Królowa Marysieńka Sobieska – prawdziwa władczyni?
25.01.2025 21:15:00
czytaj więcej
Czy Mieszko I i Bolesław Chrobry handlowali niewolnikami? Niewygodne pytanie o początki Polski
Zaprowadzenie chrześcijaństwa R.P. 965 – obraz Jana Matejki
Materiał powstał w ramach promocyjnej współpracy z wydawnictwem PWN
Początki Polski najczęściej opowiadamy przez wielkie symbole: Mieszko I, chrzest, Dobrawa, drużyna, grody, Bolesław Chrobry, Gniezno i korona. To opowieść ważna, bo pokazuje wejście ziem Piastów do świata łacińskiej Europy.
Ale państwo nie składa się wyłącznie z symboli. Trzeba je zbudować, utrzymać i sfinansować. A to prowadzi do pytania mniej wygodnego: skąd pierwsi Piastowie brali środki na rozbudowę swojej władzy?
W książce „Korzenie Polski. Tom 2” prof. Przemysław Urbańczyk stawia sprawę wyjątkowo ostro. Jeden z rozdziałów nosi tytuł: „Czy Piastowie handlowali ludźmi?”. Nie jest to jednak pusta prowokacja. Autor pokazuje gospodarcze zaplecze narodzin państwa Piastów - takie, które słabo pasuje do szkolnej, podniosłej narracji.

Więcej na ten temat w książce Korzenie Polski
Państwo potrzebowało nie tylko miecza
Urbańczyk wychodzi od problemu, który w popularnej opowieści często ginie pod wielkimi datami. W drugiej połowie X wieku na ziemiach rządzonych przez Piastów powstawała coraz bardziej złożona organizacja polityczna. Budowano grody, utrzymywano drużynę, podporządkowywano kolejne obszary i tworzono mechanizmy kontroli.
To wszystko wymagało zasobów. Władza nie mogła opierać się tylko na przemocy. Wojów należało wynagradzać, elitom trzeba było dawać powód, by pozostały lojalne, a sojuszników przekonywać, że przy piastowskim władcy opłaca się trwać.
Dlatego ważne były dobra luksusowe: srebro, ozdoby, broń, konie, szkło, tkaniny czy wino. We wczesnym średniowieczu pełniły one funkcję polityczną. Kto mógł je rozdawać, ten pokazywał, że ma kontakty, bogactwo i władzę.
Skoro do Wielkopolski napływały srebro i kosztowne przedmioty, trzeba zapytać, co płynęło w przeciwną stronę. Handel dalekosiężny nie był jednostronnym strumieniem prezentów.
Czy futra, miód i bursztyn wystarczały?
Dawniej chętnie wskazywano na towary, które mogły być wywożone z ziem słowiańskich: futra, miód, wosk, sól, może bursztyn. Urbańczyk nie neguje, że mogły one odgrywać pewną rolę. Problemem była jednak skala.
Czy takie produkty mogły pokryć koszty drużyny, budowy grodów, importu dóbr prestiżowych i nagradzania elit? Autor książki podchodzi do tego sceptycznie. W jego ujęciu trzeba brać pod uwagę także znacznie ciemniejszą stronę ówczesnej gospodarki: handel ludźmi.
Nie znaczy to, że mamy sobie wyobrażać Mieszka I jako kupca stojącego przy straganie z niewolnikami. Urbańczyk opisuje raczej mechanizm polityczno-gospodarczy świata wczesnego średniowiecza. Wojna, łup, podporządkowanie sąsiadów, branie jeńców i sprzedaż ludzi nie były wtedy zjawiskami marginalnymi. W wielu regionach Europy stanowiły część brutalnej logiki władzy.
Najbardziej dochodowy „towar” nie zawsze był rzeczą. Czasem był człowiekiem.
Słowianie w wielkiej sieci handlu
Urbańczyk pokazuje, że ziemie Piastów trzeba widzieć w szerszej perspektywie. Nie była to zamknięta rzeczywistość kilku grodów w Wielkopolsce. Przez Europę przebiegały szlaki łączące Bałtyk, Ruś, Czechy, świat skandynawski, Bizancjum i kraje muzułmańskie.
Na południu i wschodzie istniał popyt na niewolników pochodzących z obszarów słowiańskich. W źródłach arabskich Słowianie pojawiają się jako grupa znana na rynkach dalekich od ich rodzinnych ziem. Urbańczyk przypomina, że przez długi czas ludzie mogli być jednym z ważnych elementów eksportu z tworzących się państw Europy Środkowej i Wschodniej.
Autor prowadzi czytelnika przez kilka możliwych kierunków tej wymiany. Wcześniej istotną rolę miały odgrywać Morawy, później szczególne znaczenie zyskała Praga. Ważne mogły być także kontakty bałtyckie, skandynawscy pośrednicy i drogi prowadzące ku wschodnim rynkom.
Dla czytelnika przyzwyczajonego do opowieści o chrzcie Polski i sojuszu z Czechami może to być zaskakujące. Te same regiony, które kojarzymy z dyplomacją i chrystianizacją, były także częścią świata przemocy, handlu i niewoli.
Mieszko jako uczestnik systemu
Najważniejsza teza rozdziału nie polega na tym, że Piastowie stworzyli handel ludźmi. Urbańczyk pokazuje raczej, że Mieszko I mógł wejść w istniejący już system i wykorzystywać jego możliwości.
Nie chodzi o prosty obraz: „Mieszko wymyślił handel niewolnikami”. Chodzi o pytanie, czy władca budujący państwo na styku wielkich sieci wymiany mógł ignorować źródło dochodu, z którego korzystali inni władcy i pośrednicy.
W tej interpretacji ekspansja piastowska miała nie tylko wymiar militarny czy terytorialny. Mogła również zwiększać kontrolę nad szlakami, ludnością i obszarami, z których pozyskiwano jeńców. Ludzie schwytani podczas walk lub najazdów mogli być osadzani na miejscu, wykorzystywani jako siła robocza, wymieniani albo sprzedawani dalej.
Urbańczyk zaznacza przy tym, że masowe sprzedawanie własnych poddanych byłoby dla władcy nieracjonalne. Ludność była podstawą siły państwa: uprawiała ziemię, dostarczała świadczeń, pracowała i walczyła. Bardziej prawdopodobny był więc inny mechanizm: po trwałym podporządkowaniu danego obszaru jego mieszkańcy stawali się zasobem, który należało chronić, a przemoc przesuwała się dalej — ku ludziom pozostającym poza stabilną kontrolą władcy.
Brzmi to brutalnie, ale właśnie taka jest jedna z głównych lekcji tego rozdziału: początki państwa były związane z przemocą, grabieżą, zależnością i kalkulacją.

Mieszko I według Jana Matejki
Chrześcijaństwo nie zakończyło wszystkiego od razu
Osobne miejsce w rozważaniach Urbańczyka zajmuje chrystianizacja. Chrzest Mieszka był wydarzeniem przełomowym politycznie i kulturowo, ale nie oznaczał natychmiastowego zniknięcia dawnych praktyk.
Zmieniały się jednak normy. Coraz mocniej problematyczne stawało się sprzedawanie chrześcijan. Autor przywołuje tu postać św. Wojciecha i jego sprzeciw wobec handlu chrześcijańskimi jeńcami w Pradze. To ważny moment, bo pokazuje napięcie między starymi mechanizmami zysku a nowym językiem religijnym i moralnym.
Nie znaczy to, że handel ludźmi natychmiast ustał. Urbańczyk wskazuje raczej na proces stopniowego ograniczania szczególnie dochodowego procederu.
A gdzie w tym wszystkim Chrobry?
Przy Bolesławie Chrobrym sprawa staje się jeszcze bardziej złożona. Z jednej strony był władcą chrześcijańskim, zabiegającym o wysoką pozycję w Europie i związanym z kultem św. Wojciecha. Z drugiej odziedziczył państwo wyrastające z realiów X wieku, w których wojna i zysk były ze sobą silnie splecione.
Urbańczyk stawia tu ostrożną hipotezę: jeżeli dochody z handlu ludźmi zaczęły maleć pod wpływem przemian religijnych i politycznych, władca musiał szukać innych sposobów utrzymania elity i zasilenia skarbca. Wojny Chrobrego mogły więc częściowo pełnić funkcję gospodarczą. Dawały łupy, trybuty, okupy, bydło, jeńców i prestiż.
To nie jest proste wyjaśnienie. Nie sposób powiedzieć: „wojował, bo skończył się handel niewolnikami”. Ale jako jeden z elementów szerszej interpretacji ta hipoteza pozwala inaczej spojrzeć na aktywność militarną pierwszego króla Polski.

Święty Wojciech upomina Bolesława II, fragment Drzwi Gnieźnieńskich
Nie chodzi o potępianie Piastów
Największą wartością omawianego rozdziału jest chyba to, że zmusza czytelnika do porzucenia dwóch wygodnych skrajności: patriotycznej laurki, w której początki Polski są wyłącznie historią chrztu i budowania państwowości, oraz antylaurki, w której pierwsi Piastowie zostają sprowadzeni do roli cynicznych handlarzy ludźmi.
Urbańczyk proponuje coś innego: próbę zrozumienia świata krótkiego życia, częstej przemocy, najazdów, zależności osobistej, łupu i handlu prowadzonego przez wielkie odległości. To trudne, bo rozbija nasze wyobrażenia o narodzinach Polski. Ale właśnie dlatego ten temat jest potrzebny.
Początki Polski bez lukru
Czy Mieszko I handlował ludźmi? Najuczciwiej powiedzieć: Urbańczyk pokazuje, że udział państwa wczesnopiastowskiego w takim systemie jest bardzo prawdopodobny, choć nie mamy ksiąg rachunkowych, które pozwoliłyby opisać ten proceder krok po kroku.
Czy Bolesław Chrobry korzystał z podobnych mechanizmów? Raczej odziedziczył świat, w którym sprzedaż jeńców i wykorzystywanie ludzi jako łupu były dobrze znane. Za jego czasów chrześcijaństwo coraz mocniej ograniczało jednak przynajmniej handel chrześcijanami.
Rozdział Urbańczyka nie odbiera znaczenia Mieszkowi, Chrobremu ani chrztowi Polski. Pokazuje natomiast, że narodziny państwa były procesem bardziej skomplikowanym niż opowieść o mieczu, krzyżu i koronie.
Pod fundamentami monarchii Piastów mogły leżeć nie tylko polityczna wizja, militarna sprawność i dyplomacja, ale też srebro, szlaki handlowe, przemoc, jeńcy i bezwzględna ekonomia wczesnego średniowiecza.
To nie jest historia przyjemna. Ale jest potrzebna, jeśli chcemy rozumieć początki Polski bez lukru.
Artykuł powstał we współpracy z wydawnictwem PWN przy okazji książki Przemysława Urbańczyka „Korzenie Polski. Tom 2”, która szerzej pokazuje polityczne, gospodarcze i kulturowe kulisy narodzin państwa Piastów.
Z kodem KURIER czytelnicy otrzymują 25% rabatu od ceny okładkowej na papierowe publikacje PWN. Kod ważny do 31.07.2026.
Inne z kategorii Historia Polski
Królowa Marysieńka Sobieska – prawdziwa władczyni?
25.01.2025 21:15:00
czytaj więcej
Opowieści z Pogranicza – Wilno litewsko-polsko-białoruskie. Część II: Antagonizm czy pojednanie?
16.11.2024 08:33:17
czytaj więcej


Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy! Dodaj komentarz