cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

W 1968 r. Polska istniała, a nawet była niepodległa

Jakub Wojas, 22.02.2018

Antysemicka masówka w jednym z zakładów pracy w 1968 r. (IPN)

Premier Mateusz Morawiecki w trakcie Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, prócz użycia określenia o „żydowskich sprawcach”, zabłysnął również stwierdzeniem, że w 1968 r. nie było Polski, co ma oznaczać, że dziś nie ponosimy odpowiedzialności jako państwo za antysemicką nagonkę z tego czasu. Odważna teza, zatem warto ją zweryfikować.

II RP-PRL-III RP to jedno

Niestety, muszę zmartwić pana premiera, ale czy chcemy tego czy nie, PRL był państwem polskim. Co więcej, III Rzeczpospolita, która narodziła w 1989 r., choć nawiązuje w numeracji do przedwojennej II RP, jest tak naprawdę kontynuatorką Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Nie jest to żadna opinia o braku dekomunizacji elit itp. tylko niezaprzeczalny fakt. Obecna Polska jest bowiem niewątpliwie sukcesorem prawnym PRL. Oznacza to, że wszelkie powzięte zobowiązania, uzyskane przywileje, podpisane traktaty, członkostwa w organizacjach międzynarodowych itd. z lat 1945-1989 zostały niejako odziedziczone przez III RP. Dlatego też Polska po 1989 r. nie musiała ponownie ubiegać się np. o członkostwo w ONZ, co m.in. musiała czynić swego czasu Serbia i Czarnogóra, gdyż tu nie uznano sukcesji po Jugosławii. Ponadto III RP odziedziczyła nie tylko wszelkie sprawy z zakresy stosunków międzynarodowych, ale również drobek prawa wewnętrznego. Po 1989 r. nikt nie pisał prawa na nowo, lecz zaczęto w większości przypadków dostosowywać istniejące normy do nowej sytuacji.

Pochód młodzieży 22 lipca 1952 r. w Warszawie

A zatem III RP jest kontynuatorem PRL, ale żeby było jeszcze śmieszniej, to PRL był kontynuatorem II RP. Tutaj obowiązywały bowiem te same zasady sukcesji. Dość powiedzieć, że Mała Konstytucji z 1947 r. w wielu aspektach opierała się na marcowej z 1921 r. Oficjalna nazwa państwa do 1952 r., czyli przyjęcia nowej konstytucji brzmiała Rzeczpospolita Polska. Ktoś może powiedzieć (domyślam się, że włącznie z samym premierem Morawieckim): „ale zaraz po 1945 r. rządzili w Polsce komuniści pod sowiecką kuratelą”. Tak, tylko że oficjalnie, pod względem prawnym ówczesna Polska była (proszę złapać oddech) niepodległym państwem. Oczywiście, w praktyce wyglądało to jak wyglądało, ale cóż… nigdzie nie zapisano, że ambasador sowiecki czy inny namiestnik będzie miał wpływ na decyzje władz w Warszawie.

By lepiej to zrozumieć posłużmy się analogią historyczną. Historycy przyznają, że po 1717 r. Rzeczpospolita wpadła w orbitę wpływów rosyjskich, ale do czasów stanisławowskich nie miało to odbicia prawnego, choć wpływy rosyjskie w niektórych momentach były znaczące. Co innego w Księstwie Warszawskim i Królestwie Polskim, gdzie w obydwu przypadkach mamy do czynienia z konstytucyjnymi przepisami, mówiącymi o nierównorzędnej roli tych tworów odpowiednio w stosunku do Francji i Rosji. I tutaj rzeczywiście uznaje się, że państwa polskiego nie było, a i II RP nie była sukcesorem Księstwa i Kongresówki.

Członkowie ORMO w 1946 r.

Należałoby zatem stwierdzić, że PRL to tak naprawdę kolejne wcielenie II RP. Wiem, że brzmi to obrazoburczo, ale biorąc pod uwagę to, ile pod względem dorobku prawnego (oczywiście później stopniowo przekształcanego), zobowiązań i przywilejów międzynarodowych, a także mienia (np. sieć placówek dyplomatycznych) przejęła Polska Ludowa po swojej poprzedniczce, to można uznać tę tezę za jak najbardziej uprawnioną.

Odpowiadamy za 1968?

No dobrze, ale jest prawda czasu i prawda ekranu, a także prawda przepisów prawnych i prawda szarej rzeczywistości. W szczególności w latach stalinizmu sowiecki nadzór był w Polsce aż nadto widoczny. Po 1956 r. było go wprawdzie mniej, aczkolwiek dalej występował. Jednakże od odpowiedzialności za działania PRL mogłaby wyzwolić jedynie wada oświadczenia woli, czyli należałoby dowieść, że w konkretnej sytuacji ZSRR wywierał na ówczesnych władzach naciski, groźby itp. Czy 1968 r. tak było? Co do ochłodzenia stosunków z Izraelem można podejrzewać, że tak, gdyż była to konsekwencja reakcji Sowietów na wojnę sześciodniową z 1967 r. Sam nagonka antysemicka niestety raczej była wynalazkiem naszych notabli i pokłosiem ówczesnej „wojny na górze”.

Władysław Gomułka na trybunie na Placu Defilad
w Warszawie

Wydaje się jednak, że byłoby dużą niesprawiedliwością, gdyby dzisiejsze państwo polskie odpowiadałoby za wszystkie grzechy PRL, którego władza utrzymywała się jedynie dzięki sowieckiej protekcji. Prawdą jest, że większość Polaków utożsamiała się z tym państwem, ale zapewne mało kto z władzą. I zapewne to miał na myśli premier Morawiecki, mówiąc na monachijskiej konferencji o nieistnieniu Polski w 1968 r. Bo jak np. traktować żołnierzy wyklętych, którzy rzeczywiście w świetle prawa Polski Ludowej mogli uchodzić za bandytów? Czy wracając do czasów stanisławowskich, co zrobić z konfederatami barskimi, którzy (być może w nierozważny sposób) próbowali zrzucić rosyjskie jarzmo?

I tu znów prawo międzynarodowe zdaje się nam podsuwać odpowiedź. W stosunkach między państwami nie jest bowiem ważne dla uznania rządu w danym państwie, w jakim sposób sięgnął on po władzę (demokratyczny czy nie, zgodny z prawem wewnętrznym czy nie). Liczy się jedno – czy jest w stanie sprawować kontrolę nad państwowym terytorium. Komuniści w Polsce, owszem byli do tego zdolni, ale jedynie pod warunkiem, że mieli poparcie Wielkiego Brata i jego wojsk tutaj stacjonujących. Gdy to się skończyło – władzę stracili.

Tym samym wszelkie próby zrzucenia obcego jarzma, a także działania na rzecz suwerenności, umacniania państwowości polskiej należałoby przyjmować i uznawać „z dobrodziejstwem inwentarza”, a te służące jedynie wzmacnianiu władzy z obcej nominacji odrzucać i nie poczuwać się do odpowiedzialności. Z tym drugim przypadkiem mamy niewątpliwie do czynienia w odniesieniu do antysemickiej nagonki z 1968 r., która była skutkiem ubocznym walk frakcyjnych wśród polskich komunistów. Jednocześnie III RP nie może odżegnywać się od grzechów podziemia niepodległościowego czy nawet niechlubnych działań LWP podejmowanych w trakcie bojów o granice dzisiejszej Polski.

Warto na koniec rozprawić się z jeszcze jednym zarzutem padającym przy okazji wypowiedzi premiera Morawieckiego. Mianowicie, że skoro Polacy nie odpowiadają za działania komunistów, to Niemcy za nazistów. Podstawowa różnica jest jednak taka, że naziści aż do końca wojny bez większych problemów i pomocy z zewnątrz utrzymywali władzę w Niemczech, i to przy szerokim poparciu społecznym. Gdyby w Polsce tak było z reżimem komunistycznym, to brzemię ich grzechów musielibyśmy nosić do dziś.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA