Dlaczego Polacy nie chcieli Habsburgów?
26.02.2026 02:10:23
czytaj więcej
Dlaczego Piastów nie szanowano?
Piastowie byli nasi, rodzimi, krew z krwi. Przynajmniej tak się uznaje na podstawie legend o Piaście Kołodzieju. W rzeczywistości do dziś trwają intensywne spory o to, skąd ci Piastowie rzeczywiście się wzięli. Z państwa wielkomorawskiego? Ze Skandynawii? Z jakiejś innej krainy? A może rzeczywiście są rodzimi? Badaczy zastanawia przede wszystkim fakt, skąd wzięto tę wiedzę na temat tego, jak budować struktury państwowe. Według najnowszych badań, centrum państwa Mieszka I, czyli Gniezno i okolice powstało dosyć gwałtownie, bezpośrednio przed panowaniem historycznego władcy Polski. To nie był zatem długi ewolucyjny proces. Bardziej rewolucyjny.
Abstrahując jednak od tego, skąd wzięli się Piastowie, to oni sami twierdzili, że są stąd. Piastowie zresztą wymyślili Polskę. Był to okres monarchii patrymonialnych, gdzie państwo oznaczało własność jego władcy. Samo państwo miało działać na rzecz jego i jego rodziny, i ludzi. Była to struktura w swojej istocie mafijna. Nie jest to wizja może bliska patriotycznym czytankom, ale bliska prawdy. Cokolwiek pierwsi Piastowie robili na rzecz Polski, czynili na rzecz własnego biznesu. Zresztą, wracając do rodzimowości tej dynastii, to trzeba podkreślić, że narodowość tego typu rodzin jest rzeczą płynną. Oczywiście, korzenie są ważne i zawsze będą odgrywać swoją rolę, ale podstawowe znaczenie ma interes rodu, zachowanie jego najważniejszych interesów, ciągłość rodziny. Te cechy są akurat wspólne zarówno dla Piastów, jak i Jagiellonów. O tym zresztą jeszcze szerzej za chwilę.
Głównym mankamentem przy ocenie dynastii Piastów jest brak źródeł. Właściwie to wiemy bardzo mało. Całe książki są tworzone w oparciu o pojedyncze wzmianki z średniowiecznych kronik. W rezultacie, nie mamy świadomości, co przyświecało Bolesławowi Chrobremu w prowadzeniu swojej polityki. Po co było tyle najazdów i wojen? Mniej miła interpretacja mówi, że Chrobry oparł gospodarkę swego państwa przede wszystkim o łupy. Ta bardziej przychylna mówi, że widział swoje państwo jako jedno z najważniejszych państw kontynentu europejskiego. Zarówno Mieszko, jak i Chrobry byli w orbicie krajów Rzeszy, podległych cesarzowi. Chrobry jednak dążył do maksymalnego upodmiotowienia się w tym systemie jako władca całej Słowiańszczyzny. I zakładając nadal, że nie był wyłącznie głupim osiłkiem, któremu zależy tylko na łupach, to była to odpowiedź na dostrzegalne już wtedy problemy geopolityczne jego państwa. Z jednej strony mamy bowiem Cesarstwo, z drugiej Ruś. Dwie potężne siły, które mogą zmiażdżyć piastowską domenę. Cóż zatem robić? Związać się z tymi, do których nam bliżej, ale nie na zasadzie klientelizmu, lecz możliwie równego partnerstwa. Jak to uczynić? Stać dostatecznie wielkim.
Pamiętajmy, że w owym czasie różnice między ludami słowiańskimi były niewielkie. Złączenie ich w jedno państwo nie było rzeczą niewykonalną. Problem polegał jednak na tym, że trzeba było pokonać wszystkich konkurentów w tych krajach, zhołdować je. Do tego trzeba się liczyć ze sprzeciwem różnych kręgów władzy w Rzeszy. No i wrogów na wschodzie, którzy mogli nie chcieć mieć silnego sąsiada. Chrobry nie miał innego wyboru jak realizować ten projekt ogniem i mieczem. Niewątpliwie wiele na tej drodze mu się udało, ale władzę w Czechach utracił. Osadzony na tronie w Kijowie Świętopełk został szybko usunięty. No i to co mu się udało, to Milsko i Łużyce, Grody Czerwieńskie to wszystko, a nawet jeszcze więcej zostało odebrane w kilka lat po śmierci Chrobrego.
Dlaczego Wielka Polska Chrobrego nie przetrwała? W pierwszej kolejności, należy stwierdzić, że cała struktura jeszcze nie była trwała, nie okrzepła. Syn Mieszko II też być może nie potrafił dorównać ojcu. No i nie zapominajmy, że przeciwnicy – Ruś, Niemcy, ale także Czechy – miały dłuższy staż państwowy. Co by nie mówić, trochę za późno zabrano się za tworzenie państwowości polskiej. Chrobry próbował tę różnicę zniwelować siłą swoich wojów. Ostatecznie nie wyszło. Projekt państwa Piastów niemal został całkowicie zanegowany, a ziemie polskie cofnęły się do poziomu sprzed czasów Mieszka I. W takim stanie Polska mogła sobie trwać aż do zupełnego podboju przez sąsiadów. Na nasze szczęście nasi sąsiedzi, czyli Niemcy i Rusini uznali, że chaos na dzisiejszych ziemiach polskich nie jest wskazany, dlatego lepiej już odtworzyć tu zależną strukturę państwową, oczywiście skurczoną o sporne ziemie.
No i właściwie do końca swego panowania Piastowie są uwikłani w jakieś zależności od potężniejszych państw. Nie jest to żaden zarzut. Takie były realia, że to Cesarstwo było tym głównym rozgrywającym, a Piastowie próbowali w miarę możliwości odgrywać w tym systemie podmiotową rolę. Problem w tym, że ta podmiotowa rola nie potrafiła jakoś na długo się ostać. Bolesław Szczodry stracił władzę w nie do końca dziś wiadomych okolicznościach. Państwo Bolesława Krzywoustego zaś uległo późniejszemu rozbiciu dzielnicowemu – długiemu okresowi dosłownie bratobójczych walk. Od tego, kto i jak zjednoczy państwo polskie, zależało, jaki ono obierze kierunek rozwoju. Długo na najbliżej tego celu byli Piastowie śląscy – mocno związani z kulturą niemiecką i dworem cesarskim. Gdyby to oni zjednoczyli Polskę, to byłoby to państwo najsilniej zwrócone na Zachód. Skupione na rozgrywkach w Cesarstwie i być może na przejęciu też tronu czeskiego.
W innym kierunku było zwrócone państwo Przemysła II – Piasta wielkopolskiego, który został królem państwa będącego połączeniem Wielkopolski i Pomorza. O ile taki twór by przetrwał, to skupiałby się na Bałtyku, Hanzie, rozwoju handlu etc. Był jeszcze model zjednoczenia niepiastowski. Król Czech Wacław II został przecież królem Polski i to była taka opcja zbliżona do tej od Piastów śląskich. Na pewno rozszerzenie wpływów niemieckich, bo to było już widoczne nawet za panowania Wacława II. Być może docelowo skończyłoby się to włączeniem w obręb Korony św. Wacława. I zarówno za Piastów śląskich, jak i za Przemyślidów mamy model zmierzający do czegoś w rodzaju Polskoczech czy Czechopolski, będących jednocześnie takimi drugimi, mniejszymi Niemcami. Przemysł II to małe handlowe królestwo nadbałtyckie. No i mamy resztę Piastów, która jest już zwrócona w innych kierunkach. Piastowie mazowieccy patrzą na wschód widząc przede wszystkim zagrożenie i rywala. Ale też widzą w Rusi Halickiej szanse na rozszerzenie wpływów. Podobnie koncypuje zwycięski w zawodach zjednoczeniowych Łokietek, a już zwłaszcza jego syn Kazimierz Wielki. To oni, ci Piastowie rodem z Kujaw, dokonują zwrotu na wschód. Odcinają się od zależności z Cesarstwem. Kazimierz Wielki przestaje się starać o odzyskanie Śląska i Pomorza, i szuka możliwości rozszerzenia swojej władzy na wschodzie. Przyłącza Ruś Halicką i rozpoczyna nowy etap w dziejach państwa polskiego.
Ten zwrot był w gruncie rzeczy logiczny. Łokietek był człowiekiem potężnych wówczas Węgier. Państwo Kazimierza Wielkiego też pełniło rolę junior partnera Królestwa Węgier. Kazimierz Wielki był zaś skonfliktowany z królem Czech Janem Luksemburskim, który używał tytułu króla Polski. Państwo Kazimierza było zaś za słabe, aby pokonać Czechy, odbić Śląsk i doprowadzić do zrzeczenia się przez Luksemburczyka tytułu polskiego króla. Podobnie było z odzyskaniem Pomorza zajętego przez Krzyżaków. W obydwu sprawach trzeba było pójść na trudne kompromisy. Ale państwo Kazimierza było zarazem na tyle silne, by prowadzić ekspansję na wschodzie. A zazwyczaj tak jest, że ekspansja idzie w tym kierunku, gdzie napotyka najmniejszy opór.
To zatem Piastowie, a nie Jagiellonowie zwracają się na wschód. Marzy im się oczywiście chrystianizacja Litwy, co by oznaczało wzrost prestiżu oraz wpływów, ale tak czy inaczej jest to bardziej polityka inkorporacyjna niż unijna. I to też odróżnia ich od późniejszych Jagiellonów. Zresztą panowanie Piastów na polskim tronie nie musiało się wcale skończyć wraz ze śmiercią Kazimierza Wielkiego. Nie chodzi tu wcale o Piastów śląskich, którzy jako poddani Korony Czeskiej, a potem mocno związani z protestantyzmem raczej nie mieli już szans na polską koronę. Inaczej było natomiast z Piastami mazowieckimi, a konkretnie Ziemowitem IV, który aktywnie starał się o rękę królowej Jadwigi. Za tym projektem optowali Wielkopolanie, ale panowie małopolscy mieli inne plany. Ziemowit próbował nawet porwać Jadwigę. To jednak udaremniono, a Ziemowit ostatecznie został pokonany przez siły małopolsko-węgierskie. Oczywiście nie wiemy, jak wyglądałoby przedłużenie dynastii Piastów na polskim tronie. Popierająca Ziemowita Wielkopolska liczyła, że może skierować ekspansję na północ – na Pomorze lub na południe – na Śląsk. W jednym i drugim przypadku Piast miałby przed sobą trudnych przeciwników. Okazją do odzyskania Śląska byłby okres wojen husyckich, ale czy Piast by tę okazję wykorzystał? Próba odzyskania Pomorza zmuszała do szukania współdziałania z Litwinami. No, ale znów najprostszym kierunkiem może okazać się Litwa – pogańska, mająca wielu wrogów i to w dodatku chrześcijańskich. A przypomnijmy, że Mazowsze jako to najbardziej narażone na ataki z tamtego kierunku, najbardziej nie lubiło Litwinów.
W każdym razie, w polityce poszczególnych władców piastowskich da się wychwycić pewne wspólne punkty. Państwo Piastów niewątpliwie jest częścią Zachodu, ale jego peryferium. To powoduje, że właściwie zawsze jest w nierównorzędnej relacji z jakimś silniejszym partnerem. Czasem ta zależność jest luźniejsza, czasem silniejsza. No i jest państwo polskie – z dominującym etnosem polskim – które próbuje oczywiście rozszerzać swe granice, ale jego zdolności ekspansji, wynikające poniekąd z silnego sąsiedztwa, są ograniczone. Co również ważne w polskich dyskusjach historycznych – jest to państwo z silną władzą monarszą, które zdaniem niektórych stanowić miało remedium na przyszłe polskie bolączki. Tak czy inaczej – taki średniak z peryferii Europy, który szuka swojej podmiotowości w relacjach z silniejszymi sąsiadami. Cytując klasyka, „zbyt podobne by spać spokojnie". Ten piastowski dylemat zawieszenia między zależnością a podmiotowością w relacji do wielkiego brata z zachodu uchwycił Jarosław Iwaszkiewicz w książce „Czerwone tarcze". W jednej ze scen książę Henryk Sandomierski odwiedza króla Sycylii Rogera II. Tomasz Stefanek na łamach Teologii Politycznej tak skomentował ten moment powieści:
Oglądając na dworze Rogera II mapę świata, przerażony książę sandomierski nie znajduje na niej Polski: „jakże to mogło być, aby Polski nie było?". Co więcej, nie jest w stanie przekonać króla Sycylii o jej istnieniu – z punktu widzenia Zachodu Polska nie jest koniecznym elementem ani historii powszechnej, ani geopolityki. To tak, jakby istotnie jej nie było, a w każdym razie nikt nie zauważyłby jej rzeczywistego zniknięcia. Od tej pory książę sandomierski pragnie „posunąć Polskę jednym pchnięciem w tamtą stronę, pomiędzy tamte «wielkie» zagadnienia", a tym samym trwale zakorzenić ją w istnieniu.
Henrykowi Sandomierskiemu to zadanie się nie udaje. Ginie w krucjacie przeciwko Prusom w 1166 roku. Dopiero osadzenie na tronie polskim wielkiego księcia litewskiego Jogaiły wprowadza Królestwo Polskie na nieosiągalny dotąd poziom. Zapoczątkowana przez Władysława Jagiełłę dynastia Jagiellonów niemal we wszystkim różni się od Piastów. Po pierwsze, jest to produkt importowany z Litwy. Są obcymi na polskiej ziemi. Celowo wybrano takie rozwiązanie, gdyż możnowładztwo małopolskie liczyło, że cudzoziemcem nieznającym polskich realiów łatwiej będzie sterować. I choć Jagiełło nie spełnił ich oczekiwań pod tym względem, to pozycja Jagiellonów była znacząco słabsza niż Piastów. Dość powiedzieć, że polski tron tak naprawdę przestał być dziedziczny. Każdy nowy władca musiał mieć zgodę szlachty na przyjęcie korony. Państwo Piastów to państwo silnego monarchy. Państwo Jagiellonów to państwo monarchy dzielącego się władzą z coraz silniejszą szlachtą. No i najważniejsze, Jagiellonowie przybywają z Litwy – ich dziedzicznej domeny. Dla Polski unia z Litwą ma dać właśnie ten dodatkowy potencjał, którego brakowało Piastom, by sprostać silnej konkurencji ze wschodu i zachodu, by przestać być w najlepszym razie tym wiecznym junior partnerem. By najważniejsze decyzje co do przyszłości Polski zapadały nie w Pradze, Budzie czy Wiedniu, lecz w Krakowie. Do tego dochodziła naturalna chęć wzbogacenia się, uzyskania nadań ziemskich na bogatych bezkresach wschodu. Stąd to wyrażone już w czasie unii krewskiej pragnienie applicare, czyli przyłączenia Wielkiego Księstwa Litewskiego do Korony Polskiej.
To oczywiście wiązało się też z kosztami. Unia z Litwą oznaczała skonfliktowanie z Zakonem Krzyżackim. Wiązało się to również z udziałem w wewnętrznych walkach między Giedyminowiczami o panowanie nad Wielkim Księstwem. Wreszcie, w późniejszym okresie wsparcie dla wojen z Moskwą. I o ile, w wojnie z Zakonem, we wspólnym sojuszu przeciwko Krzyżakom dostrzegano namacalną korzyść dla Polski w postaci uzyskania dostępu do ujścia Wisły, do wybrzeży bałtyckich, to te dwa kolejne punkty – były jak swoisty balast. Przy tym wszystkim, Jagiellonowie, jak każda dynastia, kierowali się interesem swojej rodziny, umocnienia swojej władzy, jej utrwalenia na możliwie jak największym terytorium.
Ciąg dalszy w audycji:
Inne z kategorii Opowieści Rzeczpospolitańskie
Dlaczego Polacy nie chcieli Habsburgów?
26.02.2026 02:10:23
czytaj więcej
Co nam zabrali zaborcy?
26.02.2026 01:14:32
czytaj więcej
Czy polski chłop był niewolnikiem?
07.03.2025 01:39:00
czytaj więcej


Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy! Dodaj komentarz