cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Zdanie, które obaliło komunizm

Krystian Skąpski, 04.06.2019

Fragment wyborczego plakatu Solidarności z 1989 r. (foto: Lukas Plewnia/Flickr/CC BY-SA 2.0)

Już się chyba na stałe utarło, że 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm i narodziła się III RP. I choć wybory 4 czerwca postrzegano jako istotne, to przekonanie, że to właśnie tego dnia stało się coś tak przełomowego nabrano, a może raczej zaczęto nabierać dopiero kilka miesięcy później i to za sprawą pewnej spontanicznej telewizyjnej deklaracji.

Powstanie III RP i II RP łączy to, że tak naprawdę trudno uchwycić datę, o której można powiedzieć to już ten dzień – nowego początku. W obydwu przypadkach mieliśmy do czynienia z procesami i konkurencja do miana owego dnia niepodległości zarówno w 1918, jak i 1989 była spora. Jeżeli chodzi o obecną Polskę, to prócz 4 czerwca za dzień narodzin III RP można wskazywać np. początek obrad Okrągłego Stołu (6 lutego), ich zakończenia (5 kwietnia), wybór rządu Tadeusza Mazowieckiego (12 września) czy zmiany nazwy państwa na Rzeczpospolita Polska (29 grudnia). Nic raczej jednak już nie zapowiada, by 4 czerwca jako nieformalne święto powtórnego odzyskania niepodległości zostało zdetronizowane. Śmiem twierdzić zarazem, że ta przewaga wynika z prostego wskazania doniosłości tego wydarzeni, jakiego dokonała Joanna Szczepkowska.

28 października 1989 roku ta wybitna aktorka została zaproszona do Dziennika Telewizyjnego na krótki wywiad dotyczący swojej kariery. Rozmowa z założenia nie miała zatem zahaczać o tematy polityczne, ale pani Szczepkowska miała zupełnie inny pomysł na to spotkanie. Jak wspominała to zdarzenie na łamach weekendowego dodatku do „Rzeczpospolitej”, „Plus Minus” z 2 czerwca 2016 roku:

...zaczęłam się zastanawiać, czy to nie byłby idealny moment i miejsce, żeby to po prostu powiedzieć. Żeby uświadomić nam wszystkim, że możemy mówić głośno rzeczy, o których kiedyś nawet nie śmielibyśmy pomyśleć (…) Myśmy sobie nie powiedzieli, że coś się skończyło. Myśmy sobie tego nie "odświętowali". I mnie to strasznie przeszkadzało. (…) Tylko idąc na ten "Dziennik" byłam przekonana, że to będzie na żywo. A na miejscu dowiedziała się pani, że będzie inaczej. I byłam mocno zaskoczona. Zwłaszcza że to nie była poranna pora, tylko tuż przed emisją, a jeszcze trzeba było zrobić makijaż i tak dalej. Idąc do studia, myślałam, że po prostu zrobię taką rewolucję z zaskoczenia. Bo z nikim wcześniej o tym nie rozmawiałam, z nikim z opozycji. Oni zaczęliby się wahać, pisać jakieś przemówienia, odezwy do narodu. A ja uważałam, że ten upadek komunizmu trzeba załatwić jednym prostym zdaniem.

Byłam więc absolutnie zaskoczona, że oni mnie proszą piętnaście minut wcześniej do studia i że tę rozmowę nagrywają. Oczywiście nie przyszło im do głowy, że ja będę chciała coś takiego powiedzieć. Chodziło tylko o to, żeby się zmieścić z wywiadem w dwóch minutach podczas emisji.

 

Początkowo Joanna Szczepkowska była przekonana, że „to nie pójdzie” i pozostanie gdzieś w archiwach telewizyjnych. A jednak! Cel jaki sobie postawiła aktorka na początku został w pełni osiągnięty. Zdanie wypowiedziane w Dzienniku Telewizyjny z 28 października 1989 roku wyznaczyło cenzurę w dziejach Polski. Było wskazaniem, że to właśnie 4 czerwca dokonał się przełom i to jest ten dzień, który jest dniem nowego początku.

Jednak o tym, że to 4 czerwca spośród wszystkich przełomowych dni jest najważniejszy zdecydowała autorytarnie pani Szczepkowska, a to wiązało się dla niej z określonymi konsekwencjami i to nie zawsze pozytywnymi. Pamiętajmy, że tamten czas był czasem przejścia, w którym nowe sąsiadowało z peerelowskim i nie wszyscy mieli przekonanie, że komunizm rzeczywiście się skończył. Wybory 4 czerwca były półwolne, w Sejmie dominowali PZPRowcy, a prezydentem został wybrany Wojciech Jaruzelski. W odpowiedzi na te zarzuty Joanna Szczepkowska odpowiadała, że komunizm się skończył, ale nie skończyli się komuniści.

Niemniej to za sprawą tej słynnej wypowiedzi w Dzienniku Telewizyjnym dziś trudno sobie wyobrazić świętowanie innego dnia jako początku naszej III RP. I choć początki tego państwa budzą u niektórych spore kontrowersje, to sama data pierwszych po II wojnie światowej wolnych wyborów do Senatu i częściowo wolnych do Sejmu powinna godzić wszystkich. Tego dnia to wyborcy, a nie politycy z jednej czy drugiej strony, powiedzieli w miażdżącej większości zdecydowane „nie” komunizmowi, PRLowi i sowieckim protektorom.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA