cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Zanim powstała Armia Krajowa. Zaskakujące początki polskiej konspiracji wojskowej II wojny światowej

Adam Stefan Lewandowski, 14.02.2018

Żołnierze polscy podczas obrony Warszawy w 1939 r.

„Cóż to za przywódca konspiracji, który rozpoczyna swe pierwsze kroki od tego, że upija się prawie do nieprzytomności” - skomentował w swojej książce „Kwatera 139. Opowieść o marszałku Rydzu-Śmigłym" moment przekazania rozkazu o utworzeniu podziemnej armii Cezary Leżeński. Kto miał się upić i dlaczego?

Walka będzie trwać

Jeszcze w drugiej połowie lat trzydziestych przy aprobacie Głównego Inspektora Sił Zbrojnych i Ministra Spraw Zagranicznych powołany został w Warszawie zespół oficerów słynnej "dwójki" (Oddział II SG WP) i urzędników Ministerstwa Spraw Zagranicznych, którzy utworzyli Komitet Siedmiu (K-7) z zadaniami dywersyjno-wywiadowczymi w sąsiednich krajach (w tym wypadku głównie w Czechosłowacji). Ośrodkiem tym kierował Wiktor Tomir-Drymmer. Podobną inicjatywą, wymierzoną w niemieckiego wroga, było powołanie związku "Grunwald". Z ramienia Sztabu Głównego organizatorem siatki dywersyjnej był mjr dypl. Edmund Galinat.

To na podstawie tych dwóch organizmów marszałek Edward Śmigły-Rydz planował zbudować w obliczu zbliżającej się okupacji podziemne struktury o charakterze wojskowym, oparte głównie na młodzieży. W tym celu 16 września 1939 r. w Kołomyi wydał mjr Galinatowi polecenie:

Za kilka dni spłynął wojska na przedmoście [A.S.L. - rumuńskie]. Wnętrze kraju opustoszeje wojennie. Wróci pan do tego wnętrza, przystąpi do organizowania POW w moim imieniu i stanie na jej czele.

Tę wymianę zdań Galinata z marszałkiem słyszał płk dypl. Józef Jaklicz. Natomiast chwilę wcześniej, przy tej rozmowie  był obecny Stanisław Kopański, oficer Oddziału III SG WP, który z kolei usłyszał jak Naczelny Wódz wyraża wolę wysłania majora do okupowanej już części kraju samolotem. I rzeczywiście – Galinat uda się do Polski drogą powietrzną, ale już bezpośrednio do walczącej Warszawy, z rozkazem do dowódcy obrony stolicy gen. Juliusza Rómmla.

Wykonanie rozkazu nie było łatwe. Okazało się, że w tym okresie szef sztabu dowódcy lotnictwa nie miał do dyspozycji żadnego sprzętu. Wszytko i wszyscy kierowani byli na Węgry i do Rumunii. Major postanawił zatem, że spróbuje szczęścia w tym ostatnim kraju. Razem z uchodźcami przekroczył Czeremosz i rozpoczął poszukiwania odpowiedniego samolotu do wykonani misji. W Czerniowcach znalazł tymczasowe lotnisko, gdzie stały najnowocześniejsze bombowce w Europie – słynne PZL 37 "Łoś". Ich jednak nie można było ruszyć. Podlegały bowiem internowaniu.

Samolot rozpoznawczo-bombowy PZL-46 ”Sum”

Major Galinat dowiedział się, że na bukaresztańskim lotnisku znajduje się prototyp polskiego lekkiego bombowca PZL 46 "Sum", którego nie internowano. Swobodny dostęp do maszyny miał tam pilot Stanisław Riess. Strona rumuńska dała mu ten przywilej, bowiem liczyła na seryjną produkcję swoich samolotów, wzorowanych na konstrukcji polskiej. Riess, poinformowany przez Galinata o sprawie, zatankował „Suma” i 26 września o godz. 14.30 wystartował pod pozorem prezentacji przed obserwatorami z Rumunii. Ci z wściekłością wpatrywali się później w niebo, na którym widzieli tylko odlatujący w stronę Polski czarny punkt.

Spotkanie

Załogę samolotu stanowili wspomniany już Stanisław Riess, a także Władysaw Urbanowicz oraz Władysław Hackiewicz (prof. Wiesław Wysocki w książce Cień Zawiszy podaje inny skład – zamiast Hackiewicza miał lecieć W. Frąckiewicz. Jeszcze inaczej podaje Helena Szołdarska – w tym miejscu miał siedzieć inż. Więckowski). Wysłannikowi marszałka Śmigłego przypadło miejsce w... luku bombowym! Lot trwał pięć godzin w co najmniej niełatwych warunkach. Turbulencje były główną atrakcją wyprawy, szczególnie dla majora. Załoga maszyny już z daleka widziała płonącą i heroicznie broniącą się stolicę. 26 września (według prof. Wysockiego 27 września między godz. 17 a 18) pod ostrzałem wroga "Sum" wylądował na terenie byłego mokotowskiego toru wyścigowego.

 Niemieccy żołnierze obserwują płonącą Warszawę, wrzesień 1939 r.

Tego samego dnia wieczorem, po rozmowach kapitulacyjnych, gen. Rómmel ucieszył się na wieść o wylądowaniu polskiego samolotu. Liczył na dobre wiadomości od długo oczekiwanego i tajemniczego przybysza. W sztabie mjr. Galinat pojawił się po trzech godzinach od chwili lądowania i – według Cezarego Leżeńskiego - ku zaskoczeniu wszystkich ledwo trzymał się na nogach. Rómmel – ze starannie ukrywaną wściekłością – pytał gościa, z jakim rozkazem przyleciał. Ten wskazał na miejsce pod mundurem, gdzie ukryty był tajny rozkaz polecający utworzenie podziemnej organizacji niepodległościowej, napisany przez marszałka 17 września:

Posyłam mjr Galinata do Warszawy w celu zorganizowania podziemnej organizacji polskiej do walki z Niemcami. Obejmie on dowództwo i kierownictwo.

Generał Rómmel wyznaczył jednak na dowódcę organizacji gen. Michała Karaszewicza–Tokarzewskiego. W rezultacie krótkiego dochodzenia prawdy o "niedyspozycji" mjr Galinata okazało się, że po wylądowaniu wysłannik Naczelnego Wodza źle się czuł – miejsce w luku bombowym i zła pogoda podczas lotu dały się we znaki. Dla podreperowania zdrowia jeden z żołnierzy zaproponował mu trochę wódki. Ten skorzystał, a że nic przez kilka godzin nie jadł, to musiało skończyć się takim, a nie innym stanem. Mimo to mjr Galinat został przyjęty do organizacji. Nowy dowódca wysłał go do Francji, do gen. Władysława Sikorskiego jako swojego emisariusza. Tam otrzymał przydział do sztabu Naczelnego Wodza jako oficer łącznikowy.

Służba Zwycięstwu Polski

Gen. Michał Karszewicz-Tokarzewski

W tak nieoczekiwany sposób tworzył się zalążek konspiracji wojskowej, czyli Służba Zwycięstwu Polski. Generał Tokarzewski pragnął w pełni podporządkować organizację tworzącemu się w Paryżu polskiemu rządowi. Jednak pod względem wojskowym SZP pozostała wierna rozkazom marszałka Śmigłego-Rydza. Środowiska opozycji przedwrześniowej, wyłączając endecję i Stronnictwo Ludowe, zaakceptowało organizację.

W październiku 1939 roku gen. Tokarzewski wysłał do Naczelnego Wodza cztery meldunki. Tylko jeden z nich był adresowany do marszałka, do którego doszedł już po jego rezygnacji ze stanowiska. Ten wysłał te wiadomosci do nowo wybranego Naczelnego Wodza we Francji. Związki komendanta SZP z poprzednikiem nie spodobały się gen. Sikorskiego. Gen. Tokarzewskiego obciążała także legionowa przeszłość. To głównie te względy zdecydowały o tym, że - mimo dobrego rozeznania w środowisku wojskowym komendanta SZP i jego dobrowolnego podporządkowania się Paryżowi – Władysław Sikorski postanowił zdławić, potencjalną według niego, krajową opozycję i powołać 13 listopada Związek Walki Zbrojnej, którym od tej pory kierował gen. Kazimierz Sosnkowski. Michał Karaszewicz-Tokarzewski został wysłany do Lwowa jako dowódca ZWZ na terenie okupacji sowieckiej, co mogło być odebrane jako wyrok (od 3 sierpnia 1936 roku był dowódcą Okręgu Korpusu Nr VI we Lwowie). Na szczęście – mimo aresztu przez NKWD – generał przeżył niewolę.

*

Zdaję sobie sprawę, że powszechnie znanym jest fakt, iż jeszcze podczas wrześniowych walk 1939 r. gen. Michał Tokarzewski-Karaszewicz powołał 27 września Służbę Zwycięstwu Polski w celu kontynuowania walki z niemieckim okupantem. Jednak trzeba pamiętać, że powstanie SZP zostało zainicjowane przez byłych legionistów Józefa Piłsudskiego, z samym marszałkiem Edwardem Śmigłym-Rydzem na czele. A to było jedną z głównych przyczyn rozwiązania organizacji przez gen. Władysława Sikorskiego, a w jej miejsce powołania Związku Walki Zbrojnej i później 14 lutego 1942 r. Armii Krajowej. Dodajmy też, ze wielu działaczy ZWZ-AK, którzy byli związani z sanacją zostało z organizacji usuniętych. Doświadczeni konspiratorzy obozu piłsudczykowskiego nie zamierzali biernie przyglądać się dziejowym wypadkom i założyli swoje podmioty polityczne, podporządkowane pod względem wojskowym właśnie Armii Krajowej.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA