cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

W tym roku nie będzie obchodów 100-lecia niepodległości!

Jakub Wojas, 08.01.2018

Manifestacja przed siedzibą pierwszego rządu w II RP, 14 listopada 1918 r.

Krew uderza mi do mózgu, ciśnienie się podnosi, żółć mnie zalewa, a w kieszeni otwiera się nóż, gdy już któryś raz słyszę lub czytam o odbywających się w tym roku obchodach 100-lecia niepodległości. Nie! Żadnych takich obchodów nie będzie!

100-lecie niepodległości mogliśmy obchodzić gdzieś za panowania Kazimierza Odnowiciela albo Bolesława Szczodrego, ale na litość ludzką nie teraz! W 2018 r. nie przypada nam 100-lecie niepodległości, a 100-lecie ODZYSKANIA niepodległości. I jest to zasadnicza różnica.

Odzyskanie niepodległości, zwane również restytucją lub prawem postliminium, następuje w sytuacji, gdy państwo, które zostało wcześniej w bezprawny sposób zlikwidowane zostaje ponownie przywrócone. Tym samym na jego miejscu nie powstaje nowy twór państwowy, a po prostu kontynuowana jest państwowość wcześniej przerwana.

Rozbiory Rzeczpospolitej 1772-1795 (Wikimedia Commons)

Oczywiście, zastosowanie tego prawa wiążę się z pewnymi warunkami:

  1. Przejęcie danego terytorium miało charakter bezprawnym.

  2. Nie nastąpiła wyraźna lub dorozumiana zgoda jego mieszkańców na taki stan rzeczy.

W przypadku Polski w odniesieniu do pierwszego punktu wypowiadało się na ten temat szereg prawników już od końca XVIII w. nazywając rozbiory: „największą zbrodnią” (Hershay), „najjaskrawszym pogwałceniem sprawiedliwości i prawa narodów” (Wheaton) czy „grabieżą naruszającą prawo narodów” (Philimore). Wśród naruszeń, jakich dokonały mocarstwa rozbiorowe wskazywano m.in. wymuszanie na Rzeczpospolitej określonych decyzji (np. cesji terytoriów) czy niedotrzymanie zawartych traktatów i zobowiązań (np. o gwarancji granic Rzeczpospolitej). Z kolei najlepszym dowodem na niezgodę Polaków na taki stan rzeczy jest ponad wiekowa walka o niepodległość – powstania, konspiracje etc.

Dlatego też w 1918 r. Józef Piłsudski w depeszach dyplomatycznych urbi et orbi ogłaszał „odrodzenie”, „wskrzeszenie” Rzeczpospolitej, a inne państwa gratulowały w odpowiedzi „powrotu” Polski na mapę Europy. Zdawano sobie sprawę, że nasz kraj w odróżnieniu np. od Czechosłowacji, Łotwy czy Estonii nie jest nowy państwem. Z tego powodu właśnie II RP była II RP, co było wyraźnym nawiązaniem do przedrozbiorowej I RP.

Polska w momencie odzyskania niepodległości w 1918 r. (Wikimedia Commons)

Nieuprawnione jest także mówienie, że „od 100 lat ponownie jesteśmy niepodlegli”. Choć nasza ponad 1000-letnia historia nie powinna budzić wątpliwości (co sytuuje nas w gronie tzw. starych państwowości, a to powód do dumy), to 100 lat nieprzerwanej niepodległości już tak. Bo jak np. potraktować to co się działo między 1945 a 1989 rokiem? Polska Ludowa w praktyce (bo formalnie to inna sprawa) suwerennym państwem nie była, w szczególności w czasach stalinowskich. Często mówi się też, że w 1989 r. „odzyskaliśmy niepodległość”, a obecna konstytucja informuje nas, że żyjemy w III RP. Wychodziłoby zatem na to, że to nasze „stulecie” w tym względzie ma wyraźne przerwy.

Tymczasem w 2018 r. coraz więcej osób podchodzi do tegorocznej rocznicy skrótowo, ze szkodą dla własnej ojczyzny. Najsmutniejsze jest to, że bardzo często o „100-leciu niepodległości” mówią politycy. Z kolei jeżeli przyjmiemy, że nasza niepodległość zaczęła się w 1918 r. to sami siebie stawiamy w szeregu narodów nowych, których narodziny datujemy na połowę XIX w.

Niestety, tendencja do traktowania naszej państwowości tak, jakby narodziła się dopiero przed stu laty jest coraz bardziej widoczna. Polskie instytucje państwowe jeżeli nawiązują do tradycji, to przeważnie do tych przedwojennych. Dla przykładu publikacje i filmy promocyjne tworzone przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych przypominają jedynie o działalności dyplomacji II RP. Właściwie, może poza parlamentem, trudno znaleźć jakiś organ, który w wyraźny sposób chciałby nawiązać do tradycji dalszych niż przedwojenna Polska. A przecież nasi politycy tak lubią przypominać o naszej wielowiekowej demokracji...

To wszystko zresztą odbija się też na samych obchodach, powtórzymy, 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Jak dotąd wspomina się jedynie o otoczce związanej z 1918 r., a pomija się całą wcześniejszą drogę walki o niepodległość i to, jakie państwo stracono i o jakie długo walczono. Rozbiory, walka o niepodległość i wskrzeszenie Rzeczpospolitej to ważne wydarzenia i wielkie geopolityczne zmiany dla całego regionu. II RP była już wprawdzie ustrojowo innym państwem niż I RP. Odłączyła się od nas Litwa, która wybrała inną drogę, co nie znaczy, że nasze losy nie były nadal połączone, o czym świadczą lata 1939-1940.W związku z tym nasze obchody można byłoby np. w jakiś sposób umiędzynarodowić. Zorganizować wspólne inicjatywy z państwami regionu przypominające o naszym związaniu, ale z poszanowaniem dzisiejszych odrębności.

Nie marginalizujmy się na własne życzenie. 100 lat temu ODZYSKALIŚMY niepodległość, a nie ją zyskaliśmy. Nasza historia nie zaczęła się w 1918 r. Dlatego w kontekście tegorocznych obchodów na tamte wydarzenia spójrzmy w szerszym kontekście – jako punkt łączący dzisiejszą Polskę z tą sprzed 1795 r.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA