Dlaczego Polacy nie chcieli Habsburgów?

Dlaczego Polacy nie chcieli Habsburgów?

„Do gardeł naszych nie chcemy Niemca” – krzyczała szlachta na bezkrólewiach. Oczywiście, część szlachty. Bo była też inna część i to całkiem niemała, która tego Niemca, czyli Habsburga na polskim tronie, bardzo chciała. No i czyż oni nie mieli racji? Habsburgowie, obok Burbonów, to najpotężniejsza dynastia w Europie, która u szczytu swego znaczenia stworzyła jedną z największych potęg w historii. Czyż nie byłoby to piękne, gdyby Rzeczpospolita była częścią habsburskiego imperium? A właściwie to dlaczego Habsburgom to się nie udało? Jakie oni mieli zamierzenia wobec Rzeczpospolitej?

To wspomniane na początku zdanie, że do gardeł naszych nie chcemy Niemca padło po raz pierwszy na zjeździe w Stężycy w 1575 roku, kiedy po ucieczce Henryka Walezego Polska i Litwa stanęła w obliczu kolejnego bezkrólewia. Ale problem habsburski w Polsce istniał od dłuższego czasu. Dosłownie matką imperium Jagiellonów o ile ten zlepek państw obsadzonych przez Jagiellonów można nazwać imperium, otóż matką tego imperium była przecież Elżbieta Habsburżanka, zwana Rakuszanką, żona Kazimierza Jagiellończyka, która obdarowała go aż sześcioma synami, z których czwórka została władcami w czterech krajach. Dla domu Habsburgów Jagiellonowie byli naturalną konkurencją. A co się robi z konkurencją? No najlepiej się jej pozbyć. Ale to wszystko nie jest takie proste jak się na pozór wydaje.

Habsburgowie wywodzą się z terenu dzisiejszej Szwajcarii, a konkretnie z kantonu Argowia. Tam znajduje się zamek Habsburg od niemieckiego Habichtsburg – „jastrzębi gród”. Przełomem dla tego rodu było objęcie przez Rudolfa I w 1273 roku godności króla Rzymian, a następnie w 1278 roku pokonanie króla Czech Przemysła Ottokara II, króla Czech, w bitwie pod Marchfeld. Dzięki temu zwycięstwu Habsburgowie przejęli ziemie austriackie, które stały się odtąd najważniejszą ich domeną. Habsburgowie, w odróżnieniu od wielu innych dynastii europejskich przyjęli bardzo ciekawą i co najważniejsze skuteczną metodę działania. Jak głosiła ich nieformalna dewiza:

Niech inni prowadzą wojny, a ty, szczęśliwa Austrio, żeń się!

Habsburgowie systematycznie koligacili się z poszczególnymi dynastiami w Europie. Co to dawało? Poza bieżącym uregulowaniem interesów, typu przypieczętowanie pokoju, umocnienie dobrych relacji, zyskanie poparcia w jakiej sprawie, to otwierało drogę do ewentualnych roszczeń do tronów w wypadku wygaśnięcia danej dynastii. No i ofiarą tego padali właśnie Jagiellonowie. Zresztą po bardzo przemyślanej polityce, której stawką było w ogóle dalsze trwanie Polski i Litwy. W skrócie, groził nam kolejny rozbiór. W 1514 roku Moskwa i Cesarstwo zawarły skierowany przeciwko Polsce i Litwie sojusz. Jak wiemy, takie przypadki w naszej historii co jakiś czas mają miejsce. Tym razem zrobił to cesarz Maksymilian I Habsburg i wielki książę moskiewski Wasyl III. Do tego doszedł też wielki mistrz zakonu krzyżackiego Albrecht Hohenzollern. Cesarz wsparł Moskwę finansowo i zgodził się na zaciąg niemieckich żołnierzy. W armii moskiewskiej znalazło się wielu rajtarów, knechtów, a także artyleria z Cesarstwa. Na szczęście to nie wystarczyło, by pokonać armie polską i litewską pod Orszą 8 września 1514 roku, dzięki czemu uniemożliwiono marsz w głąb Litwy. Gdyby nie to Wielkie Księstwo zostałoby przejęte przez Moskwę, a całe Prusy przejęli by Habsburgowie, obejmując nad Zakonem swojej zwierzchnictwo. To się na szczęście nie udało, a złowrogi Polsce sojusz przerwał Zjazd Wiedeński z 1515 roku. Wtedy ustalono, że dojdzie do podwójnego małżeństwa dzieci króla Czech i Węgier Władysława Jagiellończyka – Anny i Ludwika, z wnukami cesarza – Ferdynandem i Marią. Układ zakładał wzajemność: W razie wygaśnięcia czesko-węgierskiej linii Jagiellonów spadek po nich mieli przejąć Habsburgowie. I odwrotnie - w wypadku zakończenia linii Habsburgów, ich ziemie dziedziczne miały przypaść Jagiellonom czesko-węgierskim. Jagiellonowie polsko-litewscy tracili w tym wypadku prawa do tronów w Pradze i w Budzie. Ale te prawa wydawały się wtedy bardzo iluzoryczne. Nikt nie zakładał, że już w 1526 roku młody Ludwik II Jagiellończyk pożegna się z życiem w bitwie pod Mohaczem. Dzięki temu korona czeska, a potem korona węgierska przypadła Habsburgom.

Ale oczywiście ich apetyty nie kończyły się na Budzie i Pradze. Habsburgowie cały czas liczyli na przejęcie przynajmniej polskiej części jagiellońskiej schedy. Za Zygmunta Augusta ciągle liczono się z groźbą porozumienia habsbursko-moskiewskiego, a by temu zapobiec Zygmunt August musiał żenić się z Habsburżankami. Ale co za przypadek? Każda z nich miała zdrowotne defekty, które utrudniały danie Jagiellonom dziedzica. Pierwsza żona Elżbieta chorowała na epilepsję i zmarła w dwa lata po ślubie. Trzecia żona Katarzyna – również chorowała na epilepsję i przy okazji była bezpłodna. O czym Wiedeń oczywiście doskonale wiedział.

Na podobny efekt być może było zresztą obliczone małżeństwo Zygmunta Starego i Bony Sforzy. To właśnie cesarz Maksymilian I był głównym inicjatorem i organizatorem tego związku. Bona była bratanicą żony cesarza i to małżeństwo miało związać jeszcze bardziej Jagiellonów z Habsburgami. Inna sprawa, że matka Bony, Izabela Aragońska miała aż trzy córki i tylko jednego syna. Gdyby to się powtórzyło w wypadku Bony, to losy dynastii Jagiellonów byłyby zagrożone. I co by nie mówić tak się stało.

Z okresem jagiellońskim wiąże się jeszcze jedna ważna rzecz, o której warto wspomnieć. Mianowicie Habsburgowie potrafili stworzyć własne lobby w Polsce. Kanclerz Krzysztof Szydłowiecki i podkanclerz Piotr Tomicki to były filary prohabsburskiej partii, która otrzymywała również z tego tytułu apanaże z Wiednia. Choć należy zastrzec, że jeszcze wówczas pieniądze otrzymywane od obcych dworów nie były powodem do hańby i zarazem nie poczuwano się do bycia zobowiązanym do czegokolwiek po ich otrzymaniu. Traktowano to jako coś w rodzaju nagrody i docenienia. Niemniej partia habsburska dbała o to, aby Królestwo Polskie realizowało habsburskie interesy. A tym najważniejszym interesem było oczywiście przejęcie krakowskiego tronu. Ten decydujący moment nastąpił po bezpotomnej śmierci Zygmunta Augusta. Żadna z trzech żon, z czego dwóch Habsburżanek nie dała mu upragnionego dziedzica. Pierwsze bezkrólewie było areną starcia między opcją habsburską a opcją antyhabsburską, która ostatecznie zdecydowała się poprzeć Francuza Henryka Walezego.

Jeszcze za życia Zygmunta Augusta Wiedeń zaczął promować na naturalnego kandydata do polskiego tronu arcyksięcia Ernesta – namiestnika Górnej i Dolnej Austrii, syna cesarza Maksymiliana II. Kandydaturę tę popierał również Rzym. Popierała oczywiście też partia habsburska, czyli część senatorów polskich i litewskich. Wreszcie kandydaturę tę poparła też Anna Jagiellonka – siostra zmarłego króla. Szlachta natomiast w swej masie była przeciw i to do tego stopnia, że na Litwie prędzej już widziano moskiewskiego wielkiego księcia niż austriackiego arcyksięcia na polskim tronie. Ostatecznie wybrano najgorszą dla Habsburgów opcję, czyli ich głównych konkurentów na kontynencie francuskich Walezjuszy. Dla Wiednia to była katastrofa. Polska i Litwa przechodzą z obozu habsburskiego, bo tak było postrzegane państwo Jagiellonów, do obozu Walezjuszy. Na szczęście dla Wiednia panowanie Henryka Walezego w Polsce trwało nadzwyczaj krótko i cała wyborcza rozgrywka zaczęła się od nowa.

Tym razem Habsburgowie przygotowali się lepiej do tych zawodów. Sprzyjały im także okoliczności, bowiem ucieczka Walezego to była woda na młyn habsburskiej propagandy. Wiedeń poszedł na całość i wystawił jako kandydata na króla cesarza Maksymiliana II. To porównywalnie jakby Donald Trump wystartował w polskich wyborach. Cesarza poparli niemal wszyscy senatorowie. Jan Kochanowski, wspierał kandydaturę Habsburgów. Ale masy szlacheckie ani myślały wybrać Niemca. W tym oporze żarliwie podtrzymywał szlachecką brać m.in. Jan Zamoyski. A Litwini znów coś gadali o synu Iwana Groźnego, Fiodorze. Na elekcji pojawił się nawet transparent:

Kto cesarza mianuje, ten śmierć sobie gotuje. By chciał być Fiedor jak Jagiełło, dobrze by nam z nim bełło

Prymas Jakub Uchański jednak nie zważając na to i opierając się jedynie na zdaniu senatu 12 grudnia 1575 roku ogłosił królem Polski i wielkim księciem litewskim właśnie cesarza Maksymiliana II Habsburga. Szlachta zaczęła krzyczeć, że nie chce Niemca. I wtedy przeciwnicy Habsburgów wpadli na genialny pomysł jak zatrzymać ten pełzający zamach stanu. 14 grudnia 1575 roku kasztelan biecki Stanisław Szafraniec zgłosił kandydaturę księcia siedmiogrodzkiego Stefana Batorego na króla, ale zarazem jako męża dla króla Anny Jagiellonki. Czyli podobnie jak za Jagiełły i Jadwigi będzie dwóch królów. To trudno było przeskoczyć, bowiem Anna miała niepodważalne prawa do tronu. Maksymilian miał już żonę, także nie mógł tu zastąpić Batorego. Zaproponowano zatem, żeby to wcześniej upatrzony przez Annę Ernest został jej mężem. No dobrze, tylko, że to Maksymilian ma być królem, a ślub z królewiczem w taki wypadku żadna atrakcja. Batory był szczególnie nie na rękę Habsburgom. Był zwalczanym przez nich władcą Siedmiogrodu – lenna Imperium Osmańskiego. Przed elekcją Maksymilian miał się dogadać z Iwanem Groźnym, że jak Batory zostanie królem, to obydwaj zaatakują Rzeczpospolitą. Litwa miała przypaść Moskwie, a Habsburg wziąłby Polskę. Plan jednak nie został zrealizowany. Batory przede wszystkim wykazał więcej determinacji. Nie kręcił przy pactach conventach jak Maksymilian. Szybko je podpisał. Przybył do Krakowa. Wziął ślub z 20 lat starszą Anną Jagiellonką. Koronował i w dodatku zdobył siedzibę zwolenników Habsburga, czyli zamek w Lanckoronie. Stopniowo jego władze zaczęły uznawać kolejne części państwa. Najgorzej było z Gdańskiem, co koniec końców skończyło się wojną. Maksymilian zaś zmarł pięć miesięcy po koronacji Batorego.

Ale do trzech razy sztuka. W czasie bezkrólewia po śmierci Stefana Batorego w szranki o polską koronę stanęło aż czterech Habsburgów. Byli to bracia cesarza Rudolfa II – arcyksiążęta Ernest, Maksymilian, Maciej, a także ich stryj Ferdynand II. Najbliższy celu okazał się być Maksymilian, przy okazji wnuk Anny Jagiellonki – córki króla Czech i Węgier Władysława Jagiellończyka. Zebrał on poparcie nie tylko katolickich magnatów, ale także części protestantów, którzy byli w opozycji do wówczas pierwszej osoby w państwie – Jana Zamoyskiego. Zamoyski bowiem po zdaniu sobie sprawy, że jest niewybieralny stanął po stronie Jagiellona po kądzieli królewicza szwedzkiego Zygmunta Wazy. Była jeszcze kandydatura tym razem już cara Fiodora forsowana przez część Litwinów, ale ona upadła, gdy okazało się, że Moskwa widzi Rzeczpospolitą raczej sobie podporządkowaną. Poza tym nie było mowy by prawosławny Fiodor miał stać się katolikiem.

W ostatecznej walce liczyły się jedynie dwie kandydatury. Maksymiliana Habsburga i Zygmuna Wazy. I tym razem elekcja miała dużo bardziej dramatyczny przebieg. Doszło do podwójnej elekcji. 19 sierpnia 1587 roku królem ogłoszono najpierw Zygmunta Wazę, ale już trzy dni później zwolennicy Habsburga ogłosili królem arcyksięcia Maksymiliana. Koronację wyznaczono na 18 października. Pytanie tylko kogo? Wazy czy Habsburga. Ten drugi miał do Krakowa zdecydowanie bliżej. Sęk w tym, że popierali go przeciwnicy hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego, chodzi tu przede wszystkim o ród Zborowskich. Zamoyski by zachować swoją pozycję musiał zrobić wszystko by jego wrogie i nie zwyciężyli, nie zajęli jego miejsca. A najprostszym sposobem na to było niedopuszczenia do koronacji Maksymiliana.

Armia Habsburska przekroczyła granicę Rzeczpospolitej 5 października 1587 roku. Było to 6 tysięcy żołnierzy idących od Śląska, do tego 1800 polskich zwolenników Habsburga, a potem doszły do tego jeszcze oddziały wojewody poznańskiego Stanisława Górki. Maksymilan zajął Będzin i Olkusz i sukcesywnie zmierzał w stronę Krakowa. Stolica była wówczas dobrze przygotowana do obrony przez Zamoyskiego. Początkowo Habsburg próbował jedynie blokować miasto. W nocy z 23 na 24 listopada przeprowadził jednak szturm. Ta próba zakończyła się kompletną porażką. Obrońcy odpowiedzieli atakiem husarii i piechoty wybranieckiej. I to przerwało oblężenie. Habsburg stracił pod Krakowem około 1500 ludzi. Próbował iść na Gniezno, by tam się koronować, ale jego siły zaczęły topnieć. Zaczęło po prostu brakować pieniędzy na wojsko, a także magnaci jak Krzysztof i Jan Zborowscy opuszczali Habsburga. Maksymilian nie chciał się jednak poddać. Pisał do cesarza prośby o posiłki.

Próbował także zdobyć zamek w Olsztynie pod Częstochową. Tu doszło do skandalicznej sytuacji. Jeden ze zwolenników Habsburga Stanisław Stadnicki, którego historia zapamięta jako Diabła Łańcuckiego porwał sześcioletniego synka dowódcy obrony zamku Kaspra Karlińskiego. Chłopak został użyty jako żywa tarcza w trakcie szturmu. Był prowadzony przez piastunkę za rękę, a za nimi szła piechota niemiecka. W trakcie tej dramatycznej chwili Karliński miał rzec:

Pierwej synem Ojczyzny niźli ojcem byłem.

Po tych słowach zapalił lont i wystrzelił w stronę wojsk wroga i swojego syna. Chłopiec zginął na miejscu. Zamek został obroniony. A Karliński resztę życia spędził w klasztorze na Jasnej Górze. Rozgrywka z Habsburgiem jeszcze się nie zakończyła, mimo że Zygmunt przybył do Krakowa i 27 grudnia 1587 roku zdołał się koronować. Maksymilian siedział w Wieluniu i czekał na siły z Cesarstwa. Problem Habsburga i jego zwolenników trzeba było zatem raz na zawsze zakończyć. Hetman i kanclerz w jednej osobie Jan Zamoyski z około 6 tys. żołnierzami ruszył na arcyksięcia. Ten uciekł w granicę Cesarstwa do śląskiej Byczyny, sądząc, że Zamoyski nie odważy się tam zaatakować. Zamoyski jednak tym się nie przejął. W Byczynie Habsburg otrzymał wsparcie i w sumie zgromadził jakieś 7100 żołnierzy. I 24 stycznia 1588 roku ta armia została rozgromiona przez siły Jana Zamoyskiego pod Byczyną. Arcyksiążę Maksymilian po tej klęsce skrył się pod murami miasta, ale wkrótce poddał się polskiemu hetmanowi.

Maksymilian Habsburg został więźniem Zamoyskiego przetrzymywanym w jego dobrach w Krasnymstawie, zresztą w luksusowych warunkach. Dom Habsburgów doznał potężnego upokorzenia. Zresztą jak się okazało był to dopiero początek. Rok 1588 był jednym z najgorszych w historii tej dynastii. 8 sierpnia 1588 roku flota hiszpańskich Habsburgów, słynna Wielka Armada została rozbita pod Gravelines przez flotę angielską. Ta zła sytuacja zmusiła Habsburgów do ustępstw. Na początku 1589 roku w Bytomiu i Będzinie prowadzono negocjacje na temat traktatu kończącego sprawę habsburskich roszczeń do polskiego tronu. Na podstawie traktatu z 9 marca 1589 roku Maksymilian się ich zrzekał, a także tytułu królewskiego. Habsburgowie mieli też zwrócić zamek w Lubowli na Spiszu zajęty w trakcie działań wojennych. Nie wspierać opozycji w Rzeczpospolitej i kaptować z Moskwą przeciwko Polsce i Litwie. Traktat zaprzysiągł cesarz Rudolf II, wszyscy arcyksiążęta, ale arcyksiążę Maksymilian po uwolnieniu z niewoli uchylił się od tego i aż do 1598 roku używał tytułu „wybranego króla Polski”.

No i tak kończyły się starania Habsburgów o polską koronę. Choć był jeszcze epilog. W maju 1589 roku Zygmunt III złożył propozycję arcyksięciu Ernestowi objęcia tronu polskiego. W zamian Habsburgowie mieli zawrzeć sojusz antymoskiewski ze Szwecją, która przypadała Zygmuntowi. Rzeczpospolita miała zrezygnować z pretensji do Estonii, poślubić siostrę Zygmunta Annę, wreszcie doprowadzić do odzyskania przez Filipa II sum neapolitańskich. W Rzeczpospolitej cała ta sprawa wywoła skandal, zresztą podsycany przez hetmana Zamoyskiego. I do dziś trwają spory, o co w tym wszystkim chodziło. Zygmunt nie mógł ot tak, przekazać komuś korony. Prawdą jest, że na pewno rozważał powrót do Szwecji, do czego usilnie namawiał go jego ojciec Jan III, ale ostatecznie Zygmunt III na to się nie zdecydował. Przed sejmem król tłumaczył się, że nie chciał kupczyć polską koroną, tylko ułatwić ewentualne przejęcie tronu przez Ernesta, ale i tak ostateczna decyzja należałaby do szlachty. Biorąc jednak pod uwagę okoliczności szanse, by to Habsburga wybrano były żadne. A może o to chodziło? By utrącić kandydaturę Habsburga raz na zawsze, bo ewentualnej abdykacji Zygmunta? Tego już się nie dowiemy.

Ale zastanówmy się w sumie, dlaczego szlachta aż do gardeł swoich nie chciała Niemca. No i czy miała w tym oporze rację? By to zrozumieć musimy się trochę wczuć w mentalność szlachty. Wyobraźmy sobie, że w całej Europie, w niemal wszystkich krajach panuje taki zamordyzm jak w obecnej Białorusi, Rosji czy w najgorszym Korei Północnej. Jednym z nielicznych wyjątków jest Polska. Tu są swobody obywatelskie, wolność, o której w innych krajach można było tylko marzyć. Stąd wśród ówczesnych Polaków rodzi się syndrom oblężonej twierdzy. Alergiczny strach przed utratą wolności. Jak widziano, co się działo z przywilejami stanowymi w Czechach czy na Węgrzech po przejęciu władzy przez Habsburgów, to w dosyć naturalny sposób obawiano się, że tu w Rzeczpospolitej będzie podobnie. Jeżeli ktoś się zastanawia, dlaczego na pierwszej wolnej elekcji wybrano Henryka Walezego, na którego kandydaturę cieniem kładła się noc św. Bartłomieja, to informuje, że głównie głosowano nie za Walezjuszem, a przeciwko Habsburgowi, który chciał uczynić Rzeczpospolitą to co Habsburgowie uczynili w Czechach i na Węgrzech. No i jeszcze jeden ważny czynnik grał swoją rolę. Habsburgowie prowadzili wojnę z Imperium Osmańskim, a wojny tej szlachta bała się jak diabeł święconej wody. Wysoką Portę postrzegano jako najgroźniejsze, agresywne mocarstwo na świecie. Z natury swej pacyficznie nastawiona szlachta nie widziała żadnego interesu w walki na tym odcinku. Do tego wszystkiego dodajmy antyniemieckie stereotypy, bo Niemców nie lubiano w owym czasie w Rzeczpospolitej, no i mamy niewybieralność Habsburga na polskim tronie.

Ciąg dalszy w audycji:

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy! Dodaj komentarz