cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Prawdziwa historia Michała Drzymały

Michał Zoń, 30.07.2018

Michał Drzymała ze swoim nowym wozem w Grodzisku Wielkopolskim

Michała Drzymałę i jego wóz każdy powinien znać przynajmniej ze szkoły jako symbol polskiej pomysłowości w walce z pruskim zaborcą. Jego prawdziwa historia odbiega jednak znacząco od obrazu ze szkolnych czytanek, a jego protest był popierany nie tylko przez patriotycznie nastawionych Polaków, ale też sporo Niemców.

Niemiec zawsze pomoże

Michał Drzymała pochodził ze wsi Zdroje koło Grodziska Wielkopolskiego, gdzie przyszedł na świat 13 września 1857 r. Jego rodzina była biedna: 8-hektarowe gospodarstwo do podziału na sześciu braci (trzy siostry zmarły w dzieciństwie). W 1881 r. Michał pojął za żonę pół-Niemkę Józefę Vetter. Od tego momentu często zmieniał miejsce zamieszkania w celu zapewnienia sobie i rodzinie stabilizacji.

Michał Drzymała z żoną Józefą

Wydawało się, że tę osiągnął w sierpniu 1904 r., gdy kupił 2-ha działeczkę w Podgradowicach pod Rakoniewicami w pobliżu linii kolejowej Wolsztyn-Grodzisk. Sprzedał mu ją w bardzo atrakcyjnej cenie najprawdziwszy Prusak, miejscowy bogacz Richard Naldner, u którego notabene Drzymała wcześniej z rodziną pomieszkiwał. Na swoich dwóch hektarach Drzymała miał niewielki sad, staw, chlew i podpiwniczoną stodołę. Dorabiał sobie wożeniem cegły. Jak sam przyznawał powodziło mu się wtedy całkiem nieźle, ale był pewien problem. Władze pruskie kategorycznie sprzeciwiały się postawieniu na działce domu, a nawet pieca w stajni. Nadchodziła z kolei jesień i kwestia ogrzewania stała się nomen omen paląca.

Drzymała swoje smutki zwykł topić w zajeździe u szynkarza Kiedemanna. On to poradził mu, by kupił stary wóz cyrkowy, który stoi przed gospodą. Nowy nabytek kosztował 350 marek. Pojawiło się jednak kolejne zmartwienie, jak przetransportować wóz na działkę? Drzymała miał wprawdzie dwa konie, ale co najmniej jeden musiał stale wozić cegły. Z pomocą kolegi z Rakoniewic przeprowadził wóz na rynek, a tam dopomogli polskiemu chłopu...Niemcy z browaru Hinza, którzy popchali go do działki. Po dotarciu na miejsce Drzymała zawiadomił władze, że wygasił ogniska w chlewie i przez kilka kolejnych tygodni miał spokój z pruską administracją.

Bohater z przypadku

No i przez te kilka tygodni życie pana Michała rzeczywiście toczyło się spokojnie. Nie w głowie mu były żadne patriotyczne demonstracje i działanie na złość niemieckimi urzędnikom, a i oni sami nie mieli powodu niepokoić Drzymały. Oczywiście, zakaz budowy domu czy pieca nie brał się znikąd. Był to efekt szerszej akcji germanizacyjnej, wspierania osadnictwa niemieckiego i wypierania polskiego. Symbolem tego było powołane w 1894 r. specjalne towarzystwo wspierania niemczyzny, nazwane przez Polaków Hakatą „na cześć” założycieli Hannemanna, Kennemannna i Tiedemanna. Władza wsparła ich wysiłki w 1904 r. ustawą, na podstawie której potrzebne było specjalne zezwolenie do budowy lub wyremontowania domu. Decyzja miała być uzasadniona względami sanitarnymi, społecznymi oraz krajobrazowymi. Niby nic, czego nie znalibyśmy dzisiaj, lecz w wewnętrznych instrukcjach mówiono wprost, by nie dawać zezwoleń Polakom.

Polacy próbowali w odpowiedzi się organizować, tworząc własne towarzystwa pomocowe czy instytucje. Ich bohaterem Drzymała stał się właściwie przypadkiem, gdy hrabia Czarnecki z Rakoniewic w towarzystwie dwóch Francuzów przybył zobaczyć jego wóz, a właściwie, jak to określił sam zainteresowany, „jak polska bieda musi mieszkać w cygańskim wozie”. Po tej wizycie o wielkopolskim chłopie zrobiło się głośno. Pisano o nim w prasie polskiej i zagranicznej. Nie było tygodnia, by pod wóz Drzymały nie przybywały pielgrzymki reporterów i patriotycznie nastawionych Polaków. Michał Drzymała miał wtedy swoje pięć minut i z łatwością wszedł w rolę bohatera narodowego.

Pierwszy wóz Michała Drzymały

Niemcy szybko pojęli, że sprawa Drzymały im szkodzi, zatem próbowali metodami administracyjnymi wykurzyć go z działki. Nakładano na niego najróżniejsze kary, m.in. dotyczące nielegalnych zbiegowisk. Do legendy przeszło, jak nakazywano, aby wóz nie przebywał w jednym miejscu dłużej niż 24 godziny, gdyż w przeciwnym wypadku władze uznają to za bezprawnie postawiony budynek. W konsekwencji Drzymała dzień w dzień przesuwał swój wóz kawałek dalej. Nałożonych kar natomiast nie płacił, gdyż nie chciał wspierać budżetu zaborcy. Kończyło się to dla niego aresztem, do którego przechodził odświętnie ubrany śpiewając Mazurek Dąbrowskiego.

Jego walka zyskała sympatie sporej grupy Niemców. Dla nich Drzymała nie był symbolem walki z zaborcą, a z absurdami pruskiej administracji, której wszyscy mieli serdecznie dość. Kiedy w Poznaniu utworzono Komitet Drzymałowski w celu uzbierania pieniędzy na nowy, wygodniejszy wóz dla bohatera, to znaczną część wymaganej sumy wpłacili Niemcy. Nowy dom dla Michała Drzymały wykonała firma Dziechuczowicz i Lambe z Poznania, dla której był to prawdziwy zaszczyt.

Drugi wóz Drzymały tuż po wybudowaniu

W lipcu 1909 r., a więc w rok po otrzymaniu nowego wozu, władze pruskie siłą usunęły go z działki. Rodzina Drzymałów przeniosła się wtedy do ziemianki. Była jednak to już końcówka walki dzielnego chłopa. W 1910 r. sprzedał działkę i przeniósł się do Cegielska pod Rostarzewem. Choć formalnie to zaborca był górą, to propagandowo Niemcy byli całkowicie skompromitowani. O proteście Drzymały pisały najważniejsze gazety, m.in. we Francji i w Wielkiej Brytanii. Również rodzima opinia publiczna stała w większości za polskim chłopem.

Polacy wóz Drzymały traktowali później jak relikwię. W 1910 r. na obchody 500-lecia bitwy pod Grunwaldem wystawiono go w krakowskim barbakanie. Powstała również sztuka o walce dzielnego Wielkopolanina. Zapomniano tylko o prawdziwym Michale Drzymale.

Nagrodzony po latach

Wielkopolski chłop tymczasem, gdy rozgłos wokół niego umilkł, popadał w coraz większą nędzę. Jego dwóch synów zginęło za cesarza Wilhelma II na I wojnie światowej. Trzech pozostałych wyruszyło w głąb Niemiec za pracą. Widać nie mieli raczej większych uczuć patriotycznych, bo pożeniwszy się z Niemkami zmienili nazwisko na Berger i zamieszkali w Zagłębiu Ruhry. Michał Drzymała klepał natomiast biedę na swoim niewielkim gospodarstwie. W 1919 r. gościł u siebie powstańców wielkopolskich. Odrodzona Polska z kolei jakoś sobie o nim nie mogła przypomnieć.

Zmienił to dopiero pisarz Józef Weyssenhoff, który w 1927 r. odnalazł Drzymałę. To w jakich warunkach żyje bohater szkolnych czytanek wzbudziło powszechne oburzenie. Sprawa zahaczyła nawet o prezydenta Ignacego Mościckiego, który zaprosił wielkopolskiego chłopa do siebie i na powitanie ucałował go w rękę. Los znów uśmiechnął się do Michała Drzymały. Otrzymał 15-hetarowe gospodarstwo w Grabownie w powiecie wyrzyskim wraz z rentą w wysokości 2400 (dziś ok. 240 000) zł rocznie. W ostatnich latach życia przynajmniej nie musiał się martwić o sprawy materiale. Michał Drzymała zmarł 25 kwietnia 1937 r.

Warto w historii Drzymały mieć na uwadze, że on sam nie czuł żadnej niechęci do Niemców jako takich, lecz niemieckiej władzy i z jego perspektywy absurdalnych przepisów. Drzymała nie był także jedynym, który walczył z pruską administracją, lecz to jego walka pomysłowa i kreatywna zyskała największe uznanie. Dla porównania głośnym echem w 1906 r. odbiła się sprawa Franciszka Chrószcza, Ślązaka spod Pszowic, który również nie dostał zgody na budowę własnego domu i urządził sobie mieszkanie w piwnicy pod stodołą, w której wybudował piec. Władze nakazały usunięcie pieca. W tym celu do Chrószcza udał się żandarm Rothe wraz z murarzem Murawcem. Ślązak próbował ich odwieść od zamiaru rozbiórki, lecz gdy nic nie wskórał wyciągnął strzelbę i dwukrotnie strzelił do żandarma najpierw w głowę, a potem w pierś. Rothe cieszący się powszechnie dobrą opinią zginął na miejscu. Pozostawił żonę (pół-Polkę) i dwójkę małych dzieci. Chrószcz uciekł do lasu, gdzie w trakcie zastawionej na niego obławy popełnił samobójstwo. Ta tragiczna historia, w której działania niemieckiej administracji doprowadziły do śmierci dwóch niewinnych osób nie za bardzo nadawała się do patriotycznej akademii. Zdecydowanie lepszy był sprytny wielkopolski chłop.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA