Dlaczego Polacy nie chcieli Habsburgów?
26.02.2026 02:10:23
czytaj więcej
Co nam zabrali zaborcy?
Nie tylko w historii Polski, ale w historii całego kontynentu trudno znaleźć takie wydarzenia jak rozbiory Rzeczpospolitej. Nie chodzi już tylko o sam przebieg, ale siłę oddziaływania. Od trzeciego rozbioru minęło przeszło 230 lat, a do dziś odczuwamy ich skutki architekturze, kulturze, gospodarce, polityce i ludzkiej mentalności. Więcej, rozbiory również wpłynęły na naszą geopolitykę i śmiem twierdzić, że walnie przyczyniły się do naszych tragedii XX wieku. No, ale może rozbiory to nie był wcale upadek, lecz nadejście postępu i modernizacji.
W 2013 w Gazecie Wyborczej w wydaniu na Święto Niepodległości ukazał się wywiad z prof. Janem Sową, socjologiem, który postanowił podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat I Rzeczpospolitej oraz rozbiorów, które nazwał „triumfem nowoczesności”. Jak stwierdził Pan profesor:
Rozbiory wypadają mniej więcej wtedy, kiedy ma miejsce rewolucja amerykańska i francuska - dwa wielkie triumfy nowoczesności. Moim zdaniem były trzecim triumfem - eliminacją resztek tego, co przednowoczesne i antynowoczesne. Pod wieloma względami oznaczały postęp i modernizację. Oczywiście w każdym zaborze było inaczej, ale nie zgadzam się z tezą, że w rosyjskim była wyłącznie rujnacja i plądrowanie. Przecież obszar Warszawy i Łodzi był jednym z najlepiej rozwiniętych gospodarczo obszarów całego Imperium Rosyjskiego. To tu powstały pierwsze masowe, nowoczesne partie polityczne. Dopiero zaborcy opodatkowują masowo szlachtę i konstruują mechanizm administracyjny. Dopiero oni znoszą pańszczyznę, wyzwalając ''polskich'' chłopów od Polaków. Reformują gospodarkę. Pod zaborami na terenie byłej I RP rozwija się infrastruktura i zmieniają się stosunki społeczne. Ale następuje też zmiana społeczno-kulturowa - nowoczesność kształtuje się jako siła antagonistyczna wobec tradycyjnej tożsamości polskiej. Antagonistyczna nie tylko dlatego, że te wszystkie zmiany wprowadzają zaborcy, lecz także dlatego, że reformy dotykają tradycyjnych wzorów życia: relacji między szlachtą a resztą mieszkańców, związków między miastem a wsią, pozycji administracji państwowej itp.
Co do zasady pan profesor ma rację. To wszystko wydarzyło się pod zaborami. To wszystko to zasługa zaborców. Oczywiście, nie robili to z miłości do Polaków, tylko dla własnego interesu. Ale robili! To się dokonało skok cywilizacyjny był faktem. Tylko, żeby właściwie ocenić dane zjawisko potrzebne jest rozważenie jego kosztów i możliwych alternatyw. A tak się składa, że wizja profesora Sowy, którą niestety dziś powiela wielu w naszym społeczeństwie, że to, co utraciliśmy było kompletnie nic nie warte jest żywcem wzięta z propagandy zaborczej. Możemy wprost zacytować układ rozbiorowy między Austrią a Rosją z 3 stycznia 1795 roku:
Ci dwaj monarchowie, przekonani doświadczeniem minionego czasu o stanowczej niezdolności Rzeczypospolitej Polskiej do ustanowienia u siebie podobnego rządzenia lub też do życia spokojnie pod opieką praw, pozostając w stanie jakiejkolwiek niezależności, uznali za słuszne w celu zachowania pokoju i szczęścia swoich poddanych, że przedsięwzięcie i wykonanie całkowitego podziału tej rzeczypospolitej pomiędzy trzy sąsiednie mocarstwa przedstawia się jako skrajna konieczność.
No właśnie rozbiory były koniecznością, bowiem Rzeczpospolita była do niczego. Nie potrafiła się rządzić sama, jej anarchia zagrażała sąsiadom, zatem trzeba była z nią skończyć. A jak już skończono to, nadszedł postęp i modernizacja. Biedni Irokezi Europy, jak mawiał król Prus Fryderyk II, uczyli się cywilizacji europejskiej. No jednak nie.
Rzeczpospolita w XVIII wieku Rzeczpospolita nie nadążała. Po zakończeniu straszliwie wyniszczającej trzeciej wojny północnej, wojny domowej z królem, fali epidemii i sejmie niemym szlachta zapadła w pewien sen. Ale jak śpiewała Edyta Bartoszewicz, ten sen przeraża mnie. Po pierwsze, wyciągnięto złe wnioski z zakończonej wojny. Kurczę, złe i dobre zarazem. Była to wojna, która Rzeczpospolita wyszła bez strat terytorialnych. Była to wojna, w której społeczeństwo szlacheckie wykazało więcej rozsądku od panującego króla i temu królowi odzyskano tronu, dzięki wsparciu sojuszników. Ergo system jest dobry, sprawdził się w chwili kryzysu, Rzeczpospolita jest ważnym elementem geopolitycznego układu i z tego powodu nigdy nie upadnie. No i ponad wszystko. Panie Boże chroń od wojny. Bo jeszcze jedno takie zwycięstwo to nie zostanie tu kamień na kamieniu. Państwo było w tragicznym stanie po wojnie północnej i wszystkich towarzyszących jej kataklizmom. W niektórych miastach, np. w takim Bieczu populacja spadła o 90-kilka procent. Nie dało się ściągać żadnych podatków. Rzeczpospolitej generalnie nie było stać na cokolwiek. Szlachta też nie chciała robić czegokolwiek. Do tego wzmocniły się Prusy, Austria i Rosja, które w naturalny sposób uznały, że panująca sytuacja w Rzeczpospolitej jest pożądana. No i kiedy te trzy państwa budowały nowoczesną administrację opartą na fachowcach i ludziach wykształconych, a nie dobrze urodzonych. Tworzyły się liczne, poborowe armie. Rzeczpospolita nie miała nic i nic nie robiła, by jakoś to zmienić. A kiedy nadeszło otrzeźwienie po wojnie o sukcesję polską, to okazało się, że system jest shakowany. Wady ustrojowe i narastające patologie na tym tle stały się instrumentem mocarstw do utrzymywania Rzeczpospolitej w niemocy.
Paradoks tej sytuacji polegał na tym, że te fatalne czasy saskie nie były takie złe. Niemoc Rzeczpospolitej częścią jakiegoś układu równowagi sił, w którym ta Rzeczpospolita była potrzebna i nadal istniała. Niewydolność Rzeczpospolitej była niwelowana przez Saksonię, która dzięki unii z Rzeczpospolitą podbudowała swoją pozycję międzynarodowej. August II i August III wykorzystywali sprawny i nowoczesny aparat administracyjny Saksonii do realizacji interesów państwa polsko-litewskiego. Ponadto Wettini urośli do jednych z ważniejszych dynastii europejskich. W takiej sytuacji Rzeczpospolita mogła być polem gry różnych mocarstw, ale była nie do ruszenia. No chyba, że ten układ się załamie. No i się załamał. Wojna siedmioletnia ponownie przetasowała, na naszą niekorzyść układ geopolityczny w Europie. Saksonia traci Rzeczpospolitą, a przejmuje ją Rosja. I tu się pojawiają schody. Bo dla Saksonii Rzeczpospolita była potrzebna jako całość, by móc wzmacniać swoją pozycję polityczną czy gospodarczą. Saksonia nie była też w stanie zdominować Rzeczpospolitej. Z Rosją było co innego. Mogli nas nakryć czapkami. Nie byliśmy im też potrzebni jako całość, choć fajnie by było. Ale to nie był warunek sine qua non mocarstwowej pozycji Rosji.
Zatrzymajmy się na chwilę tutaj. Ta ciemna, niewydolna Rzeczpospolita była nie do ruszenia. Owszem, miała złą prasę jako królestwo anarchii, ale to nie był powód, żeby ją niszczyć. Wprost przeciwnie. Tak miało to nadal wyglądać. To był stan pożądany przez naszych sąsiadów. Tak pisał na ten temat prof. Mariusz Markiewicz:
Barierą utrudniającą modernizację państwa była sytuacja międzynarodowa i geopolityczne położenie Rzeczypospolitej. Powszechnie przyjmuje się, że w 1717 roku straciła ona suwerenność na rzecz Rosji, ale nie jest to pogląd do końca słuszny. Stanie się to dopiero w 1764 roku. Prawdą jest jednak to, że po wielkiej wojnie północnej ustrój Rzeczypospolitej Obojga Narodów stał się elementem równowagi politycznej w Europie. Każda zmiana wzmacniająca to państwo naruszała ją i zmieniała układ sił. Przeprowadzenie odpowiednich reform, które doprowadziłyby do tego, iż Rzeczpospolita posiadałaby siłę militarną odpowiednią do swej wielkości, byłoby niewygodne dla wielu państw, w tym przede wszystkim dla Rosji i Prus.
Ciąg dalszy w audycji:
Inne z kategorii Opowieści Rzeczpospolitańskie
Dlaczego Polacy nie chcieli Habsburgów?
26.02.2026 02:10:23
czytaj więcej
Czy polski chłop był niewolnikiem?
07.03.2025 01:39:00
czytaj więcej


Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy! Dodaj komentarz