cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Solidarność – rewolucja Sarmatów?

Jakub Wojas, 30.08.2018

Brama nr 2 Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r. (foto: European Solidarity Centre/CC BY-SA 3.0 pl/Wikimedia Commons)

Idea Solidarności bardziej już dzisiaj chyba dzieli niż łączy. Jednak jej fenomen i obecny podział będzie o wiele lepiej zrozumiały, gdy zdamy sobie sprawę z jakiej tradycji ten ruch się wywodził.

Druga rewolucja

Okres od sierpnia 1980 r. do grudnia 1981 r. nazywany jest w Polsce „karnawałem Solidarności”. Właściwie jest to ni pies, ni wydra. Solidarność była rodzajem sprzeciwu wobec władzy rządzącej z obcego nadania. Sprzeciw ten nie przyjął jednak formy zbrojnego powstania, co zdaniem wielu było efektem przepracowania tragedii powstania warszawskiego. Skoro jednak nie było to powstanie, to co?

Czasem w stosunku do tego okresu używa się określenia „rewolucja Solidarności”. Tutaj analogii historycznych można znaleźć więcej. Poprzednia rewolucja na ziemiach polskich miała miejsce w 1905. Choć wydarzenia te nazywane czwartym powstaniem i pierwszą rewolucją miały zdecydowanie krwawszy charakter, gdyż strona rewolucyjna uciekała się do aktów terroru, a na tłumionych demonstracjach trup słał się gęsto, to jednak w obydwu przypadkach można było zaobserwować, że u źródeł tych wystąpień były kwestie socjalne. Zarówno w rewolucji 1905 r., jak i rewolucji Solidarności wzburzenie szerokich mas robotników było motywowane chęcią poprawy swojego bytu, otrzymywania godnej płacy za dobrą pracę oraz ukrócenia niesprawiedliwych wyzyskiwających praktyk. Dopiero w dalszej kolejności zaczęto to łączyć ze sprawami narodowymi – odzyskania niepodległości.

Mem promujący obchody rewolucji 1905 r. w Łodzi. Wykorzystano tu podobieństwa między wydarzeniami z 1905 i 1980

Dlatego też przy obydwu wydarzeniach mamy do czynienia z sojuszem ludu i inteligencji, gdzie ci drudzy pełnią rolę „przewodnika narodu". Jednocześnie z tego również wynika istniejące do dziś wśród wielu odczucie „zdrady elit”. Warto przy tym wskazać, że praktycznie nigdy (ani po 1905, ani po 1989) nie zostało ono zdyskontowane przez członków „nie-elity”. Po rozczarowaniach związanych z latami postrewolucyjnymi i pierwszych lat niepodległości, a następnie pierwszych lat sanacji o poparcie robotników biły się zawsze partie i ugrupowania wywodzące się z jednego, sięgającego rewolucji 1905 r. pnia – SDKPiL, KPP, PPS i sanacyjna lewica. Wszyscy oni uznawali się za prawdziwych spadkobierców tych idei. Podobne analogie można dostrzec przy obecnym dziś podziale na PiS i PO.

Podobieństwa rewolucji Solidarności do rewolucji 1905 r. przedstawiła w swoim filmie  „Gorączka” Agnieszka Holland. Z dzisiejszej perspektywy obraz zrealizowany w gorącym roku 1980 może się jawić jako profetyczny. Początkowo widzimy entuzjazm ideowych bojowców i zapatrzonych w nich robotników, walczących o szczęście ludu i ojczyzny, niesionych entuzjazmem wielkiej rewolucji. Potem to wszystko się rozpada. Pojawia się rozczarowanie, małość, strach i poczucie klęski.

Kościół i szlachta

Solidarność jednak nie była niezwykła ze względu na to, że była aksamitną rewolucją, lecz na swój powszechny charakter sprzeciwu wobec władzy, nienotowany w pozostałych krajach bloku wschodniego. Przemiany ustrojowe, jakie dokonały się w 1989 i 1990 r. w Czechosłowacji, NRD czy na Węgrzech były wtórne do wydarzeń międzynarodowych. W dodatku na Węgrzech i w NRD odbyło się to wszystko przy naprawdę nielicznej opozycji. W Polsce natomiast cały proces transformacji nie dość, że rozpoczął się wcześniej, to jeszcze udział w nim społeczeństwa był bardzo liczny. W 1980 r. liczba członków Solidarności wynosiła aż 10 milionów.

Fakt, że „zaczęło się w Polsce” znów można tłumaczyć fatalną sytuacją gospodarczą, nieznaną w pozostałych państwach regionu. To doprowadziło do podjęcia strajków i zmuszenia władz do ustępstw. Nie tłumaczy to jednak całej narodowowyzwoleńczej otoczki, jaka się narodziła wokół Solidarności. Świadomość tych wartości miała przede wszystkim inteligencja, która przy uprzednich wystąpieniach „antysocjalistycznych” często rozmijała się z robotniczym ludem. Tutaj znów możemy dostrzec analogie z czasami zaborów. Chłopi wykazywali bardzo często stosunek neutralny, a czasami wręcz wrogi wobec narodowych powstań. Dopiero rewolucja 1905 r. stanowiła pod tym względem przełom. Niewątpliwie robotnika czy chłopa przywiedziono do polskości poprzez Kościół. Nieprzypadkowo w czasie rewolucji 1905 r. przed strajkiem robotnicy chodzili na msze. Podobnie na bramie Stoczni Gdańskiej widniał wizerunek papieża Jana Pawła II i Matki Boskiej. Zaangażowanie Kościoła, który bez wątpienia miał niekwestionowany autorytet wśród ludu, w walkę z władzą zaborczą czy komunistyczną stanowiło pod tym względem olbrzymi krok naprzód. Jednak znów nie jedyny.

Brama Stoczni Gdańskiej w czasie strajku w sierpniu 1980 r. (foto: European Solidarity Centre/CC BY-SA 3.0 pl/Wikimedia Commons)

Kościół bowiem od czasu prymasa Wyszyńskiego wyrażał swój sprzeciw wobec komunistów, a mimo to nie doprowadziło to wcześniej do aż takiego sprzeciwu. Oczywiście, można doszukiwać się w silnych wpływach Kościoła przyczyny pojawienia się konieczności dokonania przez władzę pewnych poprawek w narzuconym przez ZSRR systemie rządów, lecz warto się może też zastanowić na ile miała na to wpływ kultura, także ta masowa. Janusz Tazbir zauważył, że po ogromnym sukcesie filmu „Potop” Jerzego Hoffmana potomek chłopów oglądający tę ekranizację Sienkiewicza na swoim telewizorze w bloku z wielkiej płyty był święcie przekonany o tym, że widzi na ekranie swoich przodków. Nieprzypadkowo w okresie „złotej dekady” nastąpiła pierwsza fala mody na szlachetczyznę, której przejawem było kupowanie przez nowobogackich sygnetów „rodowych” czy portretów „przodków”. Kolejny raz możemy się cofnąć do przełomu wieku XIX i XX, kiedy Trylogia w wersji książkowej rozbudzał wśród ludu patriotyzm. Sienkiewicz bowiem, a za nim Hoffman, uwypuklał te cechy narodu szlacheckiego, które były bardzo atrakcyjne: odwagę, zdolność do organizacji w chwilach kryzysu czy w końcu silne poczucie wolności. Idąc dalej tym tropem, to jeżeli prześledzimy kulturę masową PRL od 1956 r., to w społeczeństwo notorycznie były ładowane dzieła, eksponujące szlachecko-inteligenckich bohaterów, wyróżniających się właśnie takimi przymiotami.

Szlachecka konfederacja

W efekcie w 1980 r. mamy uformowane na szlachecko-katolickich wartościach społeczeństwo. Naturalnie nie oznacza to, że Solidarność nie miała swojego plebejskiego charakteru, ale na ten czynnik plebejski, ze wszystkimi jego zaletami i wadami, zostały narzucone przez Kościół i elity pewne wzorce myślenia. I spójrzmy teraz na produkt tego wszystkiego – ruch obywatelski z bardzo mocnym aspektem katolickim, nieomal z Matką Boską na sztandarach, przy tym mocno pluralistyczny, walczący o przestrzeganie przez władzę prawa i jednoczącym się wokół walki ze wspólnym wrogiem. To samo można przecież powiedzieć o chociażby konfederacji barskiej – szlacheckim ruchu wychodzącym od sprzeciwu wobec łamania zasad I Rzeczpospolitej, a skupiający się na odrzuceniu rosyjskiego protektoratu.

Kazimierz Pułaski pod Częstochową - obraz Józefa Chełmońskiego

Analogii do szlacheckich konfederacji doszukiwano się zresztą już u zarania Solidarności. Jerzy Stepień uznał, że tworzenie Międzyzakładowych Komitetów Strajkowych było niczym innym jak „konfederowaniem się". Po latach pisał:

Jak w Polsce przedrozbiorowej konfederacje powoływane były w sytuacji szczególnego pogwałcenia praw podstawowych (stan tzw. exorbitancji), bo – jak pisano w akcie konfederacji sandomierskiej z 1704 roku – Konfederacja „ex iure” natura każdemu narodowi „in extremis” pozwolona. Nie ma wątpliwości, że od początku wszyscy przeżywali „Solidarność” jako sprawę narodową, a nie tylko robotniczą. (…) Związek nie dążył do obalenia władzy, ale też klasyczna polska konfederacja nie miała na celu zniesienia władzy czy jej zastąpienia (…) znaleźliśmy się w samym centrum naszej najbardziej polskiej – właściwie nieznanej gdzie indziej – tradycji ustrojowej, przerwanej brutalnie pod koniec XVIII wieku.

Nietrudno zauważyć, że również po 1989 r. większość masowych protestów społecznego sprzeciwu ma charakter „konfederacyjny”. Powoływane ad hoc, grupujące różnych ludzi skupionych wokół określonych kwestii po spełnieniu swego zadania samoczynnie są rozwiązywane, nie przeradzając się w żaden trwały ruch. Dostrzec tu można powielenie kolejnego szlacheckiego wzorca: Cyncynata – rzymskiego dyktatora, który po odniesionym politycznym triumfie wrócił na wieś, do swego pługa.

Solidarność jawi się zatem jako coś czysto polskiego - kontynuację dawnych tradycji politycznych, które ciągle również dziś pobrzmiewają. Szkoda, że obecne elity tak rzadko potrafią to wykorzystać do czegoś pozytywnego.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA