cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

PKiN: wyburzyć czy zostawić?

Paweł Zawada, 26.11.2017

Pałac Kultury i Nauki w Warszawie (Wikimedia Commons)

Niedawno wicepremier Mateusz Morawiecki zwierzył się w wywiadzie, że od dzieciństwa marzy mu się wyburzenie Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Nie jest on pierwszym, który wysuwa taki pomysł, ale czy w ogóle warto to robić?

Położony w samym centrum Warszawy, liczący 237 m PKiN jest bez wątpienia symbolem stolicy, ale też zarazem przeszłej już, na szczęście, sowieckiej dominacji. Budynek powstał z inicjatywy samego Józefa Salina jako „dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego”. W budowę zaangażowano 3,5 tys. robotników sowieckich, którzy aby zrobić miejsce dla tego niezwykłego prezentu wyburzyli nawet ocalałe po powstaniu warszawskim kamienice w tej części miasta. Po trzech latach, w 1955 r. na tle ciągle powstającej ze zgliszczy Warszawy Pałac stanął i wyraźnie górował nad całym miastem, pokazując kto tu naprawdę rządzi.

Pałac Kultury i Nauki w 1955 r.

Sama architektura PKiN, której twórcą był Lew Rudniew choć w zamierzeniach miała nawiązywać do „stylu polskiego”, niewiele odbiega od podobnych socrealistycznych dzieł wybudowanych w tym czasie w ZSRR. Początkowo biała fasada budynku wykonana ze spieków ceramicznych w kolorze piaskowca, produkowanych na Uralu po jakimś czasie zszarzała i tak Warszawa mogła się „poszczycić” wątpliwej urody wieżowcem w samym centrum.

Pomysły zburzenia daru towarzysza Stalina pojawiały już w latach 90. W filmie Sylwestra Chęcińskiego Rozmowy kontrolowane wręcz go zrealizowano, a w trzeciej części popularnego serialu Ekstaradycja jedynie Marek Kondrat jako komisarz Olgierd Halski temu zapobiegł. Wśród polityków chyba najsilniej za tym optował Radosław Sikorski, który niektóre swoje wystąpienia kończył na wzór Kato Starszego stwierdzeniem „a poza tym uważam, że Pałac Kultury należy wyburzyć”.

Sobór św. Aleksandra Newskiego w Warszawie

Uzasadnieniem dla takiego postępowania miałaby być rozbiórka w latach 20. XX w. soboru św. Aleksandra Newskiego stojącego niegdyś na dzisiejszym Placu Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Świątynię tę, podobnie jak PKiN, uznawano wówczas za symbol władzy rosyjskiego zaborcy. Za wyburzeniem tego budynku stało jednak więcej argumentów. Cerkiew była po I wojnie światowej w złym stanie technicznym i ze względu na wyprowadzkę wielu Rosjan z miasta, po prostu niepotrzebna. Do tego dochodził też aspekt estetyczny. Choć sobór był nieporównywalnie piękniejszy od PKiN to swoją wschodnim stylem zwyczajnie nie pasował do architektury stolicy.

Z Pałacem Kultury jest inaczej. Przede wszystkim jest to miejsce potrzebne miastu ze względu na liczne instytucje, jakie się w nim mieszczą. Dlatego jeżeli zdecydowalibyśmy się na rozbiórkę, to trzeba by było poszukać dla nich nowych lokali. Ale to tylko połowa problemu, bowiem wyburzenie spowodowałoby, że powstałoby olbrzymie puste miejsce w centrum stolicy. I tu pojawiłby się kolejny problem. O ile w wypadku soboru św. Aleksandra, dawny Plac Saski był przeznaczino do odbywania tam uroczystości państwowych, to Plac Defilad od dłuższego czasu nie spełnia takich funkcji. Tym samym już oczyma wyobraźni widzę ten spór, co ma stanąć na miejscu PKiN i deweloperów, którzy z radością przecierają ręce na samą myśl o kolejnych działkach pod budowę w tak atrakcyjnym miejscu.

Warto też pamiętać, że wyburzenie soboru warszawskiego to chyba jedyny taki nasz przykład potraktowania pamiątki po zaborcy. Poznaniacy jakoś nie zdecydowali się na rozbiórkę Zamku Cesarskiego, który de facto pełnił tę samą rolę co cerkiew w Warszawie – był symbolem obcej dominacji. Rzekomo za tą decyzją stała słynna oszczędność mieszkańców stolicy Wielkopolski, gdyż rozbiórka pochłonęłaby olbrzymie koszty. Można się spodziewać, że nietania byłaby również rozbiórka PKiN i nie wykonano by tej operacji szybko. Samo wyburzenie cerkwi na Placu Saskim trwało dwa lata, a tu mamy przecież do czynienia z najwyższym budynkiem w Polsce.

Ponadto zarówno poznański Zamek, jak i warszawski Pałac są pomnikami historii. W PKiN rozgrywały się kluczowe wydarzenia w najnowszych dziejach naszego kraju, jak zjazdy PZPR, w czasie których I sekretarze wygłaszali niejednokrotnie historyczne przemówienia. Tym samym jest to świetnie miejsce, aby zrobić tu coś w rodzaju muzeum totalitaryzmu/terroru/komunizmu. Sam budynek jest przecież żywą pamiątką po tamtym czasie. Symbolem może nie najlepszej, ale jednak już przeszłości. Z kolei nowa placówka byłaby znakiem zwycięstwa Polaków, którego chyba tak łakną orędownicy rozbiórki. Bowiem z dowodu sowieckiego zwierzchnictwa nad Polską, Pałac Kultury i Nauki przemieniłby się w miejsce, gdzie pokazywano by sowiecką klęskę.

PKiN w 1958 r. na fotografii Johna Schultza

Z drugiej strony, z samym budynkiem PKiN wypadałoby coś zrobić. Jego szarzyzna wyraźnie szpeci centrum Warszawy. Były pomysły, aby zabudować ten obszar innymi wieżowcami i w ten sposób ukryć dar Stalina. Jak na razie idzie to średnio. Tymczasem jak Pałac straszył, tak straszy dalej. O wiele lepszą ideą i raczej szybszą w realizacji jest wyczyszczenie fasady budynku, tak aby ten odzyskał świeżość z czasu tuż po wybudowaniu. Koszt całej operacji szacuje się na ok. 20 mln zł. Pojawiały się inicjatywy, aby PKiN sam zarobił na ten lifting wywieszeniem reklamy wielkoformatowej, ale weto w tej sprawie zgłosiły władze stolicy.

Tych wszystkich dylematów byśmy jednak nie mieli, gdyby jedna niefortunna decyzja. Józef Stalina dał bowiem wybór prezydentowi Bierutowi, jaki to podarek ma Polska otrzymać. Opcje były dwie: Pałac Kultury albo metro. Bierut wybrał jak wybrał, a my do dzisiaj musimy głowić, co z tym kłopotliwym prezentem zrobić.





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA