cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Ziemiaństwo to coś lepszego?

Jakub Wojas, 19.07.2020

Rodzina Radziwiłłów przed swoim pałacem w Nieborowie

Anna Mieszczanek w swojej książce „Przedwojenni. Zawsze był jakiś dwór. Historia ziemian” zabiera nas w podróż do świata, którego już nie ma: majątków ziemskich, dworów i wybiegających z nich panienek. Tylko czy ten obraz jest prawdziwy?

Świat ziemiaństwa jest dziś czymś w rodzaju polskiej Atlantydy. Po 1944 roku rzeczywistość ta została kompletnie zmieciona z powierzchni ziemi. Jedynie nieliczne resztówki dawnych majątków przypominały o tym, że coś takiego jak ziemiaństwo nie tak przecież dawno istniało. Dzięki literaturze, a także filmom ziemiaństwo doczekało się swego mitu – sielskości, wspaniałości tej warstwy i tego całego świata, który przecież tak brutalnie został zniszczony. Malarz, syn ziemianina Franciszek Starowieyski twierdził nawet, że ten świat był idealny, a przez to, że był idealny nie mógł ulec wewnętrznej destrukcji, lecz tylko zewnętrznemu unicestwieniu.

Więcej na temat ziemiaństwa można znaleźć w książce
Przedwojenni. Zawsze był jakiś dwór. Historia ziemian

I ten właśnie idealny świat poprzez dzieje kilku ziemiańskich rodzin próbuje nam przedstawić Anna Mieszczanek. Książka jest utrzymana w konwencji gawędy szlacheckiej, lekkiej opowieści pełnej dygresji i ciekawostek, co akurat mnie za bardzo nie porwało. Wkradło się także kilka błędów dotyczących np. wydarzeń historycznych, jak okoliczności powstania 1. Pułku Ułanów Krechowieckich czy ocen opisów ze wspomnień mieszkańców dworów (grupę wyższych oficjalistów utożsamiono z chłopami ze wsi i folwarku).

Niemniej ukazane tu losy ziemian same w sobie są interesujące. Można się np. dowiedzieć jak powstawały „Noce i dnie” Marii Dąbrowskiej; gdzie swoją młodość spędził współtwórca Kabaretu Starszych Panów Jeremi Przybora czy jak sobie radziła w Polsce amerykańska żona księcia Pawła Sapiehy. Obraz jaki wyłania się z tych opowieści jest idylliczny. Jest to lepszy świat, który został brutalnie zniszczony przez czerwony najazd. Ziemianie są tu nie tylko zwykłymi właścicielami ogromnych dóbr, ale również mecenasami muzyków i malarzy, kolekcjonerami sztuki, patriotami broniącymi ojczyzny czy wreszcie dobroczyńcami okolicznej ludności. Jest obraz jak najbardziej prawdziwy. Podobnie jak prawdziwe są pojawiające się w książce zapewnienia Zdzisława Morawskiego wychowanego w pałacu w Małej Wsi o surowym wychowaniu w dzieciństwie, jakiemu był poddawany wraz z rodzeństwem, by nie czuł się lepszy od innych.

Tak, to wszystko prawda, ale była też druga strona medalu. Wystarczy sięgnąć do literatury polskiej, książek Bolesława Prusa czy Stefana Żeromskiego, by zauważyć, że ziemiaństwo, mimo swego patriotyzmu i wielu innych czynionych chwalebnych rzeczy, cechowało niejednokrotnie próżniactwo. Punktował to dobrze pochodzący z dworu Witold Gombrowicz, dodając do tego odklejenie ziemian od rzeczywistości, dziwactwo czy miejscami wręcz betonowy konserwatyzm. Podobnie z tym wychowaniem dzieci. Być może nawet większość ziemian wychowywała swoje dzieci bez poczucia wyższości z przepojeniem wartościami patriotycznymi i obowiązkami wobec lokalnej społeczności. Ale to nie było w żaden sposób równoznaczne, że istniało poczucie równość między mieszkańcami dworu a mieszkańcami wsi. Do służby można było mówić per „pani” lub „pan”, ale to nie oznaczało, że córka służącej pani Marysi mogła wyjść za mąż za panicza Jana ze dworu. Ba! Samo wejście chłopa do dworskiego salonu było nie do pomyślenia.

Brak ukazania w książce wad tej grupy społecznej, jej słabości, czasem śmieszności, wykpiwanej często nie tylko przez Gombrowicza, ale też Skamandrytów czy międzywojennych publicystów powoduje, że ten obraz z książki Przedwojenni nie jest tak atrakcyjny jakby mógł być. Atrakcyjny, bowiem dla mnie nie ma wątpliwości, że ostateczny bilans zawsze wyjdzie na korzyść ziemian. Świat ziemiaństwa jest czymś lepszym, wspanialszym i o wiele bardziej wartościowym od dzisiejszych elit nowobogackich. Komunistyczny postulat likwidacji ziemiaństwa czy szerzej całej grupy burżuazji był nie tylko brutalnie realizowaną utopią, ale też wywyższył do grupy uprzywilejowanych tych, którzy nie tylko nie mieli do tego żadnego przygotowania, żadnych predyspozycji by tam być. Grupa ludzi „tych na górze” będzie zawsze, a dla społeczeństwa powinno być najważniejsze, by nie były to osoby przypadkowe, a cała ta warstwa kierowała się jakimiś wartościami. Rewolucja bolszewicka postanowiła jednak inaczej ułożyć te stosunki.

Dwór Tetmajerów w Łopusznej, lata 20.

Z opowieści ukazanych w książce Przedwojenni można jednak wychwycić coś pocieszającego. Mimo katastrofy komunistycznej wielu ludzi, którzy wyrośli w ziemiańskich dworach przeniosło wartości tej warstwy dalej. Doprawdy trudno sobie wyobrazić, by Kabaret Starszych Panów uzyskałby taki kształt, gdyby nie młodzieńcze doświadczenia Jeremiego Przybory z rodzinnego majątku z Miedzynia koło Bydgoszczy czy z pałacu w Szczorsach, gdzie młody Jeremi był korepetytorem. Dzięki takim ludziom komunistyczna propaganda na temat klasy próżniaczej nigdy nie zyskała powszechnego poklasku. Wręcz przeciwnie – w społeczeństwie pojawiła się tęsknota za lepszym światem, którego już nie ma. Uległ niej sam Jeremi Przybora. W przywoływanych w książce wspomnieniach pisał:

I gdyby świat nie stał się zwariowanym światem Stalinów i Hitlerów, mogliby – podobnie jak w przedwojennej Polsce nieliczni Rosjanie, liczni na Ukrainie i Białorusi Polacy – zachować  choćby częściowo swój stan posiadania. Ale wbrew dziejowemu zdrowemu rozsądkowi wkrótce już miało nastąpić bezprecedensowe na taką skalę i definitywne (?) przesunięcie na zachód – niby szafy z trzydziestomilionowym narodem – państwa polskiego.

Anna Mieszczanek zwraca uwagę na znak zapytania, jaki postawił przy słowie „definitywne” twórca Kabaretu Starszych Panów. Czy wyroki historii są odwracalne? W kwestii granic nic nie zapowiada kolejnych przesunięć. Ale czy możliwe jest otworzenie ziemiaństwa? Oby, bo to oznacza powrót do pewnych wartości i stylu życia, do którego Polacy instynktownie przecież dążą, chociażby budując pod miastem domy z kolumienkami czy poszukując herbów u bliższych lub dalszych przodków. Bo ziemiaństwo to mimo wszystko coś lepszego.

Artykuł inspirowany książką Anny Mieszczanek Przedwojenni. Zawsze był jakiś dwór. Historie ziemian





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA