cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Żydowski policjant patrzy na Polaków z aryjskiej strony

Jakub Wojas, 21.02.2018

Policjant Żydowskiej Służby Porządkowej

W dyskusji na temat kolaboracji niektórych Żydów z Niemcami w trakcie II wojny światowej i postawie Polaków wobec Holokaustu, a raczej postrzegania tej postawy przez Żydów, cennym i wiele wyjaśniającym świadectwem są wspomnienia żydowskiego policjanta z otwockiego getta, który w tym nieludzkim czasie opisał to, co przeżył.

Z praktycznym antysemityzmem ja osobiście nie miałem okazji się spotkać

W 2004 r. ukazało się w Polsce pełne wydanie książki pt. „Spowiedź”. Nie była to publikacja całkowicie nieznana na polskim rynku. Jej skrócona wersja nosząca tytuł „Czy ja jestem mordercą?” z 1993 r. zdobyła całkiem spory rozgłos, aczkolwiek była pozbawiona wielu ważnych fragmentów, mogących wypaczyć intencje i postrzeganie autora tego tekstu. Książkę tę napisał bowiem żydowskim policjant w otwockim getcie, Calek Perechodnik. Urodził się on w 1916 r. w dosyć dobrze sytuowanej rodzinie żydowskiej. W 1937 r. ukończył studia agronomiczne we francuskiej Tuluzie, dokąd się udał z powodu ograniczenia miejsc na studiach dla Żydów na Uniwersytecie Warszawskim. Przed wojną zdążył się jeszcze ożenić z Anną Nusfeld, współwłaścicielką kina „Oaza” w Otwocku. Prowadził również skład materiałów budowlanych w rodzinnym mieście.

Przedwojenny Otwock był szczególnym miastem. Aż 54 proc. mieszkańców było pochodzenia żydowskiego i to przeważnie osób dobrze sytuowanych. Był to uzdrowisko pełne willi ludzi elit, zawodowo związanych z Warszawą. Tutaj panowała również zasada, że niezależnie od wyników wyborów stanowisko zastępcy burmistrza zawsze jest zagwarantowane dla żyda. 

Calek Perechodnik w pierwszej połowie lat 30.

Pod względem poglądów politycznych Perechodnik był syjonistą, członkiem Betaru – prawicowej organizacji, dążącej do utworzenia państwa żydowskiego w Palestynie. Nie przeszkadzało mu to jednak deklarować się jako polski patriota, co nie było zresztą odosobnione wśród betarowców, którzy często posługiwali się jednocześnie barwami polskimi i tymi z Gwiazdą Dawida. Sam Perechodnik był miłośnikiem polskiej kultury, w szczególności poezji Adama Mickiewicza.

Choć ludność żydowska w Polsce spotykała się z różnymi formami dyskryminacji, to autor „Spowiedzi” przyznaje, że osobiście tego nie doświadczył. Widać jednak, że pewne niedogodności życia obywatela polskiego pochodzenia żydowskiego próbuje usprawiedliwiać:

Z praktycznym antysemityzmem ja osobiście nie miałem okazji się spotkać, wprawdzie nie mogłem studiować na Uniwersytecie Warszawskim, ale za to miałem możność wyjazdu na wyższe studia do Francji.

Kawałek dalej możemy znaleźć fragmenty, z których przebija już swego rodzaju rozżalenie:

Dostałem kategorię »A «, ale ponieważ Polska była na tyle silnym mocarstwem, miała taką potężną armię, tylu wykształconych i dyplomowanych inżynierów-oficerów, moja osoba okazała się zbyteczną. Zresztą, co tu owijać w bawełnę, dano mi »nadliczbówkę « - mnie, mojemu bratu, również inżynierowi, moim wszystkim kolegom Żydom z wykształceniem średnim i wyższym - a to dlatego, że nie chciano mieć oficerów Żydów w Armii Polskiej (…) Co do mnie, byłem przekonany, że mógłbym zrobić jeszcze dziesięć dyplomów i mimo to nie dostałbym posady rządowej w Polsce.

Byłem zupełnie spokojny o siebie i o swoją rodzinę

W sierpnia 1940 r. Perechodnik został ojcem córki o imieniu Athalia. Jednak w getcie, do którego trafili warunki były katastrofalne: głód, choroby, śmierć na ulicach. Żeby przeżyć Calek wyprzedawał swoje rzeczy. W lutym 1941 r. postanowił wstąpić do osławionej Żydowskiej Służby Porządkowej. Jak sam tłumaczył „chciał być wolny od łapanek do obozów”. Autor „Spowiedzi” nie zajmował się najbardziej haniebnymi rzeczami, lecz zbieraniem „kontyngentowego chleba” dla Judenratu i policji, a pozycja którą dzięki posadzie uzyskał przede wszystkim miała zapewnić bezpieczeństwo:

Zresztą, ja jestem policjantem i to z tych ważniejszych, (…) tak że byłem zupełnie spokojny o siebie i o swoją rodzinę.

To wrażenie okazało się jednak ułudą. 19 sierpnia 1942 r. Niemcy przystąpili do akcji likwidacji otwockiego getta. W cztery tygodnie rozstrzelano 4 tys. Żydów, a 7 tys. wywieziono do obozu zagłady w Treblince, wśród nich była żona i córka Perechodnika. Calek w „Spowiedzi” sam siebie oskarża o strach, mechaniczne wykonywanie niemieckich rozkazów i ufność w obietnice okupanta. Jak wspomina:

W tym dniu nie rozum nami kierował, ale ślepy instynkt, który ukazał prawdziwe oblicze bestii ludzkiej: szlachetności jednych ludzi, podłości drugich.

Żydzi otwoccy czekający na transport do obozu w Treblince, 19 sierpnia 1942 r.

Policjanci złudzeni przyrzeczeniem, że ich rodzinom nie stanie się krzywda sami przyprowadzili je na plac, skąd dokonywano wywózek. Po wyselekcjonowaniu tej grupy, Niemcy rozkazali policjantom odstąpić i wpakowali ich żony i dzieci do wagonów. Perechodnik i jego koledzy obserwowali te sceny - sparaliżowani strachem, stali jak wryci przy murze nic nie robiąc.

W razie czego wszystko i tak pójdzie na karb Niemców

W drastycznych opisach tych wydarzeń Perechodnik oskarża swój naród o tchórzostwo i bierność, pogodzenie się z losem w momencie, kiedy można było jeszcze stawić opór. Niemcy są dla niego geniuszem zła, szatanem. Wielokrotnie przewija się także wątek Polaków „pod drugiej stronie”. Opisując ostatnie chwile ze swoją żoną Calek pisze:

Czy może patrzysz na Polaków, którzy jadą w przepełnionych wagonach elektrycznych i oglądają po raz ostatni Żydów. Jedni są na pewno szczerze zadowoleni i żartują, jak grzecznie wyglądają Żydzi na placu, jak stado baranów, drudzy zaś pochylają głowy, w milczeniu robią znak Krzyża Świętego, "requiescent in pacem" - szepcą ich usta. Wszak trupów widzą już przed sobą.

A może zadajesz sobie pytanie, kto stracił Polskę niepodległą, Ty czy oni?

Przystanek przy ul. Nowy Świat w Warszawie, 1940 r. 

Dalej jednak pada więcej oskarżeń w stosunku, jak sam to autor określa, „przyjaciół Polaków”. Przywoływana jest np. taka scena:

Przed komisariatem, tuż niedaleko aresztu, stoi sobie grupa Polaków. Stoi dr Mierosławski, lekarz miejski (ciekawe, po co on przychodził, czy po to, żeby stwierdzić prawidłową śmierć ofiar?), stoją administratorzy, stoją urzędniczki policji kryminalnej, ubrane w białe kapelusze, przewiewne sukienki, duże torby wiszą im u ramion, ostatni krzyk mody, tzw. berlinki.

Twarze uśmiechnięte, wesołe. Toczy się głośna rozmowa, toczy się flirt w dobrym tonie, nie zapomnijmy, że znajdujemy się między inteligencją. Polacy są zadowoleni z siebie, ze ślicznej przyrody otaczającej ich. Są wyspani, w dobrych humorach, gotowi są wybaczyć wszystko ludziom, nawet nie biorą za złe Żydom ich płaczów przedśmiertnych.

Żydzi zaś mają gorszy charakter od nich, poprzez drucianą siatkę patrzą na ich uśmiechnięte twarze i biorą im to prawdopodobnie mocno za złe.

Dla Perechodnika świat za murem jest idyllą. Oburza go nie tylko bezczynność polskich współobywateli, ale także ich wrogość, to że żydowski uciekinier nie może czuć się bezpieczny wśród Polaków, to że zawłaszczają oni żydowskie majątki. Bolesne, ale również wiele mówiące dla polskiego czytelnika są ostatnie obrazy, jakie widzą wywożeni Żydzi:

Z daleka za szlabanem widzą skazańcy ciekawskie twarze tych Polaków, którzy nie mają prawa wstępu do getta, a są w równej mierze ciekawi zobaczyć, jak się prowadzi Żydów na śmierć.

Odwracają znów głowy. Widzą z drugiej strony mieszkania ich zajęte przez innych Polaków, widzą Polki obierające kartofle przed domami, widzą nowe ogniska domowe, budujące się na ich ruinach, zbierające owoce ich pracy i znoju.

W pewnym momencie zarzuty Perechodnika idą jeszcze dalej. Pośrednio oskarża on Polaków, że gdyby nie ich stosunek do Żydów, Polska nie stałaby się wielkim cmentarzyskiem. Punktem wyjścia do tego jest przywołanie pewnej historii niedoszłej egzekucji:

…była historia z córkami Wajdenfelda, Żyda przechrzty. Urodziły się one jako katoliczki, aczkolwiek rasowo pochodziły one od Żydów. Mieszkały cały czas w polskiej dzielnicy, jedna była zamężna z Polakiem, miała małe dziecko i była w ciąży.

Na nasz komisariat sprowadził je Schlicht osobiście spoza getta. Byliśmy na sto procent przekonani, że zostaną „rozwalone". Tymczasem zrobił się krzyk między Polakami - interweniował ksiądz, interweniował magistrat, dość że żandarmeria ich nie zabiła, ale wysłała do getta, do Wołomina. Rzecz zrozumiała, że stamtąd uciekły.

Jeżeli o tym piszę, to tylko dlatego, że zrozumiałem wtedy, na ile wymordowanie Żydów odbyło się jeśli nie za milczącą zgodą, to za milczącym desinteressement [obojętność- JW]opinii polskiej. Dlatego też wybrano Treblinkę jako miejsce kaźni nawet dla Żydów francuskich, belgijskich, holenderskich. Widocznie warunki "klimatyczne" nie pozwoliły Niemcom na wybudowanie kaźni na tamtejszych terytoriach.

Brama do środkowej części getta, zbudowana na rogu ul. Warszawskiej i ul. Czaplickiego w Otwocku

Spory fragment „Spowiedzi” jest poświęcony w ogóle nastawieniu Polaków do Holokaustu. Żydowski policjant wylicza obojętność, pazerność na żydowskie majątki, wyłapywanie uciekinierów z getta. To zachowanie uzasadnia sytuacją, która zaistniała, wynikającą z możliwości przypisania całej odpowiedzialności za zło wobec Żydów na Niemców:

Niższe sfery ludności miejskiej oraz chłopi z miejsca zorientowali się, skąd wiatr wieje. Zrozumieli, że nadarza im się okazja wzbogacenia się, jedyna możliwa okazja na przestrzeni wieków. Wolno rabować, kraść, zabijać ludzi i to zupełnie bezkarnie. Wznoszą ręce ku niebu, dziękując za tę łaskę, że dożyli takich dobrych czasów i każdy z hasłem na ustach "teraz albo nigdy" zabiera się do roboty. W naiwności ducha uważają, że kara ich nigdy za to nie spotka, wszak jest, znajduje się "redaktor odpowiedzialny". Niemcy, w razie czego wszystko i tak pójdzie na karb Niemców.

Opis ten dotyczy wprawdzie „motłochu”, który Perechodnik szacuje na aż 50 proc. całej polskiej społeczności, jednak większość inteligencji (zdaniem Calka nawet 80 proc.) również nie ma powodów do chluby. Autor „Spowiedzi” uważa, że Zagładę Żydów postrzegają oni jako dziejową szansę, która oczyści ich ojczyznę z „obcych”. Przedstawia następnie przykłady osób oraz wypowiedzi, które mają to potwierdzać. Ponadto wśród tej grupy również dostrzega chęć przejęcia majątków żydowskich, głównie rzeczy oddanych im na przechowanie przez znajomych i przyjaciół, którzy musieli iść do getta.

Policjant nie szczędzi również słów krytyki wobec polskiego podziemia. Oskarża o bierność wobec tragedii części polskich obywateli. Przywołuje fragment Biuletynu Informacyjnego mówiącego o tym, że Żydzi sami są sobie wini, gdyż w porę nie wyemigrowali do Palestyny.

Z całej opowieści Calka Perechodnika przebija się mocne rozczarowanie Polakami, Polską i polskością:

Nie chcę nic złego pisać o Polakach, w ogóle jest to dla mnie największe rozczarowanie życiowe, jakie odniosłem. 26 lat żyłem między Polakami i dopiero w ostatnim roku poznałem ich prawdziwe oblicze, a w międzyczasie przejąłem się kulturą i literaturą polską, polubiłem Polskę, uważając ją za drugą swą ojczyznę; cóż robić? Zdarzają się takie omyłki w życiu.

W pewnym momencie jednak żydowski policjant sam siebie upomina. Jakby wbrew swoim wspomnieniom przypomina sobie, że nie wolno generalizować i obiecuje, że będzie mówił tylko o konkretnych przykładach nikczemności i bohaterstwa (te również przedstawia) Polaków wobec Żydów.

SN, PP i TŻ

„Spowiedź” jest obrazem spaczonym. Perechodnik nie miał świadomości, jak naprawdę wygląda rzeczywistość życia po aryjskiej stronie i jakie dla Polaków zagrożenie mogła stanowić ich nawet najmniejsza pomoc Żydom. Dobitnie to pokazują błędy, które popełnia opisując stosunek polskiej konspiracji wobec Holokaustu. Perechodnik zarzuca np. że podziemie nie skazuje i nie zbija szmalcowników, a jak już to zaczyna robić to jest za późno, gdyż ma to miejsce po likwidacji getta (co w obydwu przypadkach nie jest prawdą). Nie wie też o skali zaangażowania Polaków w ukrywanie Żydów. Wydaję się to naturalne bowiem jako żydowski policjant był dla tych ludzi zagrożeniem i kontakt z Polakami podczas jego służby w getcie ograniczał się do grantowych policjantów, szmalcowników oraz gapiów, co do których Calek, jak sam przyznaje, nie mógł wiedzieć, co tak naprawdę myślą. Lecz nie zmienia to faktu, że postaw niegodnych było aż nadto.

To co opisuje Perechodnik jest perspektywą wielu Żydów, którzy przeżyli Holokaust w Polsce. Ich doświadczenia z polskimi współobywatelami z tego czasu były zazwyczaj jak najgorsze albo ograniczone, sugerujące objętność wobec ich tragedii. Ci, którzy ich ukrywali są dla nich jednostkowymi przypadkami, bez świadomości ile tak naprawdę osób musiało się być zaangażowanych w ratowanie choćby jednego Żyda.

Po likwidacji otwockiego getta Calkowi udało się uciec z obozu pracy, do którego został wywieziony. Ukrywał się potem w mieszkaniu przy ul. Pańskiej 104. Tam właśnie od 7 maja do 19 października 1943 r. pisał „Spowiedź”, którą zadedykował „SN, PP i TŻ”, czyli „sadyzmowi niemieckiemu”, „polskiej podłości” i „tchórzostwu żydowskiemu”.

Po wybuchu powstania warszawskiego Calek Perechodnik wstąpił do Armii Krajowej. Walczył w Zgrupowaniu Chrobry II. Po 5 września chorował na  tyfus. Zginął w październiku 1944 r. zabity przez Niemców bądź współpracujących z nimi szabrowników.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA