cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Polskie epizody w życiu marszałka Mannerheima

Michał Kopczyński, 18.06.2018

Carl Gustaf Mannerheim w 1918 r.

Dzieje Polski i Finlandii w XIX stuleciu noszą w sobie nieco podobieństw i wiele różnic. Świadczy o tym zestawienie dwóch postaci kojarzonych z niepodległością obu krajów i jej obroną przed nowym wcieleniem rosyjskiego imperializmu: Józefa Piłsudskiego i Carla Gustafa Mannerheima. Cóż jednak poza tym – i jeszcze rokiem urodzenia (1867) – może łączyć lojalnego poddanego Mikołaja II z zawodowym rewolucjonistą?

Ponieważ Mannerheim, w wieku 14 lat osierocony przez matkę i porzucony przez ojca, sprawiał kłopoty wychowawcze, krewni oddali go do Fińskiego Korpusu Kadetów w Hamina. Relegowano go stamtąd w 1886 r. za „oddalenie się z jednostki bez pozwolenia przełożonych”. Nie bez protekcji rodziny w roku 1887 wstąpił do Mikołajowskiej Szkoły Kawalerii w Petersburgu. Ukończył ją dwa lata później z dziesiątą lokatą. Spadek o osiem pozycji był efektem pijackiego sporu z przełożonym, który kwestionował sens autonomii Finlandii w obrębie Imperium.

Carl Gustaw Mannerheim ok. 1890 r.

W latach 1889-1890 Mannerheim służył w Kaliszu w szeregach Aleksandrowskiego Pułku Dragonów. W pamiętniku jedynie wspomina o tym przydziale. Nic dziwnego – to miasto liczyło wówczas zaledwie kilkanaście tysięcy mieszkańców, a Mannerheim jeszcze w szkole mikołajowskiej postanowił, że nie będzie już nigdy pić ponad miarę...

Raz jeszcze pomogła rodzina, ułatwiając przeniesienie do prestiżowego petersburskiego Kawaler-gwardyjskiego Pułku Jej Wysokości Marii Fiodorownej, cesarzowej-wdowy po Aleksandrze III. Żołd młodszego oficera był tam jednak – jak w całej armii – marny, a trzeba było na własny koszt sprawić sobie paradne mundury i żyć na odpowiedniej stopie. Szczęśliwie udało się Mannerheimowi w 1892 r. zawrzeć korzystne małżeństwo, które na jakiś czas ustabilizowało jego finansową pozycję.

Służbę w kawalergardach i w administracji cesarskich stajni przerwał ochotniczy udział w wojnie z Japonią w Niżyńskim Pułku Ułanów. Kolejne lata to podróż przez Azję Środkową i Mongolię do Chin – zadanie bardziej wywiadowczo-dyplomatyczne niż globtroterskie.

W styczniu roku 1909, po prawie dwudziestu latach, Mannerheim powrócił do Priwislinskiego Kraju. Objął dowództwo 13. Włodzimierskiego Pułku Ułanów w Mińsku Mazowieckim, zwanym wówczas Nowomińskiem, dwa lata później – Lejb-Gwardyjskiego Pułku Ułanów Jego Wysokości, stacjonującego przy warszawskich Łazienkach, a po kolejnych dwóch latach – Samodzielnej Brygady Kawalerii Gwardii.

Warszawa w dobie Mannerheima

Warszawa była pod względem zaludnienia trzecim miastem Imperium, po Moskwie i Petersburgu. W roku 1882 liczyła 382 tys. mieszkańców, w roku 1914 było ich już blisko 900 tys., nie licząc wojsk rosyjskich, których liczebność rosła z 17 tys. w 1892 do 50 tys. po 1905 r. W całym Przywiślu obowiązywał stan wojenny. Rewolucja 1905-1907 zaowocowała starciami z policją i terrorem, za czym stał Józef Piłsudski i jego PPS-Frakcja Rewolucyjna. Rozprężenie władz rosyjskich dobiegło kresu wraz z mianowaniem generał gubernatorem Georigija Scalona de Coligny, powinowatego Mannerheima, który wsławił się represjami tyleż energicznymi, co brutalnymi. Nic więc dziwnego, że i Scalon znalazł się na celowniku PPS-Frakcji Rewolucyjnej, ale przeprowadzony nań w sierpniu 1906 r. zamach się nie powiódł.

Mannerheim przybył do Warszawy już po opadnięciu nastrojów rewolucyjnych, co jednak nie zmieniło wzajemnej niechęci pomiędzy rdzennymi mieszkańcami miasta a przybyszami ze wschodu. Był to efekt rusyfikacji, która wyrażała się także w architekturze, pomnikach, nazwach ulic.

Punkty styczności

Uwzględniając żołnierzy, u progu I wojny światowej Polacy stanowili nieco ponad 50% mieszkańców Warszawy, Żydzi – 1/3, a Rosjanie – około 9%. Wśród tych ostatnich było 50 tys. żołnierzy i 35 tys. innych osób, od urzędników, nauczycieli i kupców, po tragarzy i ulicznych sprzedawców morożennogo. Mannerheim daje we „Wspomnieniach” obraz podobny do innych pamiętnikarzy: Osobiste kontakty między Polakami i Rosjanami były nieliczne, nawet moje obcowanie z Polakami było traktowane podejrzliwie. Dało między innymi dowództwu żandarmerii powód do wysłania raportu do generała-gubernatora, gdzie jednak trafił do kosza. Potwierdzeniem braku kontaktów jest statystyka małżeństw między katolikami i prawosławnymi – 2045 na 70 tys. zawartych w Warszawie w latach 1902-1911.

Wiadukt Pancerna w Warszawie, 1910 r.

Jednak mimo trwającej od 1866 r. depolonizacji, spis powszechny z 1897 r. wykazał, że w administracji, sądownictwie i policji zatrudniano 57% Polaków, 37% Rosjan i 3% Niemców. Rzecz jasna, wyższe i średnie stanowiska rezerwowano dla Rosjan. Okazało się jednak, że Rosji brakuje rezerw. Ponadto okresy ostrego kursu rusyfikacyjnego przetykane były rządami bardziej liberalnymi, obliczonymi na pozyskanie polskich poddanych.

Nawet po powstaniu styczniowym niemało Polaków podejmowało służbę w armii rosyjskiej, chociaż możliwości awansu nie były najlepsze. W 1912 r. 5% młodszych oficerów armii rosyjskiej było Polakami, a wśród generałów ich udział wynosił tylko 3%. Wśród protestantów (Niemcy, Finowie) odsetki te wynosiły odpowiednio 2,8% na niższych stanowiskach i 6,5% wśród generałów. Służba w armii rosyjskiej, podobnie jak pełnienie urzędu, były w niechętnie widziane przez polską opinię, choć ze względów praktycznych starano się stopniować „winę”.

Cerkiew św. Olgi w warszawskich Łazienkach
- pułkowa świątynia jednostki, którą dowodził Mannerheim

Sfery, w których obracał się Mannerheim, również miały kilka przestrzeni styku: Klub Myśliwski, wyścigi konne i teatry. Od czasu do czasu dochodziło do zetknięcia polskiej elity arystokratycznej z Rosjanami na balach w Pałacu Namiestnikowskim, ale strona polska okazji takich unikała. Mannerheim uczestniczył zarówno w życiu rosyjskim w Warszawie, jak i w życiu polskiej elity. Jednoczesne funkcjonowanie w dwóch kręgach ułatwiał mu arystokratyczny status, narodowość oraz zamiłowanie do koni i polowań.

Naturalnym miejscem spotkań był Klub Myśliwski na ulicy Erywańskiej, dziś Kredytowej 7, gdzie bywała polska elita arystokratyczna, rosyjscy wyżsi wojskowi i dygnitarze cywilni. Pretekstem było zamiłowanie do polowań. Rozmawiano, jedzono, pito i grano w karty. Drugim miejscem spotkań był tor wyścigów konnych na Polu Mokotowskim, w 1887 r. ostatecznie umieszczonym na osi dzisiejszej ulicy Polnej, tuż obok kamienicy, w której mieszkał Mannerheim (Marszałkowska 2).

Nie wiemy nic na temat zainteresowań przyszłego marszałka Finlandii teatrem, ale teatr, operetka i balet cieszyły się w owych czasach dużym powodzeniem. Teatr był miejscem, gdzie swobodnie rozbrzmiewać mogło słowo polskie (choć oczywiście cenzurowane), ale rosyjscy wojskowi chodzili tam raczej dla aktorek. Bardziej kosmopolityczne były opera, operetka i szczególnie ulubiony przez Rosjan balet.

Nić porozumienia

Wspominając służbę w Warszawie, Mannerheim pisał:

Polacy przyjmowali mnie, mimo mojego stanowiska służbowego, bez uprzedzeń. Jako Fin i zdeklarowany przeciwnik rusyfikacji w moim własnym kraju, ze zrozumieniem myślałem o uczuciach Polaków i ich poglądach na sprawy, które uznać można by za drażliwe. Nigdy więc nie rozmawiałem z nimi o polityce. Oni także nie łamali tego niepisanego prawa…

Mannerheim nie był pierwszym Finem w szeregach armii rosyjskiej na ziemiach polskich, ale jego stosunek do Polaków i ich narodowych aspiracji różnił od tego, co myśleli jego rodacy służący tu wcześniej

Jeśli pominąć wyczyny fińskich hakapelitów podczas wojen Rzeczypospolitej ze Szwecją w XVII wieku, do pierwszego spotkania polsko-fińskiego na polu bitwy doszło w czasie powstania listopadowego. Fiński Batalion Strzelców Gwardii, którym dowodził pułkownik Anders Edvard Ramsay, uczestniczył w walkach nad Narwią, bitwie pod Ostrołęką i w szturmie Warszawy. Jeden z polskich pamiętnikarzy, Stanisław Jabłonowski, opisuje wymianę zdań z dwoma oficerami wziętymi do niewoli pod Długosiodłem. Nasza ojczyzna jest mała i odległa, a Moskwa – wielka i tak bliska, że czujemy jej oddech na naszych plecach, wobec czego, czy nam się podoba czy nie, musimy wypełniać nasze rozkazy co do joty – tłumaczyli, uzasadniając odrzucenie propozycji wstąpienia w szeregi powstańcze. Polacy brali swych rozmówców za Szwedów, dając tym samym dowód niezrozumienia różnicy pomiędzy dziejami polskimi i fińskimi. Dziwili się też, dlaczego służyli temu samemu reżimowi, który niegdyś wypowiedział wojnę ich własnemu krajowi.

O ile rozbiory Rzeczypospolitej oznaczały likwidację niedawnego mocarstwa i podporządkowanie jego dużej części odwiecznemu wrogowi, o tyle rok 1809 miał dla Finów, w tym dla mówiącej po szwedzku elity, inne znaczenie. Choć Finowie uważali swych wschodnich sąsiadów za barbarzyńców i odwiecznego wroga, to przejście pod ich skrzydła wydawało się racjonalne, gdy Szwecja nie była w stanie obronić swej wschodniej prowincji. Szwecja od czasów Jana III Wazy traktowała Finlandię jako swą część integralną, źródło dochodów dla skarbu i teatr powtarzających się w XVIII stuleciu wojen ze wschodnim sąsiadem. Tymczasem Aleksander I zaoferował nowym poddanym autonomię – niezbyt precyzyjnie określoną, ale realną.

Otwarcie fińskiego parlamentu przez Aleksandra I

Ten sam pragmatyzm przyświecał pułkownikowi, a potem generałowi Ramsayowi, obrońcy Ekenäs (Tammisaari) przed angielskim desantem w 1854 r. oraz Sewastopola. W 1862 r. Ramsay znów zawitał do Królestwa Polskiego, tym razem jako naczelny dowódca wojsk rosyjskich. Pełnił swą funkcję tylko do marca 1863, a powodem ustąpienia były kłopoty zdrowotne. Jego miejsce zajął Fiodor Berg, wprawdzie Inflantczyk, ale pełniący wcześniej funkcję namiestnika Finlandii, obrońca Sweaborga w 1854 r. Udział w tłumieniu powstania styczniowego wzięło więcej Finów. Wszyscy oni powtórzyliby z przekonaniem słowa oficerów wziętych do niewoli nad Narwią. Byliby zapewne jeszcze bardziej przekonani do swych racji, w roku 1863 autonomia Wielkiego Księstwa została bowiem rozszerzona. Zapowiedź periodycznego zwoływania sejmu w przyszłości czyniła z Finlandii monarchię konstytucyjną w unii personalnej z Rosją. Nic dziwnego, że na centralnym placu Helsinek stanął – i stoi do dziś – monument Aleksandra II.

Polityka pragmatyzmu świeciła tryumfy.

Sytuacja uległa zmianie w czasach, w których Mannerheim zawitał ponownie do Przywiślańskiego Kraju, i to właśnie spowodowało, że był on traktowany przez polską socjetę inaczej niż Rosjanie. Sam też miał większe zrozumienie dla polskich dylematów politycznych.

Po śmierci Aleksandra II w 1881 r., rządy jego syna Aleksandra III upłynęły pod znakiem rosnącego znaczenia konserwatystów i szowinistów wielkorosyjskich. Aleksander III odrzucił projekt wprowadzenia w Rosji konstytucji, uznając za niedorzeczność, by car samowładny „przysięgał jakiemuś bydłu”. Mikołaj II był podobny, choć brakło mu ojcowskiej konsekwencji.

W Rosji rozpoczęła się dyskusja o konieczności silniejszego związania z nią Finlandii. Wyrazicielem tego poglądu był generał-gubernator Finlandii w latach 1898-1904 Michaił Bobrikow. Zmiany zapowiadał manifest lutowy z 1899 r., mówiący o ograniczeniu autonomii. Protest podpisany przez ponad 500 tys. obywateli miała przedstawić carowi delegacja 500 mieszkańców Finlandii, nie dopuszczono jej jednak przed oblicze władcy. Choć reformy nie były konsekwentnie wprowadzane w życie, to już same zapowiedzi spowodowały, że 6 czerwca 1904 r. generał gubernator Bobrikow został zastrzelony przez urzędnika Senatu Eugena Schaumana, syna generała-lejtnanta armii rosyjskiej.

Polityka kompromisu osiągnęła kres.

Drugi okres ucisku rosyjskiego przypadł na lata 1907-1917, a więc w czasie pobytu Mannerheima w Warszawie.

1919 – znowu w Warszawie

Carl Gustaf Mannerheim w roku 1919

Mannerheim do końca dochował wierności carskiej Rosji. Odszedł z wojska w roku 1917. Stanął na czele samorzutnie tworzących się oddziałów białych, które po krwawej wojnie domowej ostatecznie ugruntowały niepodległość Finlandii, ogłoszoną 4 grudnia 1917 r. Od grudnia 1918 r. do czerwca 1919 pełnił urząd regenta i odegrał kluczową rolę w procesie uznania nowego państwa przez mocarstwa zwycięskiej Ententy. Złożywszy urząd po przegraniu wyborów prezydenckich, Mannerheim udał się w podróż zagraniczną, w trakcie której załatwiał ważne dla Finlandii sprawy oraz usiłował wpłynąć na politykę mocarstw względem rosyjskiej wojny domowej.

Jesienią 1919 r. przybył do Warszawy. Spotkania z dawnymi znajomymi z Klubu Myśliwskiego nie wyczerpały programu wizyty. W Belwederze jego rozmówcą był Józef Piłsudski zachowujący się bez pompy, prosto i naturalnie...

Prawie natychmiast zaczęliśmy rozmawiać o najbardziej aktualnym dla nas obu problemie rosyjskim. Tak jak Finlandia nie zamierzała wspierać planującego ofensywę na Piotrogród generała Judenicza, tak i Polska nie miała interesu w pomaganiu Armii Ochotniczej generała Denikina. Uznawany przez nich za regenta admirał Kołczak stał twardo na stanowisku niepodzielności terytorium Rosji, obejmującego zarówno Wielkie Księstwo Finlandii, jak i dawny Kraj Przywiślański.

Historia zatoczyła koło, a drogi fińskiego kompromisu i polskiej irredenty zbiegły się jednym punkcie.

 

Artykuł ukazał się wcześniej stronach Muzeum Historii Polski





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA