cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Pobożny psychopata

Andrzej Walicki, 19.10.2017

Wizerunek Mikołaja Bazylego Potockiego sprzed 1782 r. na obrazie z kościoła w Starej Pokrowie na Ukrainie

Julian Ursyn Niemcewicz tak opisywał tego Sarmatę: „wzrost prawie olbrzymi, twarz rumiana, zawiędła, zawiesisty wąs siwy, sieledziec na głowie zakręcony za ucho”. Tak miał wyglądać Mikołaj Bazyli Potocki – jeden z największych, ale i najokrutniejszych magnatów Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Gwałcił, mordował, torturował, ale jednocześnie był człowiekiem bardzo pobożnym i oddanym sprawom ojczyzny.

Kresowy dr Jekyll i pan Hyde

Nie jest dokładnie znana data narodzin Mikołaja Bazylego Potockiego. Chodzi tu o okres między 1706 a 1712 r. Najczęściej podaje się, że jest to 1707 lub 1708 r. Ojcem magnata był wojewoda bełski i starosta kaniowski Stefan Aleksander Potocki – właściciel przeogromnych dóbr na Ukrainie, których dziedzicem był naturalnie Mikołaj. To zapewniało mu niezbędne pieniądze na różnego rodzaju fanaberię, ale też pozycję w państwie. Po ojcu przyszły awanturnik uzyskał również urząd starosty kaniowskiego.

Oprócz pieniędzy, magnat miał też dość dobre wykształcenie. Uczył się bowiem w kolegium jezuickim we Lwowie, a w 1724 r. odbył nawet podróż do Paryża.

Mikołaj Bazyli Potocki na obrazie z ok. 1771 r.

Niewątpliwie Mikołaj Bazyli Potocki dał się poznać jako osoba bardzo pobożna. W wołyńskim Poczajowie ufundował klasztor bazylianów wraz z cerkwią. Był również dobroczyńcą klasztoru dominikanów w Podkamieniu. W trakcie całego życia często się modlił, leżał krzyżem, a pod koniec żywota zamieszkał nawet wśród zakoników w wspomnianym Poczajowie.

Ten bogobojny człowiek miał jednak też swoje mroczne strony. Niczym powieściowy doktor Jekyll i pan Hyde w pewnych momentach przeistaczał się w psychopatę. Charakteryzowało się to przede wszystkim lekkim stosunkiem do życia, oczywiście cudzego.

Nosząc się z sarmacka, w otoczeniu nadwornych kozaków Mikołaj Bazyli Potocki lubił objeżdżać swoje dobra, gdzie był po prostu panem życia i śmierci. Od humoru pana starosty zależało, kto ujdzie z życiem z takiej wizytacji, a kto dostanie „jedynie” chłostę. Do jednej z jego ulubionych zabaw należało stawianie wiejskich kobiet na drzewach i strzelanie do nich niczym do kukułek. Kobiety był również często ofiarą jego niepohamowanego popędu seksualnego. Inną rozrywką pan Potockiego było łapanie Żydów, których później kazał przypiekać na ruszcie.

Na prywatnej wojnie

W życiu publicznym także nie potrafił się pohamować. W czasie wojny o sukcesję polską poparł w 1733 r. Stanisława Leszczyńskiego. Wówczas zebrał kompanię podobnych sobie ludzi, z którymi przez jeszcze kilka następnych lat dokonywał krwawych burd. Szczególnie źle zapamiętano go we Lwowie, gdzie w 1738 r. mieszczanie interweniowali aż do króla, żeby pozbyć się go z miasta.

Zatargi z Lwowem miały powrócić w 1755 r., gdy po pijanemu wdał się w awanturę z żołnierzami tamtejszego garnizonu. Doprowadziło to do regularnej wojny między Potockim a miastem. Faworytem w tej rozgrywce był starosta kaniowski, który utrzymywał w tym czasie blisko 3 tys. prywatnych żołnierzy. Jednak Lwów postanowił sobie poradzić inaczej. Sprawą Potockiego zajęła się komisja wojskowa pod przewodnictwem adwersarza starosty kaniowskiego, hetmana Jana Klemensa Branickiego. W rezultacie, w 1756 r. obciążono Mikołaja wysoką grzywną za wszystkie przewinienia.

Nie poskromiło to jednak charakteru tego awanturnika i ekscesów było więcej. W 1758 r., po tym jak próbował pozbawić życia abpa Karola Wyżyckiego Kościół zagroził, że obłoży go klątwą. Dla pobożnego Potockiego, który cały czas liczył, że dzięki swoim długim modłom i licznym fundacjom zapewni sobie zabawienie, kościelna klątwa stanowiła dużo dotkliwszą karę, niż państwowe grzywny i banicje. Magnat znalazł jednakże wyjście z tej sytuacji – zmiana wyznania. Starosta kaniowski został grekokatolikiem, a dzięki pieniądzom uzyskał wsparcie unickich hierarchów.

Obraz przedstawiający ufundowany przez Mikołaja Bazylego Potockiego klasztor bazylianów w Poczajowie

Przywódca szlachty i patriota

Jasna część duszy pana starosty objawiała się z kolei w świecie polityki. Kryminalny żywot Mikołaja Bazylego Potockiego nie przeszkadzał mu być wielokrotnie posłem, a nawet deputatem do Trybunału Koronnego. Dla dużej części szlachty był liderem i to również dla tych, którzy bywali jego ofiarami. Potocki miał bowiem tę dobrą cechę, że gdy już dochodził do siebie, to potrafił przeprosić i wypłacić sowite odszkodowanie. Dlatego wielu szlacheckich szaraczków nawet wolało być pobitym lub wychłostanym przez Potockiego i jego ludzi, gdyż wiedzieli że później mogą liczyć na godną rekompensatę.

We wrześniu 1759 r. szlachta ziemi halickiej oficjalnie dziękowała mu, że zapewnia swoimi wojskami porządek przed rozrastającym się wówczas ruchem hajdamaków – kozackich opryszków, terroryzujących tamtejsze tereny. W latach 1757-1761 starosta kaniowski stał na czele stronnictwa Potockich, najważniejszego obok Familii Czartoryskich ugrupowania politycznego. Orientowało się ono głównie na Prusy, jednak nasz magnat do walki z wpływami rosyjskimi szukał sojusznika też gdzie indziej.

Sejmik w kościele na obrazie Jana Piotra Norblina

Na przełomie lat 50. i 60. prowadził rozmowy z dyplomatami tureckimi. „Szalony basza”, jak go nazywali Turcy, próbował ich przekonać do zaatakowania Rosji, co miało przynieść korzyści i Imperium Osmańskiemu, i Rzeczpospolitej. Potocki był bardzo zapalony do tego projektu, dlatego wielkim ciosem było dla niego, gdy ostatecznie w 1762 r. uzmysłowił sobie, że Porta ani myśli prowadzić wojny z państwem carów. Spowodowało to w tym hulace stopniową przemianę. Postanowił wycofać się z życia publicznego. Zrezygnował ze swojego tytułu starosty kaniowskiego. Nie występował na sejmikach i na sejmach. Choć dawał jeszcze wtedy o sobie znać jego sadystycznych charakter, to już częściej oddawał się modlitwie.

Lubieżny i pobożny schyłek życia

Kiedy w 1771 r. Mikołaj fundował budowę klasztoru w Poczajowie, to kazał wybudować tam dla siebie drewniany dworek na dziedzińcu. Zamieszkał w nim już w następnym roku, lecz nie sam. Dla celów rozpustnych przebywało tam kilka dziewcząt. Po upojnych nocach starosta przyprowadzał je na poranne modły. Gdy chociaż jedna z nich w czasie modlitwy się zaśmiała, Potocki bił ją plecach, gdyż uważał takie zachowanie za obrazę Boga.

Niedługo potem wziął ślub z piękną córką swego ekonoma Marianną Dąbrowską. Małżeństwo nie trwało jednak długo, gdyż już w 1774 r. rozwiódł się i prawdopodobnie wrócił do uciech z wieloma kobietami.

Swego barwnego żywota Mikołaj Bazyli Potocki dokonał 13 września 1782 r. w Srebrnej pod Poczajowem. Pochowany został w krypcie pod cerkwią poczajowską. Nie miał potomstwa, lecz pozostało po nimi mnóstwo ludowych pieśni ukraińskich, a także utworów literackich (m.in. Seweryna Goszczyńskiego czy Jana Ignacego Kraszewskiego), których inspiracją było życie tej niezwykłej postaci.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA