cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Plebiscyt na Górnym Śląsku – czy byliśmy skazani na porażkę?

Andrzej Jaworski, 20.03.2021

Polski rysunek propagandowy z czasów kampanii plebiscytowej na Górnym Śląsku

Kiedy w czasie konferencji paryskiej Roman Dmowski roztaczał przed przedstawicielami czterech zwycięskich mocarstw wizję granic odrodzonej Rzeczypospolitej, to nie omieszkał przyłączyć do niej Górnego Śląsk. Region ten wprawdzie od średniowiecza nie należał do Polski, ale będąca wówczas na topie koncepcja samostanowienia narodów otwierała drogę do ponownego przyłączenia tej bogatej prowincji.

Uśpiona polskość

Śląsk mimo długiego czasu rozłąki z macierzą zachował ściśle polski charakter. Na wsiach Górnego Śląska i na części Dolnego Śląska królowała polska mowa. Co więcej, tamtejsza odmiana polszczyzny była zakonserwowaną formą języka średniowiecznego uzupełnionego naleciałościami z czeskiego i niemieckiego. Ten fenomen był możliwy dzięki wierze katolickiej. Po prostu modlono się po polsku, a gdy władze pruskie rozpoczęły walkę z Kościołem, to katolicyzm w naturalny sposób zaczął łączyć się z polskością, choć nie było to wcale zjawisko powszechne. Wielu określało się jako tutejsi, Ślązacy bądź jako lojalni obywatele cesarstwa niemieckiego. I biorąc pod uwagę, że polskojęzyczni mieszkańcy tego regionu to byli niemal wyłącznie chłopi i wywodzący się ze wsi robotnicy, to nie była to jakaś nadzwyczajna postawa w tamtych czasach.

Plakat propagandowy z okresu plebiscytu na Górny Śląsku

Nie należy zatem specjalnie podniecać się wynikami spisów niemieckich z początków XX wieku, które wskazywały, że nawet 70 proc. mieszkańców ma polskie pochodzenie. Śląsk to nie Wielkopolska. Tu nie było polskich elit, tu ludność w sporej części była narodowo nieuświadomiona. Ale gigantyczną prace, by to się zmieniło czynił redaktor naczelny „Górnoślązaka” i poseł do Reichstagu Wojciech Korfanty. I to dzięki jemu i jemu podobnym w ogóle można było podnieść kwestię przynależności Górnego Śląska po I wojnie światowej.

Po Wielkiej Wojnie historia bowiem gwałtownie przyspieszyła. Śląsk dotychczas był wolny od działań wojennych, jednak po przegranym przez Niemcy konflikcie i ta dzielnica mogła od nich odpaść. W Paryżu nie zgodzono się wprawdzie z postulatem Dmowskiego, by przyłączyć region do Polski, ale zaproponowano rozpisanie plebiscytu, który miał rozstrzygnąć o przynależności regionu. W tym samym czasie śląski okręg przemysłowy pogrążał się w rewolucyjnym wzburzeniu, który w sierpniu doprowadził do wybuchu I powstania - bez szans i przegranego, ale tylko ze względu na to, że Korfanty nie zdecydował się na jego wybuchy, zanim na Śląsk przybyły dobrze uzbrojone jednostki Grenzschutzu. Przyszły polski komisarz plebiscytowy wolał czekać na decyzję Ententy niż zastosować metodę faktów dokonanych.

Zobacz także:

Czym tak naprawdę było I powstanie śląskie

Wojna propagandowa

Tymczasem decyzja o rozpisaniu plebiscytu nie była dla Polski niczym dobrym. Rzeczypospolita od początku stała na straconych pozycjach. Niemcy wprawdzie przegrały wojnę i musiały zapłacić gigantyczne reparacje, co Warszawa w toczącej się w czasie kampanii plebiscytowej wojnie propagandowej starała się wykorzystać, niemniej Berlin dysponował nie tylko większymi zasobami, ale też stanowił pewną gwarancję stabilność. Po Niemczech było wiadomo, czego się spodziewać i wielu to odpowiadało. W dodatku, jak zostało wspomniane większość tamtejszych elit była niemiecka i to oni nadawali narracje na kogo warto, a na kogo nie warto głosować. Było tak zwłaszcza w miastach, gdzie proces germanizacji postępował znacznie szybciej niż na wsiach.

Niemcy oznaczały zatem pewną stabilność i przewidywalność, Polska zaś jawić się mogła w tamtym momencie jako jakieś państwo sezonowe i to w dodatku biedne. Pomna swoich słabości Rzeczypospolita za pomocą propagandy próbowała na wszelkie możliwe sposoby wbijać szpile Niemcom. Obydwie strony grały przede wszystkim na kwestiach gospodarczych. Jedna i druga strona starała się przekonać, że Ślązakom będzie lepiej u nich. Berlin wskazywał, że Polska to kraj pcheł i pluskiew, a Warszawa pokazywała, jak niemieckie elity ciemiężą śląskich chłopów i robotników. Jedna i druga strona starała się przekonać gwarancjami autonomii czy korzyści socjalnych. Wszyscy jednak doskonale zdawali sobie sprawę, że Polska jest od Niemiec znacznie biedniejsza, a w dodatku ma wojnę na głowie. Ze względu na to ostatnie jeszcze przed plebiscytem starano się podpisać traktat kończący wojnę polsko-bolszewicką, ale to i tak niewiele pomogło. Efekt świeżości w negatywnym tego słowa znaczeniu ciągle był widoczny.

Wyniki plebiscytu na Górnym Śląsku. Na czerwono obszary, gdzie głosowano
za Polską, na niebiesko - za Niemcami.

Polacy chcąc zniwelować swoje słabości zaproponowali, by w głosowaniu mogły wziąć udział nie tylko mieszkańcy Górnego Śląska, lecz także osoby, które tu się urodziły i pojawiły się w lokalu plebiscytowym w dniu głosowania. Liczono w tej materii zwłaszcza na osoby, które przeprowadziły się do Zagłębia Dąbrowskiego. Wprowadzona zmiana dała jednak Niemcom, a nie Polakom potężną broń. Republika Weimarska zorganizowała przyjazd na Górny Śląsk aż ponad 180 tysięcy emigrantów z innych części Niemiec. Polska na nic takiego nie była w stanie się zdobyć. Wprawdzie te głosy nie zdecydowały o zwycięstwie Niemców, jednakże wyraźnie zaznaczyły ich przewagę, która urosła z 6 do 20 proc.

Nie pomagała też sama atmosfera w trakcie plebiscytu. Do momentu wybuchu II powstania w sierpniu 1920 roku polscy działacze byli terroryzowani przez niemieckie bojówki, wspierane przez niemiecką policję Sipo. Po jej wycofaniu w wyniku zwycięskiego zrywu Polacy mogli liczyć na życzliwość jedynie Francji. Brytyjczycy i Włosi obawiający się, że nadmierne osłabienie Niemiec załamanie równowagę w Europie po cichu wspierali Republiki Weimarską.

Zobacz także:

Jak Polacy wygrali II powstanie śląskie

Przegrana bitwa, ale nie wojna

W rezultacie, 20 marca 1921 roku niemal 59,6 procent mieszkańców obszaru plebiscytowego, przy olbrzymiej frekwencji 97,5 proc. opowiedziało się za pozostaniem w granicach Niemiec. Niemcy wygrali zarówno w miastach, jak i na wsiach, choć w różnych proporcjach. W gminach wyniki były bardziej wyrównane i Polska zdobyła tam 46,3 proc. głosów.  Z kolei im większe miasto, tym wyniki bardziej na korzyść Niemców i to nawet w tych miastach, które ostatecznie przypadły Polsce jak Katowice (85.4 proc. za Niemcami).

Pomimo przegranej trzeba jednak przyznać, że Polakom i to mimo gorszej pozycji startowej, i mniejszych możliwości udało się dotrzeć do serc i umysłów wielu mieszkańców Górnego Śląska. Początkowo Komisja Sojusznicza chciała dokonać podziału na zasadzie „zwycięzca bierze wszystko”, gdzie Polsce przyznano by jedynie niewielki fragment bogatego regionu. I tak by się stało, gdyby nie wybuch III powstania śląskiego. To dzięki niemu Ententa zgodziła się na przyłączenie do Polski większej części okręgu przemysłowego z 50 proc. hut i 70 proc. kopalń węgla.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA