cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Rzeczpospolita Obojga Narodów nie była państwem? Czyli co powstało w wyniku Unii Lubelskiej

Jakub Wojas, 01.07.2019

Unia Lubelska na obrazie Jana Matejki

„Iż już Krolestwo polskie i Wielgie Księstwo litewskie jest jedno nierozdzielne i nierożne ciało, a także nierożna ale jedna a spolna Rzeczpospolita, ktora się z dwu państw i narodow w jeden lud zniosła i spoiła” - ten fragment aktu Unii Lubelskiej z 1 lipca 1569 roku budzi do dziś spory wśród historyków i prawników.

Niektórzy badacze twierdzą, że w ten sposób doszło do zniesienia państwowości Polski, jak i Litwy, i powstania jednego, wspólnego państwa o nazwie „Rzeczpospolita Obojga Narodów”. Według jednych było to państwo jednolite, gdzie poszczególne części były obdarzone pewnym stopniem autonomii. Wedle innych, była to federacja, gdzie Polska i Litwa zachowały nie tylko odrębność, ale i pewną podmiotowość międzynarodową. Jest jednak również trzecia możliwość – powyższy fragment mówi tylko o „jednym ludzie” – narodzie politycznym, a unia polsko-litewska z 1569 roku nie stworzyła żadnego nowego państwa.

Polska i Litwa zamiast Polski i Nowej Polski

Juliusz Bardach, badacz dziejów unii polsko-litewskiej, w jednej ze swoich prac na ten temat przytacza słowa nuncjusza papieskiego w Polsce, Giovanniego Francesco Conrimendone, który w doskonały sposób oddał charakter negocjacji w Lublinie:

Litwini chcą być jak dwa ciała w jedno i połączone, jak gdyby małżeństwem spełnionym. Litwa i Polska będą dwoma ciałami w jedno złączonym, Polacy chcą zaś, aby zmieszano te prowincje i utworzono z nich jedno ciało.

Polscy radykałowie z ruchu egzekucyjnego postulowali, aby Litwę po prostu przyłączyć do Polski jako kolejną prowincję i nawet obdarzyć ją nazwą „Nowa Polska”, co z naszej perspektywy może pachnieć kolonializmem w stylu „Nowej Anglii” czy „Nowej Holandii” zakładanych w zamorskich krainach. Litwini z kolei zgadzali się na wybór wspólnego władcy, ale osobno na Litwie i w Polsce. Wspólny sejm natomiast miałby się odbywać na granicy obydwu państw.

Akt Unii Lubelskiej z 1569 roku

Postawa możnowładztwa litewskiego doprowadziła jednak do okrojenia litewskiego terytorium. Po zerwaniu pierwszych negocjacji Zygmunt August, ku uciesze miejscowej szlachty, przyłączył do Korony Podlasie, Wołyń  i Kijowszczyznę. Litwini obawiając się, że w ten sposób kawałek po kawałku spełni się program ruchu egzekucyjnego zdecydowali się wrócić do rozmów. Wiązało się to z ustępstwami. Litwa nie stała się „Nową Polską”, ale musiała zgodzić się na wybór wspólnego władcy i odbywanie sejmów w Polsce. Stołeczną rolę w tym względzie uzyskała Warszawa. Jednak okrojona Litwa paradoksalnie też zyskiwała. Mniejsze terytorium to mniej granic do obrony, co do niedawna stanowiło spory problem. W dodatku wrogiem dla Polski stała się Moskwa, gdyż jej roszczenia terytorialne sięgały nowo przejętych ziem polskich. Tym samym wspólne operacje zbrojne przeciw Rosji były nieodzowne, a jednocześnie Litwa nie musiała martwić się najazdami tureckimi i tatarskimi. Polska natomiast musiała i to bez żadnej pewności, że pomoc ze strony litewskiej nie będzie się ograniczać jedynie do werbalnego wsparcia.

Rzeczpospolita, czyli sejm i...?

Niewątpliwie na podstawie Unii Lubelskiej powstał twór o nazwie „Rzeczpospolita”, powszechnie znany obecnie jako „Rzeczpospolita Obojga Narodów”, choć właściwszym być może byłaby „Rzeczpospolita polsko-litewska”. Swoją drogą nazwy „Rzeczpospolita” używano także w odniesieniu do samej Polski lub Litwy, natomiast „Polska”, „Królestwo Polskie” czy nawet „Rzeczpospolita Polska” do całości związku polsko-litewskiego. To zamieszanie semantyczne wynikało ze stosowania skrótów myślowych i nie niosło ze sobą żadnej prawnej donosłości. Mogło jednak świadczyć pewnej przewadze jednej ze stron układu. 

W każdym razie nowy twór był na pewno podmiotem prawa międzynarodowego, gdyż występował w późniejszym czasie jako strona traktatów. Posiadał również własne prawo, wydawane przez wspólny dla Polski i Litwy sejm, który jednocześnie uchwalał też akty osobne dla każdego z tych dwóch państw. No, właśnie państw, gdyż wydaje się, że Polska i Litwa zachowały państwowość. Praktycznie poza obopólnymi ustępstwami wynikającymi z utworzenia wspólnego organu władzy ustawodawczej Unia Lubelska nie naruszała żadnej z prerogatyw Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litwskiego. Każde z nich posiadało własne prawo, armię, skarb i administrację. Władca był wprawdzie jeden, ale w dwóch osobach jako król Polski i wielki książę litewski. I nie była to tylko tytulatura, ponieważ na Litwie monarcha miał silniejszą pozycję niż w Koronie, przejawiającą się m.in. w większych kompetencjach dotyczących zwierzchności nad wojskiem.

W konsekwencji z tworu o nazwie „Rzeczpospolita Obojga Narodów” pozostaje nam niewiele. Nie było bowiem króla Rzeczpospolitej, wojska Rzeczpospolitej, kanclerza Rzeczpospolitej, skarbu Rzeczpospolitej etc. Przez większość czasu był tylko sejm, który był jednym organem polsko-litewskiej wspólnoty. Pierwsze organy wspólnotowej władzy wykonawczej z prawdziwego zdarzenia to dopiero czasy stanisławowskie, lecz one nadal nie obejmowały całości spraw. Co jest warte jeszcze podreślenia, sejmiki relacyjne ziemskie w Koronie i powiatowe na Litwie mogły nie przyjąć uchwalonego na sejmie walnym prawa. Tym samym ostatnie słowo zawsze należało do instytucji obydwu państw.

Połączony Senat i Izba Poselska podczas sejmu koronacyjnego w 1698 roku

Spróbujmy zatem oderwać powstały 1 lipca 1569 roku w Lublinie podmiot od dwóch tworzących go państw. Załóżmy, że Rzeczpospolita jest państwem. Powinna zatem posiadać ludność, terytorium i suwerenną władzę. O ludności – demosie wspólnego państwa mowa przytaczanym na początku fragmencie aktu Unii. Bez wątpienia było to jedno z największych osiągnięć tego czasu, bo choć nie narodziło się nigdy pojęcie „Rzeczpospolitanina”, to z nazwą „Polaka” – szlachcic litewski, ruski czy pruski utożsamiał siebie jako obywatela Rzeczpospolitej. Nie ulega też wątpliwości, że owoc Unii Lubelskiej miał wyznaczone granice. Jednak sejm walny nie jest w stanie sprawować w pełni władzy na tym obszarze. Rzeczpospolita mogła mieć wprawdzie jeden organ władzy zwierzchniej, ale musiałby on skupiać w sobie funkcje zarówno ustawodawcze, wykonawcze, jak i sądownicze. Sejm wielki koronny (bo tak brzmiała jego oficjalna nazwa) był jedynie organem ustawodawczym i od czasu do czasu również sądowniczym, ale tylko w ściśle ograniczonym zakresie. Dlatego Rzeczpospolita oderwana od Polski i Litwy nie była w stanie funkcjonować. Trafnie ujął to swego czasu kanclerz Jerzy Ossoliński, który stwierdził, że „Rzeczpospolita [...] z tak wielu złożona narodów tylko sejmu niewzruszoną powagą swoją zatrzymuje unitatem". 

Nie wspólna, a wspólnotowa polityka zagraniczna i obronna

Akt Unii Lubelskiej zobowiązywał strony do prowadzenia wspólnej polityki zagranicznej i obronnej, co często jest argumentem jeśli nie za państwem jednolitym, to przynajmniej państwem federacyjnym, bowiem nie możemy mówić o suwerennej jednostce geopolitycznej, która nie może w sprawach zewnetrznych stanowić sama o sobie. W federacjach tworzące ją części składowe są zazwyczaj w tej materii podporządkowane organowi federalnego. W Austro-Węgrzech wspólne dla obydwu podmiotów były stanowiska ministra skarbu, wojny i właśnie spraw zagranicznych. Obecnie np. Niemczech to rząd Republiki Federalnej prowadzi politykę zagraniczną, choć pewne kompetencje w tej materii zachowały poszczególne landy. Natomiast w przypadku Rzeczpospolitej było zgoła inaczej. Owszem, Rzeczpospolita Obojga Narodów zawierała traktaty, ale te wynegocjowane przez Polskę bądź Litwę. Nie było wspólnotowego organu, który zapewniał obsługę dyplomatyczną wspólnego państwa. Tym zajęła się kancelaria koronna i litewska, które podzieliły się też kierunkami prowadzenia spraw Rzeczpospolitej. I tak Litwa odpowiadała za rozmowy ze wschodem, Polska za zachód i południe. Wspólnym problemem (ale nadal obsługiwanym z osobna) była Szwecja. W ten sposób np. poselstwo Rzeczpospolitej w Moskwie, wysłane za pośrednictwem Litwy mogło zawrzeć traktat w imieniu całego wspólnego podmiotu polsko-litewskiego. Podobnie Polska, w czasie licznych starć z Turkami, podpisywała umowy odnoszące się też do terytorium litewskiego.

Co więcej, Polska i Litwa nie utraciły nic ze swojej podmiotowości międzynarodowej. W imieniu każdego z tych państw były wysłane poselstwa. Każde z tych państw prowadziły wojny i zawierały rozejmy jedynie w swoim imieniu. Jak przekonywał historyk Henryk Wisner, powszechne w czasach Unii było mniemanie o obronie swoich granic. Z rzadka Litwinom chciało się ruszać w bój na dalekich Turków. Z kolei Polacy nie widzieli specjalnie sensu ganiać Szwedów po inflanckim wybrzeżu.

Czym zatem był ów wymóg wspólnej polityki zagranicznej i obronnej? Kwestię tę rozstrzygnięto w punkcie 11. Unii:

Tyż we wszystkich przeciwnościach spolną pomocą my obojego narodu prełaci, książęta, rady, barones i wszystkie stany pomagać sobie mamy wszystkiemi siłami i możnościami, jako spolnej radzie pożytecznie i potrzebnie będzie się zdało, szczęśliwe i przeciwne rzeczy za spolne rozumiejąc i wiernie sobie pomagając. Foedera aut pacta abo zmowy i przymierza z postronnemi narody wedla spolnej zgody warszawskiej na potym żadne czynione ani stanowione, żadni tyż posłowie w rzeczach ważnych do obcych stron posyłani być nie mają, jedno za wiadomością i radą spolną obudwu narodow, a przymierza albo stanowienia z ktorymkolwiek narodem przedtym uczynione, ktoreby były szkodliwe ktorej stronie, dzierżane być nie mają.

Na pewno znajdziemy tu zobowiązanie wspólnej pomocy wojskowej, która jednak nie wykracza poza granice zwykłego sojuszu wojskowego. Ponadto wprowadzono zakaz zawierania umów z innymi państwami na szkodę jednej ze stron Unii. Poselstwa „w sprawach ważnych” mają być wysyłane za „wiadomością i radą” obydwu narodów Najważniejszy wydaje się wymóg, aby umowy z innymi państwami były zawierane wedle wspólnej zgody. To zdaniem zwolenników teorii o Rzeczpospolitej jako państwie unitarnym lub federalnym wskazuje, że Unia Lubelska sprowadziła Polskę i Litwę do poziomu, w najlepszym razie, mniej więcej dzisiejszych niemieckich landów. Ale można również przyjąć inną interpretację tego przepisu. Wspólna zgoda jest wymagana, ale jedynie w odniesieniu do umów, które dotyczą obydwu państw, czyli tych zawieranych w imieniu Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Ten pogląd potwierdzałaby praktyka po 1569 roku. To też by wynikało z kontekstu całego aktu Unii, który nie miał na celu regulowania kompetencji ani Litwy, ani Polski, lecz nowego wspólnego podmiotu.

Mapa Polski i Litwy z 1715 roku

Często używane przy omawianiu Unii Lubelskiej pojęcie wspólnej polityki zagranicznej i obronnej nie oznaczało zatem w tym wypadku jednolitości, ale koordynację znaną nam dobrze również w czasach współczesnych z praktyki Unii Europejskiej. Jak już jesteśmy przy tym podmiocie, to warto zwrócić uwagę, że obecna UE ma więcej cech państwa niż Rzeczpospolita. Ma bowiem własny parlament, organy władzy wykonawczej, sądownictwo, a od stosunkowo niedawna również służbę dyplomatyczną.

Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej

Z czym zatem mieliśmy do czynienia po 1569 roku? Czym była owa potężna Rzeczpospolita Obojga Narodów często nazywana państwem polsko-litewskim? Państwem? Nie mam tu przekonania. Bardziej adekwatne wydaje się określenie: ścisły sojusz polityczno-wojskowy. Dziś moglibyśmy to porównywać i szukać analogii z wspomnianą Unią Europejską czy Unią Beneluxu. By jednak lepiej sobie uzmysłowić to co się wówczas stało wyobraźmy sobie pewną sytuację…

Polska i Niemcy tworzą wspólny podmiot o nazwie „Europa”. W Berlinie wybierany jest wspólnie Prezydent Republiki Federalnej, będący jednocześnie Prezydentem Rzeczpospolitej. Wspólny parlament obraduje na przemian w Berlinie i Poznaniu, gdzie tworzy zasadniczą większość prawa dla obydwu państw, z tym że w Niemczech landy, a w Polsce województwa mogą odrzucić przyjętą ustawę. Nadal istnieje osobno Bundeswehra i Wojsko Polskie. Mamy też osobne rządy, ale również wspólny „rząd europejski” obradujący w Berlinie. To on przede wszystkim zawiera umowy międzynarodowe w imieniu „Europy”, ale Polska i Niemcy też mogą to robić, jeżeli mają na to zgodę parlamentu i jednocześnie występować swobodnie na arenie międzynarodowej w imieniu własnym, byleby tylko nie naruszano wzajemnych interesów.    

Nietrudno zauważyć, że niektóre elementy tego scenariusza już występują w ramach Unii Europejskiej. Tu jednak jesteśmy tylko my i Niemcy, a tak się składa, że różnica potencjałów między Polską i Litwą z 1569 roku pod wieloma względami odpowiada różnicom występującym między Niemcami a Polską. Tylko że tym razem to my występujemy w roli Litwy. Na tej podstawie można ponownie się zastanowić, komu Unia Lubelska opłacała się bardziej, a także rozważyć, jakie wnioski z funkcjonowaniu związku polsko-litewskiego można by wyciągnąć, aby usprawnić dzisiejszą Europejską Wspólnotę, której jesteśmy częścią.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA