cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Przed Radwańską i Świątek była Jędrzejowska, czyli o polskiej królowej przedwojennego tenisa

Andrzej Jaworski, 16.10.2020

Jadwiga Jędrzejowska na korcie, lata 30.

Doszła do finału Wimbledonu, US Open i French Open. Nawet w wieku 50 lat była w Polsce bezkonkurencyjna. Mowa o Jadwidze Jędrzejowskiej, która do zwycięstw Agnieszki Radwańskiej i Igi Świątek była niedoścignionym wzorem dla polskich tenisistek i pod pewnymi względami nadal nim jest.

„Dziewczyna od podnoszenia piłek”

Tenis od początku był sportem elity, także w Polsce. W II RP parali się nim członkowie rodzin dobrze sytuowanych – bogatszej inteligencji i ziemiaństwa. Do tego towarzystwa początkowo nie pasowała uboga dziewczyna z robotniczego domu, jaką była Jadwiga Jędrzejowska. Przypadek sprawił, że w ogóle miała możliwość zapoznać się z tą grą. Pochodziła z Krakowa i tak się złożyło, że mieszkała tuż przy kortach miejscowego AZSu. Już jako 10-latka przychodziła do Parku Krakowskiego, gdzie rozgrywano mecze tenisa i…podawała piłki. W miarę możliwość pozwalano jej jednak również grać i szybko dostrzeżono, że w małej Jadzi drzemie wielki tenisowy talent.

Jadwiga Jędrzejowska w 1933 r.

W 1925 roku mając niespełna 13 lat Jędrzejowska została członkiem sekcji tenisowej krakowskiego AZSu. Dla zarządu tego klub nie była to łatwa decyzja, a największymi przeciwnikami tego pomysłu był dwie damy z towarzystwa: Wanda Dubieńska i Maria Boniecka. Jadwiga wspominała, że pierwsze lata w AZSie były dla niej trudne zwłaszcza z powodu drwin z jej obcego w tym środowisku pochodzenia. Szczególnie napięte relacje łączyły ją z najlepszą jeszcze wówczas polską tenisistką Wandą Dubieńską. W końcu na jednym z turniejów Jędrzejowska musiała się z nią zmierzyć na korcie. Przyszła wicemistrzyni Wimbledonu tak wspominała ten moment:

Poczułam się jak na okręcie, który natknął się na minę. Wiem, że ta pani mnie nie znosi, że protestowała przeciwko przyjęciu mnie do klubu, że nadal traktuje z góry dziewczynę od podnoszenia piłek, córkę robotnika. Poza tym nie kryła się nigdy z tym, uważa mnie za antytalent tenisowy. Mówiła przecież nieraz, że ze mnie nie będzie nigdy zawodniczki o wysokiej klasie i że nie warto się mną opiekować, bo każdy grosz inwestowany w moją osobę jest wyrzucany w błoto.

Swoją drogą ciekawe, jak Dubieńska się czuła, gdy nielubiana przez nią „dziewczyna od podnoszenia piłek” święciła triumfy na najsłynniejszych kortach na całym świecie. W tym momencie jednak to ona była górą. Gładko pokonała wówczas 15-letnią Jędrzejowską niejako pokazując jej miejsce w szeregu, co Jadwiga bardzo przeżyła. Ale szansę do rewanżu dostała już rok później i w deblu, w parze ze Stanisławą Groblewską, zwyciężyła dotychczas najlepszą Verę Richterównę i właśnie Wandę Dubieńską. Tą ostatnią pokonała jeszcze trzykrotnie w finałach mistrzostw Polski.

W 1931 roku Jędrzejowska zadebiutowała na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu. Była w wieku Igi Świątek, gdy ta wygrywała ten turniej, ale nie poszło jej tak dobrze jak naszej mistrzyni z 2020 roku. Jędrzejowska w drugiej rundzie uległa utytułowanej Amerykance Elizabeth Ryan. Polce nie poszło też na kortach Wimbledonu. Odpadła już w pierwszej rundzie uznając wyższość Kanadyjki Kathleen Mckane Godfree.

Silne uderzenie i słabe nerwy

Zwycięstwa przyszły dopiero cztery lata później, ale wcześniej Jędrzejowska zmieniła krakowski AZS na warszawską Legię, przy okazji zaczynając też pracę jako przedstawicielka firmy Dunlop, produkującej rakiety, których miała używać na korcie. W nowym miejscu, znów w środowisku elit dały o sobie znać kompleksy Jadwigi. Po latach wspominała:

Eleganckie damy oglądały mnie przez lorgnony, jak dziwoląga czy cyrkówkę, która ma im dostarczyć emocji. Wydawało mi się, że mówią między sobą: „Patrzcie, to jest ta dziewczyna od podnoszenia piłek, która ma takie silne uderzenie”.

Jadwiga Jędrzejowska na Wimbledonie w czerwcu 1939 r.

To „silne uderzenie” już niedługo miały odczuć najwybitniejsze tenisistki na świecie. W 1935 roku Jędrzejowska pokonała zawodniczki ze światowej czołówki, m.in. Amerykankę Helenę Jacobs i Francuzkę Simonne Mathieu. Rok później Polka doszła już do półfinału Wimbledonu, ulegając tam dopiero wspomnianej Jacobs. Pomimo takich sukcesów Jędrzejowskiej nadal robiono przytyki. Jak pisano w jednej z gazet:

Jędrzejowska, choć bez porównania lepsza niż w zeszłym roku, musi się nauczyć KILKU ELEMENTARNYCH ZASAD TAKTYKI GRY, nim zostanie mistrzynią świata.

Widocznie nauczyła się ich bardzo szybko, bowiem latem 1937 roku doszła już do finału Wimbledonu. Przegrała, bo jak sama wspominała: „przestraszyła się, że może wygrać”. W meczu z Brytyjką Dorothy Edith Round uległa w pierwszym secie, ale już w drugim to Polka była górą. W trzecim secie przez chwilę nawet prowadził 4:2, ale widocznie stres zrobił swoje i ostatecznie przegrała 7:5. Najlepiej ten finał skomentowała pokonana przez Polkę w półfinale Amerykanka Alice Marble, mówiąc do niedawnej rywalki:

Mogłaś wygrać i powinnaś wygrać, bo jesteś w tej chwili najlepsza na świecie. Dlaczego masz takie słabe nerwy i ten jakiś niezrozumiały kompleks niższości?

Nie był to jednak ostatni finał turnieju wielkoszlemowego dla Jadwigi Jędrzejowskiej. Jeszcze w tym samym roku zdobyła wicemistrzostwo w US Opena, a w 1939 roku uległa w finale French Open Simonne Mathieu, ale w parze z tą samą Mathieu wygrała cały turniej w deblu. W 1938 roku z Francuzką doszła też do finału mistrzostw USA, a dwa lata wcześniej po raz pierwszy pojawiła się w finale rozgrywek na kortach Rolanda Garrosa, partnerując Susan Noel.

Jędrzejomania

W tym czasie w Polsce panowała już „jędrzejomania”. Jędrzejowska była ulubienicą tłumów. W 1936 zwyciężyła plebiscyt na najlepszego sportowca, pokonując wszystkich polskich medalistów igrzysk w Berlinie. Ten sukces powtórzyła również w następnym roku. Powstał także film pod wiele mówiącym tytułem „Jadzia”, w którym główna bohaterka, grana przez gwiazdę międzywojennego kina Jadwigę Smosarską, zostaje omyłkowo wzięta ze Jadwigę Jędrzejowską, co jest przyczyną wielu zabawnych perypetii.

Sama mistrzyni brylowała na salonach. Przyjaźniła się z miłośnikiem tenisa, królem Szwecji Gustawem V. W Los Angeles ucinała sobie pogawędki z Charlie Chaplinem. Kazimierz Gryżewski w artykule „Ulubienica całej Europy” w „Przeglądzie Sportowym” pisał:

Bo proszę sobie tylko pomyśleć: jedzie sobie Jędrzejowska to do Londynu, to do Monte Carlo czy do jakiegoś Meranu. Samotna, z dala od domu, z dala od rodziny. Nie bójcie się o Jędrzejowską, ona nie zginie. To zadziwiające jak ona umie sobie dać radę w życiu. Wszędzie czuje się świetnie, wszędzie ma przyjaciół.

Długie oczekiwanie na następczynię

Więcej informacji o Jadwidze Jędrzejowskiej i innych wybitnych
polskich sportowczyniach można znaleźć w książce Sportsmenki

Wojnę Jędrzejowska przeżyła w okupowanej Polsce. Była zaangażowana w konspirację, a na co dzień pracowała w fabryce butów, chociaż wcale nie musiała. Dostała kilka propozycji wyjazdu z kraju. Pierwsza przyszła z ambasady amerykańskiej, potem od króla Szwecji Gustawa V, a w końcu sami Niemcy zaproponowali jej grę dla III Rzeszy, „bo szkoda, aby taki talent się marnował”. Odmówiła oświadczając, że skończyła z tenisem.

Na szczęście nie była to prawda. Po wojnie Jędrzejowska znów stanęła z rakietą na korcie i znów okazało się, że jest najlepsza. Przynajmniej na krajowym podwórku, bowiem ostatni międzynarodowy sukces to znów finał paryskiego turnieju, ale już w grze mieszanej w parze z Cristea’sem Caralulisem w 1947 roku. W Polsce natomiast mistrzostwa zdobywała seryjnie: w singlu, deblu i mikście. Chwilowo w 1956 roku uległa w finale mistrzostw Polski Zuzannie Ryczkównie, ale potem ponownie nie miała sobie równych. Przy okazji rozpoczęła również karierę trenerską. Nie udało się jej jednak wychować godnej następczyni, o czym najlepiej świadczy, że jeszcze w 1962 roku, czyli mając 50 lat wygrała wszystkie krajowe tytuły mistrzowskie, pokonując niekiedy o 30 lat młodsze rywalki.

Władze komunistyczne może tenisa za bardzo nie poważały, jako „burżuazyjną grę", ale samą Jędrzejowską, jako pochodzącą z klasy robotniczej już tak. W 1968 roku zorganizowano jej uroczyste zakończenie kariery na kortach katowickiej huty Baildon. Potem Jadwiga była sekretarką na półetatu w miejscowym klubie. Co może się wydawać dziwne, to mimo że Jędrzejowska była utytułowanym sportowcem, to od wczesnej młodości namiętnie paliła. Nałóg nie przeszkadzał jej w karierze, ale niewątpliwie przyczynił się do zachorowania na raka krtani. Zmarła 28 lutego 1980 roku w Katowicach, a spoczęła w rodzinnym Krakowie na Cmentarzu Rakowickim. Dopiero przeszło trzy dekady po jej śmierci, w 2012 roku jej sukces na Wimbledonie powtórzyła Agnieszka Radwańska, a osiem lat później finał turnieju Rolanda Garrosa wygrała Iga Świątek.

Artykuł powstał m.in. w oparciu o książkę Krzysztofa Szujeckiego Sportsmenki.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA