cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.

Piłsudski w Magdeburgu - „wczasy”, negocjacje z Niemcami i pożegnanie dawnego świata

Szymon Zalewski, 11.11.2021

Józef Piłsudski i Kazimierz Sosnkowski podczas internowania w Magdeburgu, 1918 r.

Internowanie Józefa Piłsudskiego w twierdzy magdeburskiej uczyniło z niego męczennika sprawy narodowej. Sam zainteresowany wspominał ten czas całkiem miło, określał go nawet mianem „wczasów”. Jednak koniec jego pobytu w niewoli niemieckiej wiązał się już z szeregiem niebezpieczeństw, a także uczestnictwem w uroczystym pożegnaniu La Belle Epoque.

Ośrodek wypoczynkowy „Twierdza Magdeburg”

Piłsudski co najmniej od połowy 1916 r. dążył do zerwania współpracy Legionów z państwami centralnym. Pretekstem do tego okazała się odmowa złożenia przez większość żołnierzy I i III Brygady przysięgi wierności sojuszowi z Niemcami i Austro-Węgrami. Skończyło się to masowym internowaniem legionistów i tym samym zamanifestowaniem, że kooperacja z tymi krajami została zakończona.

Niosło to jednakże negatywne konsekwencje dla samego Komendanta. O świcie 22 lipca 1917 r., kiedy wracał wraz z Kazimierzem Sosnkowskim z wieczorno-nocnego spotkania w mieszkaniu Michała Sokolnickiego, gdzie razem z Arturem Ślwińskim umówili się na partyjkę winta, zaaresztowała ich niemiecka żandarmeria. Zatrzymanych dostarczono najpierw na Dworzec Wiedeński w Warszawie, skąd przewieziono ich do Poznania, a stamtąd na kilka dni do Gdańska, by potem odesłać do Szpandawy. Piłsudski i Sosnkowski w tamtejszej twierdzy spędzili jedynie tydzień. Kolejnym miejscem ich odsiadki okazał się Wesel nad Renem. Tu przebywali aż do końca lata 1917 r. Dopiero we wrześniu Komendant trafił do twierdzy w Magdeburgu, a Sosnkowskiego umieszczono w pobliskim więzieniu oficerskim.

W magdeburskiej twierdzy brygadier miał warunki całkiem znośne. Jak sam po latach wspominał:

Ku memu wielkiemu zdziwieniu, wywyższono mnie nagle do wysokiej rangi generała i trzymano, że tak powiem, z odpowiednim dla takiej szarży szacunkiem (…) Mieszkałem zresztą wcale wygodnie. Do rozporządzenia miałem na pierwszym piętrze trzy cele: pokój sypialny, coś w rodzaju pokoju, w którym mogłem kogoś przyjąć, a co w mojej sytuacji  mogło mnie tylko do śmiechu pobudzać i trzeci – pokój jadalny. Wszystkie trzy cele, dzień cały otwarte, wychodziły na ogródek, w którym było kilka drzew owocowych i trochę niewielkich krzewów (…) W ogrodzie stał żołnierz uzbrojony jako cała warta.

Dom z Magdeburga, w którym przebywał podczas internowania Józef Piłsudski. Wiosną 1939 r. przeniesiono go do Polski. Stanął w parku belwederskim.

Piłsudski mógł po ogrodzie spacerować trzy godziny dziennie. Potem dano mu ten przywilej na cały dzień. Obiady dostarczano z najlepszej magdeburskiej restauracji Magdbuges Hof. Płacił za nie sam Komendant z pieniędzy, jakie otrzymywał od Niemców. Nie był to jednak jedyny przywilej. Przyszły Marszałek prenumerował również gazety, kupował książki i dostawał papier do pisania. Gdy zimą 1917/1918 dokuczało mu serce oraz reumatyzm Niemcy wozili go do miasta, aby poddawał się różnego rodzaju zabiegom leczniczym.

Sytuacja się poprawiła jeszcze bardziej, kiedy latem 1918 r. do Piłsudskiego dołączył Kazimierz Sosnkowski. Zezwolono wtedy osadzonym na spacery po mieście wraz z przewodnikiem, którym był specjalnie oddelegowany do tego oficer miejscowego garnizonu kapitan Schlossmann. On to układał za każdym razem program wycieczki, a znalazły się w nich m.in. stare miasto wraz z katedrą, muzeum miejskie, wspaniałe ogrody oraz parki. Eskortę dla więźniów stanowił tylko jeden strażnik w randze feldfebla, który jednak starał się iść w odpowiedniej odległość od więźniów, by nie powodować ich skrępowania.

Piłsudski codziennie rano zaczynał dzień od przeglądu wiadomości z frontu. Jeden z pokoi obydwaj panowie obwiesili mapami, tworząc z niego imitację pomieszczenia sztabowego, gdzie zaznaczyli zmiany na froncie. Po śniadaniu przychodził czas na przechadzkę i dyskusję w ogrodzie. Sosnkowski wspominał, że Komendant przez kilka godzin potrafił snuć plany na temat „mocarstwowego rozwoju niepodległej Polski”. Plany te były bardzo precyzyjne, gdyż po latach Marszałek przyznawał się, że już wtedy obmyślał, który oficer obejmie dowództwo w jakim garnizonie. Po obiedzie następował czas na pracę. Brygadier pisał wówczas książkę „Moje pierwsze boje”. Z kolei wieczorami panowie grywali w szachy.

W listach do swojej przyszłej małżonki Aleksandry Szczerbińskiej Józef Piłsudski wyrażał tęsknotę za rodziną. Gdy przebywał w twierdzy narodziła się jego pierwsza córka, Wanda. Brygadier ani razu w listach się nie skarżył na warunki, w jakich przebywał, mimo że komendant twierdzy nie odwiedzał ani jego, ani Sosnkowskiego. Jak sam przyszły Naczelnik Państwa wspominał:

Ja w Magdeburgu świetnie wypoczywałem.

Uwolnieni i zagrożeni przez rewolucję

Monotonie życia Piłsudskiego i Sosnkowskiego przerwało się pod koniec października 1918 r. Dyżurny podoficer dostarczył wówczas Komendantowi najnowszy numer Die Woche, w którym znalazła się fotografia niedawnego dowódcy I Brygady opatrzona podpisem „Józef Piłsudski, polski minister wojny”. Niezwykle to rozbawiło zainteresowanego, jak zanotował:

Ironia była niezwykła – minister wojny w więzieniu. 

Artykuł informował o tym, że Józef Świeżyński, premier z ramienia Rady Regencyjnej zarezerwował stanowisko ministra wojny właśnie Piłsudskiemu.

Prawdziwym przełomem okazała się jednak wizyta w twierdzy magdeburskiej hrabiego Harry'ego Kesslera. Piłsudski znał go jeszcze z okresu walk na Wołyniu z lat 1915-1916, kiedy hrabia był oficerem łącznikowym przy Komendzie Legionów Polskich. Wizyta ta okryta jest tajemnicą. Komendant nigdy nie wyjawił, o czym rozmawiał z niemieckim arystokratą. Michał Sokolnicki, współpracownik brygadiera, uważał że chodziło o zwolnienie z internowania w zamian za zapewnienie, że przyszła Polska ograniczy swoje żądania wobec Niemiec jedynie do Poznańskiego. Komendant miał oświadczyć, że ta rozmowa jest bezcelowa dopóki siedzi w więzieniu.

Hrabia Harry Kessler - niemiecki oficer,dyplomata, a zarazem artysta i nieco dziwak. W listopadzie 1918 r. był odpowiedzialny za przetransportowanie Piłsudskiego do Polski

Więcej szczegółów na temat tego spotkania przedstawił sam Kessler w raporcie do urzędu kanclerskiego. Piłsudski miał oświadczyć, że obydwa narody potrzebują okresu spokoju. Wyraził, że o Wielkopolskę i Pomorze obecne pokolenie Polaków walczyć nie będzie, przede wszystkim ze względu na brak zasobów finansowych, materiałowych i ludzkich na prowadzenie takiej wojny. Chyba że otrzymają te ziemie w podarunku od Ententy. Dawny dowódca I Brygady zgodził się ponadto, że zarówno Niemcy, jak i Polska mają teraz wspólnego wroga, jakim są bolszewicy.

Kessler oceniał, że Piłsudski gdyby stanął na czele polskiej armii nie wahałby się wypełnić rozkazu rządu RP o rozpoczęciu wojny z Niemcami, choć na pewno byłby takiemu konfliktowi przeciwny.

Tydzień później, 6 listopada hrabia pojawił się w twierdzy ponownie. Tym razem miał przygotowane dla Piłsudskiego oświadczenie, że jako wódz polskiej armii nie podejmie żadnych akcji zbrojnych przeciwko Niemcom. Komendant odmówił jego podpisania, a wobec pogarszającej się sytuacji w Niemczech zwierzchnicy Kesslera o to dalej nie zabiegali. W nocy z 7 na 8 listopada przyszedł rozkaz o uwolnieniu brygadiera.

Zadanie przewiezienia Komendata z Magdeburga do Warszawy otrzymał rotmistrz Paul van Gulpen – awanturnik, który przez część Wielkiej Wojny był przydzielony do armii tureckiej, w której walczył m.in. na Kaukazie. Powierzenie mu tej misji przyjął z radością. Wiązała się ona bowiem z pewnym ryzkiem. Linie kolejowe były przerwane, w kraju panowała rewolucja, a w Polsce sytuacja zmieniała się z dnia na dzień.

Niemcy liczyli, że Piłsudski ustabilizuje sytuację w swojej ojczyźnie i nie dopuści do wybuchu antyniemieckiego powstania. Planom sprowadzenia byłego dowódcy I Brygady do Warszawy sprzeciwiał się jednak generał-gubernator Hans von Beseler. Uważał, że obecność popularnego przez swoje uwięzienie Komendanta jedynie przyśpieszy wybuch rebelii. Lecz władze niemieckie nie miały wyboru. Przyszły Naczelnik jako jedyny obiecywał zaprowadzenie spokoju.

Nie lada wyzwaniem okazało się już samo przewiezienie Piłsudskiego i Sosnkowskiego do Berlina. 8 listopada rewolucja dotarła do Magdeburga. Żołnierze zrywali oficerom naramienniki. Ludzie z czerwonymi opaskami opanowywali ważniejsze punkty w mieście. Gulpen i Kessler ledwo dotarli do twierdzy, gdyż tłum zastąpił im drogę. Ci jednak nie tracąc zimnej krwi krzyknęli, że przyjechali uwolnić więźniów. Na swoje szczęście narzucili wtedy na mundury płaszcze myśliwskie, a zamiast czapek mieli stare kapelusze.

Sosnkowski i Piłsudski byli zaskoczeni zarówno przebraniem gości, jak i tym co mieli oni do zakomunikowania. Oddzieleni od świata wysokim murem twierdzy, Polacy nie mieli pojęcia, że w mieście wybuchła rewolucja. Obydwaj dostali jedynie 10 min na spakowanie i ruszenie w podróż do Berlina. Przedtem jednak należało opuścić Magdeburg, a okazało się to wcale niełatwe. Znajomy listonosz powiadomił van Gulpena o tym, że na rynku są już rewolucjoniści. Inne drogi też były zamknięte. Rotmistrz zaproponował Piłsudskiemu, że jeżeli wyrazi zgodę, to szybko przejadą przez rynek, a gdyby zaatakowałby ich tłum, to „weźmiemy w ręce karabiny, najpierw oddamy strzały w powietrze, a potem w razie konieczności, otworzymy w tłum szybki ogień”. Niedawny więzień zgodził się na ten plan. Co więcej, poczuł sympatię do tego awanturniczego oficera, któremu już niedługo później miał oferować pozostanie w Polsce i nominację na generała kawalerii.

Przez rynek na szczęście udało się przejechać bezpiecznie. Piłsudski uznał to za dobry omen. W Brandenburgii sytuacja była już lepsza. Rewolucja tu jeszcze nie dotarła, a rotmistrz Glupen zorganizował u znajomego mleczarza w miejscowości Genthin śniadanie: zupa mleczna, chleb z masłem i pieczone ziemniaki. Grupa wolno podążała do wyznaczonego celu, mniej więcej 40-50 km/h. Samochód Audi był co prawda dobry, lecz często pękały w nim opony. Z powodu braku dętek napełniano je papką ziemniaczaną, która pozwalała jednak przejechać jedynie kawałek przy nieprzekraczaniu wymaganej prędkości, ponieważ papka pod wpływem gorąca rozsadzała opony.

Pożegnanie Belle Epoque

Do Berlina grupa dojechała w piątek 8 listopada, ok. godziny 17. Panował tu względny spokój. Stąd następnego dnia rano Piłsudski i Sosnkowski mieli wyruszyć specjalnym pociągiem do Warszawy. Noc dwaj Polacy spędzili w hotelu Continental. Sosnkowski wyraził uwagę Kesslerowi, że Komendant powinien mieć szablę przy boku. Z tego względu hrabia zaczął szukać po całym Berlinie oficerskiej szabli. Nie mogąc jej znaleźć z powodu zamknięcia wszystkich sklepów rusznikarskich zdecydował się wręczyć Piłsudskiemu swój bagnet oficerski.

9 listopada rewolucja dotarła do Berlina. Rewolucjoniści zaczęli od ataku na koszary Maikafer. Tego dnia nastąpiła też abdykacja cesarza. Dla Piłsudskiego ważniejsze jednak było to, że pociąg do Warszawy miał opóźnienie aż do wieczora. Wobec takiego obrotu sprawy Kessler zaproponował… obiad w najlepszej berlińskiej restauracji - Hiller. Prócz uczestników wyprawy z Magdeburga brał w nim udział również książę Hatzfeldt z Ministerstwa Wojny.

9 listopada 1918 r. na ulicach Berlina. Tego właśnie dnia Piłsudski przybył do niemieckiej stolicy.

Dla znamienitych gości zamknięto restauracyjną salę, a okna zasłonięto. Niemieckim arystokratom i polskim szlachcicom szereg kelnerów w doskonale dopasowanych frakach serwował na zasłanych śnieżnobiałym obrusem najlepsze dania. Wszystko to w otoczeniu kryształów, dywanów, pięknych boazerii i złoceń. La Belle Epoque w pełnej krasie. Jakby na przekór temu, że na ulicach Berlina cały ten świat chylił się właśnie ku upadkowi.

Unikalny kubek z Józefem Piłsudskim i jednym z jego najsłynniejszych cytatów
do kubienia tylko w Sklepie Wokulskiego

Piłsudski i Sosnkowski nie ulegli jednak temu czarowi. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, co dzieje się za zasłoniętymi oknami. Komendant był milczący i zamyślony. Obawiał się, że podobne wypadki mogą wystąpić w Polsce. Jak zanotował Sosnkowski „między drugą a trzecią potrawą” książę Hatzfeldt został wezwany do telefonu. Dzwoniono z Kancelarii Rzeszy. Mimo że arystokrata nic nie chciał mówić, dotychczas weseli uczestnicy obiadu spoważnieli.

Niedługo potem Hatzfeldt otrzymał drugi telefon. Tym razem informacje był już konkretne: za pół godziny na dworcu Friedrichstrasse oczekiwać będzie na Piłsudskiego i Sosnkowskiego pociąg do Warszawy. Goście tego niezwykłego obiadu-stypy starego świata opuszczali salę restauracyjną, jak zanotował Sosnkowski, „pozostawiając za sobą stół biesiadny, pełne talerze, wino w kielichach i szereg kelnerów, wystraszonych i zastygłych w bezruchu z półmiskami w ręku”.

Godzinę później Piłsudski i Sosnkowski w towarzystwie rotmistrza van Glupena odjeżdżali w wagonach pierwszej klasy pociągiem do Warszawy...





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA