cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Wolin, Uznam i nieznany polski archipelag

Krystian Skąpski, 25.07.2021

Plaża przed dawnym Domem Zdrojowym w Świnoujściu, pocz. XX w.

Większość z nas na ogół nie zdaje sobie z tego sprawy, ale Polska ma na Bałtyku 46 wysp. Ściślej rzecz biorąc znajdują się one u ujścia Odry do morza, a zamieszkałe są jedynie cztery z nich: Wolin, Uznam, Kasibór i Chrząszczewska. Ziemie te dopiero od 1945 roku są w granicach naszego kraju, dlatego ich historia wyróżnia się na tle innych polskich regionów.

Jadąc na wakacje do Międzyzdrojów można nie poczuć, że znajdujemy się na wyspie. Wolin jest na tyle duży i położony blisko stałego lądu, że łatwo zapomnieć, że jesteśmy na obszarze ze wszystkich stron otoczonym wodą. Inaczej jest w Świnoujściu, gdzie przeprawa promowa uświadamia nam, że miasto to leży na dwóch wyspach: Wolin i Uznam. Owa przeprawa jest prawdopodobnie najstarszą przeprawą promową na świecie, gdyż pierwsze wzmianki o niej pochodzą z 1230 roku. Jej istnienie wykształciło trwały podziała miasta, gdzie jedni drugich określali się jako „tych z drugiego brzegu”. Mieszkańcy uznamskiej części Świnoujścia rzadko odwiedzają wolińską dzielnicę. Jak już to przepłynięcie na drugi brzeg wiąże się dla nich z dalszą podróżą, np. do Szczecina. Gorzej mają ci, którzy muszą w dzień dzień przeprawiać się, by np. dojechać do pracy albo szkoły.

Wyspy odzyskane to znakomity reportaż o nieznanej historii równie
nieznanego, choć często odwiedzanego przez Polaków archipelagu.
Dla jednych będzie to opowieść o oswajaniu tajemniczej krainy,
ale ci na co dzień żyjący w innych rejonach Ziem Odzyskanych
mogą poczuć, że Wolin czy Uznam ma dużo wspólnego
z ich stronami.

Więcej opowieści o takich codziennych bolączkach dawnych i obecnych mieszkańców polskich morskich wysp można znaleźć w książce Piotra Oleksego Wyspy odzyskane. Wolin i nieznany archipelag. Określenie „odzyskane” nawiązuje oczywiście do powojennej nazwy „Ziemie Odzyskane” ukutej dla przejętych po II wojnie światowej poniemieckich terytoriów zachodnich i północnych. W przypadku jednak tego zakątka Polski owe „odzyskanie” było już bardzo mocno na wyrost. Polska najprawdopodobniej nigdy wcześniej nie władała Wolinem i Uznamem. Były to wprawdzie obszary słowiańskie, rządzone do XVII wieku przez lokalną, spokrewnioną z Piastami, dynastię Gryfitów, ale rzadko przekładało się to na zależność od Polski.

Również po 1945 roku inaczej tu przebiegało przejęcie tych ziem. Na wyspach długo po wojnie żyła całkiem spora społeczność autochtonów – Niemców, którzy nie wierzyli, że tu na stałe będzie Polska. Zresztą sami Polacy nie byli tego pewni. Wojska sowieckie raz oddawały lokalną administrację w ręce Niemców, raz Polaków. To spowodowało, że nowi osadnicy napływali bardzo powoli, a dotychczasowi nie zamierzali stąd wyjeżdżać. Polscy włodarze także nie chcieli ich wyrzucać, bowiem potrzebni byli tutaj fachowcy, rzemieślnicy i lekarze. Dlatego też Niemcy otrzymali możliwość pozostania, jeśli powołają się na polskie korzenie lub wejdą w związek małżeński z Polakiem i przysięgną wierność państwu polskiemu.

Ta niepewna sytuacja, odizolowanie od stałego lądu przyciągała ludzi żądnych przygód lub takich, którzy chcieli uciec od dotychczasowego życia. Tu często, ucząc się fachu od Niemców, stawali się rybakami i to nie tylko łowiącymi na Bałtyku, ale również np. w okolicach Przylądka Dobrej Nadziei. Przez dekady Świnoujście było centrum rybactwa dalekomorskiego. Jak pisze w swojej książce Piotr Oleksy:

Dla wielu mężczyzn ze Świnoujścia przez całe dekady Las Palmas było miastem bliższym niż taki na przykład Rzeszów czy Białystok (jeśli oczywiście z tych miast nie pochodziła jego rodzina). Niepozorny facet na rowerze zmierzający w stronę ogródków działkowych, mógł przeżyć niejedną egzotyczną przygodę.

Pierwsze lata archipelagu w polskich granicach upłynęły pod niemal całkowitą kontrolą Armii Czerwonej. Sowieccy żołnierze gwałcili, terroryzowali i okradali osadników. Kobieta dla własnego bezpieczeństwa musiała udawać się na wyspę w towarzystwie mężczyzn. Ale Sowieci potrafili też wtargnąć do prywatnych domów i gwałcić ich mieszkanki. Ponadto „sojusznicy” na wygłodzonym obszarze rekwirowali kutry i całe transporty ryb. Na całym Pomorzu Zachodnim do Kraju Rad wywieziono z dużych zakładów przemysłowych około 37 proc. maszyn i sprzętów. Ponad dwieście zakładów zdemontowano w całości i załadowano do pociągów jadących na wschód. Taki los spotkał m.in. nowoczesną fabrykę benzyny syntetycznej w Policach, przy której pracowało przed wojną około 20 tys. ludzi.

Międzyzdroje w latach 30. XX w.

Do tego należałoby dodać „państwowy szaber”. Na wyspach Wojska Ochrony Pogranicza wprowadziły godzinę policyjną, tylko po to, aby wywozić dla notabli w Warszawie wyposażenie z co bogatszych domów. W efekcie dla wielu miejscowości oznaczało to koniec czasu świetność znanego sprzed wojny. Dobrze to widać na przykładzie Lubina. Za czasów niemieckich była to „lokalna metropolia”. Istniała tu fabryka cementu portlandzkiego. Był to jeden z największych zakładów tego typu w Europie. Działał tu również port, którym spławiano cement do Szczecina. Do tego była też szkoła, zakłady rzemieślnicze, dwóch rzeźników, piekarnia, a niedaleko wyrobisko kredy. W Lubinie mieszkało około 4 tys. mieszkańców, czyli więcej niż w słynnych Międzyzdrojach. Pierwsi osadnicy, którzy tu przybyli po zakończeniu wojny zastali piękne, zadbane, nowoczesne miasteczko. Szybko jednak Sowieci zdemontowali z cementowni najcenniejszy sprzęt. W 1948 roku Polacy wznowili jej pracę, ale już po sześciu latach produkcja przestała się opłacać i zakład zaczął popadać w ruinę. Podobny los spotkał rezydencje miejscowej szlachty – dziś najczęściej porośnięte chaszczami gruzowiska.

Kolejnym ważnym rozdziałem w dziejach tego miejsca jest początek lat 90. Świat znany z filmu „Młode wilki” był tu całkowicie czymś realnym. Tutejsi młodzi chłopcy nierzadko trudnili się przemytem czy kradli samochody w Niemczech. Bliskość do granicy sprawiała również, że tu szybciej dochodziły wszelkie zachodnie mody i produkty.

Książka Piotra Oleksego nie tylko pokazuje jak nieznany dla przeciętnego Polaka jest świat naszych bałtyckich wysp, ale również jaki drzemie w tym miejscu niewykorzystany potencjał. Świnoujście, Międzyzdroje, Dziwnów to dziś centra wakacyjnego wypoczynku, ale nie należy „polskiego archipelagu” redukować wyłącznie do plażowania. Z bogatej historii tego miejsca najczęściej przywołuje się okres średniowiecznego metropolii Winety oraz grasujących na tym terenie Wikingów, jednak na odkrycie ciągle czekają książęta pomorscy, czasy pruskie i okres powojenny. Dlatego zamiast wygrzewać się na plaży warto się ruszyć, by poznać lepiej to miejsce.

Artykuł inspirowany książką Piotra Oleksego Wyspy odzyskane. Wolin i nieznany archipelag





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA