cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Szwedzki hegemon przy Rzeczpospolitej, czyli co by było gdyby Szwedzi zwyciężyli pod Połtawą

Piotr Antoniewski, 08.07.2019

Bitwa pod Połtawą na obrazie Pierre'a-Denisa Martina

Bitwę pod Połtawą, choć nie brały w niej udziału wojska polskie czy litewskie, można uznać za jedną z najważniejszych batalii w naszej historii. Potęga rosyjska jaka z niej się wyłoniła zaczęła już zagrażać nie tylko pozycji Rzeczpospolitej w regionie, ale w ogóle istnieniu tego podmiotu. Ale czy inny wynik tego szwedzko-rosyjskiego starcia mógł cokolwiek zmienić?

Szwedzi po raz kolejny

Rok 1700 mieszkańcy Polski i Litwy mogli powitać z nadzieją. Rok wcześniej układem w Karłowicach zakończyły się wojny z Turkami, a do Rzeczpospolitej oficjalnie powróciło Podole i prawobrzeżna Ukraina. Król August II marzył z kolei o odbiciu Inflant i w tym celu zawiązał szeroką koalicję przeciwko młodemu władcy Szwecji Karolowi XII. Wojna była prowadzona przez Saksonię, więc ani Polska, ani Litwa nie dokładały się do niej, choć w razie jej powodzenia byłyby jej beneficjentami. Niestety, konflikt nie szedł po myśli Augusta II. Karol XII okazał się lepszym wodzem niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Najpierw pokonał Duńczyków pod Kopenhagą, potem Rosjan pod Narwą, a w 1701 roku Sasów pod Rygą. Następnie wkroczył na Litwę...

Wielkie Księstwo Litewskie było wtedy pogrążone w chaosie wojny domowej. 18 listopada 1700 roku szlachta rozbiła pod Olkiennikami wojska Sapiehów. Ci licząc, że protekcja szwedzkiego króla zachowa ich wpływy zaoferowali mu swoje usługi. Wydawało się, że zanosi się na powtórkę z rozrywki. Karol Gustaw w 1655 roku też najechał Rzeczpospolitą i korzystał ze wsparcia lokalnych magnatów, co pomogło mu szybko opanować znaczne terytoria.

Karol XII przekracza Dźwinę - obraz Johanna Phillipa Lemke'go

Pod Kilszowem 19 lipca 1702 roku August II musiał co prawda uznać wyższość Szwedów, ale Rzeczpospolita nie poddał się Karolowi tak jak niemal pół wieku wcześniej jemu poprzednikowi. Zawiązała się konfederacja sandomierska wspierająca polskiego monarchę. Swoje wojska przysłał również car Piotr I. Szwedzki władca jednak wolał, aby stronnikami Mocnego zajęli się sami Polacy. Spośród swoich protegowanych wybrał wielkopolskiego magnata, Stanisława Leszczyńskiego, którego w 1704 roku uczynił królem Polski. Po zdobyciu Drezna dwa lata później wymusił na Auguście II zrzeczenie się tronu i wycofanie się z wojny. Lecz szlachta nie chciała składać broni, tym bardziej, że nadal mogła liczyć na wsparcie Rosjan. Karol postanowił się tym nie zrażać i ruszył na wschód, a do walki z konfederatami wysłał siły podległe Leszczyńskiemu. W Polsce i na Litwie rozgorzała wojna domowa, której rozstrzygnięcie w głównej mierze zależało od starcia króla Szwecji z carem Rosji.

Lepiej z Karolem niż z Piotrem?

Z punktu widzenia interesów Rzeczpospolitej mogło się wydawać, że sukces Rosjan w tej rozgrywce jest korzystny również dla Polski i Litwy. August II mógłby wrócić do dawnych układów i jako członek zwycięskiej koalicji mógł liczyć na jakiś profity, a w najgorszym razie zachowanie statusu quo. Wybiegając nieco w przyszłość ostatecznie zrealizowała się ta wersja minimum. Jednakże o wiele gorszy okazał się skutek uboczny tych zmagań. Z tej wojny Rosja wyszła na tyle wzmocniona, a Polska i Litwa na tyle osłabiona, że państwo carów zaczęło próbować roztaczać swoje wpływy nad związkiem polsko-litewskim. I tak weszliśmy na ścieżkę do pełnej utraty niepodległości.

Trudno w tym wypadku mieć za złe szlachcie, że w większości poparła Augusta i jego rosyjskich sojuszników, zwłaszcza, że w pamięci miano jeszcze potop szwedzki z 1655 roku. Karol postępował jednak inaczej niż Karol Gustaw. Postanowił nie sam sięgać po tron, lecz osadzić na nim podległego sobie władcę. Ten zabieg miał mu pomóc w podporządkowaniu Polski i Litwy. Szwecja nie miała bowiem takiego potencjału, by okupować tak potężne terytoria. Łatwiej było zatem osadzić tu swojego nominanta, który będzie zabezpieczał szwedzkie interesy. Sto lat potem podobny model stosował cesarz Napoleon.

Zestawiając ze sobą te dwie opcje, to wariant rosyjski wydaje się być korzystniejszy. Przy Szwedach była pewność, że jakaś forma zależności od państwa Karola XII pozostanie, tym bardziej że (jak to określano) Leszczyński zachowywał się jakby był najniższym oficerem jego armii, a nie równym mu monarchą. Natomiast w wariancie sojuszu z Rosjanami nic nie zapowiadało utraty niezależności.

Tymczasem Karol XII wyruszając na wschód starał się zmontować koalicję, która rozgromiłaby Rosję. W 1708 roku stał się gwarantem zawartego między Stanisławem Leszczyńskim a hetmanem kozackim Iwanem Mazepą układu, który odnawiał unię hadziacką. Szwedzi sądzili, że polsko-litewsko-kozackie siły zapewnią im zwycięstwo. Stało się inaczej. Król szwedzki chcąc uzupełnić braki aprowizacyjne ruszył ze swoim wojskiem na żyzną Ukrainę. Początkowo zamierzał zaatakować Moskwę na tradycyjnym kierunku przez Bramę Smoleńską, ale polska partyzantka tak dała się Szwedom we znaki, że zmienił plany i przemieścił się na Ukrainę. Mazepa skomentował to dosadnie:

Chyba diabeł go tu niesie! Obróci w niwecz moje zamiary i wciągnie za sobą Rosjan w głąb Ukrainy na jej zniszczenie i zatracenie!

Karol XII i Iwan Mazepa nad brzegiem Dniepru po bitwie pod Połtawą - obraz Gustafa Cederströma

Słowa hetmana okazały się prorocze. Rosjanie skierowali swoje główne siły na Ukrainę i na wieść o postawie Kozaków spustoszyli Zaporoże. W Polsce z kolei działania korpusów rosyjskich sparaliżowały ruchy wojsk Leszczyńskiego. Karol XII został sam. Od wiosny 1709 roku oblegał twierdzę Połtawa, do której z odsieczą w końcu czerwca zaczęła sie zbliżać się armia Piotra I. Car miał ponad dwukrotną przewagę nad rywalem. Bitwa, która rozegrała się 8 lipca 1709 roku pod murami miasta była pogromem. Szwedzki władca jedynie dzięki ofiarności Stanisława Poniatowskiego, ojca przyszłego króla, zachował życie.

Bitwa odwróciła losy wojny. W przeciągu kilku miesięcy zaczął się sypać cały system, jaki z mozołem budował młody król. Leszczyński uciekł z Rzeczpospolitej na szwedzkie Pomorze. Jego miejsce zajął August II. Mazepa zmarł w Mołdawii. W lipcu 1710 roku Rosjanie zajęli Rygę, a już po kilku latach zagrożone było Pomorze i Finlandia. Choć Karol do końca próbował ratować co się da, to klęska okazała się nieuchronna. Ostatecznego jej przypieczętowania traktatem w Nystad w 1721 roku nie dożył. Zmarł podczas oblężenia twierdzy Fredrisksten w Norwegii, 11 grudnia 1718 roku.

Odwróćmy jednak losy tego konfliktu o 180 stp. Załóżmy, że to nie Piotr I, a Karol XII jest zwycięzcą pod Połtawą. Szczęśliwie na Ukraine znajdują się jego sojusznicy i to on triumfuje nad carem…

Zwycięstwo nad Rosją było ostatnim elementem, który potrzebny był Szwecji do pełnego zwycięstwa w wojnie. Car musi się płacić sowity rachunek za tę awanturę. A co Rosja może dać Szwecji? Dwie rzeczy. Trochę poszerzyłby się posiadłości szwedzkie na północy, ale najpewniej doszłoby też do powrotu ziem Rzeczpospolitej zabranych w traktacie andruszowskim. Byłoby to działanie jak najbardziej logiczne. Szwecja i tak byłaby po zwycięstwie silniejsza, a na południu jej polsko-litewsko-ruski sojusznik szachowałby Rosję. Taki system bezpieczeństwa zapewniłby Sztokholmowi neutralizację zagrożenia rosyjskiego na wieki.

Bitwa pod Połtawą na obrazie Louisa Caravaque'a

Dla Rzeczpospolitej wiązałoby się to jednak z pewnymi kosztami. Na Leszczyńskim zapewne wymuszono by zgodę na czerpanie przez Szwecję zysków z portów bałtyckich i instalację na wybrzeżu szwedzkich garnizonów. Po pokonaniu Danii w wojnie północnej prawdopodobnie Polska i Litwa zostałby wcześniej czy później wciągnięte w wojnę z Prusami. Dałoby to Szwedom kontrolę nad całym wybrzeżem bałtyckim, a Polska odzyskałby zapewne Prusy Książęce, oczywiście płacąc przy tym Szwedom dostępem do portów.

W takich warunkach Rzeczpospolita mogłaby szybko stanąć na nogi, ale nie wszystko musiałby być takie różowe. Szwecja nie mogłaby sobie pozwolić na gwałtowny wzrost potęgi sojusznika, więc starałaby się tam utrzymać destrukcyjny system polityczny. Jeżeli szwedzka zwierzchność nie byłaby uciążliwa, a pamiętajmy że państwo to, nawet po takich zwycięstwach, nie miałoby tak dużego potencjału by ściśle kontrolować Rzeczpospolitą, to raczej wszelkie ambicje polsko-litewsko-ruskiej wspólnoty byłyby kierowane na południe, ku wybrzeżom Morza Czarnego, tym bardziej, że byłby to naturalny kierunk ekspansji dla Rusi Kijowskiej. Słabnące Imperium Osmańskie byłoby przeciwnikiem do pokonania, a to dałoby Rzeczpospolitą Trojga Narodów od morza do morza.

Jeżeli jednak Polacy zechcieliby usilnie wyzwolić się z więzów sojuszu z północnym sąsiadem i roli jego junior partnera, to moglibyśmy liczyć na podobny finał, jaki zafundowano nam w trzech odsłonach w 1772, 1793 i 1795 roku. Szwecja nie mogąc utrzymać swojej zwierzchność nad Rzeczpospolitą albo przynajmniej zachować tam swoich profitów gospodarczych w końcu dogadałaby się z sąsiednimi mocarstwami i spróbowałaby podzielić ten kłopotliwy tort. Szwecja ruszyłaby od północy, Rosja od wschodu, a Turcja od południa. Wtedy potrzeba by było cudu, by wyjść z tego zwycięsko.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA