cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Ziemiaństwo, czyli świat w zupełnie lepszym stylu

Krystian Skąpski, 18.07.2020

Mikołaj Nowina-Konopka wita przed swoim dworem w Modlicy pod Krakowem ułanów z 7. Pułku Ułanów Lubelskich, październik 1933 r.

W okresie PRLu wokół ziemiaństwa narosło wiele szkodliwych mitów – krwiopijcy, ciemiężący wynędzniałych chłopów, dbający jedynie o pomnażanie majątku i wielkopańskie zabawy. Tymczasem ziemiaństwo wraz z całą swoją kulturą wyrażało to co w polskim społeczeństwie najlepsze i życzyłbym sobie, żeby obecna klasa najbogatszych posiadała jej cechy.

Każdy mógł być ziemianinem

Na początek warto sobie wyjaśnić pewne kwestie definicyjne. Ziemiaństwo odnosi się często do warstwy wielkich posiadaczy ziemskich. Ta wielkość jest zazwyczaj liczona od 50 ha wzwyż. Limit taki został określony w reformie rolnej z 1944 roku, ale przy opisie samego ziemiaństwa nie jest aż tak ważna wielkość czy nawet własność majątku, co prowadzenie określonego stylu życia - przebywania na wsi i gospodarowania majątkiem ziemskim. Gospodarowania, niekoniecznie własności, bowiem wiele dóbr ziemskich było administrowanych przez różnego rodzaju oficjalistów lub znajdowało się w dzierżawie. Ów rządca czy dzierżawca miał często więcej wspólnego z ziemiańskim stylem życia, niż żyjący gdzieś w mieście właściciel majątku.

Centrum życia ziemiańskiego był dwór – wedle polskiego archetypu drewniany, pobielony z gankiem z kolumienkami. Niekoniecznie jednak ziemiaństwo było grupą tożsamą ze szlachtą. Jeszcze w czasach I RP tak rzeczywiście było, ale już od połowy XIX wieku dawne majątki szlacheckie przejmowały osoby, które wywodziły się z gminu. Ten proces przyspieszył zwłaszcza po powstaniu styczniowym. Klęska zrywu doprowadziła do pauperyzacji wielu herbowych rodzin. Z kolei w dobie rewolucji przemysłowej kariery zaczęły robić osoby spoza szlachty. Jednak nawet dla nich szlachta stanowiła pewien wzorzec. Marzeniem zdecydowanej większości dorobkiewiczów był właśnie dwór na wsi. Kupowali oni zatem majątki ziemskie i próbowali naśladować szlachecki styl życia.

Rządca Edward Tomaszewski na tle dworu w Moniakach, 1939 r.

W tym wypadku obyczajowość okazała się ważniejsza od pochodzenia społecznego. To ona towarzyszyła polskiemu ziemiaństwu i to ona rzeczywiście była przedłużeniem tradycji szlacheckich – celebracji życia wiejskiego, rozrywek szlacheckich, ale również szlacheckich obowiązków, jak obrona ojczyzny czy opieka nad okoliczną ludnością. Ziemiaństwo nieherbowe było początkowo przyjmowane z rezerwą przez herbowych sąsiadów, ale po pewnym czasie grupy te zaczęły się przenikać i już na przełomie XIX i XX wieku można mówić o współcześnie rozumianym pojęciu ziemiaństwa – grupy niejednorodnej pod względem pochodzenia stanowego, ale kontynuujące przedrozbiorowe tradycje szlachty polskiej.

Przy okazji warto dodać, że drugą analogiczną pod względem społecznym grupą, kontynuującą tradycje szlachty polskiej, ale z wyłączeniem elementu posiadania majątku ziemskiego była inteligencja. Obydwie warstwy zarówno ze sobą się przenikały, jak i rywalizowały o rząd dusz w Polsce. Inteligencja skupiająca osoby wykształcone, czujące odpowiedzialność za kształtowanie spraw społecznych i państwowych, jako warstwa biedniejsza była bardziej postępowa, skłonna do rewolucji czy eksperymentów. Ziemiaństwo, mające więcej do stracenia na takich działaniach, było zachowawcze, konserwatywne i idące na kompromis. Oczywiście nie jest to podział ostry, ale pokazuje ważną linię społecznych podziałów w Rzeczypospolitej.

Zobacz także:

Jakiej rewolucji społecznej dokonało na ziemiach polskich powstanie styczniowe

Ziemiaństwo siłą rzeczy było grupą niewielką i zdecydowanie mniejszą od inteligencji. Łatwiej było bowiem zdobyć wykształcenie niż majątek ziemski. Szlachta z kolei częściej traciła rodowe dobra niż pozyskiwała nowe. Doliczając do ziemian wszystkich, którzy prowadzili ziemiański styl życia, ale niekoniecznie byli właścicielami majątków, to klasę tę na początku XX wieku należy szacować na ok. 2-3 proc. ówczesnego społeczeństwa. To oni jednak byli właścicielami zdecydowanej większości gruntów. W II RP przystąpiono zatem do reformy rolnej. Uchwalona w 1925 roku ustawa przewidywała cywilizowane warunki parcelacji - z wykupem i odszkodowaniem. I to właśnie przed wojną rozparcelowano więcej ziemi niż w okresie powojennym. Reforma z 1944 roku nie dość, że była bandycką grabieżą, to za jej sprawą wcale nie zmalała, ale zwiększyła się liczba gospodarstw małorolnych, a aż 2/3 rozparcelowanej ziem przejął Skarb Państwa.

Powolny zmierzch

Złoty czas ziemiaństwa to jednak nie międzywojnie, lecz okres przed I wojną światową. Był to ostatni moment, gdy w Europie dominowały monarchie. Polskie rody (w tym te litewsko-ruskie) pełniły wtedy naczelną rolę społeczną, utrzymywaną zwłaszcza dzięki potężnym zasobom majątkowym. W Galicji sojusz z tronem wiedeńskim pozwolił im uzyskać decydujący wpływ na bieg spraw nie tylko w prowincji, ale i niekiedy w całej Austrii. W Rosji pozycję ziemiaństwa budowały ogromne majątki, zwłaszcza te na Ukrainie, gdzie Polacy dominowali w przemyśle cukrowniczym. Wielka Wojna, a następnie rewolucja bolszewicka wszystko jednak zmieniła. Wiele rodzin dramatycznie zbiedniało, a w konsekwencji musiało pożegnać się ze swoją uprzywilejowaną pozycją. W II RP warstwa szeroko pojętego ziemiaństwa nie sięgała już nawet 2 proc. społeczeństwa, a w kolejnych latach grupa ta tylko się kurczyła i traciła na znaczeniu.

Więcej na temat ziemiaństwa można znaleźć w książce
Przedwojenni. Zawsze był jakiś dwór. Historia ziemian

Anna Mieszczanek w książce Przedwojenni. Zawsze był jakiś dwór. Historie ziemian przybliża m.in. historie rodziny Jaxa-Małachowskich, żyjącej przed 1917 roku na dawnych Dzikich Polach w okolicach Odessy. Tu byli właścicielami olejarni, fabryki, ziemi. Rewolucja pozbawiła ich wszystkiego. Do II RP przybyli dopiero w 1920 roku przez Bułgarię. W kraju czekało ich twarde zderzenie z rzeczywistością. Na Ukrainie mieli ogromny dom ze służbą. Tu wyprzedawali resztki biżuterii, mieszkali kątem u rodziny i podejmowali się nisko płatnych zawodów, jak buchalter czy bona we dworze.

W przedwojennej Polsce ziemiaństwo było pamiątką z przeszłości lub jak twierdzi Rafał Smoczyński i Tomasz Zarycki, totem inteligenckim - ikoniczną wersją ideału Polaka – mieszkającego we dworze przepełnionym wartościami. Antoni Słonimski twierdził, że ten kto nie spędził wakacji w polskim dworze, ten nie wie, co to wakacje. Podobne opinie wyrażał Julian Wieniawski pod koniec XIX wieku:

Czy może być szczęśliwsze stworzenie na świecie od obywatela wiejskiego? Mieszka sobie we własnym dworze, sam jeden, jak jaki król albo prezydent republik (...) nie zna co to płacić komorne, nie wie, co to znosić niewygody sąsiednich lokatorów, brzęczenie fortepianu, tupanie w karnawał, suszenie bielizny na wspólnej górze, zatargi ze sługami etc. Nie zna taki szczęśliwiec, co to zimno albo gorąco. W piecach pali, ile chce, bo ma las za darmo (...) w lecie drzewa cień mu dają i nie ma rozpalonego bruku (...) a jaki wikt ma (...) to palce lizać i tyle. Same frykasy (...) zwierzyna swoja, ryby swoje (...) najświeższe jarzyny (...) owoce prosto z drzewa, wszystko mu w gębę leci!

Do takiego właśnie modelu życia lgnęło wielu dorobkiewiczów, co miało absolutnie pozytywny skutki. Stare ziemiaństwo jako wciąż żywa warstwa mogła przekazywać dalej swój etos. Nie było to czcze gadanie. Dwór był nie tylko nośnikiem polskości, ale też obowiązków wobec ludu.

Ziemiańskie obowiązki

Anna Mieszczanek przywołuje także historię Virgilii Sapiehy – amerykańskiej żony księcia Pawła Sapiehy. Virgilia niemal jak typowa american girl opisuje swoje wrażenia ze zderzenia kulturowego, jakiego doznała po przybyciu do postfeudalnej Polski. Ciekawie wygląda choćby rozmowa Amerykanki w czasie przejażdżki z hrabią Alfredem Potockim z Łańcuta:

Wie pani – zaczął – w Ameryce najbardziej wstrząsnęła mną rozbieżność między bogatymi i biednymi.

Nie mogłam uwierzyć, że dobrze go zrozumiałam.

- Rozbieżności? W Ameryce?

- Tak. Na przykład w Chicago. Pamiętam te przepiękne domy na jeziorem…a w pobliżu okropne dzielnice nędzy. Nie przypuszczam, żeby gdziekolwiek indziej na świecie istniały takie różnice.

Gdy to mówił, mijaliśmy truchtem kryte strzechą wiejskie chaty […] wyskoczył skądś nagle bosy staruszek, zdjął czapkę i złożył przed Alfredem głęboki ukłon.

- A to, co dzieje się tutaj? – zapytałam.

- O, to inna sprawa. Ponadto tutejsi mieszkańcy są bardzo dumni z zamku. Podnosimy poziom życia, rozumie pani.

- Zapewne czynicie to, zapewniając im mnóstwo pracy. Mimo wszystko jednak ta sytuacja przypomina mi nieco Marię Antoninę i jej zdanie o ciastkach.

Alfred zaśmiał się krótko.

- Zabawne – rzekł – Nigdy nie patrzyłem na to w taki sposób.

Zauważyłam, że nie chce wdawać się w dyskusję. Szczerze mówiąc, dzień był zbyt pogodny na to, by się spierać.

Alfred Potocki przed swoim zamkiem w Łańcucie, 1924 r.

We wspomnieniach Virgilii więcej jest takich sytuacji, gdy Amerykanka nie jest w stanie zrozumieć tego świata. Bo to był świat zupełnie w starym stylu – ukształtowany na wielowiekowych zasadach, którym ziemiaństwo hołduje. Jednocześnie jednak Virgillia, jako żona polskiego ziemianina, podejmuje się obowiązków przynależnych „paniom z dworów”. Działa m.in. w Komitecie Opieki nad Dziećmi i Młodzieżą. Obserwując inne ziemianki przyznawała:

Odkryłam, że wszystkie dokarmiają u siebie dzieci w wieku szkolnym, a starsza pani, która sprawiała wrażenie gadatliwej, przeznaczała połowę swych skromnych dochodów na ubrania i żywność dla włościan. Większość naszych sąsiadów, których majątki obejmowały znacznie więcej pól niż lasów i dlatego przynosiły bardzo niewielkie zyski, przez całe życie pomagała otaczającym ich ludziom. Stworzyli podstawy opieki społecznej w Polsce.

Ziemiaństwo było zatem tą grupą społeczną, która jako najbogatsza część społeczeństwa, z poczucia czystego obowiązku wobec ojczyzny i ludzi wspomagała państwo. Ziemianie byli nie tylko twórcami opieki społecznej, ale też prawodawcami, mecenasami i kolekcjonerami sztuki, a w czasie wojny wystawiali sfinansowane z własnej kiesy oddziały wojskowe. Oczywiście, ziemiaństwo funkcjonowało w świecie postfeudalnym, ale cywilizowana reforma rolna i stopniowa modernizacja z pewnością zmieniłaby charakter II RP. Ziemiaństwo z kolei poszerzające się o nową burżuazję przetrwałoby, być może już nie na zasadzie właścicieli ogromnych dóbr ziemskich, ale zakładów przemysłowych czy firm usługowych, którzy żyją w dworach, lecz co najważniejsze, utrzymują etos z poczucia obowiązku wobec ojczyzny i społeczeństwa. I choć ziemiaństwa już nie ma, to życzyłby sobie, by dzisiejsza grupa najbogatszych przyjęła jej etos.

Artykuł powstał m.in. w oparciu książkę Anna Mieszczanek Przedwojenni. Zawsze był jakiś dwór. Historie ziemian





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA