cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Władysław Warneńczyk. Stracone triumfy

Michał Leda, Cezary Namirski, Dawid Stasiak, 25.06.2018

Król Władysław Warneńczyk według Marcello Bacciarelliego

Historia zna wiele przypadków, w których przyszłość państw i całych kontynentów w wyniku zbiegu ludzkich czynów i innych okoliczności staje się ściśle związana z losem jednego człowieka i decyzjami, jakie podejmuje. Zwykle byli to monarchowie, politycy, dyplomaci, papieże, kardynałowie i szare eminencje, jak również generałowie, admirałowie i inni ważni dowódcy. Większość takich wydarzeń miała miejsce na polu bitwy lub na dworach i salonach władzy. Część z tych osób z własnej ambicji liczyła, że ich życie wywrze fundamentalny wpływ na machinę dziejów. Wiele z tych osób zupełnie o tym nie myślało, a może nawet nie miało pojęcia, że ich decyzje doczekają się wiekopomnych konsekwencji. Jednym z najważniejszych w polskiej historii takich przykładów jest żywot Jego Wysokości Władysława III Warneńczyka.

Prawdopodobnie wszyscy Polacy, chyba że nigdy nie trzymali w ręce banknotu 100-złotowego, znają postać króla Władysława II Jagiełły, a przynajmniej zdają sobie sprawę z tego, że istniał, że zwyciężył Zakon Krzyżacki w bitwie pod Grunwaldem i że stał się początkiem wieczystego przymierza Polski i Litwy, które trwało aż do upadku Rzeczypospolitej pod koniec XVIII wieku. Jego popularność jest w pełni zasłużona, albowiem ten jeden z najwybitniejszych władców Korony Królestwa Polskiego i założyciel dynastii Jagiellonów nie tylko odparł Zakon Krzyżacki i przybliżył Litwę do Polski, lecz także dokonał chrystianizacji Wielkiego Księstwa Litewskiego, przełamał rozsiewaną w Świętym Cesarstwie Rzymskim propagandę Krzyżaków, która stawiała Polskę w świetle barbarzyńskiego państwa plemiennego, oraz odrzucił propozycję Husytów by zasiąść na czeskim tronie, co w sposób nieuchronny doprowadziłoby do konfliktu z Habsburgami (do którego notabene później doszło z udziałem Litwy, gdy młodszy syn Władysława II, królewicz Kazimierz, podjął próbę zdobycia korony czeskiej, która zakończyła się klęską).

Mniej znany, a zwłaszcza mniej doceniany, jest dziedzic Władysława II Jagiełły, czyli Władysław III Warneńczyk, którego koronacja okupiona musiała zostać licznymi przywilejami dla polskiej szlachty. Dlaczego właściwie miałby być doceniany? Ot, wydawałoby się że to tylko kolejny młody król, który zginął w bitwie. Mało było takich? Przekonajmy się, jak rzeczywiście zapisał się Władysław III w historii Europy.

Sukcesja w Polsce i na Węgrzech

Panowanie Władysława III Warneńczyka, a tym samym pośrednio kontynuacja wciąż kruchej unii polsko-litewskiej, prawdopodobnie nie miałyby w ogóle miejsca, gdyby nie postać Zbigniewa Oleśnickiego, pierwszego kardynała w historii Polski, a w czasie opisywanych w niniejszym artykule wydarzeń wciąż biskupa krakowskiego. Biskup Oleśnicki był bliskim doradcą Jego Wysokości śp. Władysława II Jagiełły, a zgodnie z przekazem Jana Długosza, był także człowiekiem, który uratował królowi życie w bitwie pod Grunwaldem. Wpływy duchownego na dworze polskim nieustannie rosły. Po śmierci monarchy w roku 1434 biskup krakowski stał się najgorętszym zwolennikiem koronowania na króla Polski małoletniego dziedzica Jagiełły.

Kardynał Zbigniew Oleśnicki według Jana Matejki

Duża część polskiej szlachty sprzeciwiała się planom wyniesienia na polski tron kolejnego Litwina, a zwłaszcza krytykowała decyzję pierwszego Jagiellona o odmowie przyjęcia korony Czech (przeciwnikiem objęcia czeskiego tronu był także Zbigniew Oleśnicki). Przyszły kardynał był utalentowanym mówcą i na zjeździe w Opatowie w lutym 1434 r. wbrew silnej opozycji polskich możnych, zdołał przeforsować kandydaturę zaledwie 10-letniego królewicza Władysława na polski tron, któryż to młody dziedzic objął 25 lipca tego roku jako Władysław III Jagiellończyk. Z uwagi na młody wiek nowego monarchy faktyczną władzę sprawowała Rada Opiekuńcza, a przede wszystkim regent, którym był nie kto inny, jak stary jagielloński lojalista, biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki.

Jako regent Korony Królestwa Polskiego, Zbigniew Oleśnicki dyktował faktyczną politykę zagraniczną państwa. Wkrótce po wstąpieniu Władysława III na tron, biskup uwieńczył trwającą wojnę z Zakonem Krzyżackim pokojem w Brześciu Kujawskim. Podtrzymywał też sprzeciw wobec koncepcji współpracy Polski z czeskimi husytami, mimo pokusy objęcia czeskiej korony, której uległa duża część polskiej szlachty. Biskup dążył bowiem do porozumienia z Habsburgami, celem zapewnienia młodemu królowi Władysławowi sukcesji na Węgrzech. Odrzucił zatem ofertę czeskich rebeliantów by Władysław III zasiadł na praskim tronie (nie bez znaczenia pozostawał tu fakt osobistej i doktrynalnej wrogości Oleśnickiego wobec husyckiego ruchu). Przeciwdziałał w tym celu kampanii królewicza Kazimierza, o której wspomniano kilka akapitów wyżej i rozprawił się ze sprzyjającym Czechom stronnictwem polskich możnych w bitwie pod Grotnikami w 1439 r.

Wraz z porażką mającego zaledwie 11 lat Kazimierza w jego kampanii przeciwko Albrechtowi Habsburgowi (legalnemu dziedzicowi korony Czech) stronnictwo pro-czeskie w Polsce praktycznie upadło. Jak się jednak okazało porozumienie z Albrechtem nie było już konieczne, ponieważ wkrótce po swoim zwycięstwie w Czechach Jego Wysokość zmarł. Władzę formalnie nadal sprawowała jego żona Elżbieta, ale w rzeczywistości tron Węgier opustoszał, a lokalni możni zaczęli się spierać co do dalszych losów swojego kraju. Podczas obrad sejmu w Budzie biskup poparł kandydaturę młodego Władysława III, na co pomimo faktu, że wdowa po śp. Albrechcie była w ciąży, strona węgierska w większości przystała. Węgrzy liczyli bowiem na szybkie i bezpośrednie wsparcie Korony Polskiej przeciwko rosnącej w siłę Turcji. Trzeba zaznaczyć, że cena za elekcję Władysława III była wysoka.

Obowiązek obrony węgierskich granic siłami polskiego rycerstwa, oraz zwrot oddanego w zastaw Spiszu. Ponadto, o przynależności Rusi Halickiej, Podola i Mołdawii miał zdecydować sąd polubowny. Luksus obrony Węgier przed ekspansją muzułmańską Polska okupiła zatem drogo, ale dla Zbigniewa Oleśnickiego była to akceptowalna cena, gdyż otwierała drogę do utworzenia potężnej dynastii na wschodzie Europy, która z powodzeniem mogłaby opierać się wszelkim siłom najeźdźczym z Azji oraz konkurować z rozczłonkowanym Świętym Cesarstwem Rzymskim.

Wojna domowa na Węgrzech

Elżbieta nie zamierzała jednak rezygnować z Węgier bez walki. Formalnie nadal będąca królową wzywała wszystkie graniczne miasta do lojalności koronie i niedopuszczeniu polskiego monarchy na węgierską ziemię. Ponadto, wdowa po Habsburgu nakazała wykraść koronę św. Stefana z Wyszehradu i wymusiła na prymasie by koronował na króla Węgier jej kilkumiesięcznego syna w Székesfehérvárze 15 maja 1440 r. Niemowlę królowa dla bezpieczeństwa schroniła na dworze jego wuja, króla Niemiec Fryderyka III, który jednak w praktyce trzymał je w niewoli i dzięki temu samodzielnie władał Austrią. Szlachta Węgier podzieliła się na stronnictwo narodowe, popierające decyzję sejmu o elekcji Władysława III na króla, oraz na stronnictwo Habsburgów, uznające dziedzictwo syna Elżbiety, Władysława Pogrobowca (należy podkreślić, że w owym czasie na Węgrzech panowała monarchia elekcyjna i koronacja Pogrobowca była niezgodna z prawem).

Mający niespełna 16 lat Władysław III Jagiellończyk ruszył na południe i mimo przeszkód spowodowanych podziałem kraju na dwa stronnictwa jego orszak 12 maja przekroczył bramy Budy w akompaniamencie wiwatów mieszkańców miasta, a zwołany miesiąc później sejm węgierski potwierdził elekcję polskiego króla i uznał koronację Pogrobowca za nieważną. 17 lipca tego samego roku Jagiellończyk został koronowany w Białogrodzie Królewskim na króla Węgier, Dalmacji i Chorwacji. W tym momencie jagiellońskie imperium rozciągało się formalnie od Pomorza, Żmudzi i Rżewa, po Dalmację, Banat, Transylwanię (Siedmiogród) i Mołdawię. W praktyce oznaczało to rozciągnięcie panowania Jagiellonów nad brzegi morza Bałtyckiego, Czarnego i Śródziemnego.

Władysław Warneńczyk według Jana Matejki

Większość polskiego orszaku, w tym Zbigniew Oleśnicki, powróciła do Krakowa, ale młody monarcha pozostał w Budzie ze swym wojskiem. Na Węgrzech bowiem rozgrzała wkrótce potem wojna domowa. Większość magnatów poparła Jagiellończyka, a każdego mieszkańca Węgier wezwano do służby polskiemu monarsze pod groźbą konfiskaty majątków. Przy wdowie po Albrechcie Habsburgu stanęło jednak kilku możnych. Nie dysponowali wystarczającymi siłami by zagrozić władzy Władysława III, ale prowadzenie wojny z Turcją przy ich oporze było co najmniej wysoce utrudnione. Królowa najęła także wielu najemników, którzy obsadzili pozostające jej wierne miasta i grody. Ponadto, na południowych Węgrzech zaczęła gromadzić się armia lojalna Elżbiecie, której celem była stolica kraju.

W tym miejscu zaczyna się nasze wspomnienie najważniejszego dowódcy wojskowego Władysława III, a także bohatera narodowego Węgier, czyli Jana Hunyadiego. Był on magnatem węgierskim w Transylwanii i od wielu lat brał udział w licznych walkach we Włoszech, przeciwko Husytom, a także bronił południowych granic przed tureckimi rajdami i dokonywał odwetowych najazdów. Odpowiedział na wezwanie prawowitego króla Węgier Władysława III i dołączył do jagiellońskiej armii. Jego doświadczone jednostki, a także pozostałe wojska węgierskie i polskie rozbiły pod koniec 1440 r. armię stronników Elżbiety i praktycznie złamały opór jej zwolenników. Nie był to jeszcze jednak koniec wojny domowej, ponieważ wciąż buntowały się lojalne Elżbiecie zachodnie Węgry. Na początku 1441 r. w wyniku zabiegów Zbigniewa Oleśnickiego z Polski przybyły posiłki. Jagiellończyk osobiście poprowadził swoje siły na Zachód, gdzie opór węgierskich stronników Habsburgów został stłumiony całkowicie.

Problemem pozostały jeszcze niestety wojska najemne, na których rozbicie królowi brakło pieniędzy. Prowadzone konflikty już zdążyły opustoszyć królewski skarbiec, a jeszcze nie rozpoczęto nawet przygotowań do krucjaty. Powodowało to narastające niezadowolenie wśród polskich możnych, którzy liczyli na realizację wielkiej jagiellońskiej polityki i krucjatę przeciwko Turkom, podczas gdy przeciągały się jedynie bratobójcze walki na zachodnich Węgrzech. Z Polski napływały apele o zaprzestanie walk, nawet za cenę układów z Elżbietą. Do układów ostatecznie doszło za pośrednictwem papieskiego legata na Węgrzech, Juliana Cesariniego. Pertraktacje z końcem 1442 r. doprowadziły do upragnionego rozejmu. Zdarzył się jednak ponury przypadek. 5 dni po zawarciu rozejmu zmarła Elżbieta, co wywołało serię oskarżeń w kierunku Jagiellończyka o otrucie królowej i rozpętało wojnę domową na nowo. Z Polski i ze Stolicy Apostolskiej napływały prośby o rozpoczęcie właściwego konfliktu z Turcją.  Król uznał, że nie ma już czasu na kontynuowanie bratobójczych walk i musi czym prędzej gotować się na wyprawę przeciw Turkom, czemu wtórował kardynał Cesarini (którego zresztą papież wysłał na Węgry właśnie w celu namawiania lokalnych możnych i rycerstwa do krucjaty antytureckiej). Władysław III zaczął na wielką skalę zastawiać królewskie dobra i zadłużać się u możnych. Po zgromadzeniu ludzi i środków z końcem 1443 r. Władysław III Jagiellończyk, król Polski i Węgier, przystąpił do krucjaty wymierzonej w rosnącą w potęgę Turcję.

Krucjata z 1443 r.

W owym czasie Imperium Osmańskie rozrastało się niemal nieustannie, a wojska tureckie uchodziły za niepokonane. Jednakże Jan Hunyadi już od 1441 r. odnosił zwycięstwa nad Turkami na granicy węgiersko-tureckiej, również w regularnych bitwach, co rodziło nadzieję na powodzenie kampanii. W innych częściach Europy, poza patronatem papieża, brakowało jednak poparcia dla krucjaty. Król Niemiec Fryderyk III nie chciał przyczynić się do wzrostu potęgi Jagiellonów, więc ograniczył się do deklaracji neutralności na czas konfliktu. Nie powiodły się próby włączenia do krucjaty włoskich republik, które prowadziły z Turcją wymianę handlową na korzystnych warunkach. Wycofała się także Aragonia, mimo że oferowała wsparcie jedynie kilku okrętów. Poparcia zabrakło nawet w Polsce, gdyż polska szlachta zmęczona była już przeciągającą się wojną domową na Węgrzech i własnymi problemami. Mimo to Władysław III zdecydował się na rozpoczęcie krucjaty pod koniec 1443 r. z siłami, którymi dysponował, czyli ok. 25 000 ludzi. Kardynał Cesarini liczył na co najmniej czterokrotnie większą armię. Wojska tureckie były jednak związane w większości w Karamanii (czyli za cieśniną Bosfor), gdzie wybuchł bunt, co dawało Władysławowi III początkową przewagę. Wprawdzie Turcy dysponowali na Bałkanach armią w sile 30 000 ludzi, ale ich wojska były rozproszone na dużym obszarze. Celem kampanii było zdobycie Adrianopola i dotarcie do Konstantynopola, stolicy wciąż trzymającego się Bizancjum.

Choć formalnie to polski monarcha był zwierzchnikiem wyprawy, faktyczne dowództwo powierzone zostało doświadczonemu Janowi Hunyadiemu. Była to trafna decyzja, ponieważ Hunyadi doskonale wykorzystał początkową przewagę chrześcijan i za pomocą jazdy szybko otaczał i rozbijał kolejne tureckie zgrupowania wojsk, które próżno usiłowały dokonać koncentracji. Do pierwszego poważnego starcia doszło 3 listopada pod serbską mieściną Aleksinac, gdzie armia Władysława III pod dowództwem Jana Hunyadiego rozbiła główne siły tureckie stacjonujące na Bałkanach. Liczne zwycięstwa w początkowym etapie kampanii podniosły morale w wojskach krzyżowców, a także wśród okupowanych przez Turków mieszkańcach Bałkanów, którzy zaciągali się do armii Władysława III, a nawet samodzielnie przepędzali tureckie załogi warowni.

Jan Hunyady na XVII-wiecznym obrazie

Do wielu miast siły Jagiellończyka wmaszerowały pod podniesionymi bramami. Na początku grudnia wojska jagiellońskie zajęły i spaliły Sofię, dzisiejszą stolicę Bułgarii. W tym momencie przywódcy krzyżowców zgodnie sądzili, że Turcy ponieśli zbyt duże straty w Karamanii i nie będą w stanie wystawić odpowiednich sił, by zatrzymać zwycięski pochód chrześcijan. Były to jednak przesadnie optymistyczne szacunki, które odcisnęły piętno na późniejszych decyzjach, gdyż wojska tureckie stacjonujące za cieśniną Bosfor były wciąż silne i odniosły zwycięstwo w zbuntowanej prowincji. Ponadto, od zasadniczego celu kampanii, czyli Adrianopola, armię Władysława III dzieliło pasmo gór bałkańskich. Było to niezwykle problematyczne z uwagi na późną porę roku i panującą już mroźną zimę. Turcy dobrze ten fakt wykorzystali stosując taktykę spalonej ziemi, co spowalniało marsz krzyżowców i niemal uniemożliwiało im pozyskanie pożywienia. Muzułmanie umocnili też górskie przeprawy zasiekami i obsadzili umocnienia polowe.

Biorąc pod uwagę wszystkie te przeszkody sztab Jagiellończyka doszedł do wniosku, że celów kampanii nie uda się zrealizować przed wiosną. Młody monarcha podjął decyzję o przełożeniu krucjaty i chrześcijanie rozpoczęli odwrót w kierunku Węgier. Pozostałe siły tureckie próbowały nękać koalicjantów atakami podjazdowymi, ale na próżno. Chociaż krzyżowcy nie zdołali osiągnąć celu operacyjnego krucjaty w pierwszej wyprawie, to powrócili na węgierską ziemię niepokonani, z serią zwycięstw upamiętnionych na swoich mieczach i chętni do rychłego podjęcia kolejnej próby wyzwolenia Bałkanów spod muzułmańskiej okupacji.

Triumfalny powrót Jagiellończyka i decyzja

Wieść o powrocie Władysława III na Węgry szybko obiegła europejskie dwory i świątynie. Rozgrzała fala optymizmu, która skruszyła mit niepokonanej armii tureckiego sułtana. Wydawało się, jakby Jagiellończyk wyszedł nietknięty z jamy lwa. Do młodego monarchy zewsząd przybywały gratulacje i prośby o ponowienie krucjaty. Wielu europejskich możnych wyraziło chęć przyłączenia się do kolejnej kampanii, w tym monarchowie Anglii i Francji, oraz książę burgundzki Filip III Dobry, którzy uwikłani byli w trwającą wojnę stuletnią. Udział zadeklarowały włoskie republiki kupieckie, Aragonia, a nawet otoczone przez Turków resztki cesarstwa bizantyjskiego. Z największym optymizmem zareagował papież Eugeniusz IV, przed którym malowała się wizja całkowitego wyparcia Turków z Europy, uratowania resztek Bizancjum przed upadkiem i tym samym zakończenie schizmy, która podzieliła Kościół na zachodni i wschodni. Jednakże poddani Jagiellończyka nie byli tak chętni kontynuować walki.

Władysław Warneńczyk według Walerego Eljasza Radzikowskiego

Ziemie Władysława III znajdowały się w bardzo trudnej sytuacji. Na Węgrzech trwała wojna domowa, skarbiec królewski świecił pustkami, a Korona już została poważnie zadłużona. W Polsce trwał kryzys gospodarczy, zaostrzały się relacje z Zakonem Krzyżackim, a więzy unii polsko-litewskiej słabły z miesiąca na miesiąc, grożąc całkowitym rozłamem. Sukcesy pierwszej kampanii w kontraście z tak poważnymi problemami zrodziły dwa wykluczające się stronnictwa entuzjastów i przeciwników kontynuowania krucjaty. Ambiwalentny stosunek do wojny zdawał się mieć nawet sam Władysław III, który z jednej strony nakazał kontynuować przygotowania do kolejnej wyprawy, a z drugiej za pośrednictwem swoich posłów prowadził z sułtanem rokowania pokojowe. Imperium Osmańskie również znajdowało się w trudnej sytuacji. Po klęskach poniesionych z rąk krzyżowców w 1443 r. i w obliczu licznych buntów wybuchających na okupowanych przez Turków terenach, sułtan Murad II godzi się na pokój. Warunki były niezwykle korzystne, co świadczy o rzeczywistym i uczciwym (choć bez wątpienia wyrachowanym) ze strony Murada pragnieniu rozejmu z polskim monarchą.

Sułtan zobowiązał się do wyzwolenia Serbii i Bośni, przekazania naddunajskich twierdz i zamków w ręce chrześcijan oraz wypłacenia znaczących reperacji wojennych. Traktat pokojowy zawarto na 10 lat w Szegedynie 12 czerwca 1444 r., choć podpisany został przez Jana Hunyadiego, który był jednym z przeciwników kontynuowania wojny. Wielu innych węgierskich i polskich możnych (a także strona serbska, która należała do koalicji) odetchnęło z ulgą. Oto pojawiła się szansa dla Władysława III, by ustabilizował sytuację na Węgrzech i w Polsce, zgromadził większe siły, zapanował nad problemami dyplomatycznymi z Zakonem Krzyżackim i Wielkim Księstwem Litewskim, a także zadbał o swoją spuściznę.

Jednakże zgodnie z opinią historyka Feliksa Konecznego, po przybyciu do Szegedynu i wysłuchaniu poselstwa tureckiego Władysław III podjął inną decyzję i traktatu nie ratyfikował, a następnie wydał orędzie królewskie o odrzuceniu rozejmu i ponowieniu wyprawy. Przyczyny nie są do końca znane, a zdania historyków na ten temat podzielone. Na pewno wpływ na taką decyzję miało wciąż silne stronnictwo optujące za kontynuowaniem walk, z pewnością przekonujący był fakt, że dla sułtana prowadzenie wojny w tej chwili zupełnie nie było na rękę, biorąc pod uwagę liczne ustępstwa, na które z taką lekkością ducha przystał. Silnym bodźcem do działania była także wiadomość o płynącej z Ankony w kierunku Bosforu flocie chrześcijańskiej, na którą składały się głównie weneckie i papieskie okręty, a także deklaracja cesarza bizantyjskiego o pełnej gotowości do wojny. Na pomoc liczyli Grecy i Bułgarzy, a na zachodzie Europy rozpalał się entuzjazm i wola przyłączenia się do krucjaty.

Przygotowania do kampanii trwały na Węgrzech od wielu miesięcy, sejm już wcześniej uchwalił podniesienie podatku wojennego w celu zaciągnięcia dodatkowych wojsk, a morale wśród krzyżowców było wysokie z uwagi na świeżą pamięć o odniesionych zwycięstwach. Ostatecznie też zawarty traktat nie został podpisany przez króla, a zatem był nieważny, toteż wbrew powszechnej opinii nie doszło do złamania rozejmu. Opinia taka panowała już w tamtych czasach, ponieważ orędzie królewskie o odrzuceniu rozejmu wydane w Szegedynie nie było znane w powszechnej świadomości nawet wśród polskiej szlachty, toteż z ich perspektywy postępowanie młodego króla było dziwaczne i pozbawione logicznej konsekwencji. Z Polski płynęły apele by król odstąpił od wojny i czym prędzej wracał do kraju. Z uwagi na te wszystkie przeciwności kampania opóźniła się o kilka tygodni, ale ostatecznie stała się rzeczywistością. 20 września 1444 r. armia krzyżowców pod wodzą Władysława III przekroczyła Dunaj.

Ostatnia kampania

Od samego początku mnożyły się przeciwności. Naczelny wódz wojsk chrześcijańskich, Jan Hunyadi, prowadził armię na wojnę, której był przeciwny. Doszło też do zdrady. Książę Jerzy Brankowicz był entuzjastą krucjaty w 1443 r., ale ponieważ na mocy traktatu w Szegedynie Serbia miała zostać wyzwolona i skoro ten pokój został odrzucony, to Serbia nie przyłączyła się do wyprawy w 1444 r., lecz pozostała lojalnym lennikiem sułtana. Zgodnie z treścią „Dziejów Polski za Jagiellonów” serbski władca słał listy do sułtana informując o podejmowanych przez krzyżowców ruchach i nie dopuścił do połączenia się posiłków z Bośni z głównymi siłami Władysława.

Krzyżowcy obrali najkrótszą drogę na Konstantynopol maszerując wzdłuż Dunaju na brzeg morza Czarnego, gdzie liczyć mogli na wsparcie swoich okrętów. Unikali zdobywania tureckich warowni dla zaoszczędzenia czasu i zbierali wszelką żywność, jaką się udało znaleźć. Na kilka dni armia chrześcijan zatrzymała się pod Nikopolis by odpocząć i połączyć się z maszerującymi z północy oddziałami wołoskimi. W tym momencie armia Władysława III liczyła nie więcej niż 20 000 ludzi. Pozostałe siły znajdowały się na pokładach włoskich okrętów patrolujących cieśninę Bosfor i okoliczne wody. 20 października 1444 r. krzyżowcy wznowili marsz, kierując się na stolicę Bizancjum. Wiedząc, że Serbia odstąpiła od krucjaty, Jagiellończyk liczył prawdopodobnie na połączenie swojej armii z wojskami bizantyjskimi i posiłkami z Europy zachodniej. W trakcie marszu krzyżowcy zdobyli najpierw zamek w Szumenie, a wkrótce potem padła Prowadija. Zwycięstwa te otwierały Władysławowi drogę na południe, ale szybko okazało się że dotarcie do Konstantynopola będzie niemożliwe, ponieważ muzułmanie zgromadzili przeciwko krzyżowcom potężną armię.

Okazało się, że Turcy uporali się z buntem w południowej Anatolii i przeprawili się na Bałkany. Flota chrześcijan patrolująca wody oddzielające Europę od Azji zawiodła. Liczba okrętów nie była wystarczająco wielka, by skutecznie patrolować tak wielki obszar, słaba okazała się również koordynacja między statkami. Być może też doszło w niektórych miejscach do przekupstwa, przez co część kapitanów zamiast strzec cieśniny przed Turkami, przewiozła ich na drugi brzeg. Bez względu na przyczyny, sułtanowi udało się przeprawić na Bałkany i skoncentrować swoje siły. Krzyżowcy znaleźli się w śmiertelnie groźnej sytuacji. Do granicy z Węgrami było daleko, a teren który armia musiałaby pokonać sprzyjał zasadzkom. Sztab Jagiellończyka podjął decyzję o okopaniu się przy brzegu morza na otwartym polu, by tam oczekiwać na pomoc ze strony swojej floty lub Bizancjum.

Bitwa pod Warną na obrazie Jana Matejki

9 listopada krzyżowcy wyszli na otwarte pole w okolicach Warny, Gałaczu i Kaliakry, które zostały porzucone przez przerażone tureckie załogi. Mieszkańcy podnieśli bramy przed wojskami Władysława III i tak oto Jagiellończyk bez jednego uderzenia mieczem odniósł ostatnie zwycięstwo chrześcijan w antytureckiej krucjacie. Tego samego dnia trzykrotnie liczniejsza armia turecka rozbiła obóz kilka kilometrów na zachód od Warny. Zapadła noc, a Władysław III zaczął się naradzać ze swoimi dowódcami. Było już jasne, że płynące w kierunku krzyżowców włoskie okręty nie zdołają wziąć udziału w bitwie. Hunyadi proponował prowadzenie obrony zaczepnej, by zachować inicjatywę, zaś Cesarini optował za obroną pasywną, opierającą się na taborach. Władysław III poszedł za radą doświadczonego węgierskiego dowódcy i zdecydował o wydaniu Turkom bitwy na otwartym polu, na które Hunyadi rankiem wyprowadził chrześcijańskie wojska. Lewą flankę armii krzyżowców chroniło jezioro, zaś prawą wzgórza, ale siły sprzymierzonych zostały przez to znacznie rozciągnięte na dystansie aż 4 kilometrów. Tabory wykorzystano do osłonięcia tyłów chrześcijańskich wojsk.

Sułtan nie spieszył się z bitwą, gdyż zajmował pozycje na wzgórzu i liczył na atak krzyżowców. Chrześcijanie cierpliwie czekali jednak na ruch przeciwnika. Gdy Murad II wydał w końcu rozkaz do ataku, prawe skrzydło wojsk chrześcijańskich złożone głównie z lekkiej wołoskiej i ciężkiej rycerskiej jazdy dwukrotnie przechodziło do szarży i odpierało natarcie tureckie. Za bardzo jednak oddalili się przez to od lewego skrzydła, co wykorzystały siły anatolijskich spahisów. Ich szarża przerwała linię krzyżowców w centrum i Turcy przejęli inicjatywę. Prawe skrzydło krzyżowców poszło w rozsypkę. Część chrześcijańskich wojsk rzuciła się do ucieczki. Niektórzy szukali schronienia w pobliskich miastach, ale przeczuwający zwycięstwo Turków mieszkańcy nie podnieśli bram. Uciekających krzyżowców ścigały wojska tureckie, rąbiąc i dobijając. Kardynał Cesarini z niewielką liczbą rycerzy bronił się na taborach. Sytuacja chrześcijan stała się dramatyczna. Wówczas Jan Hunyadi zorganizował kontruderzenie siłą osobistych chorągwi Władysława III. W skład dworskich hufców Jagiellończyka wchodziło blisko 2 tysiące ludzi. Szarża ciężkozbrojnego rycerstwa rozbiła w pył lekką jazdę turecką i sytuacja została opanowana. Turcy byli w odwrocie.

Powracające na pole walki siły krzyżowców ścigały ich i dobijały. Lekka jazda wołoska zdołała przebić się przez turecką linię i zaczęła plądrować obóz wroga. Krzyżowcy odzyskali swoje prawe skrzydło i ciągłość własnej linii. Chorągwie królewskie powróciły na tyły i nadal stanowiły jedyną rezerwę chrześcijan. Teraz Turcy wymierzyli swój atak w lewe skrzydło sprzymierzonych. Kolejne szarże tureckiej jazdy były odpierane i ponawiane. Wkrótce potem Jan Hunyadi zorganizował rezerwy i przeprowadził kolejny kontratak. Siły muzułmańskie ponownie zostały rozbite, turecka jazda zaczęła rozpraszać się we wszystkich kierunkach. Teraz to sułtan znajdował się w ciężkiej sytuacji. Oba jego skrzydła kawalerii zostały rozpędzone, a na polu bitwy pozostała tak naprawdę tylko jego osobista gwardia i rezerwy piechoty w postaci janczarów. Tylko te siły dzieliły krzyżowców od heroicznego zwycięstwa. Hunyadi zamierzał przeprowadzić decydującą szarżę siłami lewego skrzydła, a królewskie chorągwie miały pozostać na tyłach. Z niewyjaśnionych jednak przyczyn Władysław III poprowadził w tym momencie swoje ostatnie rezerwy do ataku. Szarża osobistych hufców Jagiellończyka wbiła się w masę tureckiej piechoty, lecz niestety nie zdołała złamać jej linii. Hunyadi był zaskoczony inicjatywą Władysława III i nie zdążył przeprowadzić odsieczy. Królewskie rycerstwo zostało otoczone przez janczarów i wybite. W tej walce zginął Jego Wysokość Władysław III, król Polski, Węgier, Dalmacji i Chorwacji, którego historia zapamięta jako Warneńczyka.

Fragment obrazu Stanisława Chlebowskiego: Śmierć Władysława Jagiellończyka pod Warną

Upadek

Wieść o śmierci jak dotąd niepokonanego króla szybko rozeszła się po muzułmańskich wojskach. Tureckie oddziały jazdy zaczęły stopniowo powracać na pole bitwy. Armia krzyżowców wciąż walczyła, starając się utrzymać pozycje. Turcy jednak ponawiali ataki. Wielu krzyżowców nadal nie miało pojęcia, że ich władca został pokonany i nagły wzrost morale po stronie muzułmanów wydawał im się szokujący. Po śmierci Jagiellończyka sytuacja na polu walki po raz kolejny uległa diametralnej zmianie. W wojskach tureckich odżyła determinacja. Po załamaniu się obrony na lewym skrzydle i w centrum armii chrześcijan, Jan Hunyadi podjął decyzję o odwrocie, starając się zorganizować tyle rozbitych sił sprzymierzonych, ile był w stanie. Pod jego dowództwem resztki armii krzyżowców przebiły się przez linię turecką i wycofały się na północ.

Ci, którzy uciekali w panice w każdym możliwym kierunku zostali w większości dogonieni i wybici. Niektórzy padli po prostu z wyczerpania. Chociaż Turcy ponieśli pod Warną większe straty, to dla znacznie mniejszej armii krzyżowców liczba ofiar okazała się kalecząca. Wielu chrześcijan dostało się w ręce wroga. Na polu walki w wieku dwudziestu lat poległ bezpotomnie Władysław III. W trakcie odwrotu został zabity także kardynał Cesarini. Hunyadi poprowadził ocalałe jednostki na Węgry, gdzie przez następne lata bezskutecznie próbował poskromić turecką ekspansję. Krucjata zakończyła się klęską. Los wyprawy był jednak przesądzony na długo przed Warną, gdy wbrew entuzjastycznym deklaracjom z Europy zachodniej napłynęła jedynie symboliczna pomoc i dalece nie wystarczająca flota. Gdy Bizancjum zaniechało udziału mimo rzekomo pełnej gotowości do walki. Gdy z kampanii wycofał się serbski książę Brankowicz i zamiast tego pozostał lojalnym lennikiem sułtana. W momencie gdy główne siły tureckie sforsowały wody oddzielające Europę od Azji i dokonały koncentracji, wyparcie Turków z kontynentu było już dla krzyżowców praktycznie niemożliwe.

Europejskie dwory nie chciały uwierzyć w śmierć Władysława III. Wizja Zbigniewa Oleśnickiego o polsko-litewsko-węgierskim imperium poległa wraz z młodym Jagiellończykiem. Wojna domowa na Węgrzech dobiegła końca i kraj powrócił pod panowanie Habsburgów. Upadły także marzenia papieża Eugeniusza IV. Wielka schizma, która podzieliła Kościół na zachodni i wschodni nie została zakończona, muzułmanie nie zostali wyparci z Europy, a po zaledwie kilku latach od klęski pod Warną Turcy zdobyli Konstantynopol i cesarstwo Wschodniorzymskie bezpowrotnie upadło, co dla wielu historyków oznacza koniec średniowiecza. Ekspansja Imperium Osmańskiego w Europie trwała dalej i stała się jedną z głównych przyczyn upadku Republiki Weneckiej, doprowadziła do licznych najazdów muzułmańskich na ziemie Rzeczypospolitej, wciągnęła Austrię i Węgry w długą historię walk z tureckim imperium, a w ciągu następnych wieków armia sułtana kilkakrotnie stanęła pod murami Wiednia. Unię polsko-litewską ostatecznie udało się odnowić, gdyż tron Polski objął młodszy brat Władysława III, czyli Jego Wysokość Kazimierz IV Jagiellończyk, którego elekcja i rządy doprowadziły do faktycznego powstania niesławnej demokracji szlacheckiej w Polsce. Instytucji, która była jedną z przyczyn upadku Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

 

Artykuł powstał w ramach grupy  Congregatio Ordinis Veteris





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA