cookies

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujące z nami podmioty. W przeglądarce można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Korzystanie z naszego portalu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Jeżeli nie zgadzasz się na używanie cookies możesz również opuścić naszą stronę. Więcej informacji w naszej polityce prywatności (https://kurierhistoryczny.pl/polityka-prywatnosci,7).

Pepiki i ci drudzy, czyli mit Czechosłowacji

Krystian Skąpski, 25.11.2018

Manifestacja na Placu Wacława w Pradze w dzień proklamowania niepodległości, 28 października 1918 r.

Czechosłowacja umierała kilka razy i rodziła się kilka razy. Ten dziwny twór, w którego istnienie wykraczające poza formalną formę nie wierzyli nawet niektórzy jego ojcowie założyciele zbudował swój niezwykły mit, który z czasem coraz boleśnie zderzał się z rzeczywistością.

Słowacki ojciec czechosłowackiej niepodległości

Ostatnio na rynku wydawniczym pojawiło się rozszerzone, drugie wydanie książki Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów Mariusza Surosza. Równo sto lat temu bowiem nie tylko odrodziła się Polska, ale powstała również Czechosłowacja. Autor przedstawia nam twarze tego państwa – wielkich polityków, żołnierzy czy ludzi kultury. Wśród nich jest jeden z trzech ojców tej niepodległości. Dziś pamięta się z kolei jedynie o dwóch - Tomaszu Masaryku i Edwardzie Beneszu. Tymczasem pod koniec I wojny światowej funkcjonowało powiedzenie „co Masaryk pomyśli, Benesz powie, a Štefánik uczyni”. To oni byli odpowiedzialni za „sprzedanie” Entencie idei państwa czechosłowackiego. Jak pisze Mariusz Surosz:

Ci trzej ludzie stali za urzeczywistnieniem jednej z najbardziej frapujących fikcji Europy – wspólnego państwa Czechów i Słowaków, powstałego na bazie jakże naciąganej idei czechosłowakizmu.

Milan Rastislav Štefánik

Spośród wymienionej trójki jedynie jednak generał Milan Rastislav Štefánik uważał się za Słowaka. Ba! Nawet myślał o założeniu słowackiej kolonii na Tahiti. Zaczynał jako dobrze się zapowiadający astronom. Załamanie jego kariery nastąpiło, gdy w lutym 1907 roku przeprowadził wyprawę do Turkiestanu, gdzie miał obserwować wielkie zaćmienie Słońca. Niestety, okazało się, że olbrzymie nakłady zostały wyrzucone w błoto. 7 lutego niebo nad tamtejszym stepem zasnuły gęste chmury i z obserwacji wyszły nici.

Tę porażkę zrekompensował sobie dopiero w 1911 roku, kiedy 28 kwietnia na archipelagu Toga udokumentował pełne zaćmienie. Wtedy też jego kariera przebiegała zupełnie inaczej. Emigrantem z monarchii habsburskiej zainteresował się francuski wywiad, który przedstawił mu propozycję kontynuowania kariery naukowej, a jednocześnie służby na rzecz przybranej ojczyzny. Od tego momentu Štefánik prowadził podwójne życie: astronoma i szpiega.

Prawdziwy przełom w jego życiu dała dopiero I wojna światowa. We francuskiej armii został pilotem. Po jednej ze swoich brawurowych przygód trafił do paryskiego szpitala. Tam 13 grudnia 1915 r. odwiedził go Edward Benesz z propozycją dołączenia do utworzonego miesiąc wcześniej Czeskiego Komitetu Zagranicznego. Štefánikowi bardzo podobała się idea czechosłowakizmu. Beneszowi też, chociaż z innych powodów. Widział w tym projekcie możliwość bohemizacji Słowaków, którzy jego zdaniem jako naród tak naprawdę nie istnieją.

Pomimo tego, że obydwaj panowie nie przypadli sobie do gusty, to razem z Tomaszem Masarykiem działali na rzecz powstania Czechosłowacji. Ideę tę wmówiono nie tylko zachodnim sojusznikom, ale również samym Czechom i Słowakom. Powstała z jeńców tych narodowości armia była najważniejszym argumentem na rzecz powstania wspólnego państwa. Korpus Czechosłowacki stanowił nawet niebagatelny element sił sprzymierzonych interweniujących w czasie wojny domowej w Rosji.

Utworzone państwo nie było jednak wbrew zapowiadanym hasłom państwem równych narodów. Czechosłowacja była przede wszystkim „Czecho”. Słowacy zostali odstawieni na drugi plan. Wszystkie decyzje zapadały w Pradze – tam był rząd, parlament, prezydent. Przeważającą liczbę urzędów przydzielono Czechom. Zwyciężyła idea państwa Benesza, ale tak by się nie stało, gdyby nie pewien wypadek samolotowy. 4 maja 1919 roku rozbił się Caproni 450, na którego pokładzie znajdował się generał Štefánik. W listach Benesza do Masaryka ten pierwszy chwaląc dokonania Słowaka jednocześnie poważnie się zastanawiał, co zrobić z taką indywidualnością. Wielu w tej śmierci widziało czeski spisek.

Złączenie i rozpad

Więcej opowieści na temat Czechosłowacji i jej obywateli można znaleźć
w książce Mariusza Surosza Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów

I Republika Czechosłowacka była na pierwszy rzut oka krajem sukcesu – jedynym bastionem demokracji w tej części  Europy. Patronował jej prezydent Tomasz Masaryk – żywe ucieleśnienie platońskiego ideału króla-filozofa. Niepisaną zasadą było, że głowy państwa się atakuje. Wszystkie ciosy opozycji brał na siebie Edward Benesz, który był najbliższym współpracownikiem Masaryka, a następnie wyznaczonym przez niego następcą.

Ten na pozór sprawny konstrukt posypał się wraz ze śmiercią pierwszego prezydenta. Choć Tomasz Masaryk w chwili swego odejścia z tego świata nie pełnił już żadnych oficjalnych funkcji, to był niekwestionowanym autorytetem, w którego głos wsłuchiwali się wszyscy. W rok po jego śmierci Czechosłowacja zaczęła się kończyć. Niemcy okazali się nielojalni. Hitler zażądał Sudetów, a Słowacy coraz głośniej wyrażali swój separatyzm. W książce Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów przytoczone jest wymowne zdanie Ferdinanda Peroutka, zapisane już po rozpadzie wspólnego państwa:

Wprawdzie mówiliśmy o sobie, że jesteśmy Czechosłowakami; wszystkie możliwe instytucje mieliśmy oznaczone skrótem „cs”, ale chyba od początku aż do końca wiedzieliśmy, że nie jesteśmy Czechosłowakami. Błędem naszej przeszłości było to, że stworzyliśmy fikcję czechosłowakizmu i od tej fikcji nie odstąpiliśmy (…) walczyliśmy o coś, co nie było zdolne do życia.

Po interwencji Hitlera zaczął się nowy czas – osobnego życia Czechów i Słowaków, dramatycznych wyborów. Generał Emanuel Moravec jeszcze w 1938 r. najsilniej postulował zbrojny opór przeciwko wkraczającym wojskom niemieckim. W rok później był już częścią hitlerowskiego reżimu. Wielu w Berlinie z podziwem wskazywało, że w zawrotnym tempie germanizuje i nazyfikuje własny naród.

Tymczasem na Słowacji odłączenie się od Czechów było łatwiejsze, choć niepodległość była tak naprawdę wymuszona przez Hitlera, który w momencie wkraczania do resztek wspólnego państwa zasugerował to rozwiązanie księdzu Józefowi Tiso. Parlament słowacki – powstały jako wyraz słabości ostatnich lat I Republiki – przegłosował deklarację niepodległości przez aklamację. Państwo, którego głową był ksiądz było z jednej strony mocno klerykalne (co czwarty poseł był kapłanem). Z drugiej było to miejsce starcia między bardziej nazistowskich od samych nazistów miejscowych polityków spod znaku premiera Tuki i próbującym zachować jakąś niezależność środowiskiem księdza-prezydenta.  

Pierwsza Słowacja nie była jednak tak krwiożercza jakby się mogło wydawać. Mariusz Surosz przytacza fragment wspomnień opozycjonisty Miroslava Kusy:

Tak zwani klerofaszyści nie wykonali ani razu kary śmierci na komunistach jako swoich głównych przeciwnikach (a zasądzili chyba tylko jeden taki wyrok), nie wspominając już o innego tego typu opozycji. (…) W kraju, który był w stanie wojny, mój ojciec komunista został skazany na rok więzienia za nalepianie komunistycznych ulotek pierwszomajowych wzywających Słowaków do oporu przeciw reżimowi. (…) Mimo stanu wojennego w Słowacji nie istniały roboty przemysłowe ani powszechna mobilizacja, a jednostki słowackie na froncie wschodnim miały w zasadzie charakter symboliczny (…) i mimo wojny w porównaniu z sąsiednimi krajami i samą Rzeszą zachował się tu stosunkowo wysoki poziom życia.

Autor książki Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów jednak przyznaje, że najczarniejszym rozdziałem w dziejach Słowacji był jej udział w Holokauście. Rząd Tutki wprowadził tzw. kodeks żydowski, który był radykalniejszy niż niemieckie ustawy norymberskie. Ksiądz Tiso natomiast wobec mordowania swoich obywateli wykazywał wręcz obojętność.

Masaryk junior

W tych jednak ponurych czasach była jeszcze ciągle grupa obywateli, która nadal wierzyła w ideę czechosłowakizmu. Uosobieniem tego, co najlepsze w I Republice był odrodzony w trakcie II wojny światowej duet Benesz-Masaryk. Będący długo utrapieniem dla swego ojca, utracjusz, bon vivant, mający problemy psychiczne i leczenie w szpitalu psychiatrycznym za sobą syn pierwszego prezydenta, Jan Masaryk – znów z pozoru, wydawał się wybitnym mężem stanu, który potrafi w piękny i emocjonalny sposób na falach radia BCC zagrzewać Czechów i Słowaków do walki, a jednocześnie właściwie rozgrać sprawę Czechosłowacji na arenie międzynarodowej. W rzeczywistości karierę dyplomatyczną, jaką zrobił przed wojną zawdzięczał ojcu. Jego mniej chwalebne dokonania skwapliwie skrywano. Politycznie był poddany Beneszowi, który uczynił z niego ministra spraw zagranicznych.

Tomasz i Jan Masarykowie

W trakcie II wojny światowej Czechosłowacja w znacznej mierze powtórzyła manewr z I wojny. Wyszło nawet lepiej, gdyż zaangażowanie militarne było znacznie mniejsze. Wystarczyło kilka znaczących epizodów by zyskać przychylność aliantów. Dogadano się również z rodzimymi komunistami, co miało pomóc przekonać Moskwę do siebie. Powracający w 1945 r. do kraju Jan Masaryk miał być ucieleśnieniem powrotu starych, dobrych czasów. Kolejna fikcja skończyła się szybko. Komuniści w kilka lat przejęli kontrolę, a państwo podporządkowano Sowietom.

W pierwszych latach po wojnie Jan Masaryk nadal pełnił funkcję szefa czechosłowackiej dyplomacji. Na własne oczy widział jak jego państwo traci stopniowo swoją niezależność. W lipcu 1947 r. po powrocie z Moskwy powiedział:

Pojechałem do Moskwy jako minister spraw zagranicznych suwerennego państwa, a wróciłem jako pachołek sowieckiego rządu. Finis Bohemiae.

10 marca 1948 r. znaleziono go martwego na dziedzińcu Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Pradze. Oficjalnie popełnił samobójstwo, jednak wokół tej śmierci było tyle znaków zapytania, że nikt tak naprawdę w to nie wierzył.

Śmierć Masaryka była symbolicznym końcem wolnej Czechosłowacji. Jej kolejna komunistyczna inkarnacja rozbiła się po powrocie wolności. W 1993 r. zdano sobie sprawę, że nie da się rzeczywistości oszukać i być może tę Czechosłowację po prostu sobie wmówiono.

Artykuł oparty m.in. na książce Mariusza Surosza Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów





Komentarze

Udostępnij ten artykuł
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu

Skomentuj artykuł

Przedłuż subskrypcję, aby dodać komentarz.

Polecane artykuły
pokaż wszystkie artykuły
Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone. © 2017 Kurier Historyczny. Projekt i wykonanie:logo firmy MEETMEDIA