cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Wojciech Głowacki – (nie)chłopski bohater

Jakub Wojas, 04.04.2018

Fragment "Panoramy racławickiej" Wojciecha Kossaka i Jana Styki, przedstawiający bohaterski czyn Wojciecha Bartosa-Głowackiego

Ludowcy w II RP i komuniści w PRL uczynili z Wojciecha Głowackiego przykład bohatera chłopskiego, który mógł śmiało kontrastować z nielubianymi przez nich „szlachciurami”. Życiorys herosa spod Racławic jednak nie do końca odpowiada temu schematowi i wiele też mówi o polskiej tożsamości.

Chłopski syn

Wojciech Bartos urodził się prawdopodobnie ok. 1758 r. w Zakrzowie koło Skalbmierza w Małopolsce. O jego życiu przed Racławicami niewiele wiemy. Wiadomo że po pewnym czasie przeniósł się do podkrakowskich Rzędowic. Nie wykluczone, że był zbiegłym chłopem pańszczyźnianym, który uciekł do pana, oferującego lepsze warunki. Tym panem był Antoni Szujski. Jeden z jego potomków tak opisał przyszłego bohatera spod Racławic:

Nosił długie blond włosy, równo nad czołem przycięte i piękne pokrętne wąsy […] Był przy tym krępy i krzaczasty. Nim się ożenił, szalały za nim dziewuchy i bali się go parobcy.

Wojciech Głowacki - na obrazie Jana Matejki Kościuszko
pod Racławicami

Z dalszych relacji wyłania się obraz hardego, skłonnego do zwady i upartego chłopa, gospodarującego na 9 morgach. Niejednokrotnie Bartos potrafił wdać się w konflikt nawet ekonomem czy rządcą. Miał też pewną słabość:

Jak szedł rano do roboty – wypił półkwaterek, w południe szedł z pola – wypił półkwaterek, a na wieczór szedł, to także wypił półkwaterek

Około w 1783 r. przyszły kosynier ożenił się z Jadwigą z Czerników, która powiła mu trzy córki – Helenę (ur. ok. 1784), Cecylię (1790) i Justynę (1794). I historia pewnie by go jakoś nie zapamiętała, gdyby wybuch powstania kościuszkowskiego.

Już w marcu 1794 r. Komisja Porządkowa Województwa Krakowskiego rozpoczęła pobór do armii powstańczej. W podkrakowskich wsiach odbywało się to na zasadzie wyznaczenia jednego rekruta z pięciu dymów. „Władze” Rzędowic postanowiły najprawdopodobniej pozbyć się tym sposobem niepokornego chłopa i wysłać go do wojska. Bartos uzbrojony w kosę postawioną na sztorc ruszył do walki. Takich jak on było ok. 2 tys.

Przełomowym dniem jego życia był 4 kwietnia 1794 r. W pierwszej bitwie insurekcji, pod Racławicami chłop z Rzędowic szedł w pierwszej kompani, tuż przy naczelniku Kościuszce. Gdy dotarł do rosyjskiej baterii wybił kosą jej obsługę i w ostatniej chwili zagasił swoją czapką krakowską lont jednej z armat. Następnie nasz bohater, jak pisze Marek Ruszczyc:

...siadłszy na niej okrakiem, wołał z triumfem: „Moja harmata! Moja, psiakrew!”

Bitwa pod Racławicami według Michała Stachowicza

Zatrzymajmy się na chwilę w tym miejscu, bowiem do tego momentu taka biografia wydaje się niemal wymarzona dla ruchów lewicowo-ludowych. Chłopski syn, odrabiający pańszczyznę, staje się bitewnym bohaterem, ofiarnie walczącym za ojczyznę. Ten obraz jednak legnie w gruzach, gdy spojrzymy na dalszy ciąg tej historii.

Szlachecki bohater

Bartos dzięki swojemu bohaterskiemu czynowi właściwie zerwał z dotychczasowym życiem. Nie chodzi o to, że stał się mniej kłótliwy i hardy. O nie! Raczej wręcz przeciwnie. Gospodarz z Rzędowic jeszcze bardziej zaczął zadzierać nosa, ale miał dobre powody. 8 kwietnia w Krakowie został uroczyście awansowany do stopnia oficerskiego i uczyniono go chorążym Regimentu Grenadierów Krakowskich. Kilka dni później jego dotychczasowy pan, Antoni Szujski oficjalnie zwolnił jego i jego rodzinę ze wszelkich obciążeń feudalnych, podarowano mu ziemię, którą gospodarował, a żonę i dzieci bohatera otoczono opieką dworu pod jego nieobecność.

Najważniejszy jednak w tym wszystkim był jeden, zdawałoby się, że drobny fakt. Wojciech zmienił bowiem nazwisko na Głowacki, które to nosiła jego matka (według innej wersji nadał je mu sam Kościuszko). Zmiana nazwiska na bardziej szlacheckie było symboliczną formą przejścia do stanu wyższego. Pojawiły się pogłoski, że Szujscy przyjęli go do swojego herbu, Korczak. Miało rzekomo nawet dojść do nobilitacji bohatera spod Racławic. Nawet jeśli jednak do niej nie doszło, to i tak faktycznie Bartos-Głowacki przestał być chłopem. Zapewne zresztą, gdyby powstanie zakończyło się sukcesem, to nobilitacja nie byłaby problemem.

Pomink Wojciech Głowackiego na polu bitewnym
w Janowiczkach (Wikimedia Commons)

Dlatego też po Racławicach Wojciecha Głowackiego niewiele już łączyło z chłopem Wojciechem Bartosem. Statusem majątkowym nie odbiegał od wielu przedstawicieli szlacheckiej drobnicy, a pod względem sprawowanej funkcji stał od nich wyżej. Inaczej sytuacja by wyglądała, gdyby Głowacki pozostał nadal Bartosem; gdyby nie zerwał demonstracyjnie z dawnym życiem i gdyby inni, szlacheccy powstańcy, nie zaczęli go traktować jako równego sobie.

Trudno się jednak dziwić takiemu obrotowi sprawy. Chłopem pod koniec XVIII w. raczej nikt nie chciał być. Natomiast w Rzeczpospolitej niemal od samego zarania istniał zwyczaj nobilitacji dzielnych żołnierzy. Niegdyś czyniono to już w samym obozie wojennym, później wymagano dodatkowo zatwierdzenia przez Sejm. Warto w tym kontekście przywołać opartą na autentycznych wydarzeniach historię Michałka, plebańskiego pachołka opisaną w „Potopie” Henryka Sienkiewicza. Na wieść o tym, że chłopski syn zdobył w bitwie szwedzką chorągiew Stefan Czarniecki miał powiedzieć:

- Wziąść go, dać mu wszelki starunek. Ja w tym, że na pierwszym sejmie równy on wszystkim waszmościom będzie stanem, jako duszą już dziś równy !

- Godzien tego! godzien! - zakrzyknęła szlachta.

Takie postępowanie było odbiciem dwóch rzeczy. Szlachta jako stan rycerski uznawała za godnego siebie tego, który wyróżniał się cnotami, przynależnymi rycerzom. Skoro Michałko zachował się jak rycerz – chłopem być już nie mógł. Analogiczna sytuacja miała miejsce w przypadku Bartosa.

Ponadto Polska należy do tzw. narodów starych, których historia sięga ok. 1000 lat. Lecz naród ten ukształtowany został w ramach warstwy szlacheckiej. Tym samym Polakiem przez większość tego okresu mógł być jedynie szlachcic. Później, gdy różnice stanowe zniesiono, to akces do tej warstwy wiązał się jedynie z przyjęciem kultury szlacheckiej i odznaczeniem się szlacheckimi cnotami, które z czasem uznano za ogólnonarodowe, jak odwaga czy umiłowanie wolności. Tym też można tłumaczyć kupowanie w II RP majątków ziemskich przez nowobogackich czy częste wówczas zmiany nazwisk na te „szlacheckobrzmiące”.

Przez to Wojciech Głowacki nie był reprezentantem chłopskiego stanu pośród szlachty, lecz kolejnym uszlachconym chłopem, jakich w naszej historii było wielu. Bohater chłopski powinien z kolei nie tylko wywodzić się z tego stanu, ale też stale być jego częścią. Z tego problemu zdawali sobie sprawę komuniści, którzy najczęściej na historycznych patronów mogli jedynie wybrać tych szlachciców, którzy posiadali „społeczną wrażliwość”. Jednak Tadeusz Kościuszko w sukmanie był tylko panem ubierającym się w chłopski strój, a nie prawdziwym człowiekiem z ludu. Z tego powodu w PRL próbowano zrehabilitować Jakuba Szelę - chłopa, przywódcę rabacji z 1846 r. Lecz krwawy zbrodniarz i austriacka marionetka zarazem nie mogła zostać ogólnonarodowym bohaterem. Ucieczki od szlachetczyzny nie było i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Wymagałoby to bowiem wyrzucenia do kosza całej dotychczasowej polskiej historii, kształtowanej przez szlachtę i ludzi, którzy szlachecką kulturę przyjęli i uznali za swoją, czyli niemal wszystkich Polaków.

Natomiast Wojciech Głowacki po insurekcji najpewniej przebudowałby swoją chałupę w stylu dworkowym, by jeszcze bardziej podkreślić swój nowy status na tle chłopskich sąsiadów. Niestety, nie dane mu to było. Ranny w bitwie pod Szczekocinami 6 czerwca 1794 r. zmarł kilka dni później w szpitalu polowym w Kielcach.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA