cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Wielkanocna wyprawa na Wilno

Jakub Wojas, 21.04.2019

Józef Piłsudski pod Ostrą Bramą w Wilnie, kwiecień 1919 r.

Był 21 kwietnia 1919 roku. Tego dnia przypadał poniedziałek wielkanocny, ale w żadnym innym zakątku odradzającej się Polski i Litwy nie świętowano tak Zmartwychwstania jak w Wilnie. Dzień wcześniej do miasta wkroczyły wojska polskie wpierając stąd bolszewików. Natomiast w drugi dzień świąt jako zwycięzca wjechał na Kasztance Józef Piłsudski.

Wilno musi być nasze

Ten dzień wydawał się spełnieniem marzeń zarówno Komendanta, jak i mieszkańców stolicy Wielkiego Księstwa Litewskiego. Tak zapamiętał te chwile Edward Rydz-Śmigły:

Naczelny Wódz przybył. Jedziemy konno od dworca, pod Ostrą Bramę do miasta. Tłumy śmiejące się, płaczące, rzucające kwiaty, dzieci wbiegające między konie, które denerwują się i ślizgają na nierównym bruku. Spojrzenia nabrzmiałe łzą i pieszczotą, gdyby mogli, rzucaliby serca pod kopyta końskie. Jesteśmy dla nich uosobieniem siły, polotu, dobroci, piękna – wszystko, co jest nasze, jest śliczne.

Triumf wydawał się niesamowity. Wyzwolona został stolica Litwy i odtworzenie Rzeczpospolitej Obojga Narodów zdawało się być na wyciągnięcie ręki. O to chodziło Piłsudskiemu, czemu dał wyraz w specjalnej odezwie dzień później. Ale tu również rolę grały wątki osobiste. Naczelny Wódz spędził tu młodość i nie wyobrażał sobie tego miasta pod władzą nacjonalistów litewskich lub Rosjan, niezależnie czy białych, czy czerwonych.

Manifestacja mieszkańców Wilna po zdobyciu miasta przez Wojsko Polskie, kwiecień 1919 r.

Podobnego zdania byli wileńscy Polacy, ale nie tylko oni zamieszkiwali to miasto. Drugą co do wielkości grupą byli Żydzi, stanowili oni ponad 40 procent mieszkańców. Litwinów był natomiast raptem 2,5 procenta, choć litewscy nacjonaliści wprost artykułowali żądania przyłączenia tego miasta do tworzonej „nowej Litwy”. Kolejnym graczem, który chciał opanować Wilno byli bolszewicy. W połowie grudnia 1918 roku to oni przejęli po ustępujących Niemcach władzę nad litewską stolicą, uprzedzając w tym zarówno Polaków, jak i nowych Litwinów. Lecz Polacy już od października 1918 roku tworzyli lokalne oddziały Samoobrony i było tylko kwestią czasu aż odegrają one decydującą rolę w walkach w mieście. I rzeczywiście, po dwóch tygodniach po bolszewikach nie było śladu, a Wilno po Nowym Roku 1919 o własnych siłach pod wodzą gen. Władysława Wejki znalazło się w rękach polskich. Sukces ten był jednak bardzo krótkotrwały. Wystarczało bowiem kilka dni, by zbliżająca się od wschodu Armia Czerwona wyparła stąd polskich żołnierzy.

Częstotliwość zmiany władztwa w Wilnie odbywała się zatem z częstotliwością wybijającej, już nawet nie godziny, a kwadranse, zegarowej kukułki. W tej części Europy nie było to niczym nadzwyczajnym. Kijów podobnie przechodził z rąk do rąk. Powodem chaosu były wycofujące się potężne siły niemieckie i następujące od wschodu bolszewickie. Mali jak Nowolitwini mogli liczyć jedynie na łut szczęścia. Średni, ale z wielkimi aspiracjami, jak Polacy musieli ryzykować. Bardzo ryzykować.

To szaleństwo

Odradzająca się Polska na początku 1919 roku była w stanie wojny z Ukraińską Republiką Ludową. Miały miejsce już pierwsze starcia z bolszewikami, a na zachodzie istniała obawa, że Niemcy zaatakują wyzwoloną przez powstańców Wielkopolskę. Wojsko Polskie składało się z kolei z 200 tysięcy żołnierzy. Jak nietrudno zgadnąć, było to daleko poniżej potrzeb. Naczelny Wódz jednak się upierał: należy przeprowadzić atak na Wilno.

Władysław Belina-Prażmowski, Józef Piłsudski i Czesław Świrski
​​​​​​kwiecień 1919 r.

W marcu Komendant w rozmowie z Jerzym Osmołowskim -komisarzem Zarządu Cywilnego Ziem Wschodnich stwierdził, że dąży do stworzenia federacji Polski, Litwy i Białorusi. Pragnienie to powtórzył kolejny raz w kwietniu w czasie spotkania ze swoim bratem Janem oraz Aleksandrem Prystorem, Witoldem Abramowiczem, Michałem Romerem, Kazimierzem Świtalskim. Wtedy też padła też konkretna data wyzwolenia Wilna – Wielka Sobota. 12 kwietnia przedstawiono przygotowany plan operacji szefowi Wojskowej Misji Francuskiej gen. Paulowi Henrysowi. Jego komentarz był krótki: to jest szaleństwo.

I nie było w tym przesady. Główną rolę w operacji miała odegrać Grupa Jazdy ppłk. Władysława Beliny-Prażmowskiego. Jej zadaniem było pokonanie zagonem kawaleryjskim około 100 kilometrów i przebicie się praktycznie bez osłony piechoty na obszar obsadzony przez 30 tysięcy bolszewików. Problem w tym, że pod nazwą „Grupa Jazdy” kryło się zgrupowanie złożone z 59 oficerów oraz 1215 szeregowych i podoficerów. Było to zatem mniej niż w zwykłym pułku kawalerii. Ponadto Grupa Beliny była zbieraniną złożoną z trzech szwadronów 1. Pułku Szwoleżerów, dwóch szwadronów 4. Pułku Ułanów, dwóch szwadronów 11 Pułku Ułanów, jednego szwadronu 7 Pułku Ułanów, szwadronu jazdy kujawskiej oraz plutonu artylerii konnej. W operacji miał wziąć udział również grupa piechoty gen. Rydza-Śmigłego, składające się głównie 2 Dywizji Piechoty Legionów. Z kolei 1. Dywizja Legionów gen. Lasockiego dostała zadanie opanowania Lidy. Wsparcie stanowiła też 2. Brygada Litewsko-Białoruska gen. Adama Mokrzyckiego atakująca Nowogródek i Baranowicze. Od strony Grodna operację zabezpieczała grupa zaniemieńska płk. Rawicza-Dziewulskiego. Całością miał dowodzić Józef Piłsudski.

Na dzień przed rozpoczęciem wyprawy, 15 kwietnia, Naczelny Wódz przeprowadził w pociągu sztabowym na stacji kolejowej w Skrzybowce odprawę dowódców. Wtedy padł oficjalny rozkaz do rozpoczęcia akcji. Tego samego dnia do służby został powołany Pluton Osłony Jazdy Naczelnego Wodza. Do jego zadań należała ochrona Naczelnika Państwa podczas działań wojennych, a także pełnienie służby kurierskiej między sztabem a poszczególnymi jednostkami, w szczególności kierującą się na Wilno Grupą Jazdy.

Zagon na Wilno

Pokonanie odcinka 100 kilometrów w przeciągu trzech dni stanowi nie lada wyczyn w trakcie zwykłych rajdów konnych, nie mówiąc już o działaniach wojennych. Wyprawa rozpoczęła się w miejscowości Papiernia. O godzinie 5.30, 16 kwietnia ułani i szwoleżerowie przekroczyli most na rzece Dzitiwie. Efekt zaskoczenia został osiągnięty. Dzięki uszkodzeniu przez patrol 4. Pułku Ułanów linii kolejowej między Lidą a Wilnem – garnizon litewskiej stolicy nie został wzmocniony dodatkowymi oddziałami Armii Czerwonej. Uszkodzenia nie mogły być zbytnio poważne, gdyż tą samą trasą miano przerzucać polskie wojska.

Sukcesy odnosiła również piechota zdobywając Baranowicze, Lidę i Nowogródek. Z kolei początkowy etap zagonu bardziej rzeczywiście przypominał rajd konny niż wojenną wyprawę. Grupa Jazdy potrafiła szybko i sprawnie obejść siły bolszewickie i bez większych trudności 18 kwietnia kawalerzyści podeszli pod Wilno. Oczywiście, wileński garnizon miał przewagę, ale Armia Czerwona nie wiedziała iloma żołnierzami dysponują Polacy. O godzinie 19.45 ppłk. Belina-Prażmowski wydał rozkaz przeprowadzenia o świcie ataku na miasto. O 3.00 odbyła się odprawa, a już dwie godziny później oddziały ruszyły do boju. Główne natarcie zostało przepuszczone na dworzec kolejowy. Zakładano przejęcie obiektu i wysłanie w kierunku stacji w Bieniakonie pociągów, które miały przerzucić do Wilna piechotę z 2. Dywizji. Zdanie wykonano dosyć szybko. Bolszewicy na wieść, że w mieście są Polacy zaczęli panicznie się wycofywać. Natomiast grupy mjr Zaruskiego i mjr Orlicz-Dreszera posuwały się w kierunku centrum. Ułani i szwoleżerowie nieustanie otrzymywali pomoc ze strony miejscowej ludność. Ba, do patrolu 4. Pułku Ułanów na przewodnika zgłosił się czerwonoarmista, który pomógł im w ataku na pozycje nieprzyjaciela. Z drugiej strony, gdy polscy żołnierze szli do ataku, to z kamienic z dzielnicy żydowskiej oddawano w ich kierunku strzały.

Polska kawaleria wkraczająca do Wilna niedaleko cmenatarza na Rossie, 19 kwietnia 1919 r.

W pewnym momencie bolszewicy zorientowali się, że Grupa Jazdy jest śmiesznie mała. Początkowa panika przerodziła zatem w zacięty opór. Na szczęście, trwało przerzucanie do miasta jednostek piechoty. Przewaga Polaków rosła z godziny na godzinę. W niedzielę wielkanocną większa część Wilna była już wyzwolona. Jednak gdy w lany poniedziałek Józef Piłsudski jechał na Kasztance przez Ostrą Bramę, w innej części litewskiej stolicy padały jeszcze strzały. Bolszewicy poddali się ostatecznie o godzinie 16.

Hołd dla Wodza i dla Matki Boskiej

Zwycięski zagon porównywano do działań z czasów wojny secesyjnej. Chwalono ułanów i szwoleżerów za szybkość i zdolność do walki w terenie zurbanizowanym. Imponowało wszystkim jak tak małe siły potrafiły pokonać wielokrotnie silniejszego wroga. W rozkazie z 28 kwietnia Józef Piłsudski napisał o Grupie Jazdy:

Świetnie prowadzona, wspaniałym marszem obeszła cały układ sił bolszewickich; śmiałym a nagłym napadem zajęła miasto z ogromnymi zapasami materiału wojennego i utrzymała je pomimo ogromnej przewagi wroga, aż do przyjścia piechoty. Jest to najpiękniejszy czyn wojenny, dokonany w tej wojnie przez polską jazdę.

Nie były to czcze słowa. Józef Piłsudski do śmierci wspominał swoją kawalerię, która rzuciła mu Wilno u stóp. Dlatego też Wielkanoc 1919 roku była dla niego nie tylko czasem wojny, ale też wielkich wzruszeń. Podobnie było w okresie wielkanocnej oktawy. 26 kwietnia odbył się „Wieczór hołdu”. Naczelnemu Wodzowi złożono klucze do miasta. Dzień później to Piłsudski złożył hołd Matce Boskiej Ostrobramskiej. Naczelnik wśród tłumów stał pod Ostrą Bramą, a z jej balkonu przemawiał ksiądz wikary Oleszczuk. Wymownie opisał ten moment Tadeusz Święcicki:

Z dołu odpowiadał mu tylko wielki szloch tego tłumu klęczącego na ulicy. Spojrzałem na Komendanta. Stał twarzą zwróconą do obrazu, opartą na szabli, [..] spod nasrożonych brwi ciężka łza pływała mu na wąsy. Śmigły za nim miał jakby jakiś nerwowy tik w twarzy. Twarz drgała i też łzy ciekły mu po twarzy. A Belina beczał po prostu jak smarkacz.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA