cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Złe opinie o Polsce? Gorzej niż w XVIII w. raczej nie będzie

Michał Wojciechowski, 23.02.2018

Początek warszawskiego Traktu Królewskiego na obrazie Canaletta

„Niemiecki czytelniku! Gdyby kaprys losu miał cię kiedyś sprowadzić do Polski (…)zamknij swoje serce, a także swój kufer, jeśli dotychczas go nie zabezpieczyłeś, i bacz na każde słowo, jak i na swoją sakiewkę, bo jedziesz do Polski.”

Te słowa rozpoczynają relację, jaką spisał z podróży po Polsce w latach 20. XIX stulecia Paul Harro Harring. W dalszej części opis jego wrażeń staje bardziej dosadny:

Wśród tysiąca obrazów, utrwalonych w mojej pamięci, najwyraźniej wyłania się przede mną obraz, który można by wiernie odtworzyć za pomocą piasku, bagna, gliny, słomy i wielu stert gnoju (…)

Niebo i chaos – oto główne tło tego obrazu. Ziemia nie była jeszcze, zdaje się, stworzona, tu i ówdzie widniały rozpadające się strzechy, popękane mury gliniane i cuchnące kupy gnoju na piasku bezdennym, przesypującym się przez koła naszego wozu. To było wszystko – poza tym stęskniony wzrok dosłownie na niczym nie mógł się oprzeć (…)

Z rozpaczy pociągnąłem z flaszki potężny łyk, nabiłem fajkę i dumałem nad szczęściem narodów, nad dolą ludzką i nad słowami francuskiego gwardzisty, który kiedyś, w tej okolicy, wśród przekleństw wykrzyknął:„I to nazywają Polacy ojczyzną?”

Co gorsza, nie była to odosobniona opinia o Polsce. Harring był nikim innym jak kontynuatorem, już wówczas nieco przebrzmiałej, mody mówienia źle o Rzeczpospolitej. Narodziła się ona w XVIII w., kiedy to za sprawą reform czasów stanisławowskich ponownie, po kilkudziesięciu latach przerwy, Zachód zwrócił uwagę na polsko-litewskie państwo.

Zobaczyć Polskę i…się załamać

„Polak to najgorsza, najbardziej godna pogardy, najpodlejsza, najbardziej znienawidzona, najnieuczciwsza, najgłupsza, najniegodziwsza i najtchórzliwsza istota spośród wszystkich małp” – w takich sposób wyrażał się o Polakach anonimowych autor wydanej w 1779 r. we Francji książki „Orangutan europejski, czyli Polak, jaki jest”. Publikacji o Polsce i Polakach były już wtedy całkiem sporo w porównaniu ze wcześniejszymi czasami. Rzeczpospolita przeważnie była obiektem destynacji żądnych przygód śmiałków ewentualnie dyplomatów, kupców, lekarzy czy guwernerów, a także od czasu do czasu budowniczych i architektów. Długo bowiem panowało przeświadczenie, że „Trybunał dekretem, a Radziwiłł muszkietem”. Natomiast gdy Polak-Sarmata wyruszał za granicę, to najczęściej brano go za Turka.

Plac za Żelazną Bramą w Warszawie na obrazie Canaletta

Jeszcze pod koniec XVII w. angielski lekarz na dworze Jana III Sobieskiego Bernard O’Connor zachwalał Rzeczpospolitą:

W Polsce można zobaczyć miejsca nader godne uwagi, szczególną formę rządu, wspaniałość dworu królewskiego, niezwykłą wystawność szlachty, która nie jest tak barbarzyńska, jak się ją na ogół przedstawia.

Jednak wojna północna na początku XVIII w. wyraźnie zachwiała polsko-litewskim państwem. Z tego też powodu dystans do Zachodu stał się dużo bardziej wyraźniejszy. Dlatego przybywający tutaj podróżni często doznawali „szoku kulturowego". Po przekroczeniu granicy pierwsze narzekania dotyczyły dróg. Francuski jezuita i osobisty nauczyciel Kazimierza Nestora Sapiehy, Hubert Vautrin tak pisał na ten temat w swoich „Obserwacjach z Polski”:

Na drogach woźnica zaledwie widzi konie poprzez tumany kurzu, zatrzymywany ustawicznie w głębokich, lotnych piaskach albo w gęstym błocie. Gdy słońce pali, nie znajdziecie czystej wody dla ugaszenia pragnienia.

Na aspekt braku czystej wody zwracał uwagę wspomniany na początku Harring, który w jednej z wsi poprosił o szklankę wody. Wiejska kobieta zaprowadziła go do studni, z której…

Dobywał się fetor żółtej posoki, ściekającej po spleśniałych grzybach pokrywających glinianą cembrowinę.

Vautrin pisał również o jakości dróg:

Ziemia jest bardzo tłusta, drogi nie są budowane i nigdy się ich nie poprawia.

Z kolei ta z Warszawy do Krakowa miała być:

Pełna jest ogromnych dziur oraz korzeni i pni drzew, które znajdują się tam, gdzie je umieściła natura, a administracji nie wpada na myśl je usunąć.

Pałac Krasińskich w Warszawie. Obraz Canaletta

Po dojechaniu już do jakiegoś konkretnego celu, np. Warszawy, podróżnych uderzały przede wszystkim olbrzymie kontrasty. Z jednej strony dostrzegano przepych magnaterii. Zwracano uwagę, że po polskiej stolicy porusza się kilkukrotnie więcej karet niż np. w Berlinie. Z drugiej widziano, że zwykli mieszkańcy żyją bardzo biednie, gnieżdżąc się w małych mieszkankach. Szczególnie rzucała się w oczy różnica między szlachcicem a chłopem. Vaurtin pisał:

Szlachcic odznacza się jasną cerą pulchnymi policzkami, otwartym spojrzeniem. Wąsy źle maskują łagodny wygląd jego twarzy. Cechuje go gwałtowność ruchów, bystrość w pojmowaniu. Chłop ma wygląd ponury, cerę prawie czarną od słońca, twarz wychudłą, głęboko osadzone oczy unikające ludzkiego wzroku.

Na początku XIX w. równie źle postrzegał chłopów Anglik George Burnett:

Polski chłop jest niskiej postury i wygląda, jakby przedwcześnie przestał rosnąć. Ma małe szare oczka krótki nos, zazwyczaj nieco zadarty; włosy na ogół barwy zbliżonej do żółtej, choć czasami ciemniejsze; oblicze również żółtawe, jakby mocno opalone – co latem odpowiada stanowi faktycznemu. Sprawia wrażenie przygnębionego i otępiałego; chód ma ciężki i pozbawiony życia(…)

Kobiety wiejskie są na ogół bardzo niskie i krępe; twarze mają okrągłe, pełne i płaskie. Są wyjątkowo brudne i w ogóle niepociągające, stąd też trudno wyobrazić sobie większe brzydactwo w kobiecej postaci. Nigdy nie widziałem w młodych dziewczynach wiejskich – nawet czystych i schludnych – najmniejszego choćby cienia urody.

O polskich kobietach nie najlepiej wyrażał się również słynny awanturnik i uwodziciel Giacomo Casanova:

W ogóle kobiety są brzydkie w tych okolicach; piękności są tam cudami, a ładne – rzadkimi wyjątkami.

Przybywający do Rzeczpospolitej utyskiwali także na stan jej gospodarki. Gdy na początku lat 90. XVIII w. dwóch austriackich urzędników odwiedziło Kraków opisali go w następujący sposób:

Ta mała stolica mogłaby być wcale dobrze prosperującym ośrodkiem handlowym, gdyby Polska w sprawach handlowych pomyślała o zarządzeniach porządkowych oraz umiała nakłonić obcych kupców do odwiedzenia swego kraju. Ale dla potrzeb handlu nie posiada Kraków ani odpowiednich kupców, ani magazynów i składów z wyjątkiem składu wosku.

Irokezi Europy i ich kraj

„Biednych tych Irokezów będę się starał oswoić z cywilizacją europejską" – tak pisał o Polakach po I rozbiorze Rzeczpospolitej król Prus Fryderyk II Wielki. Bardzo blisko tych opinii był wówczas filozof i pisarz epoki oświecenia François-Marie Arouet, czyli Wolter. O panującym w polsko-litewskim państwie ustroju wyrażał się:

Najokropniejszy rząd o jakimkolwiek historia wzmiankowała. To starożytny rząd feudalny w całej swojej ohydzie.

Ponadto francuski filozof uważał, że rządy w Polsce są skrzyżowaniem władzy „Franków, Moskali i Hunów”. Natomiast w liście z 1739 r. do późniejszego ministra spraw zagranicznych Francji René Louisa de Voyer de Paulmy d’Argensona pisał:

Czymżeż jest kraj, w którym szlachta jest bezkarna, król zerem, lud zbydlęcony niewolą, a jedynym sposobem zarabiania pieniędzy sprzedawanie głosów.

Polonez pod gołym niebem. Obraz Kornela Szlegela

Wolter był miłośnikiem władców oświeconych Fryderyka Wielkiego i Katarzyny II (tutaj może na wyrost). Wierzył, że „opieka” rosyjskiej carycy zapewni w Rzeczpospolitej porządek i tolerancję. Być może także za szerzenie tej propagandy nie wzgardził groszem od władczyni Rosji, jednak wiedza o Polsce i Litwie tego powszechnie szanownego myśliciela była mocno ograniczona i opierała się na pogłoskach oraz obiegowych opiniach. Lecz Wolter wcale nie należały do wyjątków. Monteskiusz w „Listach Perskich" z 1721 r. wraził się tak:

Oto historie Północy, między innymi Polski, która tak zły czyni użytek ze swej wolności i z prawa obioru królów: rzekłbyś, iż chce pocieszyć sąsiadujące z nią ludy, które straciły i jedno, i drugie.

Wydawałoby się, że kto jak kto, ale Monteskiusz ze swoją pochwałą republikanizmu powinien być miłośnikiem ustroju Rzeczpospolitej. Nic bardziej mylnego. W jego najważniejszym dziele „O duchu praw” z 1743 r. znajdziemy taki passus:

Im bardziej  arystokracja zbliża się do demokracji, tym jest doskonalsza; coraz mniej doskonała zaś, w miarę jak zbliża się do monarchii. Najmniej doskonała arystokracja jest ta, gdzie część ludu, która słucha, znajduje się w niewoli cywilnej u tej, która rozkazuje, jak w arystokracji polskiej, gdzie chłopi są niewolnikami szlachty.

W dalszej części filozof opisywał Rzeczpospolitą jako państwo bez celu, z fatalną polityką gospodarczą, ciemne i zacofane. Co ciekawe, dzieło to spotkało się z pozytywnym odbiorem w Polsce i inspiracją dla obozu reform. W Europie jednakże negatywne opinie o Polsce trudno było przebić. W wielu kręgach narastało poczucie, że tym „europejskim bólem głowy" ktoś powinien się w końcu zająć, skoro sami Polacy nie są do tego zdolni.

Dobrze o Rzeczpospolitej

Niestety, do wyjątków można zaliczyć pozytywne opnie o XVIII-wiecznej Rzeczpospolitej. Do nich można zaliczyć „Uwagi o rządzie polskim” Jana Jakuba Rousseau, który jednak bardziej doceniał samą koncepcję ustroju polsko-litewskiego państwa niż to co się z nią stało później.

U krytyków Polski pokroju Woltera można z kolei znaleźć pochwałę działań króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, starającego zaprowadzić w swoim królestwie „cywilizację europejską”. Tym gorzej odczytano rzekomą próbę zamachu na niego dokonaną przez konfederatów barskich w 1771 r. Wówczas pojawiły się nawet w europejskiej prasie specjalne broszurki poświęcone państwu polsko-litewskiemu, bynajmniej nie chwalące niedoszłych królobójców „dzikusów Sarmatów".

Podziw dla dokonań Stanisława Augusta podzielali również ci, którzy Rzeczpospolitą odwiedzili. Kierownik berlińskiego obserwatorium astronomicznego Johann Bernoulli w czasie swojej wizyty w Warszawie pod koniec lat 70. był pełen uznania wobec Szkoły Rycerskiej:

Ów zakład naukowy wychowujący polską młodzież szlachecką jest jedną z najpoczytniejszych i godnych szczególnej pamięci instytucji, jakie ustanowił Stanisław August.

Opinie o Rzeczpospolitej wyraźnie zmieniły się na korzyść w okresie reform Sejmu Wielkiego, szczególnie w Anglii czy rewolucyjnej Francji. Późniejsza walka o wolność także poprawiła notowania Polski i Polaków na europejskich salonach. Jednak, gdy w czasach napoleońskich wojskom francuskim przyszło wkroczyć na ziemie polskie, to wielu z nich doznało szoku. Nie jeden z francuskich gwardzistów mógł wtedy zakrzyknąć: „I to nazywają Polacy ojczyzną?”





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA