Jak wieszano zdrajców w trakcie powstania kościuszkowskiego?
22.04.2026 17:03:54
czytaj więcej
Czyje jest Wilno?
Ostra Brama w Wilnie na grafice Zygmunta Vogla
Wilno obok Lwowa jest tym miastem, które najbardziej kojarzy się ze stratami terytorialnymi Polski po II wojnie światowej. Nie chodzi tylko o wielkość tego grodu nad Wilią i Wilejką, ale przede wszystkim jego znaczeniem dla historii, kultury i nauki polskiej. Bo przecież Wilno to Matka Boska Ostrobramska, to Mickiewicz, filomaci i filareci, to cmentarz na Rossie, to Piłsudski, to Uniwersytet Stefana Batorego. Jednak w odróżnieniu od Lwowa hasło „polskie Wilno” nie tylko wśród Litwinów może wydawać się oksymoronem. Wilno przecież było od dawien dawna było stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego, dopiero w II RP stało się polskie. Ale czy aby na pewno? Czyje historycznie i kulturowo jest Wilno polskie? Litewskie? Litewsko-polskie? A może żydowskie?
Miłe miasto – tak Józef Piłsudski określał właśnie Wilno, swoje ukochane Wilno, w którym spędził młodość. Litewska stolica ma bowiem swój nieodparty urok. Położona na licznych wzgórzach, nad dwiema rzekami 0 Wilią i jej dopływem, Wilejką - z dużym Starym Miastem, z licznymi ciasnymi uliczkami, była ukochanym miejscem na ziemi dla wielu Polaków.
No właśnie - Polaków. Jak to się stało, że Wilno było polskim miastem, a i dziś w samej stolicy Litwy ok. 16 proc. mieszkańców to nasi rodacy, a wliczając w to tzw. obwarzanek wileński, to już nawet 30 proc.?
Dodajmy do tego jeszcze fakt, że w odróżnieniu od Lwowa przed wojną nie tylko samo miasto, ale i na prowincji przewagę mieli Polacy. Ten akurat fenomen można wyjaśnić dosyć łatwo.
Wileńszczyzna leżała na przecięciu się dwóch żywiołów etnicznych: białoruskiego i litewskiego. Siłą rzeczy dochodziło tu do mieszanych małżeństw. W takich sytuacjach język polski był językiem kompromisu między małżonkami; był też językiem kojarzonym z awansem społecznym, bo był językiem dworu.
Prócz tego przez wiele lat napływali tu osadnicy z Mazowsza, istniały skupiska drobnej szlachty oraz gęstsza sieć parafialna, która także promowała kulturę polską. I tak te ziemie, pierwotnie nieetnicznie polskie, stały się etnicznie polskie.
Z samym miastem sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Zaczęło się od bajki o żelaznym wilku, a właściwie legendy o żelaznym wilku. Wielkiemu księciu litewskiemu Giedyminowi pewnego razu, podczas wyprawy na łowy, przyśnił się wilk w zbroi, który wył do księżyca z siłą stu wilków.
Gdy opowiedział ten sen arcykapłanowi Lizdejce, ten poradził księciu postawić w tym miejscu warowny gród. I tak się stało. Pierwsze wzmianki o Wilnie pochodzą z 1323 roku, właśnie z czasów panowania księcia Giedymina, choć ślady tutejszego osadnictwa datuje się na dużo wcześniejsze.
Dziś po czasach Giedymina pozostało wzgórze zamkowe. Baszta jego imienia na tym wzgórzu pochodzi tak naprawdę z czasów księcia Witolda. No i jest jeszcze pomnik na placu katedralnym, na którym Giedymin wygląda, jakby lunatykował. Ogólnie Litwini nie umieją w pomniki.
Mija jakieś 160 lat od pierwszych wzmianek o Wilnie, a miasto — podobnie jak całe Wielkie Księstwo Litewskie łączy się z dziejami Polski, oczywiście za sprawą unii polsko-litewskiej. Dopiero jednak w 1569 roku Korona i Litwa tworzą wspólną Rzeczpospolitą Obojga Narodów.
Mało jest w Polsce miast, które zachowały w swojej historycznej zabudowie aż tak wiele z czasów przedrozbiorowych. Jak wspominałem w odcinku o Lwowie, tam niestety na pierwszy plan wysuwają się gmachy wzniesione w okresie zaboru austriackiego. Inaczej jest natomiast w Wilnie.
To miasto barokowych kościołów, z dwoma ikonicznymi klasycystycznymi budynkami i jednym gotyckim, a właściwie późnogotyckim.
Kościół św. Anny reprezentuje gotyk płomienisty z przełomu XV i XVI wieku. Jest to fundacja ówczesnego wielkiego księcia litewskiego, a późniejszego króla Polski, Aleksandra Jagiellończyka. Świątynia wygląda, jakby była w ceglanych płomieniach. Kiedy w 1812 roku Napoleon zawitał do Wilna, rzekomo tak zachwycił się tą budowlą, że chciał ją przenieść do stolicy Francji.
Wśród licznych świątyń barokowych wyróżniłbym dwie. Kościół św. Piotra i Pawła z zewnątrz jest ładny, ale nie aż tak; wewnątrz to po prostu klasa światowa. Tysiące płaskorzeźb opowiadających o życiu i śmierci, a jak chciał fundator o sensie życia.
Fundatorem był nie kto inny, jak hetman wielki litewski Michał Kazimierz Pac. Raczej negatywna postać w dziejach Rzeczypospolitej, ale też mająca swoje zasługi. Świątynia powstała jako wotum dziękczynne za zakończenie okupacji Wilna przez Moskwę. Jej rozpoczęcie w 1655 roku doprowadziło do rzezi mieszkańców i spalenia miasta. Ten pożar, trwający 17 dni - jeden z licznych w historii Wilna - doprowadził właśnie do barokizacji stolicy Litwy.
Jednym z przejawów tego zjawiska był kościół św. Piotra i Pawła. Budowę rozpoczęto w 1668 roku, a zakończono w 1701 roku, kiedy, notabene, w granice Litwy wkraczały znów wojska szwedzkie. Fundatora kościoła pochowano na jego progu, tak aby wchodzący i wychodzący po nim stąpali. Na jego tablicy nagrobnej zapisano: „tu leży grzesznik”. I w istocie Michał Kazimierz Pac - m.in. zatrzymując wojska litewskie po bitwie pod Chocimiem, czym uniemożliwił odbicie zagrabionych przez Turcję ziem - z pewnością zasługiwał na miano grzesznika.
Ale sam kościół jest zarazem wielkim popisem hetmana. W świątyni znajdują się dwie płaskorzeźby Michała Kazimierza, które przedstawiają go jako wielkiego wodza. Ponadto jest tam również jego obraz.
Na fasadzie kościoła znajduje się napis: Regina pacis, funda nos in pace, czyli „Królowo pokoju, umacniaj nas w pokoju”, ale w istocie jest to gra słów, w której dwukrotnie wskazuje się nazwisko Paców.
To też sprawia, że kościół jest fascynujący: z jednej strony pycha, z drugiej skromność; z jednej strony skromna fasada, jak na kościół barokowy, z drugiej wnętrze przeozdobione do granic możliwości; z jednej strony postacie świętych i Jezusa, z drugiej - postacie mitologiczne.
Co jest zatem prawdą? Czy Michał Kazimierz Pac w istocie przewartościował swoje życie, czy zmyślnie wybudował sobie gigantyczny pomnik i paradoksalnie: przez swoje uniżenie jeszcze bardziej się wywyższył? Bo jakże taki wielki pan, który ufundował takie dzieło, mógł pozwolić tak sponiewierać swoje szczątki za swoje grzechy? Czy to była skromność, czy fałszywa skromność?
Ale jeżeli chcemy zobaczyć bardziej „cukierkową” fasadę barokową, warto zerknąć na kościół misjonarzy. Obecnie jest w remoncie, ale to, co najpiękniejsze, czyli rzeczona fasada - jest już odnowione i można ją podziwiać w całej okazałości.
Konkurencja w kategorii najpiękniejszego kościoła barokowego jest w Wilnie zażarta. Piękne, monumentalne ołtarze znajdziemy np. w kościołach św. Ducha i św. Janów. Znakomitą barokową fasadą odznaczają się również kościoły św. Katarzyny i św. Jakuba. Takich perełek barokowych jest tu znacznie więcej i aż żal, że nie wszystkie doczekały się odnowienia. Do wizytówek miasta należy zaliczyć również dwa budynki klasycystyczne. Pierwszym jest ratusz, pod którym 25 kwietnia 1794 roku powieszono w żółtym szlafroku, w jakże malowniczych okolicznościach, zdrajcę, targowiczanina, hetmana Szymona Kossakowskiego.
Drugim ikonicznym budynkiem jest katedra św. Stanisława i św. Władysława. Oba budynki zaprojektował Wawrzyniec Gucewicz — chłopski syn, który dzięki wsparciu innego powieszonego targowiczanina, biskupa Ignacego Jakuba Massalskiego, został cenionym architektem.
Uzyskał szlachectwo i na zawsze zapisał się w historii miasta nad Wilią. Zmarł zresztą wskutek upadku z rusztowania podczas prac przy przebudowie katedry. Świątynia została oddana do użytku w 1803 roku, 25 lat po rozpoczęciu prac. Potrzeba przebudowy pojawiła się po zawaleniu się na dach budowli frontowej wieży - winny był porywisty wiatr i podchodzące wody gruntowe.
Katedra, prócz swojej monumentalnej, niemal jak w antycznych budowlach, kolumnady, posiada także charakterystyczną kaplicę św. Kazimierza królewicza, ufundowaną przez króla Zygmunta III. Z zewnątrz przypomina ona kaplicę Zygmuntowską z Wawelu.
Sam św. Kazimierz królewicz - syn Kazimierza IV Jagiellończyka - jest patronem Litwy, czczonym nie tylko w katedrze, ale praktycznie w każdym kościele w Wilnie, naturalnie włącznie z tym św. Kazimierza przy rynku — a właściwie przy placu ratuszowym.
Wilno nie ma klasycznego rynku. Jest ratusz, ale plac przed nim ma kształt elipsy. Wynika to z faktu, że kiedy Wilno otrzymało prawa miejskie w 1387 roku, już od dawna funkcjonowało w dość chaotycznym układzie. Dlatego, inaczej niż w miastach lokowanych na prawie niemieckim, nie wyznaczano tu regularnej siatki ulic, tylko dostosowywano się do zastanego stanu. Stąd zamiast prostokątnego rynku mamy eliptyczny, a zamiast prostych ulic - kręte uliczki.
Od rynku jest już niedaleko do chyba najważniejszego punktu dla polskich wycieczek, czyli Ostrej Bramy. Matka Boska Ostrobramska, obok tej Jasnogórskiej, jest otoczona jedną z największych czci wśród Polaków. Obraz został namalowany metodą temperową na dębowej desce, prawdopodobnie w pierwszej połowie XVII wieku. Według legendy Maryja miała być wzorowana na Barbarze Radziwiłłównie. Jest to jeden z niewielu wizerunków Matki Bożej bez Dzieciątka. Początkowo obraz wisiał w niszy Ostrej Bramy, potem wybudowano dla niego specjalną kaplicę. Wizerunki Marii w bramach nie były niczym szczególnym. Traktowano je jako formę ochrony przed zagrożeniami. W 1626 roku opiekę nad obrazem powierzono karmelitom bosym. Po odbiciu Wilna z rąk Moskwy kult Matki Boskiej Ostrobramskiej zyskał na sile. Umocnił się po tym, jak w 1711 roku — po pożarze kaplicy — obraz pozostał nienaruszony. Ogólnopolskiego znaczenia kult nabrał w XIX wieku, wzmocniony przez inwokację „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. W lipcu 1927 roku obraz został koronowany przez arcybiskupa warszawskiego Aleksandra Kakowskiego.
Innym stałym punktem polskich wycieczek jest cmentarz na Rossie. Obok warszawskich Powązek, cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie i cmentarza Rakowickiego w Krakowie — jedna z najważniejszych polskich nekropolii. Spoczywają tu m.in. Joachim Lelewel, Władysław Syrokomla, przywódcy powstania styczniowego na Litwie — Zygmunt Sierakowski i Wincenty Konstanty Kalinowski oraz matka Józefa Piłsudskiego wraz z sercem swojego syna.
Obok nich znajdują się mogiły polskich żołnierzy poległych za polskie Wilno. Więcej takich mogił znajdziemy na cmentarzu antokolskim. Innym ważnym zabytkowym cmentarzem jest też cmentarz bernardyński.
Nie zapominajmy też o Uniwersytecie Wileńskim. Powstał w 1579 roku, kiedy to Stefan Batory zrównał tutejsze kolegium jezuickie w prawach z Akademią Krakowską. Pierwszym rektorem był Piotr Skarga, a przed rozbiorami wykładali tu m.in. Franciszek Bohomolec, Adam Tadeusz Naruszewicz czy Marcin Poczobutt-Odlanicki. Działali tu także filomaci i filareci, którzy chłonęli nowe prądy kulturowe i naukowe z Zachodu, w kontrze do skostniałej, ich zdaniem, profesury uniwersytetu - z najsłynniejszym z nich, Adamem Mickiewiczem.
Przy okazji anegdota: kiedy w czasach studiów Mickiewicza ogłoszono konkurs literacki, przyszły wieszcz postanowił wziąć w nim udział — i nie zdobył żadnego miejsca ani nawet wyróżnienia. Nie został w ogóle dostrzeżony. A kto wygrał? Niejacy Zygmunt Bartoszewicz i Stanisław Hryniewiecki, których historia raczej nie zapamiętała. Uniwersytet Wileński miał jednak szczęście do wybitnych poetów — studiowali tu także Juliusz Słowacki i Czesław Miłosz.
Zauważmy, że pod względem ważnych obiektów i miejsc dla historii i kultury polskiej oraz związanych z tym miastem wybitnych postaci Wilno należy do ścisłej czołówki najważniejszych miast w dziejach Polski. Do tego charakter architektoniczny historycznego centrum zachował bardzo wiele pamiątek po czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Chodząc po Wilnie, po jego placach, wąskich uliczkach i kościołach, można poczuć ducha tego okresu. Tak ułożyły się dzieje Wilna, że wszelkie późniejsze budowle pozostają w tle tych rzeczpospolitańskich.
Powyższy tekst to fragment audycji z cyklu Opowieści Rzeczpospolitańskich. Całość audycji dostępna tutaj:
Inne z kategorii Opowieści Rzeczpospolitańskie
Jak wieszano zdrajców w trakcie powstania kościuszkowskiego?
22.04.2026 17:03:54
czytaj więcej
Dlaczego Piastów nie szanowano?
18.03.2026 19:55:52
czytaj więcej
Dlaczego Polacy nie chcieli Habsburgów?
26.02.2026 02:10:23
czytaj więcej


Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy! Dodaj komentarz