cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Polak na dworze chanów

Łukasz Marczyk, 08.11.2017

Benedykta Polak i Jana da Pian del Carpiniego na miniaturze z XIV w.

Najazd Mongołów, który w 1241 r. spustoszył ziemie polskie wśród wielu na długo wzbudził trwogę przed azjatyckim barbarzyńcami. Wschód, skąd przybyli mógł się jedynie kojarzyć ze wszystkim co najgorsze. Jednak niedługo po tym straszliwym kataklizmie znalazło się kilku śmiałków, którzy wyruszyli poznać tę „piekielną krainę”. Jednym z nich był Polak.

Poznać przeciwnika

W XIII w. obszar azjatyckiego Wschodu był dla Europejczyków ziemią nieznaną. Nikt tam się nie wyprawiał, choć „goście” stamtąd często najeżdżali Europę. Z potęgą państwa chanów trzeba było się liczyć, ale warto było też spróbować ich choć trochę poznać. Może się przecież okazać, że da się ich przekonać do zaprzestania najazdów albo nawet nawrócić na chrześcijaństwo.

Bitwa pod Legnicą z Legendy o świętej Jadwidze (1353)

Z takich założeń wychodził papież Innocent IV organizujący wyprawę w 1245 r. do wielkiego chana. Była to pierwsza europejska wyprawa do Mongolii. Na jej czele stanął włoski franciszkanin Jan Plano del Carpino, uczeń św. Franciszka z Asyżu oraz prowincjał zakonu franciszkanów na Polskę. To on prawdopodobnie zaproponował papieżowi, aby w misji wziął udział również polski duchowny, Benedykt, gdyż ten jako znający język ruski, który znali prawdopodobnie też Mongołowie, mógł pełnić rolę tłumacza.

Mnich franciszkański Benedykt z Wrocławia, który do historii przeszedł jako Benedykt Polak urodził się ok. 1200 r. Niewiele wiadomo o jego pochodzeniu i życiu zakonnym przed wyprawą. Można domniemywać, że ze względu na znajomość języka ruskiego przez pewien czas mógł przebywać poza murami klasztoru, być może we wschodniej Polsce.

Z Lyonu nad Wołgę

Wyprawa wyruszyła 16 kwietnia 1245 r. z Lyonu, gdzie Jan Plano del Carpino otrzymał list od papieża do chana. Z Francji oprócz kierownika ekspedycji wyruszył też brat Stefan z Czech. Ich trasa wiodła przez Niemcy, Czechy, Polskę i Ruś. W Czechach dołączył do nich brat Czesław, a w Polsce Benedykt oraz tajemniczy C. de Bridia. Bliższych wiadomości o tym ostatnim mnichu niestety nie mamy. Bridia badacze odczytywali zarówno jako śląski Brzeg lub Bardo, jak i holenderską Bredę.

Z Polski wyprawa w listopadzie 1245 r. wyruszyła na Ruś. Kontakty z tamtejszymi książętami, a przez nich jak liczono z Mongołami, zapewniono dzięki wsparciu polski książąt, m.in. Bolesława Wstydliwego oraz Konrada Mazowieckiego, którzy również finansowo wsparli wyprawę.

Mapa trasy (szlak ciemnoniebieski) wyprawy Benedykta Polaka

Po niemal roku, 7 kwietnia 1246 r., mnisi dotarli do obozu Batu-chana nad dolną Wołgą. Batu-chan był tym właśnie tatarskim wodzem, który najechał Europę pięć lat wcześniej. Mongolski przywódca zgodził się w zamian za kosztowne podarki na dalszą podróż do wielkiego chana jedynie dla Jana Plano del Carpino oraz Benedykta Polaka. Dwaj mnisi otrzymawszy gwarancje opieki, świeże konie, tłumacza na język ruski oraz mongolskich przewodników wyruszyli w głąb mongolskiego państwa. Prawdopodobnie ich dalsza trasa biegła wzdłuż północnych wybrzeży Morza Kaspijskiego i Aralskiego, przez pustynię Gobi, obszary Chorezm i Wyżynę Monogolską.

Na dworze wielkiego chana

Do celu podróży, Karakorum, czyli usułu wielkiego chana w Mongolii mnisi dotarli 22 lipca 1246 r. Byli tu pierwszymi Europejczykami. Spędzili w Karakum ok. czterech miesięcy, z czego miesiąc zajęło czekanie na samą audiencję, gdyż w tym czasie odbywał się wielki kurułtaj, czyli wybieranie wielkiego chana. Pod względem dyplomatycznym wyprawa była porażką. Nowy wielki chan Gujuk zamiast, jak liczył na to papież, być skłonny do przejścia na chrześcijaństwo, zażądał hołdu władców chrześcijańskich na czele z ojcem świętym.

Chan Gujuk na XV-wiecznej miniaturze

Poza tym jednak Gujuk okazał się dość życzliwy dla przybyszów z daleka. Franciszkanie zostali zaproszeni na oficjalną intronizację nowego władcy. Ponadto mieli możliwość nawiązania kontaktów z wysłannikami innych azjatyckich państw. Wielki chan pozwolił im nawet na wygłoszenie mów misyjnych w czasie drugiej udzielonej im audiencji. Lecz wiary w Jezusa Chrystusa nie był raczej skłonny przyjąć.

Cenne okazały się również obserwacje kultury i zwyczajów Mongołów. Miejscowi, zdaniem podróżników, mieli jeść przede wszystkim mięso, być zabobonni i wierzyć w znaki, jakie daje im natura. Duże wrażenie zrobiła na papieskich posłach znakomicie prezentująca się armia wielkiego chana. Jak poddaje Benedykt Polak w swojej relacji Mongołowie są: 

...doskonałymi wojownikami i mogą zdziałać więcej niż inni bo, gdy zajdzie potrzeba, to mogą i miesiąc nie jeść, a ich konie postępują naprzód zadowalając się tylko trawą. Nie masz na świecie wojska bardziej wytrzymałego na trud i znoje, bitniejszego i tańszego, mają doskonałą organizację wojskową a sprawiedliwość u nich jest prosta i szybka.

Franciszkanie odnotowali też, że władcy Mongolii mają dużą tolerancję dla chrześcijaństwa wynikającą z popularnego w tej części Azji kościoła nestoriańskiego. Wyznawcy tej religii mieli też dojść do dużego znaczenia w państwie chanów. Zwracano także uwagę na duże przywiązanie Mongołów do życia rodzinnego.

Powrót

13 listopada 1246 r. posłowie wyruszyli w drogę powrotną. Wielki chan wręczył im list napisany w czterech językach (po mongolsku, persku, turecku i łacinie), w którym domagał się całkowitego podporządkowania i hołdów. Podróż do Lyonu trwała ponad rok. W maju 1247 r. dotarli nad Wołgę do swoich dawnych towarzyszy podróży. Oni również nie zmarnowali tego czasu. C. de Bridia miał się nauczyć mongolskiego, a od miejscowych wojowników zakonnicy dowiedzieli się sporo o stosowanej taktyce walki.

Po przekroczeniu granic z księstwami polskimi mnisi zostali przywitani jak bohaterowie. Na licznych dworach podróżnicy opowiadali swoje przeżycia. 18 listopada 1247 r. stanęli w Lyonie przed obliczem papieża Innocentego IV, któremu przekazali list od wielkiego chana i zdali swoją relacje.

Benedykt Polak po powrocie do ojczyzny resztę życia spędził w klasztorze franciszkanów w Krakowie. Swoje spostrzeżenia z podróży opisał w „Historii Tatarorum”. Była to pierwsza tak ścisła relacja z obszaru dotąd dla Europejczyków całkowicie nieznanego. Wyprawa, w której brał udział polski mnich dała początek następnym podróżom w głąb Azji.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA