cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Zjednoczona Europa, ale jaka?

Antoni Bzowski, 26.02.2021

Symbol Unii Europejskiej w stanie, w jakim znajduje się obecnie Wspólnota (foto: pixabay.com)

Wraz z nadejściem kolejnego kryzysu, który dotyka Unię Europejską coraz silniej forsowane są pomysły ściślejszej integracji. Podobne rozwiązania pod koniec XVIII wieku doprowadziły w Stanach Zjednoczonych do przyspieszenia procesów centralizacyjnych. Czy po którymś szczycie Rady Europejskiej możemy obudzić się w federacyjnej Europie i czy jesteśmy na to gotowi?

Federalizacja albo śmierć?

Polska szczyci się jednym z najwyższych wskaźników euroentuzjazmu. Jednak to, że w naszym kraju jest zdecydowanie więcej zwolenników członkostwa Polski w Unii Europejskiej niż przeciwników może się szybko zmienić. Spory UE z polskim rządem czy próby wzmocnienia integracji europejskiej są wykorzystywane w wojnie polsko-polskiej i tylko czekać na momenty, gdy strumień euro z Brukseli się skończy i dzisiejsza antyunijna retoryka zbierze swoje obfite żniwo. Jednocześnie nie jest tajemnicą, że we wszystkich państwach Wspólnoty rośnie grupa wyborców antyunijnych, którzy najchętniej wypisaliby swój kraj z tej organizacji. Przed Polska mogą zatem niedługo stanąć trzy opcje: udział w federalizacji Unii, jej rozpadzie lub samotne wyjście Polski.

To czy te dwa ostatnie warianty będą brane na poważne zależy w znacznej mierze od tego, jak Londyn wyjdzie na swoim brexicie. Ale nawet jeśli wyszedłby znakomicie, to należy pamiętać, że Polska nie jest wyspą leżącą daleko od groźnych mocarstw, nie ma londyńskiego City, a złotówka to nie funt szterling. Nikt też z tych, którzy już dziś zgłaszają pomysł polexitu nie powiedział, jak to nasze życie poza Unią miałoby wyglądać. Państwem naszego regionu, które nie jest w Unii, a jednocześnie jest prozachodnie jest Ukraina. I jej sytuacja pod wieloma względami nie jest do pozazdroszczenia.

XVI-wieczna alegoria Europy

Niektórzy pewnie marzą, by być bastionem USA w Europie. Tyle tylko, że Waszyngton wcale nie musi być tym zainteresowany. Zwłaszcza, że Europa Wschodnia nie jest dla niej najważniejszym kierunkiem. Bardziej możliwe, że obok zintegrowanej francusko-niemieckiej europejskiej federacji będzie istnieć środkowoeuropejski bufor-rynek zbytu, który z powodu bycia biedniejszym, poza najważniejszą europejską strukturą zlepkiem państw nie jest w stanie stać się dla niego przeciwwagą.

W odpowiedzi na to ktoś może powiedzieć, że można z tego zlepka państw zbudować blok Międzymorza. Ale, żeby to miałoby jakikolwiek sens, to Polska musiałaby najpierw wpakować w to kosmiczne pieniądze, zwielokrotnić wydatki na armię, by zapewnić temu tworowi bezpieczeństwo, jednocześnie zwiększyć ilość inwestycji w krajach tego bloku, by je przyciągnąć i utrzymać przy sobie, przy okazji pokonując konkurencję z UE, a zwłaszcza z Niemiec. Śmiem twierdzić, że na taki wysiłek państwa polskiego po prostu nie stać.

Opcja rozpadu Unii Europejskiej również nie wydaje się atrakcyjna. Należy sobie przede wszystkim zdać sprawę, że totalny rozpad UE jest mało prawdopodobny. Spora część prawodawstwa państw Unii jest jednolita. Jest też wielu beneficjentów istnienia Wspólnoty: od szeroko pojętych unijnych biurokratów po przedsiębiorców korzystających z wolnego rynku. Prędzej już Unia się podzieli na grupy, które integrują się ściślej i te które pozostaną na etapie jednolitego rynku. Do takich rozwiązań mogą pchnąć również różnice kulturowe. Z dużym odsetkiem imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu kraje Europy Zachodniej będą zmagać się z innymi problemami i zwracać uwagę na inne sprawy niż wolne od tego kłopotów państwa Europy Wschodniej. Taki podział Europy na dwie i więcej prędkości, spowoduje, że starzejący się kontynent straci już jakąkolwiek szansę na utrzymanie swej pozycji cywilizacyjnego centrum, a państwa, które znajdą się poza grupą najważniejszych mogą być narażone na popadnięcie w zależności od globalnych potęg lub być miejscem ich rywalizacji.

Hamiltonowski moment

A czy może zostać tak jak jest? Stan obecny to także opcja rozpadu, tylko że rozłożona w czasie. Przy narastających sprzecznościach i rywalizacji pozaeuropejskich mocarstw niemrawe i często nieskuteczne struktury unijne mogą zostać w pewnym momencie pozostawione same sobie. Wobec obstrukcji będą poszukiwane inne formy rozwiązania problemów. Obecnie próbuje się pozatraktatowo wzmocnić kompetencje organów unijnych, choć równie częste są przykłady, chociażby lekceważenia wyroków Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Jeżeli wygra ta druga tendencja, to w pewnym momencie okazać się może, że Unia Europejska jest fikcją, reanimowaną tylko ad hoc - kiedy jest potrzebna. Jeżeli zwycięży ta pierwsza opcja, to Wspólnota może, przynajmniej dla części krajów członkowskich, przekształcić się w federację. Dla zwykłych ludzi ten moment może nadejść niepostrzeżenie. Gdy w 1870 roku powstawało Cesarstwo Niemieckie, to tworzące je królestwa i księstwa zachowały wszystkie swoje kompetencje: rządy, ministerstwa, a nawet przedstawicielstwa dyplomatyczne. Niby nic się nie zmieniło, a tak naprawdę zmieniło się wszystko. Prusy, Bawaria czy Saksonia oddały nowo powstałym organom wspólnego państwa kompetencje do pozbawienia ich suwerenności, co w istocie po kilkudziesięciu latach się stało.

Aleksander Hamilton na obrazie Johna Trumbulla

W praktyce unijnej mogłoby to oznaczać, że np. Komisja Europejska lub Parlament decydowałyby, czy państwa członkowskie posiadają własne rządy i parlamenty, czy też nie. Przyznanie jednak tak poważnej kompetencji nie mogłoby się odbyć bez zmiany traktatów lub zawarcia osobnego dla zainteresowanych tym państw. Dziś się na to nie zapowiada, ale konieczność spłaty wspólnego długu, który zaciągnięto na założenie Funduszu Odbudowy i Rozwoju do walki z popandemicznych kryzysem może do tego skłonić. Wystarczy, że część państw solennie wywiąże się ze swego zobowiązania, a część nie. To wzmocni tendencję, by tych niepłacących odciąć od siebie lub wzmożyć naciski pozatraktatowe, które będą wymuszały posłuszeństwo.

Zaciągnięcie wspólnego długu UE często określa się mianem „momentu hamiltonowskiego”. Jest to nawiązanie do jednego z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych, sekretarza stanu Alexandra Hamiltona, który zaproponował w 1790 roku uwspólnotowienie długu poszczególnych stanów i rozszerzenie kompetencji rządu federalnego, przez uzyskanie prawa do nakładania podatków. To był krok milowy do stworzenia USA, jaką dzisiaj znamy. Nietrudno zauważyć, że dziś Unia znalazła się w analogicznej sytuacji. Z tym, że 27 państw Unii są ciągle na różnym poziomie rozwoju. Istnieją spore rozbieżności, co do podejścia do polityki klimatycznej czy spraw światopoglądowych. Jednocześnie interesy państw mniejszych lub przyjętych po 2004 roku są często pomijane. By się o tym przekonać wystarczy spojrzeć na rozdział stanowisk w unijnej administracji. Tworzenie w tej sytuacji jednolitego europejskiego superpaństwa wyłącznie według wymagań i interesów największych potęg kontynentu – Francji i Niemiec - to wręcz zmuszanie wielu państw do wyjścia z tej struktury.

Polskie pomysły

Wizja Europy Ojczyzn, którą łączy jedynie wspólny rynek i którą mieli na myśli ojcowie założyciele Wspólnoty Europejskiej się wypala, jeśli już się nie wypaliła. Z kolei wizja jednolitego superpaństwa jest dla nas szkodliwa i nie do zaakceptowania. Być może zatem niedługo przyjdzie czas, by wymyślić Polskę w UE na nowo. Konstytucja RP zobowiązuje do przestrzegania wiążących umów międzynarodowych, a Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że w wypadku kolizji prawa unijnego z normą konstytucyjną dostępne są dla naszych władz dwie opcje: albo zmienić Konstytucję, albo wyjść z UE. Ten ostatni wentyl bezpieczeństwa będzie mógł istnieć w strukturach przyszłej federacji (tak było np. w ZSRR). Pytanie tylko co nam się będzie bardziej opłacać?

Wojciech Bogumił Jastrzębowski

Odpowiedź na to pytanie wiąże się jednak z innym pytaniem, jaka byłaby ta federacyjna Europa? W polskiej historii pojawiały się różne pomysły uczestnictwa Polski w europejskiej integracji. Hugo Kołłątaj zapowiadał stworzenie napoleońskiego imperium zachodniego, w którym nie będzie granic, ceł, prawo będzie jednolite, będzie wspólny pieniądz i swobodny przepływ towarów. I poza tym, że w takim związku przewidywał prymat Francji, to trzeba przyznać, że jego wizja się spełniła. 

Jedną z najdalej idących koncepcji wysunął powstaniec listopadowy Wojciech Bogumił Jastrzębowski w 1831 roku. W swojej „Konstytucji dla Europy” postulował likwidację państw, a wyznacznikiem narodowości miałby stać się wyłącznie język. Prawo europejskie wydawane przez Kongres Europejski miało zapewniać równość obywateli, tolerancje i pokój. W rezultacie realizacji takiego projektu Polska by nie istniała, ale istnieliby Polacy jako grupa osób mówiących po polsku.

Zupełnie inaczej koncypował książę Adam Jerzy Czartoryski. Już w 1803 roku jako rosyjski minister spraw zagranicznych przedstawił carowi Aleksandrowi I wizję zjednoczonej Europy jako zespołu federacji, na który składałyby się federacja francuska (Francja z Belgią i Hiszpanią), federacja ludów słowiańskich, federacja niemiecka z Holandią i Szwajcarią, ale bez Prus i Austrii oraz federacja państw włoskich. W podobnym kierunku szły koncepcje Zygmunta Gordaszewskiego i Stefana Buszczyńskiego. Nietrudno tu nie dostrzec echów idei zjednoczonej Europy Ottona III, na którą składałyby się Słowiańszczyzna, Germania, Italia i Galia.

Dla wielu zachodnioeuropejskich ideologów najbardziej zachęcająca może się wydawać wizja Jastrzębowskiego – Europy bez państw z Europejczykami różniącymi się między sobą jedynie językiem „domowym”. Jednocześnie jest to senny koszmar wielu dzisiejszych, a nie tych przyszłych Europejczyków. Forsowanie tej wizji przyniesie jedynie skutek odwrotny od zamierzonego i da paliwo dla ruchów nacjonalistycznych, co pogłębi tylko podziały i obniży potencjał zjednoczonej Europy.

Z kolei dla Europy Środkowej i Wschodniej o wiele bardziej możliwa do zaakceptowania jest wizja zespołu federacji w stylu myśli Czartoryskiego. Polska, a ostatnio coraz częściej również Litwa ma dobrą pamięć po I Rzeczpospolitej. Wielu w regionie przyjemnie też wspomina wielką monarchię austro-węgierską. Obydwa podmioty szanowały różnorodność kulturową i narodowościową, a nacjom dopuszczonym do współrządzenia umożliwiły realizację ambicji w polityce zagranicznej. Na tych podstawach łatwiej byłoby się ściślej zintegrować. I analogicznie ściślejsza integracja może dotyczyć np. Skandynawii, Beneluxu czy krajów śródziemnomorskich, a wszystkie te małe federacje mogą tworzyć wielką federację europejską.

Przyjmując nawet wariant, że przyszła federacyjna Europa w swoim akcie konstytucyjnym nie będzie przewidywać takiej złożoności, tylko na wzór szwajcarski pozostawi swoim członkom szerokie kompetencje, to można się spodziewać, że takie tendencje, by w ramach federacji europejskiej powstawały podfederacje będzie czymś naturalnym. Już przecież widać, uzgadnianie stanowisk przed europejskimi szczytami przez państwa sobie bliskie (np. Benelux, V4) jest standardem. Dzięki temu bowiem kraje mniejsze mogą równoważyć wpływy tych większych i walczyć o uwzględnienie swoich interesów w tworzonym prawie.

Z jednej strony gra się toczy o to, by Unia Europejska była strukturą sprawniejszą, która w globalnej rozgrywce nadal się liczy. Ale by tak się stało nieodzownym jest wzmocnienie organów unijnych. Z drugiej strony, w interesie Polski jest by nie odbyło się to kosztem utraty podmiotowości, a wręcz przeciwnie pomogło realizować narodowe ambicje. Natomiast forsowanie wizji jednolitej Europy, regulującej wszystkie sfery życia to najlepszy przepis na jej ostateczny upadek.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA