cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu można zmienić ustawienia dotyczące cookies.Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Polak, który zabił cara

Paweł Zawada, 13.03.2018

Śmiertelnie ranny car Aleksander II. Rysunek Gustawa Brolinga

Ułamek sekundy sprawił, że Ignacy Hryniewiecki wszedł do historii Rosji. Nie jemu była przeznaczona dziejowa misja, lecz on ją wykonał. Miał raptem 26 lat, gdy zabił rosyjskiego cara.

Szklana kula

Był 13 marca, czy według starego datowania 1 marca, 1881 r. Tego dnia car Aleksander II miał doskonały humor. Z samego rana podpisał projekt konstytucji. Nie wprowadzała ona być może jakiś radykalnych zmian, ale była kolejnym ważny krokiem na drodze liberalizacji życia społecznego w carskiej Rosji.

Imperator zjadł śniadanie u swojej siostry, księżnej Katarzyny. Potem udał się na odprawę wojskową do Zamku Michajłowskiego. W drodze powrotnej do Pałacu Zimowego, koło Kanału Jekateryńskiego jego karoca wraz z kozacką eskortą i dodatkowym zaprzęgiem ochrony skręciła w ulicę Inżynierską, a następnie w kolejną wąską przecznicę przy Kanale.

Rysunek przedstawiający wybuch bomby pod carską karocą, 13 marca 1881 r.

Nagle pewna kobieta z tłumu upuściła białą chusteczkę i natychmiastowo jeden z przechodniów rzucił w stronę carskiego powozu szklaną kulę. Kula nie wpadał jednakże do powozu, a potoczyła się pod nim. Nastąpił gwałtowny wybuch. Główny pasażer karocy – car Aleksander II – wyszedł jednak cało z opresji. Po wyjściu z powozu podszedł on do schwytanego zamachowca i dziękując przy tym Bogu, spytał go kim jest. Niedoszły zabójca, którym był Nikołaj Rysakow, zuchwale spytał władcę:

Nie za wcześnie dziękujecie Bogu?

Aleksander pojął co znaczą te słowa i momentalnie zawrócił do powozu ochrony. Było jednak za późno. W jego stronę zmierzał już inny człowiek, który spod długiego płaszcza wyciągnął kolejną szklaną kulę. Tym człowiekiem był Ignacy Hryniewiecki.

Zabić cara!

Niewiele zapowiadało, że litewski szlachcic spod Bobrujska tak zapisze się w historii Rosji. Hryniewiecki przybył do Petersburga jako dwudziestolatek w 1875 r. Tutaj rozpoczął studia matematyczne w Instytucie Technologicznym. W tym czasie Rosję powoli zaczynała ogarniać fala zamachów terorrystycznych na przedstawicieli władzy. W 1878 r. państwem carów wstrząsnęła sprawa zabójstwa gen. Fiodra Trepowa. Ten wyjątkowo zasłużony w ciemiężeniu nie tylko własnego narodu, ale także Polaków żołnierz 23 stycznia został zastrzelony przez Wierę Zasulicz – konspiratorkę i rewolucjonistkę. Sprawczynie zamachu pochwycono i oddano pod sąd. Groziła jej naturalnie kara śmierci, lecz jej proces nieoczekiwanie przerodził się w postępowanie przeciwko zamordystycznej polityce caratu, którą uosabiać miał zmarły Trepow. Było to możliwe dzięki dwóm czynnikom.

Car Aleksander II ok. 1880 r.

Zasulicz miała znakomitego adwokata, Piotra Aleksandrowa. Pomogła jej także niedawna reforma sądownictwa. Wprowadzono wówczas instytucję rady przysięgłych, która na wzór amerykańskiej decydowała o winie lub niewinności oskarżonego. I to ona właśnie stwierdziła, że Zasulicz jest niewinna. Był to sukces niezależnego sądownictwa, potrafiącego dać odpór carskiej administracji, ale dla państwa miało to nie najlepsze skutki.

W 1879 r. powstało stowarzyszenie Narodna Wola, dążące do demokratyzacji Rosji w duchu socjalistycznym. Droga do realizacji tego celu wiodła jednak przez zamachy na ludzi władzy, na które po sprawie Zasulicz widziano przyzwolenie społeczne. Wychodzono z założenia, żeby skończyć z despotyzmem w Rosji, to należy ukręcić jego głowę. Tą głową był oczywiście car.

Aleksander II na tle jednak swoich poprzedników aż takim despotą nie był. Po Mikołaju I przejął państwo osłabione i zacofane, lecz w przeciągu kilku dekad przeprowadził w nim szereg liberalnych reform, które usprawniły jego działanie. Przede wszystkim na początku lat 60. dokonał uwłaszczenia chłopów. Skrócił również wymiar służby wojskowej. Dla radykałów było to za mało, o czym też przekonano się na ziemiach polskich, gdzie mimo odzyskania pewnych swobód doszło do wybuchu powstania styczniowego.

Lecz car miał nieustanne szczęście. Jesienią 1879 r. zadecydowano zabić imperatora podczas podróży z Krymu do Petersburga. Na tej trasie konspiratorzy założyli trzy ładunki i w trzech przypadkach mieli pecha. Za pierwszy razem pociąg pojechał innym torem. Druga bomba nie wybuchła. Trzecia natomiast wybuchła, ale zamachowcy podłożyli ją na złym torze i wysadzili nie ten pociąg.

Nie powiódł się nawet zamach w samym Pałacu Zimowym. Spiskowiec Stiepan Chałturin zatrudnił się na dworze jako stolarz. Podłożony przez niego ładunek wybuchł 17 lutego 1880 r. W wyniku eksplozji zginęło 10 żołnierzy ze straży pałacowej, a 30 zostało rannych. Car z kolei tradycyjnie wyszedł bez szwanku.

„Polsko-żydowski spisek”

Na czele kolejnego spisku stanęła córka gubernatora Petersburga, Sonia Pierowska. Pomagali jej sami ochotnicy: Mikołaj Ryskow, Timofiej Michajłow, Iwan Jemielianow, no i Ignacy Hryniewiecki.

Ignacy Hryniewiecki

Nasz rodak był w Narodnej Woli od niedawna. Wcześniej działał w organizacjach tajnych i jawnych. Sympatyzował przeważnie z anarchistami. Polacy byli dla niego jednak za mało radykalni. Swoim polskim kolegom-anarchistom na odchodne miał powiedzieć:

Gdy pójdziecie do lasu, będę wówczas z wami, a teraz, gdy nic nie robicie, będę pracował dla sprawy swobody Rosji.

Hryniewiecki rzekomo w tym czasie lepiej już mówił po rosyjsku niż po polsku, choć nadal uważał się za Litwina – obywatela byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. W Narodnej Woli „Kotik” (bo takim pseudonimem posługiwał się Hryniewiecki) nie pełnił żadnego eksponowanego stanowiska. W przygotowaniach do zamachu zajmował się głównie śledzeniem trasy carskiego powozu i to nie jemu powierzono główną część misji.

Zamachowcy przygotowali cztery bomby – szklane kule wypełnione nitrogliceryną. Car miał zginąć od pierwszej rzuconej przez Rysakowa. Gdyby bomby nie pomogły, miały paść strzały, a w ostateczności sięgniętoby po sztylety...

Zamach na cara przy Kanale Jakatiereńskim, 13 marca 1881 r.

W krytycznym momencie przypadek chciał, że to właśnie szklana kula Hryniewieckiego okazała się dla cara śmiertelna. Nastąpiła potężna eksplozja. Krew, śnieg, ludzkie szczątki, części powozów zmieszały się ze sobą. Rannych zostało kilkadziesiąt osób, zginęło też dwóch członków carskiej obstawy. Wybuch pozbawił Aleksandra II jednej nogi i zmiażdżył drugą. Władca miał także poraniony brzuch. Konając szeptał:

Zimno, zimno. Nieście mnie do pałacu... tam... umrzeć...

Wieziony, wedle życzenia, do Pałacu Zimowego zmarł o godzinie 15.35.

Hryniewiecki ciężko raniony skonał wieczorem, nie wyjawiając śledczym swojego nazwiska.

Rosyjska policja szybko jednak aresztowała pozostałych członków spisku. Pojmany Rysakow licząc na łagodny wyrok wyjawił ich wszystkich. Niewiele mu to pomogło. Niedługo później zawisł wraz z towarzyszami. Egzekucji uniknęła jedynie Hesia Hoffman, która choć nie brała bezpośredniego udziału w zamachu, to była zaangażowana w przygotowania. Od stryczka uchroniła ją ciąża. Fakt, że była pochodzenia żydowskiego spowodował jednak uruchomienie kampanii antysemickiej i serii pogromów. Podobnie było z Hryniewiecki. Gdy zdano sobie bowiem sprawę, że głównym zamachowcem był Polak całe ostrze propagandy zostało skierowane przeciwko jego rodakom. Powszechnie mówiono o „polsko-żydowskim spisku”. Do tego nie był to pierwszy raz, kiedy Polak próbował zabić cara. W 1867 r. w Paryżu strzelał do Aleksandra II były powstaniec styczniowy, Antoni Berezowski.

Zabójstwo spowodowało odejście od liberalnej polityki Aleksandra II i przykręcenie śrub w państwie carów, także wobec Polaków. Hryniewiecki tym samym nie wszedł do panteonu polskich bohaterów. Chwilowo uhonorował go tylko Związek Sowiecki. W Leningradzie zabójca cara był patronem jednej z ulic. Potem jednak znów nieszczęsny terrorysta został skazany na zapomnienie.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA