cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Pozostać Polakiem czy pozostać Litwinem? Dylemat u progu dwóch niepodległości

Krzysztof Jackiewicz, 28.05.2018

Uroczystość przyłączenia Wileńszczyzny do Polski w 1922 roku

Lata 1918-1921 kojarzą się nam przeważnie pozytywnie. Był to bowiem okres, gdy odradzała się polska państwowość po 123 latach niewoli. Nie dla wszystkich była to jednak „ta” Rzeczpospolita, o którą walczyli oni i ich przodkowie. Dla Litwinów odrodzenie Polski i powstanie nowej Litwy oznaczało konieczność dramatycznego wyboru.

Litwin, ale Polak

W sierpniu 1918 r. Roman Dmowski przybył do Stanów Zjednoczonych, gdzie zamierzał usilnie lobbować na rzecz niepodległości Polski. W czasie jednego z odczytów, argumentując na rzecz polskich praw do wysuniętej daleko na wschód granicy mówił, że na obszarze Litwy, Białorusi i Ukrainy tak naprawdę mieszkają tylko Polacy. Słowa te dotarły do poety Oskara Miłosza, który stwierdził, że „skoro tak, to on od dzisiaj jest tylko Litwinem”.

Oskar Miłosz

Zwróćmy uwagę na słówko „tylko”. Wielu bowiem mieszkańców obszaru Wielkiego Księstwa Litewskiego określało siebie jako zarazem Litwinów i Polaków. Mozaika narodowościowa na Litwie była dużo bardziej skomplikowana niż pochodzącemu z Mazowsza Romanowi Dmowskiemu się wydawało. To że ktoś mówił po polsku, ba, popierał ideę polskiej państwowości nie oznaczało, że jest Polakiem w sensie etnicznym, choć za Polaka się uważał.

W okresie Rzeczpospolitej Obojga Narodów funkcjonowały dwa określenia „Polaka”. Pierwsze oznaczało Koroniarza, szlachcica z ziem Królestwa Polskiego. Drugie znaczenie było równoznaczne z Polakiem jako obywatelem Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Polakiem w tym sensie mógł być zatem zarówno szlachcic z Małopolski, jak i Kowienszczyzny. Tym samym cała szlachta na Litwie określała się jako polska, ale też jednocześnie ciągle litewska. Litwa stanowiła dla nich równorzędny człon wspólnego państwa i zazdrośnie broniono tej odrębności przez cały okres unii.

Idea podwójnej tożsamości przetrwała I Rzeczpospolitą. W każdym powstaniu na sztandarach obok Orła znajdowała się litewska Pogoń. Odrodzenie ojczyzny dla obydwu nacji oznaczało odrodzenie polsko-litewskiej unii. Jak pisał Stanisław Cat-Mackiewicz:

Mickiewiczowi gdy przedstawiał się, że jest Litwinem, do głowy nawet przyjść nie mogło, że to znaczy nie jestem Polakiem. Wprost przeciwnie. Przez podkreślenie, że jest Litwinem, Mickiewicz tylko chciał powiedzieć, że jest najlepszym, najbardziej patriotycznym rodzajem Polaka, najbardziej Polskę kochający i najmniej z niewolą pogodzonym.

Stopniowo wszystko zaczęło się jednak zmieniać po upadku powstania styczniowego. Na obszarze północno-zachodniej Litwy pojawił się ruch nazywany młodolitewskim, dążący do zerwania wszelkich związków z polskością i odrodzenia narodowego na bazie języka litewskiego. Z kolei w Polsce narodowcy zamierzali ujednolicić pojęcie Polaka. Dla nich zarówno Polak etniczny, jak i obywatelski był w każdym przypadku tożsamy i nie było tam miejsca na żadne litewskie „ale”.

Młodolitiwni i Starolitwini

Dlatego też Oskar Miłosz po swojej deklaracji musiał zajrzeć do słowników i uczyć się języka litewskiego, którego do tej pory kompletnie nie znał. Marnym pocieszeniem było to, że nie znało jego dobrze wielu twórców powstałej w 1918 r. Republiki Litewskiej. Pierwsze spotkania nacjonalistów litewskich odbywały się w języku polskim. Litewski zachował się jedynie wśród chłopów i to nie wszystkich. Inteligencja i ziemiaństwo było przeważnie polskojęzyczne. Najtrudniejsza okazała się pisownia i tłumaczenie imion i nazwisk. Młodolitwini dla uproszczenia procedury tłumaczyli nazwiska swoich obywateli najpierw na białoruski, a następnie litewski, ale i tak nieustannie zdarzały się pomyłki. Gdy w 1940 r. Czesław Miłosz wystarał się o paszport litewski, to sam musiał poprawiać urzędnika jak poprawnie po litewsku pisze się jego nazwisko.

Nie trudno także odgadnąć, że świadomość narodowa chłopów litewskich nie była najwyższych lotów. Zrównano zatem kryterium języka z kryterium etniczności. Problem się pojawił, gdy się okazało, że nakreślone w ten sposób granice nowej Litwy ograniczają się jedynie do Żmudzi, Kowieńszczyzny, północnej Suwalszczyzny i Auksztoty, natomiast ambicje nacjonalistów sięgały dużo dalej – na cały obszar Wielkiego Księstwa Litewskiego. Tam z kolei „ich Litwinów” nie było, ale byli inni.

Mapa guberni rosyjskich na obszarze dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego sprzed 1917 r.

Dla odróżnienia od litewskich nacjonalistów zwolenników historycznego definiowania pojęcia litewskości nazywano Starolitwinami. Byli to ludzie, którzy na co dzień posługiwali się językiem polskim. Byli też oni przesiąknięci kulturą, którą dziś nazywamy polską, lecz właściwym określeniem byłoby rzeczpospolitańską. Mieli oni bowiem duży sentyment do tradycji unii polsko-litewskiej, lecz nie oznaczało to że byli Polakami w etnicznym rozumieniu. Jak sami podkreślali dla nich historia własnej państwowości to Mendog i Giedymin, a nie Mieszko i Chrobry. Jak pisał Marian Zdziechowski:

Gdyby mnie dziś zapytano, kim w głębi serca się czuję, powiedziałbym, czuję się obywatelem Wielkiego Księstwa Litewskiego, nierozerwalnie Unią złączonego z Polską.

Nurt ten reprezentowały głównie kręgi ziemiańskie i konserwatywne. Obok nich funkcjonował prosty lud, który albo używał białoruskiego, albo mówił „po prostemu”, co stanowiło zbitkę językową. Świadomość narodowa tych ludzi nie była do końca ukształtowana.

Wyjściem z patowej sytuacji powstania nacjonalizmu polskiego i litewskiego było zdaniem Starolitwinów odrodzenie Litwy w oparciu nie o kryterium narodowe, a obywatelskie. Oznaczało to, że każdy Polak, Litwin, Białorusin czy Żyd żyjący na obszarze Wielkiego Księstwa Litewskiego powinien mieć takie same prawa jako obywatel litewski. Nie byłoby dominacji jednej nacji nad drugą, lecz wielonarodowa Litwa, a to co by łączyło jej mieszkańców to litewskość obywatelska. Było to tym samym przeniesienie modelu Rzeczpospolitej na grunt tylko litewski, a zatem można było być etnicznym Polakiem (przynajmniej w swoim własnym mniemaniu), a jednocześnie Litwinem jako obywatelem Litwy.

Wojna domowa

Idea ta, nazywana ideą krajową, nie znalazła jednak zwolenników ani po polskiej, ani po młodolitewskiej stronie. Krajowcy w większości zatem zaczęli przechodzić na pozycję federalistów skupionych wokół Józefa Piłsudskiego, który dążył do utworzenia federacji Polski i Litwy. Najgorsze było jednak to, że zaczęła się wojna, którą właściwie wypadałoby nazywać wojną domową. Po obydwu stronach mamy bowiem Litwinów. Za Litwina uważał się Józef Piłsudski (Juozas Pilsudskis), jak i prezydent Litwy Antanas Smetona (Antoni Śmietana). Po obydwu stronach walczą litewskie dywizje. Po polskiej jest to chociażby Dywizja Litewsko-Białoruska złożona niemal z całości z mieszkańców Wielkiego Księstwa. Z kolei litewską kawalerią dowodził wychowany starolitewskim dworze Sylwester Żukowski (Silvestras Žukauskas).

Parada polskiej kawalerii w Sejnach, 1919 r.

Jeszcze w 1919 r. dochodzi do polskiego powstania na Suwalszczyźnie. Polska Organizacja Wojskowa próbuje też bezskutecznie powołać na Litwie propolski rząd. Apogeum konfliktu nastąpiło w momencie buntu generała Żeligowskiego, który w październiku 1920 r. z polecenia Piłsudskiego zajął Wilno i ziemię wileńską i stworzył tam Litwę Środkową. Miał to być zaczyn sfederowanej czy skonfederowanej z Polską Litwy. Ten cały plan jednak spalił na panewce nie tylko wskutek oporu Młodolitwinów, ale również mieszkańców Wileńszczyzny, którzy woleli przyłączyć się do Polski bez żadnego choćby autonomicznego statusu.

Czas decyzji

Po 1922 r. obydwa państwa systematycznie dążyły do ujednolicenia narodowościowego swoich terytoriów. W praktyce oznaczało to ludzkie dramaty. Czasem przeradzało się to w beznadziejne próby wyrażenia swojej niezgody na nowe porządki. Jedną z takich historii przywołuje Stanisław Cat-Mackiewicz:

Hotel w Kownie został przejęty przez państwo. Był tam stary służący, służył kilkadziesiąt lat, dostał wymówienie, bo nie mówił ani słowa po litewsku. Pewien warszawista (sic!) czułego serca, korespondent Gazety Polskiej w Kownie, ulitował się nad losem starca, poszedł do dyrekcji hotelu w jego sprawie.

– Nam samym jest przykro – powiada dyrekcja – istotnie człowiek służył tu kilkadziesiąt lat. Ale pan rozumie, jesteśmy hotelem państwowym, reprezentacyjnym, przyjeżdżają tu dyplomaci, posłowie obcy, a on tylko po polsku i po polsku! Wie pan co! Niech go pan namówi, niech się nauczy kilku słów najprostszych po litewsku (…) a my go zostawimy.

Uradowany warszawista idzie do starego fagasa.

– A, nie może to być.

– Dlaczego, cóż znowu, mój Boże, ja was sam nauczę tych kilku słów, zobaczycie, że to nie tak trudno.

– Jak ja mogę się „trochę” po litewsku nauczyć, kiedy ja doskonale po litewsku mówię.

Wydarzenia lat 1918-1921 dokonały trwałych podziałów w środowisku Starolitwinów. Michał Romer – krajowiec i piłsudczyk, po buncie Żeligowskiego rozczarowany polityką Piłsudskiego zdecydował się przyjąć paszport litewski. Był potem rektorem uniwersytetu w Kownie. Stanisław Narutowicz – brat pierwszego prezydenta Polski, w krytycznych latach był cały czas politykiem litewskim, zabiegającym o zbliżenie między obydwoma państwami, teraz postanowił wycofać się z polityki. W 1933 r. popełnił samobójstwo. Oskar Miłosz nie wrócił na Litwę. Litewskiego nigdy się dobrze nie nauczył i kiedy reprezentował Republikę Litewską na konferencji wersalskiej, to negocjacje prowadził po francusku i…po polsku. Po epizodzie pracy w litewskiej dyplomacji pozostał we Francji.

Wielu innych wybrało Polskę. Był to jednak wybór bardzo bolesny, który najlepiej chyba podsumował Marian Zdziechowski:

Gdy widzę z powiewający z Góry Zamkowej w Wilnie sztandar z Orłem, a bez Pogoni, odczuwam to jako krzywdę sobie wyrządzoną.

 

Zobacz także:

Jak próbowano przekształcić Litwę w drugą Szwajcarię





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA