cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Poniedziałek, 04.07.2022

Ukryta opcja polska. Czy dziadek Angeli Merkel walczył z Niemcami o Polskę?

Andrzej Jaworski, 06.12.2021

Ludwik Kaźmierczak z narzeczoną Margarethe, ok. 1919 r.

W 2013 r. Polskę i Niemcy obiegła sensacyjna wiadomość – dziadek Angeli Merkel był Polakiem i walczył z Niemcami. Postanowiliśmy ruszyć wojennym szlakiem Ludwika Kaźmierczaka i zbadać, czy rzeczywiście tak było.

Nieślubne dziecko służącej na wojnie

Dziadek Angeli Merkel, Ludwik Kaźmierczak urodził się 17 października 1896 r. w Poznaniu. Był nieślubnym dzieckiem Anny Kaźmierczak, dotychczas służącej w majątku Arcugowie pod Gnieznem. Nietrudno domyślić się, że rodzina Kaźmierczaków do najbogatszych nie należała. Prababcia kanclerz Niemiec Apolonia z Bielejewiczów pochodziła z chłopskiej rodziny z Pawłowic pod Lesznem, gdzie w 1854 r. wyszła za mąż za Bartłomieja Kaźmierczaka. Ich córka urodziła się 9 lipca 1867 r. już jednak w Kunowie w powiecie szamotulskim.

Ojcem Ludwika był z kolei Ludwik Wojciechowski. Nie ożenił się on jednakże z Anną i nie dał też dziecku swojego nazwiska. W Poznaniu panna Kaźmierczak z synem zamieszkała przy dzisiejszej ulicy Grobla 14 mieszkania 56 (wówczas Grabenstrasse). Była to kamienica, w której mieszkali przeważnie pracownicy pobliskiej gazowni. Właścicielem mieszkania Anny był o rok starszy przybyły tu spod Berlina Ludwik Rychlicki, który na co dzień zapalał lampy gazowe. W końcu, po pięciu latach znajomości 3 czerwca 1901 r. został on mężem swojej lokatorki. Z tego związku urodziła się później czwórka dzieci: Józef (1902), Helena (1903), Marianna (1904) i Jan (1906). Z tym, że córki zmarły jeszcze w wieku dziecięcym: Helena w 1908 r., a Marianna w 1913 r.

Rodzina Rychlickich, ok. 1907 r.

W 1913 r. rodzina Rychlickich wyprowadziła się do kamienicy na Piekarach (Bäckerstrasse) 5/17, w której mieszkali aż do 1941 r. Nieślubny syn Anny, Ludwik niedługo jednak przebywał w tym miejscu. W 1915 r. jako dziewiętnastolatek został powołany do wojska. Wiadomo, że nasz bohater trafił w czasie Wielkiej Wojny na front zachodni. Nie było w tym nic dziwnego. Garnizon poznański w owym czasie był miejscem stacjonowania jednostek 10. Dywizji Cesarstwa Niemieckiego, która od 1914 r. walczyła właśnie we Francji. W 1915 r. prowadziła ona wojnę pozycyjną w okopach między Mozą a Mozelą. W następnym roku biła się w słynnej bitwie pod Verdun, a następnie w Alzacji i Lotaryngii.

Nie ma pewności, w którym dokładnie pułku znalazł się Ludwik Kaźmierczak. Biorąc pod uwagę dalsze losy naszego bohatera, to z wielkim prawdopodobieństwem można stwierdzić, że chodzi tu o oddział piechoty ewentualnie artylerii. W Poznaniu w tym czasie stacjonował 6. Pułk Grenadierów im. Hrabiego Kleista von Nollendorfa (1. Zachodniopruski), 46. Pułk Piechoty im. Hrabiego Kirchbacha (1. Dolnośląski), 47. Pułk Piechoty im. Króla Bawarii Ludwika III (2. Dolnośląski), a także 20. Pułk Artylerii Polowej (1. Poznański), 5. Pułk Artylerii Pieszej (Dolnośląski). Każdy z nich miał podobny szlak bojowy. Jedno jest pewne - Ludwik Kaźmierczak nie przeszedł go całego.

Tajemnica pewnego zdjęcia

Jedno z niewielu „polskich” zdjęć Ludwika Kaźmierczaka przedstawia naszego bohatera w mundurze. Nie jest to jednak mundur niemiecki, a polski czy raczej francuski. Na fotografii widzimy Ludwika w towarzystwie narzeczonej ubranego w uniform francuski wz. 1915. Takie właśnie mundury nosili żołnierze Błękitnej Armii gen. Józefa Hallera, którą tworzono na terytorium Francji od 4 czerwca 1917 r. Przedsięwzięciu temu patronował Komitet Narodowy Polski z Romanem Dmowskim na czele. Polscy politycy liczyli na to, że ta formacja wzmocni pozycję Polski jako członka Ententy. Błękitna Armia składała się z 5 dywizji, czyli blisko 100 tys. żołnierzy. Jej kadrę oficerską stanowili w znacznej mierze oficerzy francuscy, natomiast podoficerami i szeregowymi byli Polacy, przeważnie przedstawiciele Polonii lub dawni jeńcy z armii austro-węgierskiej i niemieckiej. Wśród tych ostatnich był najpewniej nasz Ludwik.

Ludwik Kaźmierczak w mudurze Błękitnej Armii

Na zdjęciu wykonanym w 1919 lub 1920 r. ma on na sobie mundur kroju oficerskiego (świadczy o tym m.in. układ kieszeni). Ponadto jego trzewiki ze sztylpami był noszone przeważnie przez oficerów (szeregowcy ubierali zazwyczaj buty z owijaczami). Na rękawach kurtki Ludwika nie ma jednak oznak żadnego stopnia. Wskazywałoby to zatem, że Ludwik był mimo wszystko, w chwili wykonania tego zdjęcia zwykłym szeregowcem.

Na patkach żołnierzy Błękitnej Armii umieszczano kolor przynależny danej broni i służbie. Po powiększeniu zdjęcia, widać u Ludwika arabską jedynkę w wpisaną w trójkąt. Z powodu tego, że zdjęcie jest czarno-białe trudno orzec, czy jest to kolor ciemnozielony czy czerwony. Dlaczego akurat te dwa? Bowiem „1.” przynależała albo do 1.Pułku Strzelców, albo do 1. Pułku Artylerii, natomiast piechocie odpowiadał kolor ciemnozielony, a artylerii czerwony.

W wypadku 1. Pułku Strzelców sytuacja jest o tyle ciekawa, gdyż ta jednostka od czerwca 1918 r. walczyła na froncie zachodnim przeciwko Niemcom. Oznaczałoby to zatem, że dziadek kanclerz Niemiec bił się w polskiej armii z Niemcami! Polscy żołnierze w tym czasie objęli pozycje w okolicach Reims. Czynili również wypady na stronę niemiecką. Przeciwnik nie pozostawał dłużny, ale również zasypywał Polaków ulotkami propagandowymi pisanymi po polsku wzywającymi ich do porzucenia służby. Niewiele to jednak pomagało, a polscy żołnierze wykazywali się w walkach niezwykłym męstwem.

Od połowy lipca 1918 r. żołnierze 1. Pułku Strzelców próbują przeciwdziałać niemieckiej ofensywie. W kolejnych dniach pułk walczy ofiarnie w Wogezach i Szampanii. Często wówczas otrzymuje pochwały francuskich dowódców. Po krótkim odpoczynku, w październiku 1918 r. polska jednostka zostaje przerzucona do Lotaryngii. Tu czyni przygotowania do udziału w decydującej ofensywie na Niemcy, która ma przymusić Berlin do kapitulacji. 11 listopada 1918 r. w miejscowości Rembervillers żołnierze zostają załadowani na samochody, skąd mają wyruszyć na front. W ostatniej chwili rozkaz ten zostaje odwołany. Powodem okazała się wiadomość o podpisanym rozejmie i klęsce Niemiec.

Czy w tych wszystkich wydarzeniach brał udział Ludwik Kaźmierczak? Niewykluczone. Miałby w takim wypadku zapisaną piękną kartę walki z Niemcami, co jak na dziadka pani kanclerz brzmi sensacyjnie. Jednakże muszę zepsuć nieco ten piękny obrazek. Jeżeli bowiem założymy, że Ludwik służył nie w 1. Pułku Strzelców, a w 1. Pułku Artylerii, to w I wojnie światowej udziałem tej jednostki było jedynie październikowe przerzucenie do Lotaryngii i oczekiwanie na niedoszłą ofensywę.

Teoretycznie za artylerią mógłby wskazywać nieco odbiegające od munduru piechura umundurowanie dziadka pani kanclerz na fotografii (przede wszystkim chodzi o buty). Lecz z drugiej strony taki synkretyzm w ubiorze żołnierza niczego nie musi przesądzać. Zdjęcie wykonano już w Polsce, gdzie z powodu braków zaopatrzeniu, chaosu organizacyjnego i wojennego takie odstępstwa mundurowe nikogo nie dziwiły.

Strzelcy z Błękitnej Armii, ok. 1918 r.

Z kolei za 1. Pułkiem Strzelców wydaje się, że przemawiają okoliczności trafienia Ludwika do Błękitnej Armii. Zakładając, że nie była to dezercja na stronę francuską (co mimo wszystko należało do rzadkości), to w grę wchodzi  jedynie wzięcie do niewoli szeregowego Kaźmierczaka. A tak się składa, że artylerzystów, ze względu na specyfikę służby, na froncie nieczęsto brano do niewoli. Co innego obrona twierdz, przy których kapitulacja była równoznaczna z niewolą, a co innego w czasie wojny okopowej, gdzie armaty nie stały w pierwszej linii i ich obsługa, w razie czego miała łatwiejszą możliwość ucieczki niż koledzy z okopów. Tym samym, gdy tworzono 1. Pułk Artylerii Armii Polskiej we Francji, to zasilili go głównie świeżo przeszkoleni żołnierze. Natomiast ci, którzy mieli doświadczenia frontowe za sobą trafiali do oddziału, który jako pierwszy miał ruszyć do walki, czyli właśnie 1. Pułku Strzelców. Najprawdopodobniej zatem Ludwik Kaźmierczak służył w tej jednostce i w konsekwencji bił się z Niemcami o Polskę.

W połowie kwietnia 1919 r. oddziały Błękitnej Armii transportami kolejowymi wyruszają z Francji przez Niemcy do Polski. 1. Pułk Strzelców dociera do Chełma, Kowla i Włodzimierza, skąd 13 maja rusza do walki przeciwko Ukraińcom. Dobrze wyszkoleni i uzbrojeni żołnierze zadają ostateczny cios Zachodnioukrainskiej Republice Ludowej. Walki domniemanej jednostki Ludwika Kaźmierczaka na tym froncie kończą się już na początku czerwca. W kolejnych miesiącach pułk stacjonuje na Wołyniu, gdzie niekiedy dochodzi do drobnych potyczek z siłami bolszewickimi.

We wrześniu 1919 r. 1. Pułk Strzelców stał się 43. Pułkiem Strzelców Kresowych i jako taki bierze udział w rozpoczętej 25 kwietnia 1920 r. wyprawie kijowskiej. Od czerwca aż do sierpnia jednostka ta zmaga się z armią konną Semiona Budionnego – początkowo na Kijowszczyźnie, a później w odwrocie na Podolu, pod Lwowem i w końcu w kontruderzeniu pod Zamościem. We wrześniu i październiku 1920 r. strzelcy wyzwalają obszar Wołynia, gdzie kończą swój szlak bojowy w wojnie polsko-bolszewickiej. Prawdopodobnie w tych wszystkich wydarzeniach uczestniczył dziadek kanclerz Niemiec.

Berliński policjant

Oprócz naszego bohatera na wspomnianym zdjęciu widzimy jeszcze jego narzeczoną, a późniejszą żonę Margarethe. Samo zdjęcie wykonano prawdopodobnie z okresu urlopowego w jednostce, czyli na przełomie 1919 i 1920 r. albo już po pokonaniu bolszewików, czyli pod koniec 1920 r. Właśnie mniej więcej w tym okresie Ludwik Kaźmierczak się ożenił. Po ślubie wyjechał z kolei do Berlina. Stamtąd bowiem pochodziła jego małżonka i prawdopodobnie tam widział dla siebie lepsze perspektywy.

Ludwik w Berlinie został policjantem w dzielnicy Pankow i doszedł do stopnia komisarza. W 1926 r. do rodziny Kaźmierczaków dołączył syn Horst – ojciec Angeli Merkel. W 1930 r. dziadek pani kanclerz zmienił nazwisko na niemieckobrzmiące „Kasner”. Cały czas jednak utrzymywał kontakty z rodziną w Polsce. Częstokroć odwiedzał też Poznań. Z kolei jego przyrodni bracia przyjeżdżali do niego w gościnę do Berlina.

Ludwik Kaźmierczak z żoną Margarethe i synem Horstem

Ostatni raz Ludwik przyjechał do Poznania w czasie wojny, w 1943 r. Powodem był pogrzeb jego matki. W okupowanym mieście zjawił się po cywilnemu. Rodzina zapamiętała go wówczas jako miłego i uczynnego człowieka. Nieznane są jego powojenne losy. Prawdopodobnie nadal pracował w policji. Zmarł w 1959 r.

Po II wojnie światowej kontakty między rodzinami Kasnerów i Rychlickich się rozluźniły. Pisano jednak nadal do siebie listy. Ostatni z 1986 r. napisał Horst Kanser do swego kuzyna Zygmunta Rychlickiego. Przedstawiał w nim swoją rodzinę, w tym córkę Angelę, studentkę chemii…





Udostępnij ten artykuł

,

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA