cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Rzeczpospolita forever, czyli co by było gdyby nie doszło do rozbiorów

Antoni Bzowski, 10.10.2017

Rozbiory Rzeczpospolitej 1772-1795 ( (mapa: Halibutt, translation by Alokasta/CC BY-SA 3.0/GFDL/Wikimedia Commons))

Patrząc na dzisiejsze granice Polski aż trudno sobie wyobrazić, że jeszcze 250 lat wcześniej była ona równoprawnym podmiotem państwa wielokrotnie większego, sięgającego daleko na wschód. Niestety, te czasy minęły wraz z rozbiorami. A co by było gdyby do nich nigdy nie doszło?

To my, Polacy sprowokowaliśmy przyszłych zaborców do rozbiorów. Choć brzmi to obrazoburczo, choć Prusy, Austria i Rosja złamały ówczesne prawo międzynarodowe to jednak to polskie i litewskie działania dały tym mocarstwom niezbędny pretekst do rozczłonkowania terytorium Rzeczpospolitej.

Główny inicjator sięgnięcia po tereny Polski i Litwy – Prusy, dążyły tylko do aneksji określonych ziem, przede wszystkim Pomorza Gdańskiego. Austria marzyła o jakiejkolwiek rekompensacie za utracony w wojnach z Fryderykiem Wielkim Śląsk. Słaba Rzeczpospolita nadawała się idealnie do realizacji tych pragnień. Na nie godziła się jednak Rosja, która do końca wierzyła, że uda się utrzymać całe państwo polsko-litewskie jedynie pod swoją kuratelą. W sukurs Berlinowi i Wiedniowi przyszyli sami Polacy i Litwini, którzy trzykrotnie pokazali, że nie chcą opieki Petersburga. Koniec końców antycarskie zrywy zwycięstwa nie przyniosły, natomiast zmusiły Rosję do przyjęcia propozycji o podziale Rzeczpospolitej.

Niektórzy współcześni badacze lansują pogląd, że rozbiory miały dla ziem polsko-litewskich zbawienny charakter. Przyniosły bowiem tak potrzebną w tych krajach modernizację. Rzczywiście, XVIII w. nie był dla Rzeczpospolitej najszczęśliwszy. Po wojnie północnej na początku stulecia państwo to znalazło się w rosyjskiej strefie wpływów. Zapanował okres długo oczekiwanego pokoju, ale też gnuśności i ciemnoty pod patronatem dwóch Sasów.  Jeszcze w XIX w. Joachim Lelewel porównywał dawną Rzeczpospolitą do współczesnej mu Hiszpanii – kraju zacofania, biedy i skrajnego katolicyzmu. Potwierdzenia dla tez Lelewela można by szukać obserwując dzieje konfederacji barskiej – szlacheckiego ruchu antykrólewskiego i antyrosyjskiego zarazem, który przepełniony był swego rodzaju skrajną wersją ideologii sarmackiej połączonej z fanatyzmem religijnym. To właśnie w trwającej od 1768 do 1772 r. rebelii przedwojenny publicysta Stanisław Cat-Mackiewicz dostrzegał główną przyczynę I rozbioru Rzeczpospolitej. To ona sparaliżowała działania państwa, storpedowała planowane reformy Familii Czartoryskich, a także sprowokowała przyszłych zaborców do „opanowania sytuacji”, co skończyło się zabraniem co lepszych części ziem polskich i litewskich. Na domiar złego były to żenująco słabe chwile polskiego oręża, chwały mu na pewno nie przynoszące. Bodajże nigdy bowiem tak małe siły rosyjskie nie pokonywały tak licznych sił polskich.

Kazimierz Pułaski pod Częstochową. Obraz Józefa Chełmońskiego

Większość szlacheckiej społeczności nie doznała szoku z powodu I rozbioru. Odczytano to po prostu jako kolejną utratę terytorium, jaka następowała stopniowo od połowy XVII w. Niektórych jednak zmusiło to do działania. Rzeczpospolita pomiędzy I a II rozbiorem przeszła gwałtowny etap modernizacji. Nastało rodzime Oświecenie, czego kwintesencją była Konstytucja 3 maja. Był to jednakże krok zbyt daleko idący, by mógł zostać zaakceptowany przez ościenne mocarstwa. Niebezpieczne inspiracje rewolucyjną Francją i zagrożenie "zerwania się ze smyczy" zmusza w końcu carycę Katarzynę do zbrojnej interwencji. Pomimo pewnych sukcesów wojnę przegraliśmy, a Polska i Litwa straciła kolejne ziemie.

Ostatni rozbiór był już prostą konsekwencją powstania kościuszkowskiego, do którego również mogło nie dojść. Prawdą jest, że zaborcy coraz śmielej sobie poczynali na zachowanym skrawku polsko-litewskiego państwa i przybierało to formy upokarzające, lecz państwo to nadal istniało. Z kolei insurekcja nie miała absolutnie żadnych szans na zwycięstwo. Była wręcz gestem samobójczym, który przyniósł Rzeczypospolitej ostateczną zagładę. Nasi sąsiedzi pozbyli się wtedy europejskiego bólu głowy. Nikt, według ich założeń, nie miał już sprawiać kłopotów na tym obszarze.

Wyeliminujmy zatem z naszej historii te trzy wydarzenia.

Opcja 1. – Nie powstaje konfederacja barska.

W 1770 r. panujący już od jakiegoś czasu Stanisław August Poniatowski przy wsparciu swego stronnictwa Familii stopniowo zmienia Rzeczpospolitą w duchu oświeceniowy. Nie wszyscy ulegają tym modom i zwulgaryzowana wersja sarmatyzmu trwa w najlepsze, lecz nie występuje ona zbrojnie przeciw królowi. Mamy zatem podobny scenariusz do tego, jaki rzeczywiście nastąpił po 1772 r. Tyle, że przebiega on wolno i stopniowo, a Rzeczpospolita jest cała.

Nie dochodzi do uchwalenia Konstytucji 3 maja, gdyż nie ma „rewolucyjnego wrzenia”, które towarzyszyło obradom Sejmu Wielkiego. Część jego postulatów wprowadzono by jeszcze przed 1788 r.: zreformowano armię (jak rzeczywiście planowali Czartoryscy), usprawniono administrację i sądy. Nie byłyby to co prawda takie reformy jak z Konstytucji 3 maja, ale rewolucyjne powietrze by uszło i nie prowokowano by Rosji.

Potem nadchodzi era Napoleona. Najprawdopodobniej wojska polskie i litewskie nie powstrzymałyby Francuzów przed zajęciem terytorium. Zapewne również znaleźliby się politycy, którzy poparliby cesarza Francuzów i z jego nadania sprawowaliby władzę w Rzeczpospolitej. Byłaby to bardzo dobra sytuacja. Jeżeli bowiem wygrałby Napoleon to Rzeczpospolita przetrwałaby jako wschodnia flanka jego imperium. Natomiast w wypadku zwycięstwa Rosji Kongres Wiedeński w imię zasad legitymizmu i restauracji przywróciłby dawne władze w dawnych granicach.

Napoleon pod Borodino według Wasilija Wierieszczagina. Gdyby w 1812 r. Rzeczpospolita nadal istniała to losy kampanii rosyjskiej mogłyby być dla Napoleona korzystniejsze.

Zwycięstwo Bonapartego byłoby jednak o wiele bardziej pewne niż w rzeczywistości, gdyż ze wschodniej granicy Rzeczpospolitej Wielka Armia miałby o wiele bliżej do Moskwy niż z Księstwa Warszawskiego. Warto też zaznaczyć, że z Napoleonem przyszyłyby do nas wszystkie jego pomysły na nowoczesne państwo – od administracji po kodeks cywilny, a to przyczyniłoby się do kolejnej fali modernizacji.

Wielowiekowych zapóźnień cywilizacyjnych jednak nie dałoby się nam tak szybko pokonać. Lecz trudno zgodzić się poglądami, że gdyby nie rozbiory to ziemie polskie stałby w miejscu. Już przecież w czasach stanisławowskich dostrzegano konieczność zmiany gospodarki z folwarczno-pańszczyźnianej na model bardziej zbliżony do państw zachodnich. Oczywiście, zniesienie poddaństwa nie nastąpiłoby szybko. Warto jednakże zauważyć, że w Rosji, gdzie sytuacja chłopów była gorsza niż w Rzeczpospolitej, doszło do tego w 1864 r. Dlaczego zatem niby w Polsce i na Litwie, w których przecież wcześniej pojawiły się takie postulaty, miałoby dojść do tego później?

Prawdopodobnie powstałby w końcu również trzeci człon Rzeczpospolitej, czyli Ruś. Byłaby to prosta konsekwencja przebudzenia narodowego w II. poł. XIX w. Ukraina pozostałaby jednak jedynym obszarem, gdzie można byłoby odczuć tendencje separatystyczne. Na Litwie, która w niezmącony sposób cały czas trwała przy Polsce, egzystencja poza wspólnym państwem byłaby juz nie do pomyślenia.

W takiej konfiguracji Polska, Litwa i Ukraina stanowiłaby dziś jedno państwo, europejskie mocarstwo o ogromny potencjale terytorialnym i ludnościowy. Raczej jednak uboższym pod względem PKB na mieszkańca od krajów Europy Zachodniej. Kilkusetletnie zacofanie trudno bowiem zniwelować. Lecz te różnice z Zachodem nie byłyby aż tak wielkie i w jakiś szczególny sposób przez Polaków odczuwalne.

Opcja nr 2 –Konstytucja 3 maja nie zostaje uchwalona.

Sejm Wielki trwa w najlepsze do 1792 r. Nie powstaje ustawa zasadnicza, ale wprowadzony zostaje pakiet reform, które zmieniają kraj. Rosja kręci nosem na te zmiany, ale nie interweniuje. Wszystko odbywa się stopniowo.

Reform jest jednak więcej niż w opcji 1. Próba zmiany statusu Litwy we wspólnym państwie spotyka się z oporem. Podobnie jest z odebraniem praw szlacheckiej gołocie. Krajem targają wewnętrzne konflikty, lecz nie na taką skalę jak po przyjęciu Konstytucji 3 maja. Z części postulatów trzeba się jednak wycofać: Litwa zachowuje odrębność, a gołocie prawa nie są zabrane, li tylko ograniczone.

Potem jest dość podobnie. Napoleon zajmuje Polskę. Ze względu na to, że reformy Sejmu Wielkiego były całkiem niedawno to pewnie wielu ówczesnych reformatorów od razu poparłoby cesarza Francuzów i Rzeczpospolita szybko dołączyłaby do sojusz, który zrzuci rosyjską kuratelę. Być może także dzięki niemu udałoby się kosztem Prus i Austrii odzyskać nasze ziemie z I rozbioru.

Później mamy te same możliwości, co w opcji poprzedniej: Napoleon zwycięża i jesteśmy jego wschodnim zapleczem albo Kongres Wiedeński nie pozwala nam zginąć, choć stracilibyśmy nabytki z czasów napoleońskich. Ale nawet przy tym ostatnim wariancie to i tak, bez II i III rozbioru, jesteśmy potężnym i zreformowanym państwem. Rosyjska protekcja nad nami w takiej sytuacji też nie mogła być wieczna. A zatem znów czekałaby nas świetlana przyszłość…

Opcja nr 3 – Powstanie kościuszkowskie nie wybucha.

Rzeczpospolita po II rozbiorze była już znacznie mniejszym państwem, ale lepsze to niż całkowita likwidacja
(mapa:Mathiasrex Maciej Szczepańczyk, map based of layers of User:Halibutt translations of User:Alokasta/CC BY-SA 3.0/Wikimedia Commons).

Tu sytuację mamy już trudniejszą. Terytorium jest małe, a przez to potencjał także jest mały. Napoleonowi byśmy się nie opierali, bo nie byłoby czym, a poparcie go to szansa na przynajmniej częściowe odzyskanie dawnych ziem. Lecz szansa na jego zwycięstwo w wojnie z Rosją nie byłaby taka pewna, gdyż II rozbiór mocno by uszczuplił wschodnią część Rzeczpospolitej i pozycja startowa Wielkiej Armii w marszu na Moskwę byłaby gorsza niż w poprzednich scenariuszach. Choć nadal lepsza niż w rzeczywistości.

Gdyby jednak to cesarz Francuzów był górą, to prawdopodobnie odzyskalibyśmy przynajmniej większość swoich dawnych ziem i pełnilibyśmy ważną rolę w jego systemie światowym jako zabezpieczenie „wschodniej flanki przed zagrożeniem rosyjskim”. Weszlibyśmy tym samym na ścieżkę chwały i pomyślności z opcji 1 i 2.

Gorzej jeżeli to car Aleksander byłby górą. Nie ma możliwości by Kongres Wiedeński Rzeczpospolitą wymazał z map, ale byłby to raczej powrót do rosyjskiej strefy wpływów. Zapewne udałoby się nam za jakiś czas z niej wyzwolić, ale bylibyśmy już inną Polską (i Litwą). Być może bardziej wschodnią, bardziej odstającą od Zachodu albo bliższą dzisiejszym państwom bałtyckim, ale na pewno z innymi granicami.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA