cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies.Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Polska rządzona batem. Co by było gdyby w Polsce panował absolutyzm

Antoni Bzowski, 16.01.2018

Widok na Wawel - obraz Władysława Maleckiego

Ukształtowany ostatecznie w XVI stuleciu system demokracji szlacheckiej był ewenementem na skalę światową. Rzeczpospolita była jedynym wówczas państwem, gdzie aż tak liczny odsetek obywateli decydował o najważniejszych dla kraju sprawach. Nawet premier Mateusz Morawiecki w swoim expose przywoływał wśród zasług Polaków to, że oparli się panującemu wtedy w Europie absolutyzmowi. Czy na pewno było to jednak takie dobre?

Przecież nie trudno znaleźć liczne grono publicystów czy historyków, począwszy od słynnej XIX-wiecznej krakowskiej szkoła historycznej, którzy stale utyskują na demokrację szlachecką. O ile bowiem system ten jako tako działał w XVI w., to już w następnym stuleciu wyraźnie szwankował, a w XVIII w. przeszedł już do fazy anarchiczno-oligarchicznej. Decyzyjność Sejmu spadła wówczas do zera. Król choćby chciał coś zrobić, to nie mógł, przez brak realnej władzy. Natomiast inne państwa skutecznie rozgrywały Rzeczpospolitą niekiedy przy pomocy nawet pojedynczych posłów.

Niemal jednak każdemu polskiemu monarsze system sprawowania władzy panujący w państwie wyraźnie przeszkadzał. Szlachta na nic się nie godząca, wieczny brak pieniędzy i niemożność ich ściągnięcia z podatków powodowała, że wielu polskich królów wzdychało do monarchii absolutnej. Dlatego też August II Mocny, Jan III Sobieski, Władysław IV, Jan Kazimierz czy Stefan Batory próbowali na różne sposoby poszerzyć swój zakres władzy śniąc, że kiedyś przybierze ono formę rządów absolutystycznych. Był to jednak daremny trud. Szlachta w II poł. XVI w. miała już na tyle silną pozycję, że narzucenie innej formy rządów i w dodatku aż tak skrajnie różnej od poprzedniej wiązać by się musiało z krwawym przewrotem. Warto sobie przypomnieć rokosze Zebrzydowskiego i Lubomirskiego, które zakończyły nieśmiałe próby reform za Zygmunta III i Jana Kazimierza. Był nawet okres, gdy mieliśmy na swoim tronie władców absolutnych – dwóch Wettinów z Saksonii – i tak niewiele to zmieniło.

Portret Augusta II Mocnego pędzla Luisa de Silvestra

Dostrzegano jednak wady systemu szlacheckiego bardzo wcześnie. W 1551 r. Andrzej Frycz Modrzewski w swojej pracy pt. „O naprawie Rzeczpospolitej” domagał się gruntownych reform w państwie. Wśród jego postulatów znalazło się wprowadzenie stałych podatków, zawodowej armii i kościoła narodowego. Zdaniem tego myśliciela władza powinna zostać powierzona jedynie królowi i senatorom. Był to jednakże głos wołającego na puszczy. W podobnym czasie Stanisław Orzechowski wychwalał cnoty szlachty i wskazywał Kościół jako gwaranta ładu w Rzeczpospolitej. Z kolei w 1563 r. Wawrzyniec Goślicki w dziele dedykowanym Zygmuntowi Augustowi, wydanym w Wenecji „O senatorze doskonałym”  wskazywał na wyższość praw państwowych nad monarchą i twierdził, że lud sam powinien ustalać formę rządów. Zdaniem Goślickiego to właśnie od obywateli pochodzi władza, dlatego mogą oni wypowiedzieć posłuszeństwo władcy, jeżeli łamie on ich prawa.

Andrzej Frycz Modrzewski w swoich pracach w kontekście silniej władzy monarszej odwoływał się do postulatów, które kilkadziesiąt lat wcześniej wysuwał Filippo Buonaccorsi, znany jako Kallimach. Był on Włochem, który z powodu spisku na życie papieża musiał uchodzić z ojczyzny i w 1468 r. trafił na dwór Kazimierza Jagiellończyka. Szybko zdobył tam zaufanie władcy. Brał udział w delikatnych misjach dyplomatycznych i stał się wychowankiem królewskich synów. Szczególna więź połączyła go z przyszłym polskim królem Janem Olbrachtem. To jemu właśnie Kallimach radził, aby najważniejsze urzędy obsadzał ludźmi zaufanymi lub całkowicie zależnymi, a nie schlebiał możnowładcom nowymi stanowiskami. Wpadł też na pomysł osadzenia na tronie mołdawskim królewskiego brata Zygmunta Jagiellończyka. Domagał się również likwidacji urzędu posła oraz ograniczenia roli Senatu. Miał takze rzekomo sugerować królowi „wytracenie” szlachty w wyprawie mołdawskiej, co w pewnym stopniu się ziściło.

Epitafium Kallimacha dłuta Wita Stwosza

Lecz nawet w przypadku Olbrachta trudno było oczekiwać, że skończy się to absolutystyczną formą rządów. On sam bardziej wolał opierać się nadal na szlachcie, z zachowaniem jednak równowagi  pomiędzy tymi dwoma ośrodkami władzy.

Aby znaleźć moment, kiedy można było zatrzymać powstawanie w Polsce demokracj szlacheckiej należałoby się cofnąć do czasów Ludwika Węgierskiego. Śmierć Kazimierza Wielkiego i pustka dynastyczna spowodowała, że szlachta poczuła swoją siłę. Pójście w 1374 r. w Koszycach na układ ze szlachtą, czyli sześciokrotna [sic!] redukcja podatku od domu lub osady do 2 gr w zamian za uznanie praw do korony polskiej dla córek Ludwika było otwarciem szerokiej furtki dla następnych przywilejów. Zmiana podatkowa miała być stała, co oznaczało, że król nie mógł już liczyć na dodatkowe pieniądze z dóbr szlacheckich, a to z kolei powodowało, że jak monarcha nie będzie miał pieniędzy na swoje przedsięwzięcia (co jak pokazała historia zdarzało się często), to będzie musiał zwrócić się z prośbą do szlachty, a ta wystawi za każdy razem rachunek w postaci nowych przywilejów.

Aż tak łaskawe potraktowanie szlachty przez Ludwika polskiej szlachty było gwoździem do trumny silnej władzy monarszej w Polsce. Król Polski i Węgier akurat mógł sobie na to pozwolić, mając liczne zyski z innych źródeł, ale skutki tego były zbyt daleko idące. Wyobraźmy sobie jednak, że Andegawen wykazał dużo bardziej stanowczą postawę i szlachta po pewnym czasie ustąpiła (bo cóż miała lepszego?), to…

Ludwik Węgierski według Jana Matejki

Mamy zatem mniej więcej to, co jest na zachodzie. Monarcha zwiększa swoje kompetencje, przy niewielkim dostępie do władzy pozostałych stanów, przede wszystkim szlachty, ale to w żadnym wypadku nie jest bliskie temu, co się działo w rzeczywistości. Szlachta trzyma się dworu i lojalnie mu służy, a król samodzielnie realizuje swoją politykę. Jednak w szczegółach nam się to wszystko już sypie.

Nawet jeżeli założymy, że doszłoby do unii z Litwą, to już jej utrzymanie stanęłoby pod mocnym znakiem zapytania. Do związku obydwu państw pchnęły przede wszystkim wspólne interesy: walka z Krzyżakami i podbój Rusi. Jeżeli te cele zostałby zrealizowane, to cóż pozostaje? Wielki książę litewski miał silniejszą pozycję niż król Polski, a i to nie pomogło w zapewnieniu stabilności związku obydwu państw. Do unii lubelskiej małżeństwo polsko-litewskie przebiegało bardzo burzliwie i często dochodziło do zerwania. Elementem, który jednak pociągał szlachtę litewską do Polski były przywileje. Wolności i kultura szlachecka były ważnym czynnikiem kulturowym powodującym, że polskość cieszyła się dużą popularnością w innych krajach.

Tymczasem w naszej alternatywnej rzeczywistości tego w ogóle nie ma. Mamy za to teoretycznie sprawniejszy aparat władzy podległy absolutystycznemu monarsze, ale jeżeli się zastanowimy na jakością naszych królów, to można mieć wątpliwości, czy w jakiś  sposób poprawia to naszą sytuację. Z dynastii Jagiellonów mieliśmy władców zazwyczaj przeciętnych. Po ich wygaśnięciu nie byłoby oczywiście wolnej elekcji, ale najprawdopodobniej losy polskiej korony potoczyłyby się podobnie, nadal byłaby ona „w rodzinie”. Królem zostałaby bowiem Anna Jagiellonka, tak jak to było w rzeczywistości, tyle że teraz nieco wcześniej, a po niej nastałby „Jagiellon po kądzieli”, czyli Zygmunt Waza. I czy oni zapewniliby nam moc i siłę, co najmniej taką, jaką miała Rzeczpospolita w XVI i I poł. XVII stulecia? Śmiem wątpić.

Nawet jeżeli Litwa nie trafiłaby do jakieś bocznej odnogi Jagiellonów i złączyłaby się z Polską na stałe, to znów nie mamy tego atrakcyjnego czynnika kulturowego, które wytworzyły szlacheckie wolności. Hospodarowie mołdawscy nie zbiegaliby o polskie szlachectwo, a bojarzy rosyjscy nie otwieraliby przed nami bram Moskwy. Można oczywiście przyjąć, że przy państwie o takim potencjale prowadzenie polityki imperialnej przez absolutystycznego monarchę nie będzie trudne. Zniknąłby np. problem z chronicznym brakiem pieniędzy na armię. Ale pojawiłby się inny np. jak ułożyłby się stosunki wewnętrzne w tym olbrzymim państwie? Zasady tolerancji z Rzeczpospolitej szlacheckiej uchroniły nas od wojen religijnych. Czy w absolutystycznej monarchii udało się to z podobnym skutkiem? Historia podaje w tym kontekście dwa odmienne przykłady: Francja – która na wiek wpadła w okres wewnętrznych tarć i Prusy – które przyjęły prymat tolerancji. Jednak w tym ostatnim przypadku należy pamiętać, że ten model nie wziął się znikąd. Królestwo Prus dostało go w spadku po okresie zależności od Korony Polskiej…

Jest jeszcze jedna ważna zmiana, jaka wiąże się z wyparciem demokracji szlacheckiej – mentalnościowa. Polacy byliby dziś zupełnie innymi ludźmi. Wprawdzie warstwa szlachecka stanowiła jedynie ok. 10 proc. całego społeczeństwa, ale niewątpliwie jej kultura i obyczajowość oddziaływała na pozostałe stany. Najsilniej to dotyczy poczucia wolności i to zarówno tego małego, lokalnego („szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”), jak i ujawniającego się w czasie walki z najeźdźcą czy okupantem.

Naprawdę trudno mi znaleźć w tej konfiguracji wymierne korzyści z zaprowadzenia w Polsce monarchii absolutnej. Demokracja szlachecka była dla nas, oraz innych narodów zamieszkujących wspólne państwo, ustrojem optymalnym, zapewniającym właściwe ułożenie stosunków wewnętrznych i zewnętrznych. Problem polegał na tym, że nie poprawiano słabości tego systemu, które w końcu rozsadziły cały kraj.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA