czasem pisali się też Branieccy. Jako pierwszy do większych zaszczytów doszedł Sebastian (1484—1544) – biskup kamieniecki, a następnie poznański. Swoją karierę zawdzięczał protekcji prymasa Jana Łaskiego.

Herb Korczak

Uzyskanie wysokiej godności kościelnej nie spowodowało jednak awansu dla innych przedstawicieli tej rodziny. Braniccy zaczęli się wybijać dopiero w XVIII wieku. Józef (1690-1735), dzięki wsparciu Potockich został kasztelanem halickim. Jego syn, Piotr kasztelanem bracławskim. Wżenił się także w bogatą rodzinę Szembków. Przy okazji nie stronił od towarzystwa innych niewiast, o czym było głośno w całej Rzeczypospolitej, choć trzeba przyznać, że na starość spokorniał i stał się człowiekiem bardzo bogobojnym. Na swoim nagrobku kazał sobie wyryć:

Tu leżę, Piotr Branicki, człowiek zbyt ułomny, cały czas mego życia do rozpusty skłonny.

Majątek zdobyty przez ojca zapewnił dzieciom lepszy start. Elżbieta wyszła za mąż za księcia Sapiehę. Potęgę rodu zapewnił jednak Franciszek Ksawery (1731-1819). Pomógł mu w tym szczęśliwy splot wydarzeń. Jako typowy awanturnik tego czasu uczestniczył w wojnie siedmioletniej, walcząc zarówno w armii rosyjskiej, jak i francuskiej. Od króla Ludwika XV uzyskał nawet tytuł hrabiowski. Ale najwięcej pomogła mu niewinna z pozoru znajomość z Stanisławem Antonim Poniatowskim, późniejszym królem. Poznali się na petersburskim dworze. Poniatowski jako sekretarz angielskiego posła, a następnie jako sam saski poseł romansował z żoną cara Piotra III, Zofią, którą już niedługo później świat pozna jako carycę Katarzynę. Branicki miał uratować kolegę Stasia, gdy ten został nakryty wraz z kochanką przez jej męża. Przyszły hetman musiał przez to opuścić Petersburg, ale po wyborze 1764 roku kolegi na króla Polski otworzyły się przed nim szerokie możliwości kariery.

Protekcja dworu zapewniała Franciszkowi Ksaweremu kolejne urzędy i królewszczyzny. Branicki lubił przy tym używać życia. Przez słabość do jednej z tancerek pojedynkował się w 1766 roku z samym Giacomo Casanovą. Pojedynek przegrał. Raniony w brzuch ledwo uszedł z życiem, ale do włoskiego awanturnika nie czuł urazy. Gdy postrzelony sądził, że kona zwrócił się do przeciwnika:

Zabiłeś mnie waćpan. Ratuj się, bo grozi ci śmierć na szafocie. Znajdujesz się w obrębie województwa, a jestem dygnitarzem koronnym i kawalerem Orderu Orła Białego. Nie trać czasu, uciekaj, a jeśli nie masz pod dostatkiem pieniędzy, weź moją sakiewkę.

Branicki jednak przeżył, a dwa lat później jako regimentarz wojsk koronnych tłumił konfederację barską. Był zagorzałym zwolennikiem polityki prorosyjskiej. W 1767 roku w trakcie sejmu repninowskiego, który miał gwarantować zasady ustroju Rzeczypospolitej został określony przez rosyjskiego posła Nikołaja Repnina jako swój człowiek. To mu się opłaciło. W 1774 roku otrzymał buławę wielką koronną, a także rozległe dobra na Ukrainie. Z kolei osobista przyjaźń z faworytem carycy księciem Potiomkinem doprowadziła w 1781 roku do ślub hetmana z Aleksandrą Engelhardtówną. Oficjalnie była to siostrzenica Potiomkina, jednak tajemnicą Poliszynela było, że była to nieślubna córka carycy Katarzyny. W ten sposób jako zięć carycy, która zresztą osobiście świadkowała na jego ślubie w cerkwi petersburskiej, mógł się czuć pierwszą osobą w Rzeczypospolitej. Ponadto mariaż wiązał się nie tylko z powiększeniem wpływ politycznych, ale i majątku. Małżonka była dziedziczką olbrzymiej fortuny na granicy z Polską. Do tego dochodziło kilka milionów rubli posagu i pałac w Petersburgu wraz z apanażami otrzymywanymi regularnie od carycy.

Franciszek Ksawery Branicki

Myli się jednak ten kto twierdzi, że polityka prorosyjska była podyktowana jedynie względami osobistymi. Branicki rzeczywiście uważał, że szczęście ojczyzny wiąże się ze ścisłym sojuszem, a być może nawet protekcją rosyjską. Na pewno był przywiązany do ustroju Rzeczpospolitej i szlacheckich wolności. Wiedział także, że państwo polsko-litewskie jest zbyt słabe, by same stawiać czoła sąsiednim mocarstwom. Lepiej zatem było sprzymierzyć się jednym z nich i przy nim budować swoją siłę.

W swoim własnym mniemaniu uważał się za patriotę i było to prawdopodobnie wyznanie szczere. Nie podpisał żadnego z traktatów rozbiorowych. Będąc jednak hetmanem czy członkiem Departamentu Wojskowego Rady Nieustającej otrzymywał jednocześnie niższe rangi i urzędy w Rosji. Kiedy w 1792 roku dowiedział się o szykowanej interwencji rosyjskiej wyruszył pod pretekstem odwiedzenia żony i rodzin do Petersburga. Tu czekali na niego już Szczęsny Potocki i Seweryn Rzewuski. Tak tworzyła się konfederacja targowicka. Żaden z tych panów, a już najmniej Franciszek Ksawery nie chciał zagłady Rzeczpospolitej. Chcieli władzy, gwarancji dawnych praw. W samym akcie konfederacji zapowiadano, że nie pozwolą na oderwanie najmniejszej części kraju. Jego autorzy wiedzieli, że jest to transakcja wiązana. Rosja wygoni „rewolucjonistów”, a oni zapewnią w Warszawie porządek. Targowiczanie okazali się jednak bardzo naiwni. Gdy okazało się, że Rosja dąży do rozbioru, to hetman złożył urząd i w liście do Sejmu napisał:

Nie chce imienia swego podlić.

To mu nie pomogło. W targowiczanach dostrzegano tych, którzy sprowadzili tu obce wojska i doprowadzili do kolejnego rozczłonkowania. W czasie powstania kościuszkowskiego portret Franciszka Ksawerego Branickiego zawisł na szubienicy, jako skazanego za zdradę przez Sąd Najwyższy Kryminalny.

Jednak były hetman tak naprawdę nigdy nie zawisł na stryczku. Dożył sędziwego wieku, 89 lat w swoich dobrach w Białej Cerkwi. Nigdy nie nauczył się rosyjskiego, do końca życia nosił się po sarmacku, a gdy w 1816 roku jego dobra odwiedził car Aleksander I, który przybrał tytuł króla Polski, to stary Branicki przywitał go w mundurze Rzeczypospolitej z Orderem Orła Białego słowami:

Szczęśliwym, że nie umrę nie zobaczywszy króla swojej ojczyzny.

Polska mimo wszystko

Małżonka Franciszka Ksawerego, domniemana córka carycy Katarzyny, ku zadziwieniu wszystkich okazała się miłośniczką polskości. W rezultacie następni Braniccy nie stali się zatem Rosjanami, choć byli lojalni wobec dworu. Syn hetmana Władysław (1783-1843) uchodził za ulubieńca carycy. Walczył mężnie w wojnach napoleońskich, ale po stronie rosyjskiej, co jednak nie było takim ewenementem. Nie poparł powstania listopadowego, ale też nie brał udział w walkach przeciw niemu. Związanie Branickich z dworem Romanowów zakończyło się jednak już w następnym pokoleniu. Wnuk targowiczanina, również Franciszek Ksawery (1816-1879) zapowiadało się, że pójdzie ścieżką ojca. Był carskim oficerem, adiutantem gen. Iwana Paskiewicza, ale gdy car Mikołaj I w 1844 roku wyjechał do Londynu Franciszek postanowił uciec ze znienawidzonej Rosji. Jego postawę tłumaczy się często patriotycznym wychowaniem, jakie zapewniła jego matka Róża z Potockich. Sam Branicki często uznawał samodzierżawie za system mongolski i marzyło mu się państwo wolności religijnej i politycznej.

Franciszek Ksawery osiadł na stałe we Francji. Tu wspierał emigrację polską, finansując m.in. projekty Adama Mickiewicza i jego Legion we Włoszech z 1848 roku czy gazetę Trybuna Ludów. Jego postawa wzbudziła gniew cara . Został skazany zaocznie na konfiskatę dóbr i zsyłkę na Syberię. Mimo to Franciszek walczył także z Rosjanami w czasie wojny krymskiej.

Los emigranta spotkał również brata Franciszka, Aleksandra (1824-1884). Za udział w powstaniu styczniowym trafił on do Saratowa. Następnie wydalono go z Rosji. Potem organizował m.in. ekspedycjr naukowe do Azji i Afryki. Sławę zyskał także Konstanty (1824-1884). Był miłośnikiem ornitologii i wspierał wielu naukowców z tej dziedziny, którzy odwdzięczali mu się nazywając nowe gatunki ptaków na jego cześć. Wszyscy trzej bracia byli znani na emigracji jako filantropi, kolekcjonerzy i mecenasi.

W drugiej połowie XIX wieku w rękach Branickich były już nie tylko dobra na Ukrainie, skądinąd doskonale gospodarzone przez najmłodszego z braci - Władysława, ale również we Francji. W 1849 roku Franciszek Ksawery kupił w Turenii 1,5 tys. ha ziemi wraz z zamkiem Montresor. Warownia stała się skarbnicą polskości. Rodzina zbierała tu polonica kupowane na całym świecie. Było to także miejsce, które skupiało emigrację polityczną. Francuzi nazwali nawet Montresor „le petite Pologne” - mała Polska.

Zamek w Montresor

Do wybuchu I wojny światowej Braniccy uchodzili za jedną z pierwszych rodzin arystokratycznych Europy. Dzięki mariażom z Potockimi stali się w 1892 roku właścicielami podwarszawskiego Wilanowa. Do 1922 roku w rękach rodziny był też zamek w Suchej Beskidzkiej. Podstawę potęg rodu stanowiły jednak nadal zbudowane przez przodka targowiczanina olbrzymie dobra na Ukrainie. Majątek ten rozniosły w pył wichry XX wieku. Rewolucja bolszewicka i niekorzystny dla Branickich przebieg porozbiorowej granicy Rzeczypospolitej spowodował, że pozycja tego rodu podupadła. Pojawiło się potężne zadłużenie. Mimo to rodzina nadal angażowała się w sprawy ojczyzny. Dziedzice Wilanowa, Ksawery i Adam oddali część swoich dóbr na cele społeczne. W 1932 roku Adam Branicki przekazał w depozyt Bibliotece Narodowej księgozbiór dawnej rezydencji króla Jana III. W czasie wojny Adam został aresztowany przez Niemców. Wypuszczony dzięki staraniom wpływowych krewnych, wspierał potem podziemie. W czasie powstania warszawskiego przebywał w stolicy. 13 września 1944 roku komuniści pozbawili go majątku. Kilka miesięcy później został aresztowany przez NKWD. Przebywał w obozie Karasnogorsku pod Moskwą, potem był przetrzymywany przez UB w Warszawie. Zmarł w szpitalu w Otwocku.

W Europie Wschodniej Braniccy stracili wszystko. We Francji pozostały im dobra Montresor, które później przeszył w ręce skoligaconych Reyów. W męskiej linii linia hetmańska Branickich już wygasła. Choć potęga tego rodu został zbudowana na daleko idącej współpracy zamożnym, obcym protektorem, co historia jednoznacznie oceniła jako zdradę, to w kolejnych pokoleniach Braniccy nie szczędzili pieniędzy i ryzykowali niekiedy całym swym majątkiem, by tej ojczyźnie służyć.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA